Выбрать главу

— Naturalnie — zaczął sir Walter — skoro czuje się pani dość silna, by zażywać ruchu, nie powinno się tego pani zabraniać. Nic tak nie wzmacnia i nie utrzymuje w dobrym zdrowiu jak regularny wysiłek fizyczny. Ale może lepiej by było powiadamiać domowników o przechadzkach. Powinien pani pilnować ktoś jeszcze. Od jutra sam będę się ubiegał o ten zaszczyt.

— Nie znajdzie pan na to czasu — przypomniała mu. — Ma pan rozmaite rządowe spotkania.

— Owszem, ale…

— Och! Wciąż będzie pan zajęty sprawami państwowymi. Wiem, że nie wolno mi niczego innego oczekiwać.

Choć wydawała się pogodzona z życiem w cieniu jego pracy, pragnął zaprotestować. Powstrzymał go tylko zdrowy rozsądek. Od kiedy w domu lady Winsell w Bath ujrzał pannę Wintertowne, nieustannie zachwycała go jej uroda i elegancja. Chciał ją nie tylko jak najszybciej poślubić, ale także lepiej poznać, gdyż — pomijając kwestię pieniędzy — przeczuwał, że będzie wręcz idealną żoną. Miał nadzieję, że godzina rozmowy zaowocuje doskonałymi rezultatami. Dzięki niej nabiorą do siebie zaufania i zdobędą się na otwartość, co jest niesłychanie potrzebne w małżeństwie. Wiele sobie obiecywał po takim tete-a-tete, które miało dostarczyć im licznych dowodów na wspólne upodobania i sympatie. Kilka wygłoszonych przez nią uwag obudziło w nim nadzieję, że tak właśnie będzie. Jako inteligentny mężczyzna, do tego czterdziestodwuletni, naturalnie dysponował wiedzą, a także opinią na niemal dowolny temat, i pragnął się nią podzielić z uroczą dziewiętnastolatką. Do tej pory jednak, w związku z jego absorbującą pracą i jej złym stanem zdrowia, nie zdołali jeszcze odbyć tej interesującej konwersacji, no a teraz panna Wintertowne powiedziała mu, że po ślubie nie oczekuje żadnych zmian. I nawet jej to nie zasmuciło. Wręcz przeciwnie, w swym nowym, ożywionym stanie najwyraźniej była wprost rozbawiona myślą, że mógł karmić się złudzeniami co do zmian w tej kwestii.

Niestety, sir Walter był już spóźniony na spotkanie z ministrem spraw zagranicznych. Wziął więc dłoń panny Wintertowne (tę bez skazy, prawą) i ucałował ją z galanterią. Oświadczył, że z niecierpliwością oczekuje jutrzejszego dnia, w którym zostanie najszczęśliwszym mężczyzną na świecie. Z kapeluszem w dłoni uprzejmie wysłuchał krótkiej mowy na temat ślubu, wygłoszonej przez panią Wintertowne, i wyszedł z postanowieniem, że jeszcze wróci do kwestii nawiązania bliższej znajomości z przyszłą żoną, gdy tylko znajdzie odrobinę czasu.

Następnego ranka w kościele St George na Hanover Square odbył się ślub. Przyszli nań niemal wszyscy ministrowie Jego Królewskiej Mości, dwaj lub trzej książęta, pół tuzina admirałów, biskup oraz kilku generałów. Z przykrością należy zauważyć, że choć ludzie tego formatu są niezbędni dla kraju, w dniu ślubu panny Wintertowne i sir Waltera Pole’a nikt o nich nie dbał. Człowiekiem, który przyciągnął uwagę wszystkich, którego sąsiad pokazywał sąsiadowi, był mag, pan Norrell.

Rozdział dziesiąty

Kłopoty z zajęciem dla maga

październik 1807

Sir Walter zamierzał wprowadzać temat magii stopniowo, by dać ministrom czas na oswojenie się z tą ideą, a dopiero potem zaproponować sprawdzenie jej przydatności na wojnie. Obawiał się oporu pozostałych członków gabinetu. Był pewien, że pan Canning zareaguje na propozycję z sarkazmem, lord Castlereagh zaprezentuje brak woli współpracy, a earl Chatham — rozbawienie.

Wszystkie te obawy okazały się bezpodstawne. Ministrowie doskonale wiedzieli o czarach pana Norrella, podobnie jak każdy mieszkaniec Londynu. Kiedy więc rząd zebrał się na posiedzenie w Burlington House[22], ministrowie zadeklarowali, że chętnie przygarną jedynego maga Anglii, choć nie bardzo wiedzieli, co z nim robić. Ostatni mag pracował dla kraju dwieście lat temu i rząd zdążył zapomnieć, jak należy postępować w takich wypadkach.

— Główny problem — zaczął lord Castlereagh — to znalezienie ludzi do armii. Anglicy to wyjątkowo niemilitarny naród. Mam jednak oko na hrabstwo Lincoln. Mówiono mi, że tamtejsze prosiaki są wyśmienite, a żywiona nimi populacja rośnie krzepka i zdrowa. Można by rzucić jakieś zaklęcie na Lincoln, żeby trzy lub cztery tysiące młodych ludzi natychmiast poczuło palącą potrzebę zaciągnięcia się do armii i złupienia Francuzów. — Rozmarzony Castlereagh popatrzył na sir Waltera. — Jak pan sądzi, sir Walterze, czy pański przyjaciel zna takie zaklęcie?

