Выбрать главу

Amerykańskie Is it a deal! * w połączeniu z wyciągniętą ręką były całkiem nie w stylu Asagawy. „Z pewnością podpatrzył to u Lockstona” – osądził radca tytularny, potwierdzając umowę uściskiem dłoni.

Inspektor skłonił się nisko, odwrócił i bez słowa zniknął za drzwiami.

* * *

Okazało się, że Japończyk zdołał całkiem nieźle rozgryźć rosyjskiego partnera. Erast Pietrowicz istotnie bez zwłoki wziął się do rozmyślania o wiceintendencie policji, który świadomie i perfidnie zgubił wielkiego człowieka, miast z obowiązku służbowego bronić go przed licznymi wrogami.

O tym, jak zdemaskować obłudnego zdrajcę, Fandorin na razie nie myślał. Najpierw trzeba było zrozumieć, co reprezentuje sobą osobistość nazwiskiem Suga Kinsuke. Dlatego najlepiej było uzmysłowić sobie łańcuch jego uczynków, jako że właśnie czyny charakteryzują jednostkę ściślej i dokładniej niż wszystko inne.

A więc kolejno.

Suga uczestniczył w konspiracji przeciw ministrowi, a może stał nawet na czele spisku. Tak czy owak, w jego ręku zbiegały się nici, które wiodły do grup bojowych, polujących na dyktatora. Wieczorem ósmego maja na balu Dona Tsurumakiego wiceintendent dowiaduje się, że grupa Suchorękiego została wykryta. Zataić alarmującej nowiny przed zwierzchnikiem nie może, rzecz natychmiast by się wydała. Suga postępuje inaczej, w sposób paradoksalny. Bierze inicjatywę w swoje ręce i osiąga, że Ōkubo wprowadza najściślejszy reżim bezpieczeństwa, naturalnym trybem rzeczy właśnie jemu, Sudze, a nie jakiemuś innemu z szefów policji powierzając osobisty nadzór nad śledztwem. Korzystając z tego, Suga nakazuje jokohamskiemu szefowi komisariatu, Asagawie, szczegółowo donosić o wszystkich planach grupy śledczej – wygląda to jak najnaturalniej. Wiceintendent uporczywie i konsekwentnie, nie cofając się przed ryzykiem, próbuje uchronić swych wspólników przed aresztem. Dziewiątego maja przekazuje człowiekowi bez twarzy, mistrzowi sztuk sekretnych, informację o dowodach rzeczowych, jakimi rozporządza śledztwo. Dziesiątego w porę uprzedza Suchorękiego o zasadzce. Ma sytuację pod pełną kontrolą. Starczy tylko poczekać parę dni, aż niecierpliwy Ōkubo zbuntuje się i pośle w diabły zarówno ochronę, jak i śledztwo konsularne, a wreszcie troskliwego wiceintendenta. Wówczas spiskowcy wymierzyliby starannie przygotowany cios, osaczając ministra z wielu stron jak niedźwiedzia.

Tu jednak przytrafiła się rzecz nieprzewidziana – a mianowicie „radca tytularny Fandorin”. Trzynastego maja grupa Suchorękiego, a wraz z nią jej łącznik Garbus, wpada w sidła. Jak postępuje Suga? Znów balansuje na samej krawędzi zguby. Osobiście kieruje operacją schwytania całej tej drużyny inwalidów i stara się, by ani jeden z niebezpiecznych świadków nie trafił do niewoli. Główna zaś tour deforce zawarła się w tym, jak zręcznie rozegrał Suga na wpół straconą partię. Wykorzystał zgubę jednej grupy zabójców, by zamydlić dyktatorowi oczy i zwabić go pod ostrza drugiej! Zaiste, błyskotliwa roszada.

A co z tego wszystkiego wynika?

To człowiek odważny, przenikliwy i szybkiej decyzji, skupiony na swoim celu. A skoro już mowa o celach, niewątpliwie działający z przekonaniem, pewien swych racji. Cóż można do tego dodać na gruncie kontaktów osobistych? Nieprzeciętny talent administracyjny i wdzięk.

Po prostu jakiś ideał, uśmiechnął się w myśli Fandorin, gdyby nie dwa drobiazgi: wyczuwalne okrucieństwo i obłuda. Bez względu na wiarę w swoje racje wbić nóż w plecy człowiekowi, który ci ufa – to podłość.

