– Mirr, o czym ona śpiewa? W życiu nie słyszałem czegoś podobnego.
– I nie mogłeś – uśmiechnął się zagadkowo elf. – To jest pieśń z jednego z dawnych światów, ale ona ją śpiewa inaczej niż tamci bardowie. Śpiewa o swoim ojcu, któremu śmiertelni byli drożsi od niej.
W kurzu na drodze
Tabun błękitnieje
I cudza strzała
Księżyc pękł na dwoje
W ciężkim kołczanie
Piołun i popiół –
Tobie, Tamerlanie.
Strachem razić – tobie
W dalekiej krainie,
Złotem stygnąć – tobie
W wysoką mogiłę.
Ja wciąż wyszywam
Len oliwkowy,
Łza cicho spływa
Dźwięczą ozdoby;
Kręgowi ognia
Na wiek poświęcona –
Anim tobie siostra,
Anim tobie żona. [17]
Na chwiejnych nogach ruszyłam do wyjścia z sali, nie zważając na okrzyki i brawa. Pieśń skończyła się, a ból dopiero zaczął narastać. Taki ból, który rozdziera serce na strzępy, sprawia, że się bije ziemię w bezsilnej złości, zdzierając pięści do krwi.
Strach wyprawiać bliską osobę w drogę. Nie da się bez niej żyć. Ale to wszystko nic w porównaniu z tym, że nie powiedziałam mu tego, co miałam najważniejszego do powiedzenia. Był moim oddechem i moją krwią. A ja go wypuściłam, straciłam go…
Biegłam na oślep przed siebie. Czyjeś ręce podtrzymały mnie, zastygłam jak lodowy posąg.
– No, maleńka, nie trzeba. Wybacz staremu Cyganowi, który przywołał wspomnienia. Zginął twój Lissi? Czy po prostu odszedł na zawsze?
Złapałam go za rękę i wykręciłam głowę tak, że jego podbródek wpił mi się w potylicę.
– Zginął, Danko. Ludzie go zabili. Nie masz za co przepraszać, wręcz przeciwnie. Dusząc to w sobie, sama siebie zabijałam. Chce mi się wyć, jak dzikiemu zwierzęciu. Chce mi się ryczeć. A ja milczę i uśmiecham się. Uśmiecham się do swoich obrońców, uśmiecham się do człowieka, którym próbuję zastąpić Lissiego, do swojego wroga. Śmieję się sama z siebie, ze swojego głupiego serca, które przez osiemnaście lat wyrywało się do kogoś zapomnianego. On zginął i nie ma na tym świecie nic, za co by warto było walczyć. Powiedz, włóczęgo, czy znasz to uczucie, kiedy świat ci się chwieje pod nogami, a tobie jest wszystko jedno?
– Pójdź z nami, maleńka. – Delikatnie pociągnął mnie w stronę bramy. – Chodźmy, zaśpiewam ci o drodze i o błąkającej się duszy. Może ci ulży. Może…
Elmir patrzył na maga, człowieka. Elf widział, że Kes chętnie by ruszył w ślad za Rey i Cyganami, ale zmusza się do ciągnięcia bezmyślnej rozmowy ze starym mistrzem. Przybrał maskę obojętności, ale serce rwało się tam, gdzie była Księżniczka. Uśmiechnął się z goryczą, wiedząc, że jego brat będzie musiał zerwać zaręczyny. Nigdy nie pozwoli sobie na zniszczenie prawdziwego związku – a to, że tych dwoje musi być razem, Elmir zrozumiał od razu, gdy tylko ich zobaczył.
– Kito, widziałeś kiedyś cygańskie ognisko? – spytał chłopca. – Nie przeszedłbyś się popatrzeć?
Chłopiec radośnie przytaknął. Akir zwlekał, ale też zgodził się iść. Anni nikt nie pytał, ale i ona ruszyła z nowymi znajomymi. Kes miał jeszcze opory.
– Idźcie, Wiatr, idźcie. Akurat będziecie mogli sprawdzić, czy dobrze się domyślam co do zwierzołaka. Jeżeli to rzeczywiście jest zmiennokształtny, nie oprze się takiej górze jedzenia i sam wam wpadnie w ręce. – Mistrz z zadowoleniem zatarł żylaste dłonie.
Kes spojrzał na pozostałych i burknął:
– Potem wam wyjaśnię. Wstał i ruszył w stronę drzwi.
Po chwili dogonił go zaniepokojony Akir.
