Выбрать главу

Dżentelmena o wiele bardziej interesowało wyzywanie magów niż jasne przedstawienie sprawy i minęło sporo czasu, nim Stephen cokolwiek zrozumiał. Najwyraźniej Jonathan Strange złożył wizytę królowi Anglii — dżentelmen nie wyjaśnił, w jakim celu, za to w pierwszej kolejności skoncentrował się na wyczynach maga, a dopiero potem na królu:

— …nie wiem jak, ale z jakiegoś powodu nigdy nie złożyłem wyrazów uszanowania Jego Królewskiej Mości. Co za uroczy staruszek! Pełen szacunku dla mnie! Ucięliśmy sobie pogawędkę! Cierpi, gdyż poddani traktują go wprost fatalnie. Anglików widocznie raduje upokarzanie wielkich i szlachetnych. Mnóstwo wartościowych jednostek cierpiało przez ich godne pogardy prześladowania — na przykład Karol I, Juliusz Cezar, a przede wszystkim ty i ja!

— Proszę mi wybaczyć, ale wspomniał pan o planach. O jakie plany chodzi?

— O uczynienie cię królem Anglii, rzecz jasna! Czyżbyś zapomniał?

— Ależ skąd! Jednakże…

— Cóż, nie znam twej opinii, Stephenie — przerwał dżentelmen i nie racząc nawet jej wysłuchać, dodał: — Muszę jednak wyznać, że męczy mnie czekanie, aż twe cudowne przeznaczenie się ziści. Kusi mnie, by uprzedzić opieszały los i samemu uczynić cię królem. Kto wie? Może mam stać się narzędziem, które wyniesie cię na tron należny ci z mocy prawa! Wielce prawdopodobne! Cóż! Podczas rozmowy z królem przyszło mi do głowy, że pierwszym krokiem do uczynienia cię władcą jest usunięcie obecnego króla. Zauważ, że nie życzyłem mu nic złego. Wręcz przeciwnie! Wniosłem nieco słodyczy do jego smutnego życia. Od lat nie był równie szczęśliwy. Ale magowi nie przypadło to do gustu! Ledwie zacząłem wypowiadać zaklęcie, zadziałał przeciwko mnie. Użył dawnej magii o wielkiej mocy. Nigdy w życiu nie byłem równie zdumiony. Kto by przypuszczał, że będzie znał to zaklęcie?

Dżentelmen przerwał tyradę, a wtedy Stephen zdołał wtrącić:

— Jestem ogromnie wdzięczny za pańską troskę, muszę jednak zauważyć, że obecny król ma trzynaścioro potomstwa. Jego najstarszy syn już pełni obowiązki władcy. Po śmierci króla korona z pewnością trafi w ręce jednego z synów.

— Tak, tak! Ale królewskie dzieci to tępe grubasy. Kto chciałby, by krajem rządziły takie straszydła? Kiedyś mieszkańcy Anglii zrozumieją, że mógłbyś nimi władać ty, Stephenie! Jesteś uosobieniem elegancji i wdzięku, twe oblicze pięknie prezentowałoby się na monetach! Anglicy chyba nie wykażą aż tak niesłychanej tępoty i nie odrzucą twej kandydatury!

Stephen pomyślał, że dżentelmen wcale nie zna charakteru Anglików.

W tym momencie rozmowę przerwał im barbarzyński dźwięk wielkiego rogu. Kilku ludzi pobiegło zamknąć wielkie bramy. Stephen nie wiedział, czy grozi im niebezpieczeństwo; rozejrzał się z niepokojem.

— Co się dzieje?

— Ach, ludzie ci mają zwyczaj zamykać na noc bramę z obawy przed niegodziwymi poganami, za których uważają wszystkich z wyjątkiem siebie — odparł lekceważąco dżentelmen. — Ale jaka jest twoja opinia, Stephenie? Co powinniśmy uczynić?

— Uczynić? W jakiej sprawie?

— W sprawie magów, Stephenie! Magów! To jasne, że gdy tylko twe przeznaczenie zacznie się wypełniać, z pewnością interweniują. Zupełnie nie wiem, co za różnica, kto jest królem Anglii. Podejrzewam, że jako brzydale i głupcy chcą mieć równie paskudnego króla. Nie, to nasi wrogowie i w związku z tym powinniśmy ich usunąć. Ale jak? Trucizna? Noże? Pistolety?

Podszedł do nich licytator z dywanem.

— Dwadzieścia srebrnych monet — powiedział ospale i z naciskiem, jakby ogłaszał nadejście końca świata.

