Выбрать главу

— Wydaje się godny szacunku, to niemal dżentelmen. Tyle że ma dziwny zwyczaj wpatrywania się w rozmówcę prawym okiem, podczas gdy drugie błądzi po pokoju. To mnie nieco niepokoi.

— Jest ślepy na prawe oko.

— Czyżby?

— Tak. Canning mi mówił. Jeden z jego nauczycieli mu w nie nożyk, gdy Murray był chłopcem.

— Wielkie nieba! Ale wyobraź sobie tylko, mój drogi! Czasopismo poświęcone magii! Nie sądziłem, że to możliwe! Norrell będzie zdumiony, kiedy mu o tym powiemy.

— Uzna to za rzecz najnaturalniejszą pod słońcem — zaśmiał się pan Lascelles. — Jego próżność nie ma granic.

Jak słusznie przewidział pan Lascelles, pan Norrell nie widział nic nadzwyczajnego w tej propozycji. Z miejsca zaczął piętrzyć trudności.

— To doskonały plan, niestety, zupełnie nierealny — powiedział. — Nie mam czasu na redagowanie czasopisma, a z pewnością nie powierzę tak odpowiedzialnego zadania innej osobie.

— Całkowicie podzielałem pańską opinię, póki nie przyszedł mi do głowy Portishead — oświadczył pan Lascelles.

— Portishead? A któż to jest Portishead? — spytał pan Norrell.

— No cóż, był magiem teoretykiem, ale…

— Magiem teoretykiem? — przerwał pan Norrell zaniepokojony. — Przecież pan wie, co o nich myślę.

— Proszę dać mi skończyć, mistrzu — powiedział Lascelles. — Tak bardzo pana podziwiał, że gdy doszło do niego, że nie pochwala pan działalności magów teoretyków, natychmiast tego zaniechał.

— Doprawdy? — Norrella nieco udobruchała ta informacja.

— Opublikował jedną lub dwie książki. Zapomniałem, co dokładnie, chyba historię szesnastowiecznej magii dla dzieci czy coś w tym rodzaju[25]. Naprawdę czuję, że może mu pan powierzyć to czasopismo. Nie ma obawy, że opublikuje coś, czego pan by nie pochwalał. Jest jednym z najuczciwszych ludzi w królestwie. Przede wszystkim będzie się starał pana zadowolić, tego jestem pewien[26].

Nie bez oporów pan Norrell przystał na spotkanie z lordem Portisheadem i pan Drawlight napisał doń list z zaproszeniem na Hanover Square.

Lord Portishead miał trzydzieści osiem lat. Wyróżniał go wysoki wzrost i szczupłe ciało, a także długie, smukłe dłonie i stopy. Zazwyczaj nosił niemal biały surdut i bardzo jasne spodnie za kolano. Był poczciwą duszą, którą wszystko kłopotało: jego własny wzrost, pozycja byłego maga teoretyka (jako inteligentny człowiek zdawał sobie sprawę z dezaprobaty pana Norrella), podobnie jak obecność światowców w rodzaju Drawlighta i Lascellesa. A poznanie pana Norrella — którego niezmiernie podziwiał — kłopotało go najbardziej. W pewnym momencie lordem Portisheadem zawładnęły takie emocje, że zaczął się kołysać w przód i w tył, przez co, wziąwszy pod uwagę jego wzrost i jasny strój, przypominał brzozę na silnym wietrze.

Mimo zdenerwowania zdołał wyartykułować, że czuje się zaszczycony spotkaniem z wielkim magiem. Pan Norrell zaś był tak usatysfakcjonowany rewerencją lorda Portisheada, że łaskawie udzielił mu zezwolenia na ponowne studiowanie magii. Naturalnie lord Portishead był wniebowzięty, a kiedy usłyszał, że pan Norrell pragnie, by spędzał długie godziny w kącie jego salonu, wysłuchując jego opinii o współczesnej magii, a także redagował, wedle wskazówek pana Norrella, nowe czasopismo pana Murraya, wprost nie posiadał się z radości.

