Выбрать главу

– Moje panie! Proszę unieść te głowy z biurek! Wyobraźcie sobie, że Mama by was teraz zobaczyła! Nie byłaby zachwycona! – zaćwierkał w drzwiach James. Odgarnął włosy do tyłu przy użyciu jakiejś woskowej, tłustej pomady o nazwie „Prosto z łóżka” („seksowna nazwa, kto by się jej oparł?”) i miał na sobie coś w rodzaju obcisłej dżersejowej koszulki futbolowej z numerem 69 z przodu i z tyłu. Jak zwykle obraz subtelnego niedomówienia.

Żadna z nas nawet na niego nie spojrzała. Zegar wskazywał czwartą, ale miało się wrażenie, że to północ.

– A więc dobrze, niech zgadnę. Mama nie przestaje dzwonić, bo zgubiła kolczyk gdzieś między Ritzem a Alainem Ducasse'em i chce, żebyście go znalazły, chociaż jest w Paryżu, a wy w Nowym Jorku.

Prychnęłam.

– Myślisz, że coś takiego doprowadziłoby nas do tego stanu? Przecież na tym polega nasza praca. Takie rzeczy robimy codziennie. Zaproponuj coś trudniejszego.

Nawet Emily się roześmiała.

– Poważnie James, to było kiepskie. Mogłabym zaleźć kolczyk w czasie poniżej dziesięciu minut w dowolnym mieście na świecie – stwierdziła, nagle, z nieznanych mi przyczyn, decydując się wziąć udział w zabawie. – Stanęłybyśmy przed pewnym wyzwaniem tylko wówczas, gdyby nie powiedziała, w jakim mieście go zgubiła. Ale założę się, że nawet wtedy dałybyśmy radę.

James wycofywał się z biura z wyrazem udawanego przerażenia na twarzy.

– A więc dobrze, moje panie, życzę miłego dnia, jasne? Przynajmniej nie popieprzyła wam w głowach na dobre. To znaczy poważnie, dzięki Bogu i za to, prawda? Jesteście obie całkowicie normalne. Taa. Hm, no to miłego…

– NIE TAK SZYBKO, TY CIOTO! – skrzeknął ktoś głośno bardzo wysokim głosem. – MASZ NATYCHMIAST WEJŚĆ TAM Z POWROTEM I WYJAŚNIĆ DZIEWCZYNOM, CO SOBIE MYŚLAŁEŚ, KIEDY RANO ZAKŁADAŁEŚ TĘ SZMATĘ! – Nigel chwycił Jamesa za lewe ucho i zaciągnął go na miejsce między naszymi biurkami.

– Oj, Nigel, daj spokój – jęczał James, udając irytację, ale najwyraźniej zachwycony, że Nigel go dotyka. – Przecież uwielbiasz tę koszulkę!

– UWIELBIAM TĘ KOSZULKĘ? MYŚLISZ, ŻE UWIELBIAM TEN STUDENCIAKOWSKI STYL WESOŁKOWATEGO PEDZIA, Z KTÓRYM SIĘ OBNOSISZ? CHYBA MUSISZ PRZEMYŚLEĆ SPRAWĘ, JAMES, JASNE? JASNE?

– Ale co jest nie tak z obcisłym dżersejem? Moim zdaniem wygląda seksownie. – Emily i ja kiwnęłyśmy głowami w cichym poparciu dla Jamesa. Może nie było to zagranie w najlepszym guście, ale za to wyglądał niesamowicie stylowo. A poza tym dość trudno było przyjmować porady stylistyczne od kogoś, kto miał na sobie dżinsy we wzór z pasków zebry i czarny sweter w serek z wycięciem na plecach, które odsłaniało węźlaste mięśnie grzbietu. Całość wieńczył miękki słomkowy kapelusz i odrobina (subtelnie zastosowanego, to mu trzeba oddać) eyelinera.

