Выбрать главу

Natychmiast rozłączyłam się z Lily, mając nadzieję, że zrozumie, i uzbroiłam się w oczekiwaniu na gwałtowną napaść.

– Nie, Mirando, nie ma żadnego problemu.

– To dobrze. A teraz mam ochotę na lody i chciałabym je zjeść, zanim całość się roztopi. Waniliowe – nie jogurtowe, uważaj na to, nie mrożone mleko i nic bez cukru ani niskotłuszczowego – z syropem czekoladowym i prawdziwą bitą śmietaną. Nie z puszki, rozumiesz? Z prawdziwą bitą śmietaną. To wszystko. – Zdecydowanym krokiem oddaliła się do działu artystycznego, zostawiając mnie z niejasnym wrażeniem, że przyszła tylko po to, żeby mnie sprawdzić. Zadzwonił telefon. Znów Lily. Cholera jasna – czy nie mogła po prostu wysłać mi maiła? Odebrałam i przycisnęłam słuchawkę do ucha, ale się nie odezwałam.

– Okej, wiem, że nie możesz mówić, więc ja się tym zajmę. Twoi rodzice zostaną naszym gwarantem, czyli wspaniale. Mieszkanie ma jedną dużą sypialnię, ale jeżeli postawimy ścianę w salonie, zostanie dość miejsca na dwuosobową sofę oraz krzesło. W łazience nie ma wanny, ale prysznic wygląda w porządku. Nie ma zmywarki, oczywista, ani klimatyzacji, ale możemy załatwić klimatyzatory. Pralnia w piwnicy, portier na niepełnym etacie, jedna przecznica od kolejki. A teraz uważaj: balkon!

Musiałam głośniej odetchnąć, bo moje podniecenie jeszcze bardziej ją podnieciło.

– Wiem! Szaleństwo, co? Wygląda, jakby miał zaraz odpaść od ściany budynku, ale jest! I obie damy radę się na nim zmieścić i będziemy miały miejsce do palenia i och, jest po prostu idealne!

– Ile? – zapytałam chrapliwie, z silnym postanowieniem, że to będą absolutnie ostatnie słowa, jakie z siebie wydałam.

– Do naszej dyspozycji za kwotę dwóch tysięcy dwustu osiemdziesięciu dolarów miesięcznie. Wyobrażasz sobie, że będziemy miały balkon za tysiąc sto czterdzieści dolarów każda? To odkrycie stulecia. No i jak, mam je brać?

Milczałam. Chciałam się odezwać, ale Miranda centymetr za centymetrem zbliżała się do swojego gabinetu, na oczach wszystkich dając ostrą reprymendę koordynatorce imprez publicznych. Była w paskudnym humorze, a ja miałam dość jak na jeden dzień. Dziewczyna, którą aktualnie obrzucała obelgami, zwiesiła głowę ze wstydu, była cała czerwona, i modliłam się, dla jej własnego dobra, żeby nie zaczęła płakać.

– Andy! To jest, kurwa, śmieszne. Po prostu powiedz tak lub nie! Wystarczająco fatalne jest to, że musiałam dzisiaj zwiać z zajęć, a ty nie możesz nawet wyjść z pracy, żeby rzucić okiem na mieszkanie, ale możesz zadać sobie chociaż tyle trudu, żeby powiedzieć „tak” albo „nie”? Co ja… – Lily osiągnęła punkt krytyczny i absolutnie ją rozumiałam, ale jedyne, co mogłam zrobić, to odłożyć słuchawkę. Wrzeszczała w telefon tak głośno, że jej głos odbijał się echem w całym biurze, a Miranda stała najwyżej półtora metra ode mnie. Byłam tak sfrustrowana, że chciałam chwycić tę koordynatorkę i zwiać do damskiej toalety, żeby tam się z nią wypłakać. A może gdybyśmy się postarały, razem zdołałybyśmy wepchnąć Mirandę do kabiny i zacisnąć tę apaszkę Hermesa, która luźno zwisała wokół jej chudej szyi. Czy miałabym ją trzymać, czy ciągnąć? A może bardziej skuteczne byłoby wepchnięcie jej tej szmaty do gardła i przyglądanie się, jak usiłuje chwycić powietrze i…

– Ahn – dre – ah! – Jej głos brzmiał ostro. – O co prosiłam cię jakieś pięć minut temu? – Cholera! Lody. Zapomniałam o lodach. – Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego jeszcze tu siedzisz, zamiast wykonywać swoją pracę? Czy to twoja koncepcja żartu? Czy zrobiłam lub powiedziałam coś, co sugerowało, że nie mówiłam całkiem poważnie? No, słucham. – Brązowe oczy o mało nie wyszły jej z orbit i chociaż oczywiście nie podniosła jeszcze głosu z pełną mocą, była tego niebezpiecznie bliska. Otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale usłyszałam, że zamiast mnie odzywa się Emily.

– Mirando, tak mi przykro. To moja wina. Poprosiłam Andreę, żeby odebrała telefon, bo myślałam, że mogą dzwonić Caroline albo Cassidy, a ja z drugiej linii zamawiałam tę koszulę Prady, którą chciałaś. Andrea właśnie wychodziła. Przepraszam, to się więcej nie powtórzy.