Dżentelmen o włosach jak puch ostu popatrzył z zadumą na dywan.

— Można oczywiście uwięzić kogoś we wzorze na dywanie, nawet na tysiąc lat — mruknął. — To straszny los, zawsze karzę nim tych, którzy mnie okrutnie obrazili, jak ci magowie! Niekończąca się powtarzalność barwy i wzoru, nie mówiąc już o drażniącym kurzu i upokorzeniu związanym z plamami, doprowadzają więźnia do szaleństwa. Więzień uwalnia się z dywanu z pragnieniem zemsty, a wtedy najwięksi magowie oraz bohaterowie epoki muszą połączyć swe siły, by go zabić lub, co zdarza się częściej, uwięzić po raz drugi na jeszcze dłuższy czas w jeszcze straszniejszym więzieniu. I tak mijają wieki, a on coraz bardziej pogrąża się w szaleństwie i nienawiści. Tak, dywany! Może…

— Dziękujemy bardzo za ten dywan — powiedział Stephen szybko do licytatora. — Proszę odejść.

— Masz słuszność, Stephenie — oświadczył dżentelmen. — Mimo swych słabości magowie ci potrafią się bronić przed naszymi zaklęciami. Musimy znaleźć inny sposób, by podupadli na duchu i stracili wolę walki! Musimy sprawić, by pożałowali, że w ogóle zaczęli praktykować magię!

Rozdział trzynasty

Dżentelmen z hrabstwa Nottingham

listopad 1814

Podczas trzyletniej nieobecności Strange’a panowie Drawlight i Lascelles znów zaczęli mieć większy wpływ na pana Norrella. Każdy, kto pragnął z nim rozmawiać lub prosić go o wsparcie, musiał najpierw zwrócić się do nich. Sugerowali panu Norrellowi, jak postępować z ministrami, a ministrom, jak postępować z panem Norrellem. Najbogatsi i najpopularniejsi w królestwie zabiegali o znajomość z przyjaciółmi i doradcami najbardziej wpływowego maga Anglii.

Po powrocie Strange’a Drawlight i Lascelles zachodzili do pana Norrella równie często jak niegdyś, ale teraz pan Norrell najchętniej słuchał opinii Strange’a i właśnie jego pytał o radę. Naturalnie nie podobał im się taki stan rzeczy, zwłaszcza Drawlight robił, co mógł, by podsycać drobne animozje i niechęć, którą od czasu do czasu odczuwali do siebie obaj magowie.

— To nie do wiary, ale nie mam pojęcia, jak mu zaszkodzić! — złościł się Drawlight. — Mogę jedynie wykorzystać rozmaite dziwne plotki na temat tego, co wyprawiał w Hiszpanii. Kilka osób wspominało mi, że wskrzesił całą armię zmarłych żołnierzy i rzucił ich do walki z Francuzami. Trupy o poszarpanych kończynach, oczach niemal wypadających z oczodołów — najstraszliwsze okropności, jakie tylko możesz sobie wyobrazić! Co twoim zdaniem powiedziałby Norrell, gdyby to usłyszał?

— Czy ty naprawdę nie widzisz, że wszelkie próby skłócenia ich są bezsensowne? — westchnął Lascelles. — Prędzej czy później sami się znienawidzą.

Kilka dni po wizycie Strange’a u króla tłum przyjaciół i admiratorów pana Norrella zebrał się w bibliotece na Hanover Square, by podziwiać nowy portret obu magów namalowany przez pana Lawrence’a[88]. Przybyli również panowie Lascelles i Drawlight, państwo Strange’owie oraz kilku królewskich ministrów.

Portret przedstawiał pana Norrella w skromnym szarym fraku i staroświeckiej peruce. Zarówno frak, jak i peruka wydawały się nieco za duże. Mag wręcz w nich tonął, a jego małe niebieskie oczka spoglądały na świat z mieszaniną obawy i arogancji, co nasunęło sir Walterowi Pole’owi skojarzenie z kotem pokojowca z Harley Street. Wyglądało na to, że większość ludzi z niejakim trudem wypowiada komplementy pod adresem portretu pana Norrella, za to wszyscy na wyprzódki podziwiają podobiznę Strange’a. Na obrazie stał za Norrellem; ni to siedział na stoliku, ni to się o niego opierał, całkiem zrelaksowany, z szyderczym półuśmieszkiem. W jego spojrzeniu kryło się rozbawienie, tajemnice i czary — tak właśnie powinny wyglądać oczy maga.

