– Cała przyjemność po mojej stronie, Andrea. I jeszcze raz gratulacje z powodu zdobycia takiej fantastycznej pracy. Prosto po college'u i pracuje w Runwayu. To robi wielkie wrażenie.
– Odprowadzę cię – powiedział Christian, kładąc rękę na moim łokciu i sygnalizując Gabrielowi, że zaraz wróci.
Zatrzymaliśmy się przy barze i mogłam powiedzieć Lily, że zmierzam do domu, a ona całkiem niepotrzebnie poinformowała mnie – w przerwach między pieszczotami Williama – że się do mnie nie przyłączy. U stóp schodów, które miały wyprowadzić mnie na poziom ulicy, Christian pocałował mnie w policzek.
– Wspaniale, że dziś na ciebie wpadłem. Mam przeczucie, że będę musiał wysłuchać od Gabriela, jak to i on jest zachwycony. – Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Przecież ledwie zamieniliśmy dwa słowa – wytknęłam, zastanawiając się, czemu wszyscy tak szafują komplementami.
– Tak, Andy, ale chyba nie zdajesz sobie sprawy, że pisarski świat jest mały. Wszystko jedno, czy piszesz kryminały, powieści obyczajowe czy artykuły do gazety, wszyscy znają wszystkich. Gabriel nie musi wiele o tobie wiedzieć, by stwierdzić, że masz potencjał: byłaś dość dobra, żeby dostać posadę w Runwayu, mówisz inteligentnie i składnie i, do licha, jesteś moją przyjaciółką. Nic nie traci, dając ci wizytówkę. Kto wie? Może właśnie odkrył kolejnego autora bestsellerów. I zaufaj mi, Gabriel Brooks to człowiek, którego powinnaś znać.
– Hm, pewnie masz rację. Cóż, tak czy owak muszę wracać do domu, skoro za parę godzin mam być z powrotem w pracy. Dzięki za wszystko, naprawdę to doceniam. – Pochyliłam się, żeby pocałować go w policzek, na wpół oczekując, by odwrócił się enface i na wpół tego chcąc, ale on tylko się uśmiechnął.
– Cała przyjemność zdecydowanie po mojej stronie, Andrea. Dobrej nocy. – I zanim zdążyłam wystartować z czymś inteligentnym, zmierzał już z powrotem do Gabriela.
Sama nad sobą wzniosłam oczy i wyszłam na ulicę zatrzymać taksówkę. Zaczęło padać – żadna ulewa, po prostu lekki, niezmienny deszcz – więc oczywiście nigdzie na Manhattanie nie było ani jednej wolnej taksówki. Zadzwoniłam do serwisu transportowego Elias – Clark, podałam im numer mojej karty VIPA – a i dokładnie za sześć minut miałam samochód podjeżdżający do krawężnika. Alex zostawił wiadomość w poczcie głosowej z pytaniem, jak mi minął dzień, i zapowiedzią, że cały wieczór będzie w domu pisał konspekty lekcji. Za dużo już minęło czasu, odkąd zrobiłam mu jakąś niespodziankę! Nadszedł moment, żeby trochę się postarać i zachować spontanicznie. Kierowca zgodził się zaczekać, ile będzie trzeba, więc pobiegłam na górę, wskoczyłam pod prysznic, jeszcze trochę zmarudziłam, układając włosy, po czym wrzuciłam do torby parę rzeczy na jutro do pracy. Było już po jedenastej i ruch zelżał, więc dotarliśmy do mieszkania Aleksa w Brooklynie w czasie krótszym niż piętnaście minut. Wydawał się szczerze zadowolony na mój widok, kiedy otworzył drzwi, powtarzając w kółko, jak nie może uwierzyć, że przyjechałam cały ten kawał drogi w środku tygodnia, tak późno, i że to najlepsza niespodzianka, jakiej mógł sobie życzyć. I gdy leżałam z głową na moim ulubionym miejscu na jego piersi, oglądając Conana i słuchając jego rytmicznego oddechu, a on bawił się moimi włosami, właściwie nie myślałam o Christianie.
