Выбрать главу

Więzienie. Kiedyś przeczytała, że przebywa tam wielu niewinnych.

I zrozumiała: rozpaczliwie czepia się uspokajającej myśli – przecież Zachary Benedict może być jednym z nich! Nie odwracając głowy, Zack powiedział:

– Usiądź na kanapie, tam podam jedzenie.

Skinęła głową i wstała ze stołka. Drugi kieliszek wina podziałał na nią zdecydowanie mocniej, sprawił, że czuła się odprężona. Za jej plecami szedł Zack z talerzami. Zatrzymała się przed kanapą i usiadła przy serwetce rozłożonej na stoliku do kawy, stojącym przed kominkiem. Położył na stole dwa talerze – na jednym znajdował się soczysty stek i olbrzymiej wielkości pieczony ziemniak.

Ale przed nią znalazł się talerz z tuńczykiem z puszki. To wszystko. Żadnej jarzyny, żadnych dodatków, nic.

Po tym, jak narobiła sobie smaku na gruby, dobrze wypieczony stek, reakcja Julie na zimną, niczym nie przyprawioną, nieapetycznie wyglądającą rybę, mogła być tylko jedna. Z ustami wykrzywionymi oburzeniem popatrzyła na Zacka z irytacją.

– Czyż nie o to ci chodziło? – zapytał niewinnie. – A może wolałabyś smaczny stek, jak ten, który zostawiłem w kuchni?

W chłopięcym figlu, łobuzerskiej minie i śmiejących się oczach było coś takiego, co wywołało nieoczekiwaną, niekontrolowaną i w tych okolicznościach zaskakującą reakcję Julie: zaczęła chichotać, aż w końcu roześmiała się. Jej ramiona jeszcze się trzęsły, gdy podał talerz ze stekiem.

– Tak lepiej?

– Cóż – usiłowała przybrać surowy ton, ale w jej oczach wciąż jeszcze błyskały wesołe iskierki – mogę wybaczyć ci porwanie i wystraszenie mnie, ale serwowanie tuńczyka, podczas gdy sam objadasz się stekiem, uważam za karygodne! – Julie wolałaby delektować się jedzeniem w milczeniu, ale gdy brała do ust pierwszy kęs, Zack wypatrzył zadrapanie na jej nadgarstku i zapytał, jak powstało.

– Przy futbolu – wyjaśniła.

– Co takiego?!

– Grałam w zeszłym tygodniu i trochę mnie skotłowano.

– Jakiś potężny obrońca?

– Nie, mały chłopiec w wielkim fotelu na kółkach.

– Niemożliwe!

Julie przekazała mu krótką wersję wydarzenia.

– To była moja wina. – Uśmiechnęła się do wspomnień. – Koszykówkę wręcz uwielbiam, ale nigdy nie mogłam połapać się, o co chodzi w futbolu. Dla mnie ta gra nie ma sensu.

– Co masz na myśli?

Skrzywiła się z dezaprobatą.

– Na początek, pomyśl o graczach. Masz fullbacka, halfbacka i quarterbacka. Ale nie ma three-quarter backa *. Masz tight end **, a nie ma loose end. – Nim skończyła, wybuchnął śmiechem. – Z pewnością ta gra nie należy do moich ulubionych, ale to bez znaczenia, bo dzieciaki ją uwielbiają. Jeden z moich chłopców przygotowuje się do startu w Igrzyskach Olimpijskich dla niepełnosprawnych.

Zack zauważył ciepło, z jakim uczuciem mówiła o „swoich chłopcach”, i dalej uśmiechał się.

Zdumiewała go zdolnością do współczucia, słodyczą charakteru. Chciał, by nie przerywała, więc podsunął następny temat:

– Go robiłaś w Amarillo tamtego dnia?

– Przyjechałam na spotkanie z dziadkiem jednego z moich niepełnosprawnych uczniów, niesamowicie bogatym panem. Miałam nadzieję przekonać go do ofiarowania pieniędzy na program walki z analfabetyzmem wśród kobiet, czym także zajmuję się w naszej szkole.

– Udało ci się?

– O tak, w torebce mam czek.

– Co sprawiło, że postanowiłaś zostać nauczycielką? – pytał dalej, nie chcąc dopuścić, by zamilkła. Pomyślał, że wybrał bliski jej temat, bo Julie uśmiechnęła się do niego serdecznie i z zapałem kontynuowała opowieść:

– Uwielbiam dzieci, a nauczanie to stary i szanowany zawód.

– Szanowany, szanowany? – powtarzał, zaskoczony. – Nie sądziłem, że w dzisiejszych czasach ktokolwiek zabiega o szacunek. Dlaczego dla ciebie to takie ważne?

Julie niecierpliwie wzruszyła ramionami i odpowiedziała krótko:

– Jestem córką pastora, a Keaton to małe miasto.

– Rozumiem – odparł, choć wcale tak nie było. – Są przecież inne zawody, równie szanowane.