Sir Walter nie wiedział, ale obiecał zapytać pana Norrella. I gdy tego samego dnia sir Walter wstąpił do maga, dotrzymał obietnicy. Pan Norrell był zachwycony. Jego zdaniem nikt nigdy nie wymyślił czegoś podobnego. Prosił pana Waltera o przekazanie wyrazów uznania lordowi Castlereaghowi, właścicielowi niezwykle oryginalnego umysłu. A czy to możliwe?

— Problem polega na ograniczeniu zasięgu zaklęcia do hrabstwa Lincoln i młodych mężczyzn. Istnieje niebezpieczeństwo, że jeśli odniesiemy sukces — a pochlebiam sobie, że tak właśnie się stanie — Lincoln i kilka sąsiednich hrabstw całkowicie opustoszeje.

Sir Walter powtórzył te słowa lordowi Castlereaghowi. Następna propozycja ministrów sprawiła panu Norrellowi o wiele mniejszą przyjemność. Wskrzeszenie lady Pole zaprzątało myśli wszystkich londyńczyków, ministrowie nie stanowili wyjątku. Lord Castlereagh wszczął dyskusję nad tym, kogo najbardziej na świecie obawiał się niegdyś Napoleon Bonaparte. Kto zawsze potrafił przewidzieć, co uczyni niegodziwy francuski cesarz? Kto dał takiego łupnia Francuzom, że nie ośmielili się wystawić nosów z portów? Kto uosabiał wszystkie cnoty prawdziwego Anglika? A któż by, jeśli nie lord Nelson?! Bez wątpienia należało wskrzesić lorda Nelsona. Lord Castlereagh poprosił sir Waltera o wybaczenie, mógł czegoś nie zrozumieć, ale po licho tracić czas na czczą gadaninę? Na co pan Canning, żywotny i kłótliwy jegomość, odparł szybko, naturalnie wszyscy tęsknią za lordem Nelsonem, Nelson to bohater narodowy, Nelson dokonał wszystkich czynów wymienionych przez lorda Castlereagha. Mimo to, z całym szacunkiem dla marynarki wojennej, chluby Wielkiej Brytanii, nie wolno zapominać, że Nelson to tylko marynarz, podczas gdy zmarły pan Pitt[23] był kimś znacznie ważniejszym. Jeśli kogoś należało wskrzesić, to doprawdy tylko Pitta.

Earl Chatham (brat Pitta) naturalnie poparł tę propozycję. Zastanawiał się jednak, czemu nie wskrzesić obu, Pitta i Nelsona? Wszak to tylko kwestia podwójnej zapłaty dla maga, co chyba nie stanowiło żadnego problemu.”Wkrótce sporządzono bardzo długą listę kandydatów do wskrzeszenia. Wyglądało na to, że opustoszeje połowa grobowców w Anglii. Natychmiast wybuchły spory.

— Tak się nie da — oznajmił w końcu sir Walter. — Musimy od czegoś zacząć. Chyba każdy z nas swoją obecną pozycję zawdzięcza życzliwości pana Pitta. Źle by się stało, gdyby ktoś inny zyskał pierwszeństwo.

Wysłano więc umyślnego na Hanover Square i wkrótce pan Norrell został wprowadzony do pełnego przepychu i malowideł salonu, gdzie obradowali ministrowie. Sir Walter przekazał mu wiadomość, że rozważają następne wskrzeszenie.

Pan Norrell pobladł i wymamrotał coś, że tylko jego niezwykły szacunek dla sir Waltera nakazał mu zwrócić się ku takiej magii, której nigdy by nie próbował. Dodał, że wolałby się nie podejmować tego raz jeszcze i że ministrowie nie wiedzą, o co proszą. Kiedy jednak dowiedział się, kto jest kandydatem do wskrzeszenia, ulżyło mu i wspomniał coś o stanie zwłok.

вернуться

22

Burlington House na Piccadilly był londyńską rezydencją księcia Portlandu, pierwszego ministra skarbu (wiele osób, na francuską modłę, nazywa piastującego tę funkcję premierem). Burlington House wzniesiono w czasach, gdy arystokraci nie obawiali się rywalizować z władcami w demonstracji władzy i bogactwa. Budynek ten nie miał sobie równych w stolicy. Sam książę, bardzo szacowny staruszek, nie nadawał się na premiera. Był bardzo wiekowy i schorowany. Leżał teraz gdzieś w odległej części domu, w pokoju z zaciągniętymi kotarami, otumaniony laudanum i powoli umierał. Kraj nie miał z niego żadnego pożytku. Jedyną korzyścią z jego premierostwa było to, że Portland pozwalał wykorzystywać swój przepiękny dom na miejsce spotkań i użyczał służby do przynoszenia z piwniczki, czego tylko dusza ministrów zapragnie (bowiem rządzenie Wielką Brytanią wysusza gardła).

вернуться

23

William Pitt Młodszy (1759–1806). Wątpliwe, czy kiedykolwiek pojawi się podobna postać, gdyż Pitt został premierem w wieku dwudziestu czterech lat i rządził krajem, z trzyletnią przerwą, aż do śmierci.