Nakreśliwszy portret psychologiczny akunina, Erast Pietrowicz przeszedł do kolejnej fazy rozmyślań: jak zdemaskować kogoś tak ostrożnego i zręcznego, faktycznie kierującego przy tym całą japońską policją?

Przecięty sznur knebla stanowić może dowód tylko dla Asagawy i Fandorina. Cóż znaczyłoby ich świadectwo przeciw słowom generała Sugi?

Raporty, które znikły z akt sprawy? Też mało znaczące. Może wcale nie było ich w teczce, a jeśli nawet były, zostawiając – powiedzmy – ślad w jakimś dzienniku podawczym, diabli wiedzą, kto je z teczki wyciągnął.

Erast Pietrowicz rozmyślał do północy w fotelu, wpatrzony w czerwony ognik cygara. O północy zaś do ciemnego salonu wszedł sługa z listem doręczonym szybką pocztą miejską. Na kartce widniało dużymi literami po angielsku: Grand Hotel, Number 16. Now! *.

Widać i Asagawa nie tracił na darmo czasu. Na coś wpadł? Czegoś się dowiedział?

Fandorin chciał się natychmiast wybrać na wskazane miejsce, lecz pojawiła się nieoczekiwana przeszkoda w postaci Masy.

Japończyk za nic nie zgadzał się puścić pana samotnie w środku nocy. Włożył na głowę swój kretyński melonik, wsunął pod pachę parasol, a z wystawionego twardo podbródka znać było, że się nie odczepi.

Wyjaśnić mu, o co chodzi, bez znajomości języka, było rzeczą kłopotliwą, a i szkoda czasu – w liście figurowało przecież Now! Brać do hotelu to straszydło też było nijak. Erast Pietrowicz zamierzał się tam nieznacznie prześliznąć, a Masa swymi drewnianymi koturnami łomotał jak cały szwadron.

Wypadło wziąć go na sposób.

Fandorin udał, że rozmyślił się co do wyjścia, zdjął cylinder, płaszcz, wrócił do pokoju i nawet się umył przed snem.

Gdy zaś Masa oddalił się z ukłonem, radca tytularny przelazł przez parapet i skoczył do ogrodu. W ciemności boleśnie uderzył się w kolano i zaklął. Coś takiego, być tak dalece osaczonym przez własnego sługę!

Grand Hotel był na wyciągniecie ręki.

Erast Pietrowicz przeszedł pustym bulwarem, ostrożnie zajrzał do foyer.

Portier na szczęście drzemał za kontuarem.

Kilka bezdźwięcznych kroków i nocny gość był już na schodach.

Wbiegł na piętro.

Aha. Oto i numer szesnasty. W drzwiach tkwił klucz – nader przewidująco: można obejść się bez pukania, które w nocnej porze, nie daj Bóg, mogłoby zwrócić uwagę jakiegoś cierpiącego na bezsenność gościa.

Fandorin uchylił drzwi i wśliznął się do środka.

Na szarym tle okna zarysowała się sylwetka, ale nie Asagawy, lecz subtelniejsza.

Na spotkanie wchodzącego skoczyła gibka jak kot postać.

Twarz zdumionego wicekonsula ujęły długie palce.

– Nie mogę bez ciebie! – zanucił niezapomniany, nieco ochrypły głos.

Nozdrza radcy tytularnego podrażniła magiczna woń irysów.

Posępne myśli,

W sercu troska i nagle -

Zapach irysów.

Zew miłosny

„Nie poddawać się! Nie poddawać!” – rozpaczliwie sygnalizował ogłupiałemu sercu rozum. Lecz ręce same, wbrew rozsądkowi, objęły sprężyste ciało tej, która udręczyła duszę biednego wicekonsula.

O-Yumi szarpnęła jego kołnierzyk – na podłogę sypnęły się guziki. Okryła szybkimi pocałunkami obnażoną szyję, tracąc z namiętności oddech, ściągnęła mu z ramion surdut.

I tu zaszło to, co należałoby nazwać istnym tryumfem rozumu nad rozpętanym żywiołem uczuć.

Mobilizując całą swą wolę, której nie miał bynajmniej za wiele, radca tytularny wziął O-Yumi za nadgarstki i odsunął ją od siebie: miękko, lecz nieustępliwie.

вернуться

* Umowa stoi? (ang.).

вернуться

* Grand Hotel, pokój 16. Natychmiast! (ang.)