Выбрать главу

– Dokąd? – Wieta złapała mnie za rękę. – Zażyło nas tylko, żeśmy się tak mogły pomylić. Co z tego, że nie jesteś chłopakiem, twarz ci się od tego nie zmienia. Leyri, wołaj brata, a ja tymczasem pokażę gościom twoje prace.

Leyri skinęła głową i pobiegła gdzieś w głąb domu. Trzasnęły drzwi. Przez chwilę miałam wrażenie, że słyszę odgłos trącanych strun.

Kito przyglądał się porozstawianym wszędzie płótnom. Był bliski omdlenia z zachwytu, a i mnie niewiele brakowało. Leyri nie kłamała, była naprawdę znakomitą malarką, jej obrazy kipiały życiem, aż zdawało się, że zaraz namalowane osoby wyjdą z ram. To już nie była twórczość, to było stwarzanie.

Czym się różni talent od geniuszu? My, feyry, wiedzieliśmy to zawsze. Utalentowany człowiek może stworzyć piękną muzykę, napisać znakomitą książkę, namalować wstrząsający obraz, ale tylko ktoś, kto ma w sobie twórczy ogień – jaki nazywa się geniuszem – jest w stanie stworzyć to, czego nie ma, wymyślić to, co niewyobrażalne, przynieść na świat coś nowego. Poznać to, co niepoznawalne.

Jest to dar i jednocześnie przekleństwo, bo tacy ludzie różnią się od swoich pobratymców jeszcze bardziej niż my. Rzadko zdobywają uznanie, często giną, nie znalazłszy swojego miejsca wśród śmiertelników. Leyri miała szczęście.

– Patrz, Rey! – Kito zastygł przed obrazem przedstawiającym las jesienią. – Patrz, to przecież… Złote Łąki?

Pokręciłam głową. Podobne, ale to nie to… Chociaż właściwie…

– Przepraszam, że przeszkadzam, ale czy zechcielibyście się może czegoś napić? Albo możeście głodni?

Nie odrywając oczu od płócien, jak na komendę pokręciliśmy głowami.

– A więc to twoi nowi modele? Myślisz, że ona ci się przyda do namalowania męskiej twarzy?

Odwróciwszy się, pochwyciłam chłodne spojrzenie oczu niebieskich jak letnie niebo.

– A więc to twój brat? – burknęłam, starając się nie przewrócić z wrażenia. – Mam nadzieję, że to jakiś kawał?

Uśmiechnął się i wolno opadł na jedną z porozrzucanych po podłodze poduszek, zastępujących artystkom krzesła. Bard spojrzał na mnie nieco cieplej, ale nie wierzyłam w taką nagłą zmianę. Możecie być pewni, że udawać uczucia i tak się nimi bawić może tylko ktoś, kto w rzeczywistości żadnych uczuć nie ma.

– Moje uszanowanie, Walkirio. Nie przestajesz mnie zadziwiać. Można by pomyśleć, że samo przeznaczenie wciąż na nowo nas styka.

– Wy się znacie? – Leyri ze zdziwieniem spojrzała na brata, a potem przeniosła wzrok na mnie. – Mówiłaś, że nigdy o nim nie słyszałaś.

– Znałam twojego brata pod innym imieniem – odparłam z wymuszonym uśmiechem. – Dzieli nas pewne, jak by to powiedzieć, nieporozumienie. Z tego, co pamiętam, chciałaś wykorzystać mnie jako modela do swojego obrazu? To zaczynaj, świt już blisko, pospiesz się.

Kito niby przypadkiem przysunął się bliżej mnie. Nie rozumiał, co się dzieje i kim w rzeczywistości jest Kin Złotogłosy, ale instynktownie wyczuwał niebezpieczeństwo. Starsi mają to we krwi – mają o wiele bardziej rozwiniętą intuicję niż ludzie i w odróżnieniu od tych ostatnich zwykli jej wierzyć.

– Cóż tu robisz, Wielolicy? – spytałam półgłosem, gdy tylko Leyri i jej pomocnica podeszły do sztalug i Wieta zaczęła szkicować, a malarka od czasu do czasu coś jej mówiła. – Mam wrażenie, że nasz układ nie przewidywał twojego pojawienia się na terytorium Ładu. Termin jeszcze nie upłynął, ja go dotrzymam.

– Moja obecność tutaj nie ma związku z wami ani z wojną. – Wzruszył ramionami i wygodniej ułożył sobie gitarę na kolanach. – Ściślej biorąc, nie jestem dokładnie tym, za kogo mnie bierzecie, tylko swoistym odbiciem, przez które Chaos obserwuje Ład. Jednym z odbić. Niemniej, owszem, o układzie wiem. Ten, który jest za Granicą, prosił, abym ci przypomniał, że twój czas jest ściśle ograniczony. Dziesiąty października jest coraz bliżej i nie przewidujemy odroczenia. Nie ociągaj się z podróżą, bo tylko słowo i przysięga powstrzymuje nas od przerwania Granicy.