– MÓJ MAŁY, W MODZIE NIE CHODZI O OGŁASZANIE NA KOSZULCE PREFERENCJI CO DO RODZAJU AKTÓW SEKSUALNYCH. HM – HM, NIE, NIE, NIE! CHCESZ POKAZAĆ TROCHĘ SKÓRY? TO JEST SEKSOWNE! CHCESZ POKAZAĆ TROCHĘ TYCH SWOICH ZGRABNYCH MŁODYCH KSZTAŁTÓW? TO JEST SEKSOWNE. W DOBORZE CIUCHÓW NIE CHODZI O TO, ŻEBYŚ OZNAJMIŁ ŚWIATU, ŻE WOLISZ TO ROBIĆ NA PIESKA, PRZYJACIELU. CZY TERAZ ROZUMIESZ?

– Ale Nigel! – Mina oznaczająca porażkę została starannie wybrana, by ukryć, jak wielką przyjemność sprawia mu znalezienie się w centrum uwagi Nigela.

– ŻADNYCH ALE, KOTKU. IDŹ POROZMAWIAĆ Z JEFFYM I POWIEDZ, ŻE JA CIĘ PRZYSŁAŁEM. POWIEDZ, ŻEBY CI DAŁ TEN NOWY TOP OD CALVINA KLEINA, KTÓRY ZAMÓWILIŚMY NA ZDJĘCIA W MIAMI. TEN, KTÓRY MA NOSIĆ TAMTEN WSPANIAŁY CZARNY MODEL – OJOJOJ, JEST SMAKOWITY JAK GĘSTY CZEKOLADOWY KOKTAJL. A TERAZ IDŹ, SIO. TYLKO WRÓĆ TU I POKAŻ MI, JAK WYGLĄDASZ!

James umknął jak króliczek świeżo po karmieniu, a Nigel odwrócił się, żeby na nas spojrzeć.

– CZY JUŻ ZŁOŻYŁYŚCIE ZAMÓWIENIE NA JEJ STROJE? – Pytanie nie było skierowane do żadnej z nas bezpośrednio.

– Nie, nie wybierze niczego, dopóki nie dostanie katalogów – odparła Emily ze znudzoną miną. – Powiedziała, że zajmie się tym po powrocie.

– NIE ZAPOMNIJCIE TYLKO ZAWIADOMIĆ MNIE Z WYPRZEDZENIEM, ŻEBYM ZDĄŻYŁ WPASOWAĆ TĘ IMPREZĘ W SWOJE PLANY! – Oddalił się w kierunku Szafy, prawdopodobnie, żeby spróbować rzucić okiem na przebierającego się Jamesa.

Przeżyłam już jedną rundę zamawiania garderoby dla Mirandy i nie było to nic miłego. Kiedy zaczęłam pracę, Miranda była na wiosennych pokazach pret – a – porter, biegała pewnie od wybiegu do wybiegu ze szkicownikiem w dłoni, przygotowując się na powrót do Stanów i wskazanie nowojorskiej socjecie, w co będzie się ubierać – a amerykańskiej klasie średniej, w co chciałaby się ubierać – za pośrednictwem jedynego środka przekazu, który rzeczywiście miał znaczenie. Nie wiedziałam jednak, że Miranda zwraca też szczególną uwagę na stroje pojawiające się na wybiegach, ponieważ właśnie wtedy ma okazję po raz pierwszy rzucić okiem na to, co sama będzie nosić w nadchodzących miesiącach.