Cud nad cudami! Panna Bez Skazy przemówiła i to, ni mniej, ni więcej, tylko w mojej obronie.

Miranda w tym momencie wyglądała na ułagodzoną.

– W takim razie w porządku. Przynieś mi teraz lody, Andrea. – Z tymi słowami weszła do swojego gabinetu i chwyciła słuchawkę, po czym zaraz zaczęła gruchać z SGG.

Spojrzałam na Emily, która udawała, że pracuje. Wysłałam jej maiła z jednym słowem. „Dlaczego?”.

„Bo nie miałam pewności, czy cię nie zwolni, a nie mam ochoty szkolić kogoś nowego” – odpisała w ekspresowym tempie. Wyszłam na poszukiwanie tych idealnych lodów i zadzwoniłam do Lily z komórki, gdy tylko winda dotarła do holu.

– Przepraszam cię, naprawdę. Ja po prostu…

– Słuchaj, nie mam na to czasu – bez wyrazu powiedziała Lily. – Uważam, że trochę przesadnie reagujesz, nie sądzisz? To znaczy, nie możesz powiedzieć przez telefon nawet tak lub nie?

– To trudno wyjaśnić, Lii, ja po prostu…

– Nieważne. Muszę lecieć. Zadzwonię, jeżeli dostaniemy to mieszkanie. Ale ciebie i tak to nie obchodzi.

Próbowałam protestować, ale się rozłączyła. Cholera! Nie mogłam oczekiwać, że Lily zrozumie, skoro sześć miesięcy temu sama uznałabym, że to śmieszne. Wysłanie jej samej na Manhattan w poszukiwaniu mieszkania, w którym miałyśmy mieszkać obie, a potem unikanie jej telefonów rzeczywiście nie było w porządku, ale jaki miałam wybór?

Kiedy wreszcie odebrała, tuż po północy, oznajmiła, że mamy mieszkanie.

– To niesamowite, Lii. Nie wiem, jak ci dziękować. Przysięgam, że ci to wynagrodzę. Obiecuję! – A potem coś mi przyszło do głowy. Bądź spontaniczna! Wezwij samochód z Elias i pojedź do Harlemu osobiście podziękować swojej najlepszej przyjaciółce. Tak, to było to! – Lii, jesteś w domu? Przyjadę to uczcić, dobrze?

Myślałam, że będzie zachwycona, ale milczała.

– Nie trudź się – powiedziała cicho. – Mam butelkę So – Co * i jest tu Chłopak z Ćwiekiem na Języku. Mam wszystko, czego mi trzeba.

Zabolało, ale zrozumiałam. Lily rzadko się wściekała, ale kiedy to się zdarzyło, nie dawała się ułagodzić, dopóki nie była gotowa. Doleciał do mnie odgłos wlewania płynu do szklanki, brzęczenie lodu i usłyszałam, jak pociąga długi łyk.

– Okej. Ale zadzwoń, gdybyś czegoś potrzebowała, dobrze?

– Po co? Żebyś mogła siedzieć w milczeniu? Nie, dzięki.

– Lii…

– Mną się nie przejmuj. Świetnie sobie radzę. – Kolejny łyk. – Później z tobą porozmawiam. I hej, gratulacje dla nas obu.

– Tak, gratulacje – powtórzyłam, ale już zdążyła się rozłączyć.

Natychmiast zadzwoniłam do Aleksa z pytaniem, czy mogłabym do niego przyjechać, lecz nie wydawał się tak ucieszony moim telefonem, jak na to liczyłam.

– Andy, wiesz, że z przyjemnością bym się z tobą spotkał, ale wychodzę z Maksem i chłopakami. Teraz w tygodniu zawsze jesteś zajęta, więc zaplanowałem na dziś spotkanie z nimi.

– No tak, a jedziecie dokądś w Brooklynie czy gdzieś tu, gdzie mogłabym się do was przyłączyć? – zapytałam, wiedząc, że z pewnością wybierają się dokądś w granicach Upper East Side, pewnie bardzo blisko mnie, bo wszyscy chłopcy też tu mieszkali.

– Wiesz, w każdej innej sytuacji byłoby świetnie, ale dzisiaj to zdecydowanie wyłącznie męski wieczór.

– Och, jasne, w porządku. Chciałam się spotkać z Lily, żeby uczcić nasze nowe mieszkanie, ale, ee, trochę się pokłóciłyśmy. Nie rozumie, dlaczego nie mogę rozmawiać z pracy.

– No cóż, Andy, muszę przyznać, że ja też nie zawsze do końca rozumiem. To znaczy, wiem, to trudna kobieta, możesz mi wierzyć, ale wygląda na to, że kiedy o nią chodzi, bierzesz wszystko bardzo poważnie, wiesz? – Jego głos brzmiał, jakby usilnie starał się zachować pojednawczy ton i nie dopuścić do konfrontacji.

вернуться

* So – Co, Souther Comfort, tradycyjny likier z południowych stanów USA.