— Och, znakomity portret — entuzjazmowała się pewna dama. — Proszę zobaczyć, jak mrok zwierciadła za postaciami kontrastuje z głową pana Strange’a.

вернуться

88

Portret ten, obecnie zaginiony, wisiał w bibliotece pana Norrella od listopada 1814 roku do lata roku następnego, kiedy go usunięto. Od tamtej pory go nie widziano.

Poniższy cytat pochodzi z księgi wspomnień i opisuje trudności, których doświadczał pan Lawrence (później znany jako sir Thomas Lawrence) podczas malowania. Dzieło jest interesujące między innymi z tej przyczyny, że rzuca światło na relacje łączące Norrella i Strange’a pod koniec 1814 roku. Wydaje się, że mimo licznych prowokacji Strange nadal cierpliwie znosił kaprysy podstarzałego maga i zachęcał do tego innych.

„Magowie pozowali do portretu w bibliotece pana Norrella. Pan Lawrence przekonał się, że pan Strange jest nader zgodnym dżentelmenem, dzięki czemu współpraca z nim przebiegała szybko i sprawnie. Z kolei pan Norrell od samego początku się denerwował. Co rusz poprawiał się na fotelu i wyciągał szyję, jakby usiłował zerknąć na dłonie pana Lawrence’a. Próby te były jałowe, bo obu panów dzieliła sztaluga. Pan Lawrence wyszedł z założenia, że modela z pewnością niepokoi jakość obrazu, toteż zapewnił go, iż praca przebiega zgodnie z planem. Pan Lawrence dodał, że jeśli pan Norrell ma ochotę, może zerknąć na płótno, lecz maga wcale to nie uspokoiło.

W pewnej chwili pan Norrell zwrócił się do obecnego w pomieszczeniu pana Strange’a, który właśnie pisał list do jednego z ministrów.

— Drogi panie, czuję przeciąg! Jestem pewien, że okno za panem Lawrence’em jest otwarte. Proszę z łaski swojej podejść i to sprawdzić.

— Bynajmniej, okno jest zamknięte — odparł Strange, nie podnosząc wzroku.

Kilka minut później panu Norrellowi zdało się, że słyszy głos ulicznego sprzedawcy bułek, więc gorąco poprosił pana Strange’a o podejście do okna i wyjrzenie na dwór. Lecz ten ponownie odmówił. Następnie pan Norrell usłyszał turkot kół powozu księżnej. Próbował wszystkiego, co mu przyszło do głowy, byle tylko skłonić pana Strange’a do podejścia do okna, lecz pan Strange ani myślał go słuchać. Wszystko to wyglądało niesłychanie dziwnie i pan Lawrence zaczął podejrzewać, że niepokój pana Norrella nie wynikał z wyimaginowanych przeciągów, okrzyków handlarzy bułkami czy księżnej, lecz miał coś wspólnego z obrazem.

Kiedy więc pan Norrell wyszedł z pokoju, pan Lawrence spytał pana Strange’a o przyczynę zachowania pana Norrella. Z początku mag utrzymywał, że wszystko jest w jak najlepszym porządku, lecz malarz się uparł i dręczył rozmówce, domagając się prawdy.

— Och, niech będzie — westchnął pan Strange. — Wbił sobie do głowy, że skrywając się za sztalugami, kopiuje pan zaklęcia z jego ksiąg.

Pan Lawrence był zaskoczony. Malował już największe osobistości i do tej pory nikt nie posądził go o kradzież. Nie takiego traktowania oczekiwał.

— Proszę się uspokoić — zasugerował pan Strange łagodnie. — Jeżeli ktokolwiek w Anglii zasługuje na naszą cierpliwość, to na pewno pan Norrell. Cała przyszłość angielskiej magii spoczywa na jego barkach i zapewniam pana, że ma on tego świadomość. Właśnie dlatego stał się nieco ekscentryczny. Zastanawiam się, co pan by poczuł, gdyby pewnego ranka zbudził się pan i skonstatował, że jest jedynym artystą w Europie? Nie byłby pan odrobinę osamotniony? Nie miałby pan wrażenia, że Michał Anioł, Rafael, Rembrandt i cała reszta uważnie się panu przypatrują, jakby nie wierzyli, że im pan dorówna, i jednocześnie o to błagali? Czy od czasu do czasu nie traciłby pan cierpliwości?”

Zaczerpnięte ze Wspomnień panny Croft o sir Thomasie Lawrensie z niemal trzydziestoletniego związku z nim.