– Co on mówił o zmiennokształtnych? Czy on…
– Nie. – Kes pokręcił głową, nie zwalniając kroku. – Mistrz ma podejrzenie, że jakiś zwierzołak opuścił terytorium starszych i osiedlił się tu w okolicy. Ludzie giną.
Akir skrzywił się. Kotołaki nie jadały rozumnych form życia, stanowiły one dla nich tabu, zabicie człowieka lub kogoś ze starszych było dopuszczalne tylko w samoobronie. Jeśli tak się sprawy miały, „psim” obowiązkiem naszego koteczka było znaleźć i ukarać odstępcę. Zaniechanie tego byłoby równoważne ze zdradą.
Anni złapała Akira za rękę, nie rozumiejąc, czym się martwi.
– Nie ma się czego bać, on atakuje tylko chłopów. Jeśli ośmieli się wejść nam w oczy, damy radę.
Akir spochmurniał jeszcze bardziej. Elmir, który doskonale znał przepisy zmiennokształtnych, odruchowo sprawdził, czy srebrna klinga miękko wysuwa się z pochwy, i splunął, przypomniawszy sobie, że tu potrzeba stali. Z nich wszystkich walczyć ze zwierzołakiem mógł tylko on i Anni – pozostali mieli srebrną broń. Kito na pierwszy rzut oka robił wrażenie beztroskiego, ale i w jego srebrzystoszarych oczach czaił się lęk.
Pożogar dołączył do nich na dworze. Elmir odruchowo pogłaskał go, czego omal nie przypłacił stratą dłoni.
– On pozwala się głaskać tylko swojej pani – zachichotał nerwowo w odpowiedzi na cichy okrzyk Anni i wzruszył ramionami. – Nie bój się, nie zje cię. Jest najedzony.
Kito przyklęknął przy psie.
– Pożogar, nie wiesz, gdzie rozbili obóz Cyganie? Zaprowadź nas tam.
Pożogar zawahał się, po czym skinął łbem i pobiegł w stronę bramy twierdzy.
Siedziałam przy jednym z ognisk, podciągnąwszy kolana pod brodę i objąwszy je rękami. Wodziłam wzrokiem za tańczącymi Cyganami. Danko chciał mnie wciągnąć do zabawy, ale odmówiłam. O wiele przyjemniej było siedzieć tak z boku, z zachwytem przyglądać się ogniskom i cicho wtórować śpiewom. Rżenie wystraszonych czymś koni, step i skraj brzozowego lasu. Obracałam w palcach wonny nocny kwiat, wdychając upajający korzenny zapach.
Nadgarstek dalej mnie bolał, nie pozwalając całkiem oderwać się od rzeczywistości, przecięty białą żmijką zabliźnionej już rany, która zniknie w najlepszym razie za miesiąc. Dziwne, nawet mnie to nie złości. Co za dziwna noc…
Usłyszałam kroki za plecami. No proszę, któż to się podkrada? Zabiję chyba… Czy nie mogą mnie zostawić na chwilę w spokoju?
– Niepokoiliśmy się. – Akir położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłam ku niemu głowę.
– Niepotrzebnie. My z Danko znamy się od dawna. Jeszcze w dzieciństwie uciekałam do ich obozu, żeby sobie tak posiedzieć i popatrzeć, jak tańczą.
– Skąd mogliśmy wiedzieć? – odezwał się Elmir. Niezawodnie reszta też za nim przylazła. – Aha, okazało się, że po lesie włóczy się zwierzołak samotnik, a obóz jest prawie pół godziny drogi od twierdzy. Jakby…
– Znaczy co? – prychnęłam. – Myślisz, że nie dam rady jakiemuś wilkołakowi?
Niech robią, co chcą, tylko niech za mną nie łażą!
– Cudownie! – westchnęła Anni. Dopiero co zauważyłam, że przyszła z moimi towarzyszami. Pięknie, pięknie. Jeszcze tu brakowało niewtajemniczonych w nasze drobne tajemnice. – Patrzcie, te dziewczyny wyglądają, jakby wyszły z płomienia…
Cyganki faktycznie tańczyły nieźle, ale… ech. To było tylko przedstawienie, prawdziwy ogień jest o wiele piękniejszy. Powiedziałam jej to. Anni poczuła się urażona i oświadczyła, że mam zaburzone poczucie piękna. Kes prychnął i poparł ją energicznie, ale Elmir stanął po mojej stronie, mówiąc, że oni nic nie rozumieją. Dziewczyna próbowała wciągnąć do dyskusji także Kito, ten jednak zręcznie się wymknął i uciekł gdzieś dalej, prosząc, żeby się od niego odczepiono i pozwolono mu spokojnie przyglądać się tańcom.