Выбрать главу

Strange popatrzył na swego nauczyciela.

— Zapewniam pana, że absolutnie nie życzyłbym sobie, by moje zachowanie pana kompromitowało. Łatwo jednak temu zaradzić. Jeśli się rozejdziemy, każdy z nas będzie mógł działać na własną rękę.

Pan Norrell wydawał się zaskoczony. Zerknął na Strange’a, potem odwrócił wzrok i wymamrotał cicho, że nie o to mu chodziło i że pan Strange chyba to rozumie.

— Mam nadzieję, że pan Strange okaże mi wyrozumiałość. — Odchrząknął. — Mam nadzieję, że panu Strange’owi zależy na angielskiej magii i zniesie moje narzekania. Wie, jak ważne jest to, żebyśmy przemawiali i działali razem dla dobra angielskiej magii. Jeszcze za wcześnie, by narażać ją na podmuchy przeciwnych wiatrów. Jeśli pan Strange i ja zaczniemy przeczyć sobie w ważnych sprawach, wątpię, czy angielska magia przetrwa.

Zapadła cisza. Strange podniósł się z fotela i złożył panu Norrellowi sztywny ukłon. Następne minuty były bardzo niezręczne. Pan Norrell wyglądał tak, jakby miał ochotę coś powiedzieć, jednak zupełnie nie wiedział co. Tak się złożyło, że nowe dzieło lorda Portisheada, Rozprawa o niesłychanym odrodzeniu angielskiej magii, właśnie przybyło od drukarza i leżało na stoliczku. Pan Norrell sięgnął więc po książkę.

— Znakomite dziełko! Jak bardzo lord Portishead jest oddany naszej sprawie! Po takim kryzysie trudno komuś zaufać, ale wydaje mi się, że zawsze możemy polegać na lordzie Portisheadzie!

Wręczył Strange’owi książkę. Strange z rozmysłem zaczął przerzucać jej stronice.

— Zrobił wszystko, o co go prosiliśmy. Dwa obszerne rozdziały pełne ataków na Króla Kruków i niemal żadnej wzmianki o elfach. Jeśli dobrze pamiętam, pierwsza wersja zawierała długi opis magii Króla Kruków.

— Istotnie — przytaknął pan Norrell. — Przed pana poprawkami książka była bezwartościowa. Gorzej niż bezwartościowa — niebezpieczna! Te długie godziny jednak, które pan z nim spędził, kierując jego opiniami, zrodziły owoce! Jestem z tego niesłychanie zadowolony.

Kiedy Lucas przyniósł tacę z herbatą i ciasteczkami, obaj magowie zachowywali się jak dawniej (choć może Strange był nieco bardziej milczący niż zazwyczaj). Kłótnia wydawała się zażegnana.

Tuż przed wyjściem Strange zapytał, czy może pożyczyć książkę lorda Portisheada.

— Naturalnie! — wykrzyknął pan Norrell. — Proszę ją sobie zatrzymać! Mam jeszcze kilka egzemplarzy.

Mimo wszystkich argumentów Strange’a i Childermassa pan Norrell nie potrafił zrezygnować z planu przywrócenia Ławy Pięciu Smoków. Im więcej o tym myślał, tym bardziej był przekonany, że nie zazna spokoju, póki w Anglii nie powstanie stosowny sąd prawa magicznego. Czuł, że nie usatysfakcjonuje go żadna kara wymierzona Drawlightowi przez jakikolwiek inny organ prawa. Później tego samego dnia wysłał Childermassa do domu lorda Liverpoola, by wybłagał u niego kilkuminutowe spotkanie. Lord Liverpool przesłał wiadomość, że spotka się z panem Norrellem następnego dnia.

O wyznaczonej porze pan Norrell odwiedził premiera i wyłuszczył swój plan. Gdy skończył, lord Liverpool zmarszczył brwi.

— Ależ magiczne prawo przestało funkcjonować — oznajmił. — Nie ma prawników wyszkolonych w takich sądach. Kto poprowadzi sprawy? Kto osądzi oskarżonych?

— Ach! — Pan Norrell wyciągnął gruby plik papierów. — Cieszę się, że wasza lordowska mość zadaje te pytania. Przygotowałem dokument opisujący funkcjonowanie Ławy Pięciu Smoków. Niestety, niewiele o tym nam wiadomo, ale zasugerowałem sposoby, które pozwolą przywrócić to, co utraciliśmy. Posłużyłem się przykładem kościelnych sądów z Doctor’s Commons[93]. Jak wasza lordowska mość się przekona, przed nami wiele pracy.

Lord Liverpool zerknął na dokumenty.

— Zbyt wiele, drogi panie — oświadczył głucho.

