Выбрать главу

Pan Norrell prychnął z irytacją.

— Przesądy i pogłoski! Nawet gdyby te historie były prawdziwe — a bardzo w to wątpię — nie rozumiem, jak niby ci ludzie mieliby rozpoznać Johna Uskglassa. Nie istnieją żadne jego portrety. Dziecko rękawicznika i baskijski marynarz wcale nie zidentyfikowali go jako Uskglassa. Widzieli człowieka w czarnym stroju, a inni wmówili im później, że był to John Uskglass. Ale tak naprawdę, to, czy wrócił i czy ktoś go widział, ma niewielkie znaczenie. Faktem jest, że kiedy porzucił tron i opuścił Anglię, zabrał z sobą to, co w naszej magii było najlepsze. Od tamtego dnia zaczęła podupadać. Z pewnością już tylko to wystarczy, by uznać go za naszego wroga. Zna pan chyba Kres magicznego lasu Watershippe’a[97]?

— Nie, nie znam — odparł Strange. Rzucił panu Norrellowi wymowne spojrzenie, które miało świadczyć o tym, że nie przeczytał księgi z wiadomych powodów. — Bardzo żałuję, że nie wspomniał pan o tym wszystkim wcześniej.

— Może niesłusznie tyle ukrywałem przed panem. — Pan Norrell splótł palce rąk. — Teraz jestem niemal pewien, że popełniłem błąd. Dawno temu uznałem jednak, że w interesie Wielkiej Brytanii należy całkowicie przemilczać te tematy, a stare nawyki trudno wykorzenić. Ale chyba widzi pan, jakie czeka nas zadanie? Pana i mnie? Magia nie może służyć królowi, którego nie obchodzi los kraju. Musimy wyrwać angielskich magów z zależności od niego. Powinni zapomnieć o Johnie Uskglassie, tak jak on zapomniał o nas.

— Nie — Strange zmarszczył brwi i pokręcił głową. — Mimo pańskich słów nadal wydaje mi się, że John Uskglass odpowiada za kształt angielskiej magii i że niebezpiecznie jest go ignorować. Być może okaże się, że popełniam błąd. To bardzo prawdopodobne. W kwestii tak istotnej dla angielskiej magii muszę jednak wyrobić sobie własną opinię. Proszę nie brać mnie za niewdzięcznika, drogi panie, ale moim zdaniem nasza współpraca dobiega końca. Wydaje mi się, że zbytnio się różnimy.

— Och! — wykrzyknął pan Norrell. — Wiem, że w kwestii temperamentu… — Machnął ręką. — Ale jakie to ma znaczenie? Przede wszystkim jesteśmy magami. Tylko to nas interesuje. Jeśli dziś opuści pan ten dom i pójdzie własną drogą, z kim będzie pan rozmawiał tak, jak rozmawiamy teraz? Z nikim. Zostanie pan sam. — I niemal błagalnym tonem wyszeptał: — Proszę tego nie robić!

Strange patrzył z zakłopotaniem na nauczyciela. Nie tego się spodziewał. Zamiast wzbudzić w magu wściekłość, recenzja najwyraźniej sprowokowała pana Norrella do wybuchu szczerości i pokory. W tym momencie powrót pod kuratelę pana Norrella wydał się Strange’owi zarówno rozsądny, jak i pożądany. Tylko duma i świadomość, że zaledwie kilka godzin wcześniej czuł coś całkiem innego, kazały mu powiedzieć:

— Przykro mi, drogi panie, ale od powrotu z Półwyspu Iberyjskiego czułem, że nie powinienem nazywać się pańskim uczniem. Miałem wrażenie, że odgrywam narzuconą sobie rolę. Nie chcę poddawać swoich artykułów pańskiej ocenie, by dokonywał w nich pan dowolnych zmian. Nie chcę głosić tego, w co już nie wierzę.

— Trzeba z tym publicznie skończyć — westchnął pan Norrell. Wychylił się i powiedział głośniej: — Proszę dać mi się prowadzić. Proszę obiecać, że niczego pan nie opublikuje, nic nie będzie pan mówił ani czynił, nim nie wyrobi pan sobie zdecydowanej opinii na ten temat. Niech mi pan wierzy, kiedy upieram się, że warto milczeć dziesięć, dwadzieścia, nawet pięćdziesiąt lat, jeśli na koniec człowiek ma satysfakcję, że powiedział to, co powinien. Milczenie i brak działania są panu nie w smak, dobrze o tym wiem. Ale obiecuję, że naprawię, co w mojej mocy. Nic pan nie straci. Jeśli kiedykolwiek miał pan powody uważać mnie za człeka niewdzięcznego, przekona się pan, że w przyszłości tak nie będzie. Opowiem wszystkim, jak wysoko pana cenię. Nie będziemy już nauczycielem i uczniem. Zostaniemy partnerami! W końcu ja nauczyłem się równie dużo od pana, jak pan ode mnie. Pan się zajmie najbardziej dochodowymi sprawami! Księgi… — Przełknął ślinę. — Księgi, które powinienem panu pożyczyć, a które ukrywałem, będą do pańskiej dyspozycji. Jeszcze dzisiaj pojedziemy do hrabstwa York, jeśli pan sobie życzy! Wręczę panu klucz do biblioteki i przeczyta pan tam, co tylko zechce. Ja… — Pan Norrell otarł dłonią czoło, jakby zdumiony własnymi słowami. — Nawet nie poproszę o sprostowanie recenzji. Niech już tak zostanie. Niech już tak zostanie. Z czasem obaj, pan i ja, odpowiemy na wszystkie postawione przez pana pytania.

