Выбрать главу

Byłam zadowolona, że cała ta akcja ze świętowaniem dobiegła końca. Nadszedł czas, żeby coś zrobić ze swoim życiem i zacząć – tym razem naprawdę – nową pracę. Chociaż wydawało mi się, że pracuję od dziesięcioleci, praktycznie rzecz biorąc, byłam u początku. Robiłam sobie wielkie nadzieje, że wszystko się poprawi, kiedy zaczniemy pracować w bezpośrednim kontakcie. Przez telefon każdy może być potworem bez serca, a już zwłaszcza ktoś, kto źle się czuje podczas wakacji i z dala od pracy. Byłam jednak przekonana, że niedola tego pierwszego miesiąca ustąpi miejsca zupełnie nowej sytuacji i z entuzjazmem oczekiwałam na jej rozwój.

Nieco po dziesiątej tego zimnego i szarego piątego dnia stycznia byłam naprawdę szczęśliwa, że jestem w biurze. Szczęśliwa! Emily piała z zachwytu nad jakimś facetem, którego poznała na noworocznym przyjęciu w Los Angeles, jakimś „superseksownym tekściarzu, który świetnie sobie radzi”; obiecał za parę tygodni wpaść do niej z wizytą do Nowego Jorku. Ja gawędziłam z jednym z asystentów z działu urody, który pracował trochę dalej, naprawdę słodkim gejem świeżo po Vassar. Jego rodzice jeszcze nie wiedzieli – nawet mimo wyboru college'u i faktu, że został asystentem w dziale urody w czasopiśmie poświęconym modzie – że faktycznie sypiał z facetami.

– No, chodź ze mną, proszę! Będzie tak zabawnie, obiecuję. Przedstawię cię naprawdę gorącym sztukom, Andy, zobaczysz. Mam boskich przyjaciół hetero. Poza tym, to impreza Marshalla, musi być świetna – namawiał James, opierając się o moje biurko, kiedy sprawdzałam pocztę. Emily radośnie szczebiotała po swojej stronie biura, szczegółowo relacjonując randkę z długowłosym tekściarzem.

– Poszłabym, wiesz, że bym poszła, ale planowaliśmy to z moim chłopakiem jeszcze przed świętami – powiedziałam. – Od tygodni mamy zamiar wyjść razem na naprawdę miłą kolację, a ostatnio musiałam wszystko odwołać.

– To spotkaj się z nim później! Daj spokój, nie codziennie masz szansę poznać najzdolniejszego samodzielnego kolorystę cywilizowanego świata, prawda? I będą tam tłumy znanych ludzi i wszyscy będą wyglądać bosko i cóż, po prostu wiem, że to będzie najbardziej szykowna impreza tygodnia! Przygotowują ją Harrison i Shriftman, na litość boską, nie możesz tego przegapić. Powiedz tak. – Zamrugał, robiąc przesadnie słodkie oczy, i musiałam się roześmiać.

– James, naprawdę bym chciała… nawet nie byłam nigdy w Plaża! Ale nie mogę zmienić tych planów. Alex zrobił rezerwację w małej włoskiej knajpce niedaleko swojego mieszkania i nie ma mowy, żebym coś przełożyła. – Wiedziałam, że nie mogę odwołać tego spotkania i nie chciałam tego robić. Zamierzałam spędzić ten wieczór sam na sam z Aleksem i usłyszeć, jak się układa nowy program zajęć pozaszkolnych, ale żałowałam, że to musi być akurat ten wieczór, w który wypada przyjęcie. Czytałam o nim w gazetach przez cały ubiegły tydzień: wyglądało na to, że cały Manhattan w zachwycie czeka na Marshalla Maddena, wyjątkowego kolorystę fryzur, gospodarza corocznej posylwestrowej balangi. Mówiło się, że w tym roku impreza ma być jeszcze bardziej okazała niż zwykle, ponieważ Marshall właśnie wydał nową książkę Pokoloruj mnie, Marshall. Nie miałam zamiaru odwoływać spotkania ze swoim chłopakiem, żeby iść na przyjęcie dla gwiazd.

– No dobra, ale nie mów, że nigdy cię nigdzie nie zapraszam. I nie przychodź do mnie z płaczem, kiedy jutro przeczytasz w Page Six *, że widziano mnie z Mariah albo J – Lo. Co to, to nie. – I poszedł sobie, rozdrażniony, zły trochę na pokaz, a trochę na poważnie, bo stale sprawiał wrażenie poirytowanego.