– Hm, cześć. Czy mogłabym rozmawiać z waszym redaktorem działu poświęconemu jedzeniu? Nie? Okej, może z asystentem redakcyjnym albo z kimś, kto mi powie, kiedy dawaliście recenzje restauracji? – zapytałam prezentującą otwartą wrogość recepcjonistkę w New York Timesie. Odebrała telefon z warknięciem „Co!” i udawała teraz – a może i nie – że nie mówimy tym samym językiem. Upór jednak się opłacił i po trzykrotnym zapytaniu o jej nazwisko („Nie podajemy naszych nazwisk, paniusiu”), groźbie złożenia na nią skargi menedżerowi („Co? Myśli pani, że go to obchodzi? Już z nim łączę”) i w końcu po gorących groźbach z mojej strony, że osobiście zjawię się w biurach przy Times Square i zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby z miejsca ją zwolnili („Doprawdy? Już się boję”), zmęczyła się mną i połączyła z kimś innym.
– Redakcja – warknęła kłótliwym tonem kolejna kobieta. Zaczęłam się zastanawiać, czy sama tak się odzywałam, odbierając telefon w biurze Mirandy, a jeśli nie, czy było to moim celem. Dźwięk głosu, który tak niesamowicie wyraźnie pokazywał, że nikt nie chce z tobą rozmawiać, stanowił potężny czynnik zniechęcający i człowiek właściwie miał ochotę odłożyć słuchawkę.
– Cześć, mam tylko krótkie pytanie. – Słowa wylały się ze mnie w rozpaczliwej próbie przykucia jej uwagi, zanim nieuchronnie rzuci słuchawką. – Zastanawiałam się, czy dawaliście wczoraj jakieś recenzje azjatycko – kontynentalnych restauracji?
Westchnęła, jakbym właśnie poprosiła ją o podarowanie jednej z kończyn na cele naukowe, a potem westchnęła ponownie.
– Sprawdzałaś w Internecie? – Kolejne westchnienie.
– Tak, tak, oczywiście, ale nie mogę…
– Bo tam byś znalazła, gdybyśmy coś dawali. Nie mogę śledzić każdego słowa, które pojawia się w gazecie, rozumiesz.
Wzięłam głęboki wdech i próbowałam zachować spokój.
– Wasza czarująca recepcjonistka połączyła mnie z tobą, ponieważ pracujesz w dziale archiwalnym. Więc wygląda na to, że faktycznie twoja praca polega na śledzeniu każdego słowa.
– Słuchaj, gdybym próbowała odnaleźć każdy nieistotny opis, z którym codziennie do mnie wydzwaniają, nie byłabym w stanie zajmować się niczym innym. Naprawdę musisz sprawdzić w Internecie. – Westchnęła kolejne dwa razy i zaczęłam się martwić, że może zacząć się hiperwentylować.
– Nie, nie, to ty mnie przez chwilę posłuchaj – zaczęłam, szykując się, żeby zjechać tę leniwą dziewczynę, która miała pracę o tyle lepszą od mojej. – Dzwonię z biura Mirandy Priestly i tak się składa, że…
– Przepraszam, ale powiedziałaś, że dzwonisz z biura Mirandy Priestly? – zapytała i wyczułam, jak przy drugim końcu linii telefonicznej nadstawia ucha. – Mirandy Priestly… z Runwaya.
– Tej samej. A czemu? Znasz moją szefową?
Właśnie w tym momencie dokonała się transformacja z przeciążonej pracą asystentki redakcyjnej w wylewną niewolnicę mody.
– Czy znam? Oczywiście! Czy ktokolwiek może nie znać Mirandy Priestly? Przecież to najważniejsza osoba w modzie. I mówiłaś, że czego szukasz?
– Recenzji. Wczorajsza gazeta. Restauracja azjatycko – kontynentalna. Nie widziałam tego w Internecie i nie jestem pewna, czy dobrze sprawdziłam. – W pewnym sensie było to kłamstwo. Sprawdziłam w Internecie i byłam całkowicie przekonana, że w New York Timesie nie zamieszczano żadnych recenzji azjatycko – kontynentalnych restauracji w trakcie całego ubiegłego tygodnia, ale tego nie zamierzałam jej mówić. Może Schizofreniczna Dziewczyna z Redakcji uczyni w tym zakresie jakiś cud.
Do tej pory dzwoniłam do New York Timesa, Post i Daily News, ale niczego nie uzyskałam. Skorzystałam z numeru jej karty klubowej, żeby uzyskać dostęp do płatnych archiwów Wall Street Journal i nawet znalazłam krótką notkę na temat nowej tajskiej restauracji, ale nie mogłam brać jej pod uwagę, ponieważ zauważyłam, że średnia cena za danie główne wynosiła zaledwie siedem dolarów, a citysearch.com umieściło obok niej tylko jeden symbol dolara *.