Zapadła długa cisza. Pan Norrell z niepokojem wpatrywał się w twarz drugiego maga. Propozycja udostępnienia biblioteki nie przeszła bez echa. Przez dłuższą chwilę Strange bez wątpienia się wahał.

— Jestem zaszczycony, drogi panie — odparł w końcu. — Wiem, że zazwyczaj nie uznaje pan kompromisów. Uważam jednak, że powinienem podążyć własną drogą. Musimy się rozstać.

Pan Norrell zamknął oczy. W tej samej chwili drzwi się otworzyły. Lucas z drugim lokajem weszli z herbatą i podwieczorkiem.

— Chodźmy, drogi panie — westchnął Strange.

Dotknął ramienia nauczyciela, by pomóc mu się podnieść, a po chwili dwaj jedyni magowie Anglii po raz ostatni wypili wspólnie herbatę.

Strange wyszedł z domu na Hanover Square o wpół do dziewiątej. Widziało go kilka osób tkwiących w oknach na parterze. Inni, którzy nie mieli zamiaru zniżać się do podglądania, wysłali pokojówki i lokajów, by ci krążyli po placu. Nie wiadomo, czy Lascelles poszedł w ich ślady, jednak dziesięć minut po tym, jak Strange skręcił w Oxford Street, Lascelles zapukał do drzwi pana Norrella.

Pan Norrell wciąż siedział w fotelu w bibliotece i wpatrywał się w dywan.

— Poszedł? — zapytał Lascelles.

Pan Norrell nie odpowiedział. Lascelles usiadł.

— Jak przyjął nasze warunki? Nadal nie było odpowiedzi.

— Mistrzu? Powiedział mu pan, co postanowiliśmy? Powiedział pan, że jeśli nie zamieści sprostowania, będziemy zmuszeni ujawnić, co wiemy o czarnej magii w Hiszpanii? Ze pod żadnym pozorem nie przyjmie go pan na ucznia?

— Nie — odparł pan Norrell. — Nic takiego nie mówiłem.

— Ale…

— Nie ma znaczenia, co mu powiedziałem. — Pan Norrell westchnął głęboko. — Odszedł.

Lascelles przez chwilę milczał i z lekkim niesmakiem patrzył na maga. Pogrążony we własnych myślach pan Norrell w ogóle tego nie zauważył. W końcu Lascelles wzruszył ramionami.

— Miał pan rację od początku — mruknął. — W Anglii może być tylko jeden mag.

— Co pan ma na myśli?

— A to, że dwa to bardzo kłopotliwa liczba. Jeden może robić, co mu się żywnie podoba, sześciu się dogada. Dwóch zawsze będzie walczyło o palmę pierwszeństwa. Dwóch zawsze będzie miało na siebie baczenie. Świat będzie słuchał raz jednego, raz drugiego, niepewny, który ma rację. Wzdycha pan. Wie pan, że się nie mylę. Będziemy musieli uwzględniać Strange’a we wszystkich naszych planach — liczyć się z tym, co powie, co zrobi, obmyślać, jak mu się przeciwstawić. Często mi pan powtarzał, że to wybitny mag. Jego błyskotliwość była przydatna, gdy panu służyła. Teraz to już przeszłość. Prędzej czy później Strange wykorzysta swe talenty przeciwko panu. Od tej chwili musimy się zbroić przeciwko niemu. Mówię dosłownie. Magiczny geniusz Strange a jest wielki, ale środki materialne niewystarczające — w pewnym momencie zacznie wierzyć, że magowi wolno wszystko: włamywać się do czyjegoś domu, kraść bądź oszukiwać. — Lascelles wychylił się ku magowi. — Nie twierdzę, że jest tak zdeprawowany, by już odebrał panu własność, lecz jeśli nadejdzie dzień, w którym znajdzie się w potrzebie, wtedy jego niezdyscyplinowany umysł uzna, że naruszenie zaufania bywa usprawiedliwione. — Umilkł. — Zabezpieczył pan Hurtfew przed złodziejami? Zaklęcia maskujące?

вернуться

97

Peter Watershippe, Kres magicznego lasu (1444). W tym niesłychanie szczegółowym dziele autor, mag, precyzyjnie opisał, w jaki sposób angielska magia podupadła po opuszczeniu Anglii przez Johna Uskglassa. W1434 roku (rok odejścia Uskglassa) Watershippe miał dwadzieścia pięć lat i zaczynał praktykować magię w Norwich. Kres magicznego lasu wydaje się książką napastliwą, dopóki nie porówna się jej z dwoma późniejszymi tekstami Watershippe’a: Obrona mych uczynków, spisana w zamku Newark podczas niesprawiedliwego uwięzienia przez mych wrogów (1459/1460) oraz Zbrodnie fałszywego króla (książka napisana prawdopodobnie w roku 1461, a opublikowana w roku 1697 w Penzance).