– No tak, ale wtedy nie miałabym do czynienia z kimś takim jak Johnny Everett i Debby Sue Cassidy.

Na wspomnienie Johnny'ego twarz jej pojaśniała i Zack natychmiast zainteresował się mężczyzną, który zdawał się znaczyć dla niej więcej niż „prawie narzeczony”.

– Któż to taki, ten Johnny Everett?

– Jeden z moich uczniów, z tych ulubionych. Jest sparaliżowany od pasa w dół. Gdy zaczynałam uczyć w Keaton, nie chciał mówić i sprawiał takie kłopoty wychowawcze, że pan Duncan chciał odesłać go do ośrodka edukacyjnego dla niedorozwiniętych. Matka Johnny'ego przysięgała, że syn potrafi mówić, ale nigdy nikomu nie udało się wydobyć z niego słowa. Chłopiec nigdy nie bawił się poza domem – matka nie pozwalała – więc nikt nie był pewien, czy czasem nie zabiega o to, by Johnny wydawał się bardziej… normalny. W klasie zachowywał się niesfornie, wyrządzał przeróżne szkody, na przykład rozrzucał książki po podłodze albo blokował drzwi w czasie przerwy – drobiazgi, ale stale powtarzające się, więc pan Duncan, by pozbyć się kłopotu, postanowił wysłać go do szkoły specjalnej.

– Kim jest pan Duncan?

Zmarszczyła nos z takim niesmakiem, że Zack roześmiał się.

– To nasz dyrektor.

– Zdaje mi się, niezbyt za nim przepadasz?

– Nie jest złym człowiekiem, tylko zbyt rygorystycznie trzyma się przepisów. Nadawałby się do szkoły, ale tej sprzed stu lat, gdzie ucznia, który ośmielił się rozmawiać na lekcji, czekała rózga.

– I Johnny bał się go, prawda?

Zachichotała i potrząsnęła głową.

– Wręcz przeciwnie. Całkiem przypadkiem odkryłam, że Johnny nie znosi, by traktowano go inaczej. On czekał, by go ukarano.

– Jak na to wpadłaś?

– Pewnego wieczora, po lekcjach, byłam u pana Duncana i jak zwykle wysłuchiwałam reprymendy.

– Miewasz kłopoty z dyrektorem?

– Bez przerwy – przyznała, a jej twarz rozjaśnił beztroski uśmiech. – Tego właśnie dnia Johnny czekał na matkę w pobliżu gabinetu i podsłuchał naszą rozmowę. Jak wyszłam, siedział w tym swoim fotelu na kółkach i uśmiechał się do mnie, jakbym była bohaterką. „Będzie pani musiała za karę zostać po lekcjach, panno Mathison?” – zapytał. Byłam tak zaskoczona, że omal nie upuściłam sterty książek, które akurat niosłam. Ale gdy zapewniłam go, że mi to nie grozi, popatrzył na mnie wyraźnie rozczarowany. Powiedział, że się domyślał, bo dziewczyn nie zamyka się po lekcjach w klasie. Wtedy już wiedziałam! – Zack zdawał się nie rozumieć, więc wyjaśniła: – Chłopiec żył pod kloszem stworzonym przez matkę i przez cały czas marzył, by w szkole traktowano go jak pozostałe dzieci. Ale nauczyciele ani koledzy nie mogli tego zrozumieć.

– I co zrobiłaś?

Oparła się na kanapie, podciągnęła pod siebie nogi.

– Tę jedną, jedyną właściwą rzecz, jaką mogłam. Uważnie obserwowałam go przez cały następny dzień i gdy w pewnej chwili rzucił piórem w dziewczynkę siedzącą przed nim, nakrzyczałam na niego, jakby popełnił jakąś zbrodnię. Powiedziałam, że powinien zostawać po lekcjach przez kilka tygodni i od tej pory, jak pozostałe dzieci, będzie dostawał to, na co zasłużył. A potem wyznaczyłam mu dwa dni kary!

Wsparła głowę na oparciu kanapy i spod przymkniętych powiek z uśmiechem popatrzyła na Zacka.

– Potem kręciłam się w pobliżu szkoły, by go obserwować i upewnić się, czy postąpiłam słusznie. Wyglądał na zadowolonego z potraktowania go na równi z innymi psotnikami, ale nie byłam jeszcze całkiem pewna. Tego wieczora jego matka zatelefonowała do mnie z awanturą. Powiedziała, że syn zachorował, a moje postępowanie określiła jako „okropne i bez serca”. Chciałam jej wszystko wytłumaczyć, ale nim zdążyłam otworzyć usta, odłożyła słuchawkę. Była wściekła. Następnego dnia Johnny nie pojawił się w szkole.

вернуться

* Ang. full, half, quarter – całość, połowa, jedna czwarta, three quarters – trzy czwarte (przyp. tłum.).

вернуться

** Gra słów, ang. tight end (termin używany w futbolu amerykańskim) znaczy dosłownie „ciasny koniec”, loose end – luźny koniec (przyp. tłum.).