Выбрать главу

Mówiono, że Napoleon Bonaparte gorączkowo, aczkolwiek bezskutecznie, poszukuje we Francji własnego maga. W Londynie ministrowie ze zdumieniem przekonali się, że w końcu ich decyzje przypadły narodowi do gustu.

Pan Norrell otrzymał zaproszenie do Ministerstwa Marynarki Wojennej, gdzie właśnie popijał maderę w sali posiedzeń. Zajął fotel przy kominku i pogrążył się w przyjaznej pogawędce z pierwszym lordem admiralicji Mulgrave’em i pierwszym sekretarzem admiralicji panem Horrocksem. Nad kominkiem wisiały rzeźbione w drewnie urządzenia nawigacyjne i girlandy kwiatów, które pan Norrell szczerze podziwiał. Opisał rozmówcom piękne rzeźby w bibliotece opactwa Hurtfew.

— Ale i tak zazdroszczę panu — powiedział do lorda Mulgrave’a. — Jaka piękna kolekcja instrumentów! Szkoda, że ja nie mogę pochwalić się swoimi. Nie wyglądają tak imponująco. Nic równie skutecznie nie zachęca człowieka do rozpoczęcia dnia jak widok narzędzi pracy lub ich wizerunków wystruganych w angielskim dębie, jak tutaj. Mag potrzebuje niewielu akcesoriów. Zdradzę panu pewien sekret: im więcej przyrządów nosi mag — kolorowych proszków, wypchanych kotów, magicznych kapeluszy i tak dalej — tym większym jest oszustem!

Pan Horrocks zapytał uprzejmie, jakich to nielicznych narzędzi potrzebuje mag.

— O, doprawdy, w zasadzie niczego — odparł pan Norrell. — Niczego poza srebrną misą do ukazywania wizji.

— Och! — wykrzyknął pan Horrocks. — Chyba oddałbym wszystko za możliwość ujrzenia takiej magii, a pan, lordzie? Drogi magu, czy zdołamy nakłonić pana do ukazania nam wizji w srebrnej misie?

Pan Norrell nie miał zwyczaju zaspokajać takich zachcianek, ale podziw ministrów tak połechtał jego próżność (obaj dżentelmeni nie szczędzili mu komplementów), że niemal natychmiast się zgodził. Posłano więc sługę po srebrną misę.

— Trzeba wlać czystą wodę do srebrnej misy o średnicy trzydziestu centymetrów — powiedział pan Norrell.

Niedawno admiralicja wysłała trzy okręty na południe Gibraltaru i lord Mulgrave bardzo był ciekaw, jak przedstawia się sytuacja: czy pan Norrell mógłby to sprawdzić? Pan Norrell nie miał pewności, lecz obiecał spróbować. Kiedy przyniesiono misę, a pan Norrell pochylił nad nią głowę, lord Mulgrave i pan Horrocks czuli się tak, jakby lada chwila angielska magia miała się objawić w całej okazałości, jakby żyli w czasach Stokeseya, Godblessa i Króla Kruków.

Na powierzchni wody ukazały się trzy okręty prujące morskie fale. Mocne i czyste śródziemnomorskie światło rozjaśniło ponure pomieszczenie oraz oblicza trzech dżentelmenów zaglądających do misy.

— Rusza się! — wykrzyknął lord Mulgrave zdumiony.

W rzeczy samej. Po błękitnym niebie płynęły zachwycające obłoczki, po falach okręty, a po pokładach krążyły maleńkie postaci. Lord Mulgrave i pan Horrocks bez trudu rozpoznali HMS Katarzyna z Winchesteru, HMS Laurel i HMS Centaur.

— Och, drogi panie! — zawołał pan Horrocks. — Centaur to okręt mego kuzyna. Pokaże mi pan kapitana Barry’ego?

Pan Norrell zaczął się wiercić i ze świstem wciągnął powietrze do płuc. W napięciu patrzył w srebrną misę, aż w końcu ukazał się w niej obraz rumianego, złotowłosego mężczyzny przypominającego przerośniętego cherubinka. Spacerował po tylnym pokładzie. Pan Horrocks poinformował dżentelmenów, że to jego kuzyn, kapitan Barry.

— Znakomicie wygląda, prawda? — dopytywał się. — Cieszy mnie, że pozostaje w dobrym zdrowiu.

— Gdzie oni są? Potrafi pan powiedzieć? — spytał pana Norrella lord Mulgrave.

— Niestety — odparł mag. — Wywoływanie obrazów to najmniej precyzyjna sztuka na świecie[24]. Jestem zaszczycony, że mogłem zaprezentować panom okręty Jego Królewskiej Mości. Jeszcze bardziej mnie cieszy, że właśnie o nie chodziło. Poszło lepiej, niż się spodziewałem, obawiam się jednak, że nic więcej nie zdołam zrobić.