Kilka tygodni po powrocie do biura Miranda wręczyła Emily listę projektantów, których katalogi chciałaby obejrzeć. Gdy ci sami co zwykle wybrańcy pośpiesznie przygotowywali dla niej swoje wydawnictwa – kiedy żądała możliwości ich obejrzenia, zdjęcia z wybiegów często nie zostały jeszcze wywołane, że nie wspomnę o retuszu i oprawie – wszyscy w Runwayu byli stawiani na baczność. Nigel musiał się oczywiście przygotować, by pomóc jej przejrzeć je wszystkie i wybrać przeznaczone dla niej stroje. Redaktor z działu dodatków powinien być pod ręką, żeby dobrać torebki i buty i może też redaktor z działu mody, by upewnić się, czy wszyscy są zgodni – szczególnie gdy zamówienie zawierało coś dużego, jak futro albo wieczorowa suknia. Gdy najróżniejsze domy mody zdołały wreszcie zebrać rozmaite zamówione przez nią rzeczy, w Runwayu na kilka dni zjawiał się osobisty krawiec Mirandy, żeby wszystko dopasować. Jeffy całkowicie opróżniał Szafę i nikt tak naprawdę nie mógł nad niczym pracować, ponieważ Miranda i krawiec zaszywali się tam na całe godziny. Podczas pierwszej rundy przymiarek przechodziłam obok Szafy w samą porę, by usłyszeć, jak Nigel krzyczy:

– MIRANDO PRIESTLY! ZDEJMIJ TĘ SZMATĘ W TEJ SEKUNDZIE. W TEJ SUKIENCE WYGLĄDASZ JAK ZDZI – RA! ZWYKŁA KURWA! – Stanęłam na zewnątrz z uchem przyciśniętym do drzwi – całkiem dosłownie ryzykując utratę życia i części ciała – i czekałam, chcąc usłyszeć, jak udziela mu reprymendy w ten swój charakterystyczny sposób, ale wszystko, co do mnie dotarło, to cichy pomruk oznaczający zgodę i szelest materiału, gdy zdejmowała sukienkę.

Teraz, kiedy byłam tu odpowiednio długo, wyglądało na to, że zaszczyt zamawiania ubrań Mirandy spadnie na mnie. Cztery razy w roku, jak w zegarku, przerzucała katalogi, jakby były jej osobistą, prywatną własnością, i wybierała garnitury od Alexandra McQueena oraz spódnice od Prady, jakby chodziło o podkoszulki od L.L. Beana. Żółta karteczka naklejona na parze wąskich spodni Fendi, kolejna dokładnie na spódnicy od kostiumu Chanel, a trzecia z wielkim „Nie” przylepiona na uzupełniającym całość jedwabnym topie. Strona, naklejka, strona, naklejka, i tak dalej, i tak dalej, dopóki nie wybrała garderoby na cały sezon wprost z wybiegów, spośród ubrań, które czasami nie zostały jeszcze uszyte.

Przyglądałam się, jak Emily faksowała decyzje Mirandy do różnych projektantów, pomijając preferencje co do rozmiaru lub koloru, ponieważ każdy, kto zasługiwał na swoją parę butów od Manola, wiedział, co jest odpowiednie dla Mirandy Priestly. Oczywiście samo uszycie czegoś we właściwym rozmiarze nie wystarczało – kiedy ubrania zjawiały się w redakcji, musiały zostać podkrojone i dopasowane tak, żeby wyglądały na szyte na miarę. Gdy tylko cała garderoba została zamówiona, przesłana, pociachana i limuzyną z szoferem ekspresowo dostarczona do szafy w jej sypialni, Miranda pozbywała się ciuchów z poprzedniego sezonu i stosy rzeczy od Yves'a, Celinę i Helmuta Langa trafiały – w workach na śmieci – z powrotem do biura. Większość miała cztery do sześciu miesięcy, rzeczy noszone raz albo dwa lub, najczęściej, wcale. Wszystko nadal niesamowicie stylowe, tak oszałamiająco na czasie, że nie zdążyło nawet trafić do większości sklepów, ale ponieważ pochodziły „z zeszłego sezonu”, prawdopodobieństwo, że Miranda się w nich pokaże, było równie duże, jak to, że włoży na siebie spodnie z zaszewkami z nowej linii Massima w Target *.

вернуться

* Target, sieć tanich domów towarowych.