— To konieczne, zapewniam pana. Niezbędne! Jak inaczej regulować magię? Jak inaczej mamy strzec się niegodziwych magów i ich sług?

— Jakich niegodziwych magów? Jest tylko pan i pan Strange.

— To prawda, ale…

— Czy w tej chwili czuje się pan szczególnie niegodziwy? Czy istnieje paląca potrzeba, by rząd Wielkiej Brytanii tworzył oddzielny organ prawa do kontrolowania pańskich występnych skłonności?

— Nie, ja…

— A może to pan Strange wykazuje silną inklinację do mordowania oraz okaleczania bliźnich, tudzież kradzieży?

— Nie, lecz…

— Wobec tego zostaje nam tylko ten pan Drawlight, a jeśli się nie mylę, on nie jest magiem.

— Jednak jego zbrodnie podlegają paragrafom prawa magicznego. Powinien być sądzony przez Ławę Pięciu Smoków, to odpowiednia instytucja. Oto lista jego przewinień. — Pan Norrell położył przed premierem następny dokument. — Proszę bardzo! Fałszywa magia, złe dążności i szkodliwa pedagogia. Żaden zwykły sąd sobie z tym nie poradzi.

— Bez wątpienia. Ale jak już zauważyłem, nie ma nikogo, kto mógłby go sądzić.

— Gdyby tylko wasza lordowska mość zechciał rzucić okiem na czterdziestą drugą stronę moich notatek. Proponuję zatrudnienie sędziów, adwokatów i prokuratorów z Doctor’s Commons. Mógłbym im wyjaśnić podstawy prawa taumaturgicznego. To zajmie mniej więcej tydzień, Mogę też przydzielić im swojego sługę, Johna Childermassa, na czas trwania procesu. Zna się na rzeczy, będzie interweniował, gdyby coś poszło nie tak.

— Co? Sędzia i prawnicy mają być pouczani przez powoda i jego sługę?! To wykluczone! Ten pomysł to obraza wymiaru sprawiedliwości!

Pan Norrell zamrugał.

— Ale jaką mogę mieć pewność, że inni magowie nie zakwestionują mojego autorytetu i nie będą mi się sprzeciwiać?

— Szanowny panie, żaden sąd nie powinien wynosić opinii jednego człowieka nad pozostałe! Ani w tej kwestii, ani w żadnej innej. Jeśli reszta magów ma odmienne zdanie niż pan, musi pan ich przekonać, dowieść wyższości swych wniosków, jak ja to robię w polityce. Musi pan polemizować, publikować i praktykować magię, uczyć się żyć tak jak ja — stawiając czoło nieustannej krytyce, sprzeciwom i cenzurze. Tak to się robi w Anglii, proszę pana.

— Ale…

— Bardzo mi przykro, dość już wysłuchałem. Koniec dyskusji. Rząd Wielkiej Brytanii jest pańskim dłużnikiem. Oddał pan krajowi niezwykłe przysługi. Każdy wie, jak bardzo pana cenimy, ale prosi pan o niemożliwe.

Wieść o oszustwie Drawlighta wkrótce się rozniosła i jak przewidział Strange, winą częściowo obarczono magów. W końcu Drawlight był ich bliskim kompanem. Ta historia okazała się doskonałym tematem dla karykaturzystów — opublikowano kilka poruszających rysunków. Na jednym z nich, autorstwa George’a Cruikshanka, pan Norrell zapewniał grupę wielbicieli o szlachetności angielskiej magii, podczas gdy na zapleczu Strange dyktował coś w rodzaju cennika służącemu, który pisał kredą na tablicy: „Za zabójstwo magią znajomka — dwadzieścia gwinei. Za zabójstwo bliskiego przyjaciela — czterdzieści gwinei. Za zabójstwo krewniaka — sto gwinei. Za zabójstwo małżonka — czterysta gwinei”. Na innej karykaturze, autorstwa Rowlandsona, modna dama wędruje ulicą, prowadząc na smyczy puchatego pieska. Spotyka znajomego, który krzyczy na widok zwierzątka: „Och! Pani Foulkes, jaka słodka psina”. „Tak — odpowiada pani Foulkes. — To pan Foulkes. Zapłaciłam panom Strange’owi i Norrellowi pięćdziesiąt gwinei za to, by mąż słuchał wszystkich mych życzeń. Oto skutek”.

Bez wątpienia karykatury i złośliwe wzmianki w gazetach wyrządziły sprawie angielskiej magii znaczną szkodę. Można teraz było magię rozpatrywać z całkiem innego punktu widzenia — nie jako najskuteczniejszą obronę narodu, lecz narzędzie niegodziwości i zazdrości.

вернуться

93

W latach 1572–1867 londyńska siedziba Akademii Adwokatów i Doktorów Prawa, w której mieściły się sądy Kościoła i admiralicji.