– Bracie, obiecałam naszym gościom, że dla nich zaśpiewasz. Proszę… – odezwała się Leyri. Ciekawe, kim ona naprawdę jest?

„Człowiekiem. Leyri jest człowiekiem – usłyszałam w głowie głos Wielolicego. – Kiedy powstałem, spotkałem maleńką dziewczynkę, która straciła rodziców.

Jej dusza lśniła tak mocno, że nie oparłem się pokusie i pomogłem jej”.

Jego palce biegały po strunach, trącając je lekko.

- Setsunasa no kagiri made dakishimetemo itsu-mademo hitotsu niwa narenakute… [18] - śpiewał w języku zrodzonym w pierwszym ze światów. Wiedziałam, że śpiewał tylko dla mnie, nawet Kito nie zrozumie.

„Masz rację, Kes nigdy się nie podda, nie przyjmie mnie, ale co to ma za znaczenie? – uśmiechnęłam się paskudnie, aż Wielolicy wzdrygnął się, palce mu się omsknęły, a struny zapiszczały. – Nie zrozumiesz, co to znaczy kochać wroga. Nigdy nie poczujesz, co to znaczy być szczęśliwym dlatego, że ktoś cię nienawidzi, cieszyć się, że zginiesz z ręki kogoś, kogo kochasz… Nieważne, że Kes też tego nie zrozumie. On jest moim podopiecznym”.

* * *

– Śpisz, czarodzieju? – Cienki głos dźwięczał w jego głowie, natarczywie żądał, wzywał i prosił. Kes miał wrażenie, że czaszka zaraz pęknie mu od tego ogłuszającego szeptu. – Śpisz? Nie śpij. Słuchaj mnie… zaufaj mi…

– Ktoś ty?

Kes próbował usiąść, ale z jękiem upadł z powrotem na łóżko. Wiedział, że nie śpi, ale rudy mężczyzna stojący pośrodku pokoju absolutnie nie mógł być prawdziwy. Pożogar? Może… Ostatecznie miał przezroczystą sylwetkę, która lekko się chwiała w mglistym świecie przedświtu.

– Nazywam się Li-ko. Przyszedłem z tobą pomówić, coś ci wytłumaczyć. Przepraszam, ale przedtem miałem za mało sił, żebyś mnie usłyszał.

– Jesteś feyrem?

– Nie. – Pokręcił głową, ale jakoś niepewnie. – Powiedzmy, że byłem feyrem. Mniejsza o to, w tej chwili rozmawiamy o tobie, a nie o mnie. Chcę ci wyjaśnić to, czego tak bardzo nie chciała ci powiedzieć Rey-line. Bała się, że wykorzystasz tę wiedzę przeciwko niej, ale ja mam inne zdanie. Wierzę, że nigdy nie wykorzystasz tej jej słabości.

– Słabość? U Księżniczki? Nie rozśmieszaj mnie. Były feyr…

– Nie żartuję, Kessarze. Ja ci po prostu powiem, co to znaczy być podopiecznym. Co, nieciekawe? To idę.

– Stój!

– A, jednak chcesz wiedzieć? To słuchaj uważnie. Wczoraj przekroczyłeś granicę, która dzieliła ciebie i Księżniczkę. Rozwaliłeś mur nieufności i nienawiści, który między sobą zbudowaliście. Poprosiłeś ją o pomoc. O ile wcześniej więź między wami była nie tyle duchowa, co raczej nominalna, o tyle teraz staliście się oboje jednym ciałem: Księżniczka i jej podopieczny. Tej więzi nic nie rozerwie. Poza śmiercią.

– Znaczy co, umrę razem z nią?

– To jest najważniejsze, Kes – roześmiał się gorzko dziwny feyr. – Groza sytuacji polega na tym, że teraz Rey-line będzie szczęśliwa, umierając. Jeśli jej rozkażesz, nadstawi gardło. Wyobraź sobie, że ona teraz czuje nieprzeparte pragnienie śmierci z twojej ręki i tylko poczucie obowiązku zatrzymuje ją na skraju przepaści…

Rozległo się pukanie do drzwi. Nocny gość zaczął znikać, nie przestając się uśmiechać. Kes krzyknął i usiadł, wyciągając ku niemu rękę, próbując go zatrzymać, ale dłoń przeszła przez gościa na wylot jak przez powietrze.

– Otwieraj pan, panie doktor. Przyszliśmy zabrać kolegę.

вернуться

[18] „Michiyuki” – Kaori Hikita, motyw końcowy serialu anime „Loveless”. Przybliżone tłumaczenie: „Nawet ściskając się w objęciach do bólu, nigdy nie staniemy się jedną całością”. [przypis autorki]