Ministerstwo marynarki było zachwycone dokonaniami pana Norrella. Lord Mulgrave i pan Horrocks od razu zaczęli gorączkowo poszukiwać nowych zadań dla maga. Flota Jego Królewskiej Mości przechwyciła niedawno francuski liniowiec z przepięknym aflastonem w kształcie syreny o błękitnych oczach, koralowych wargach i z grzywą wspaniałych złotych loków, artystycznie podpiętych rzeźbionymi wizerunkami rozgwiazd i krabów, oraz z ogonem jak piernikowy smakołyk pokrytym pozłacanym srebrem. Przed przejęciem okręt przebywał w Tulonie, Cherbourgu, Antwerpii, Rotterdamie i Genui, syrena widziała zatem mnóstwo nieprzyjacielskich fortyfikacji i była obeznana z wielkim projektem cesarza Napoleona Bonapartego, dotyczącym rozbudowy floty. Pan Horrocks spytał, czy pan Norrell mógłby rzucić na nią zaklęcie, by zdradziła wszystko, co jej wiadomo. Pan Norrell spełnił jego życzenie. Niestety, choć zmuszono syrenę do mówienia, początkowo ani jej się śniło odpowiadać na pytania. Uważała się za nieprzejednanego wroga Anglików i bardzo ją ucieszyła możliwość wyrażenia swojej nienawiści. Jako towarzyszka marynarzy znała mnóstwo wyzwisk i miotała nimi z zapałem, by obrazić każdego, kto znalazł się w zasięgu jej głosu, a brzmiał on jak skrzypienie masztów i drewna na silnym wietrze. Nie ograniczała się jednak do obelg. Gdy trzej marynarze, którzy musieli dokonać napraw na statku, znaleźli się w zasięgu jej drewnianych ramion, pochwyciła ich i cisnęła do wody.

Pan Horrocks udał się do Portsmouth na rozmowy z syreną. Prędko miał jej dość, więc oznajmił, że każe ją porąbać na szczapy i rozpalić ognisko. Ale syrena mimo francuskiego pochodzenia była bardzo mężna i oświadczyła, że chętnie pozna zuchwalca, który spróbuje ją spalić. Potem trzasnęła ogonem jak z bicza i przerażająco zamachała rękoma, strasząc drewniane rozgwiazdy oraz kraby we włosach.

Problem rozwiązano dzięki przystojnemu młodemu kapitanowi, który przechwycił statek. Został on wysłany, by klarowną francuszczyzną wyłuszczyć słuszność angielskiej sprawy i straszliwą bezzasadność francuskiej. Nie wiadomo, czy syrenę przekonała siła słów kapitana, czy jego urodziwe oblicze, dość że figura zdradziła panu Horrocksowi wszystko, co pragnął wiedzieć.

Powszechny szacunek dla pana Norrella rósł z dnia na dzień. Pan Holland, przedsiębiorczy grafik i właściciel warsztatu drukarskiego na St Paul’s Churchyard, postanowił sporządzić sztych do sprzedaży. Rycina przedstawiała pana Norrella w towarzystwie młodej damy, skąpo odzianej w luźną suknię. Wokół ciała panny udrapowano ogromne ilości ciemnego materiału, a dla jeszcze większej ozdoby gęste loki niewiasty przyozdobiono półksiężycem. Trzymała za ramię pana Norrella (najwyraźniej całkiem zaskoczonego) i energicznie ciągnęła go po schodach, z wielką afektacją wskazując dojrzałą damę, która siedziała na ich szczycie. Dojrzała dama była ubrana podobnie jak młoda, w suknię i draperię, a do tego dodano jej uroczy rzymski hełm. Szlochała gorzko, a podstarzały lew, jedyny towarzysz damy, leżał u jej stóp z ponurym wyrazem pyska. Ten sztych, zatytułowany Duch Angielskiej Magii nakłania pana Norrella do wsparcia Brytanii, cieszył się niesłychaną popularnością i pan Holland sprzedał niemal siedemset sztuk w ciągu miesiąca.

Pan Norrell nie bywał teraz na salonach tak często jak dawniej. Zwykle siedział w domu i podejmował rozmaitych ważnych gości. Widok pięciu lub sześciu eleganckich karet stojących o poranku przed budynkiem na Hanover Square nie był niczym nadzwyczajnym. Mimo czasu spędzonego w Londynie pan Norrell nadal był milczącym i nerwowym człowiekiem, więc gdyby nie panowie Drawlight i Lascelles, właściciele powozów z pewnością wynudziliby się podczas tych wizyt. To ci dwaj dżentelmeni brali na siebie trud prowadzenia konwersacji, a zależność pana Norrella od nich rosła z dnia na dzień. Childermass powiedział niegdyś, że trudno sobie wyobrazić, aby jakiś mag zatrudnił taką kreaturę jak Drawlight, ale Norrell wciąż go potrzebował. Drawlight stale jeździł powozem pana Norrella w jego sprawach i każdego ranka zjawiał się na Hanover Square, by poinformować maga o tym, co się mówi w mieście, kto urasta w potęgę, kto upada, kto ma długi i kto się zakochał. Dzięki temu pan Norrell, przesiadujący samotnie w bibliotece, znał londyńskie ploteczki równie dobrze jak każda matrona.

вернуться

24

Cztery lata później, podczas wojen na Półwyspie Iberyjskim, uczeń pana Norrella, Jonathan Strange, w podobny sposób krytykował ten rodzaj magii.