Do tej pory tydzień po Nowym Roku był łatwy. Wciąż jeszcze rozpakowywałyśmy i katalogowałyśmy prezenty – tego ranka odwinęłam kompletnie oszałamiające szpilki od Jimmy'ego Choo, inkrustowane kryształami Swarovskiego – ale nie zostało nic do wysłania, a telefony milczały, bo wiele osób jeszcze nie skończyło urlopów. Miranda miała wrócić z Paryża z końcem tygodnia, ale nie spodziewano jej się w biurze do poniedziałku. Emily była pewna, że jestem gotowa stawić jej czoło, ja także. Przerobiłyśmy wszystko i prawie cały notatnik zapełniłam uwagami. Zerknęłam na niego z nadzieją, że wszystko pamiętam. Kawa: tylko Starbucks, duże latte, dwie kostki nierafinowanego cukru, dwie serwetki, jedno mieszadełko. Śniadanie: zamówienia na wynos Mangia, pięć – pięć – pięć – trzy – dziewięć – cztery – osiem, jedna drożdżówka z serem, cztery plasterki bekonu, dwie kiełbaski. Gazety: stoisko w holu, New York Times, Daily News, New York Post, Financial Times, Washington Post, USA Today, Wall Street Journal, Women s Wear Daily oraz New York Observer w środy. Tygodniki dostępne w poniedziałki: Time, Newsweek, U.S. News, New Yorker (!), Time Out New York, New York Magazine, Economist. I tak dalej, i tak dalej, lista jej ulubionych kwiatów i najbardziej znienawidzonych kwiatów, nazwiska i adresy oraz domowe numery telefonów jej lekarzy, pomocy domowej, preferencje co do przekąsek, ulubiona woda w butelce, wszystkie rozmiary każdej sztuki odzieży, od bielizny do butów narciarskich. Zrobiłam listy ludzi, z którymi chciała rozmawiać: Zawsze, i oddzielne tych, z którymi nigdy nie chciała mówić: Nigdy. Pisałam i pisałam, i pisałam, gdy Emily wyjawiła mi to wszystko podczas naszych wspólnych tygodni, i kiedy skończyłyśmy, miałam wrażenie, że nie było takiej rzeczy, której nie wiedziałabym o Mirandzie Priestly. Poza tym jednym, oczywiście, co sprawia, że jest tak ważna, bym zapełniała cały notes jej upodobaniami i awersjami. Czemu właściwie powinno mnie to obchodzić?

– Tak, jest niesamowity – wzdychała Emily, bez końca okręcając sznur telefonu wokół palca wskazującego. – To był najbardziej romantyczny weekend, jaki przeżyłam.

Ping! Masz nową wiadomość od Alexandra Finemana. Kliknij tu, żeby otworzyć. Oooch, fajnie. W Elias – Clark zablokowano opcję natychmiastowego doręczania poczty elektronicznej, ale z jakiegoś powodu wciąż udawało mi się dostawać zawiadomienia, że przyszedł nowy maił. Odebrałam.

Hej, kotku, jak tam twój dzień?? U mnie szaleństwo, jak zwykle. Pamiętasz, jak ci mówiłem, że Jeremiah groził wszystkim dziewczynkom nożem do kartonu, który przyniósł z domu? Cóż, wygląda na to, że nie żartował - przyniósł dzisiaj do szkoły kolejny i pokroił ręce pewnej dziewczynki i nazwał ją suką. To nie były głębokie cięcia, ale kiedy nauczyciel dyżurny zapytał go, skąd wpadł na taki pomysł, powiedział, że widział, jak chłopak jego mamy robił coś takiego mamie. To sześciolatek, Andy, możesz sobie wyobrazić? W każdym razie dyrektor zwołał na wieczór pilne zebranie, więc obawiam się, że nie zdążę na kolację. Tak mi przykro! Ale muszę stwierdzić, że jestem bardzo zadowolony, że w ogóle na to reagują, to więcej, niż się spodziewałem. Rozumiesz, prawda? Proszę, nie wściekaj się. Zadzwonię później i obiecuję, że ci to wynagrodzę. Całuję, A

вернуться

* Page Six, plotkarska kolumna w NY Post.