Nowe czasopismo zatytułowane zostało „Przyjaciele Angielskiej Magii”. Nazwę zapożyczono z wiosennego listu pana Segundusa do „Timesa”. O dziwo, żadnego z artykułów opublikowanych w „Przyjaciołach Angielskiej Magii” nie napisał pan Norrell. Jak się okazało, nie potrafił on skończyć ani jednej publikacji i nigdy nie był usatysfakcjonowany swoimi tekstami. Nie miał bowiem pewności, czy nie powiedział za dużo lub za mało[27].

W pierwszych numerach niewiele rzeczy zainteresowałoby pilnego studenta magii. Jedyną rozrywkę mogły stanowić artykuły, w których Portishead atakował w imieniu pana Norrella magów dżentelmenów, damy praktykujące magię, magów ulicznych, magów wędrownych, magicznie uzdolnione dzieci, Uczone Towarzystwo Magów Yorku, Uczone Towarzystwo Magów Manchesteru, uczone towarzystwa magów w ogóle i wszystkich innych magów.

Rozdział trzynasty

Mag z Threadneedle Street

grudzień 1807

Najsłynniejszym ulicznym magiem w Londynie był bez wątpienia Vinculus. Jego budka stała przed kościołem St Christopher Le Stocks na Threadneedle Street, po drugiej stronie Banku Anglii. Trudno powiedzieć, co cieszyło się większą sławą, bank czy stragan. Jednakże powód sławy — czy może złej sławy — Vinculusa nie dawał się łatwo wyjaśnić. W niczym nie był on lepszy od innych szarlatanów o przerzedzonych włosach, odprawiających sztuczki za brudną żółtą kotarą. Jego zaklęcia zawodziły, proroctwa się nie spełniały, udowodniono również, że i jego transe są udawane. Przez wiele lat mocno angażował się w prowadzenie głębokich i ważkich dysput z duchem rzeki Tamizy. Wpadał w trans i zadawał pytania duchowi, którego głos wydobywał się z ust Vinculusa z towarzyszącymi studziennymi bulgotami i sykami. Zimą 1805 roku pewna kobieta zapłaciła Vinculusowi szylinga, by spytał ducha, gdzie mogłaby znaleźć zbiegłego męża. Duch udzielił jej wielu zdumiewających informacji i wokół straganu zebrał się tłum, by ich wysłuchać. Kilku gapiów wierzyło w moce Vinculusa, więc oracja ducha wywarła na nich wrażenie, inni jednak zaczęli się naigrawać z maga i jego klientki. Jeden z szyderców (bardzo pomysłowy jegomość) zdołał podpalić obuwie Vinculusa, gdy ten przemawiał. Mag natychmiast wyszedł z transu: skakał, wyjąc, próbując zzuć buty i jednocześnie zgasić jednym z nich ogień. Miotał się i setnie bawił tłum swym widokiem. Nagle coś wyleciało z ust Vinculusa, a dwóch ludzi natychmiast podniosło ów przedmiot i bacznie mu się przyjrzało. Było to metalowe urządzenie, długie na trzy centymetry, przypominające nieco harmonijkę. Kiedy jeden z mężczyzn włożył je do ust, przemówił głosem ducha rzeki Tamizy.

Mimo publicznego upokorzenia Vinculus zdołał zachować autorytet i godność, co oznaczało, że jako jedyny wśród wszystkich ulicznych magików Londynu wzbudzał pewien respekt. Przyjaciele i admiratorzy pana Norrella wciąż namawiali go, by złożył wizytę Vinculusowi, i bardzo ich dziwiło, że mag nie ma takiego zamiaru.

Pewnego dnia, pod koniec roku, gdy burzowe chmury malowały na londyńskim niebie alpejskie krajobrazy, wiatr siał takie spustoszenie, że miasto na przemian tonęło w mrokach i jaśniało w słońcu, a deszcz stukał o parapety, zadowolony pan Norrell siedział w swojej bibliotece przed radośnie trzaskającym ogniem. Stolik zastawiony był smakołykami, a pan Norrell dzierżył w dłoni Język ptaków Thomasa Lanchestera. Przewracał strony w poszukiwaniu ulubionego akapitu, kiedy nagle przeraził się nie na żarty, słysząc donośny, pełen pogardy głos:

— Magu! Sądzisz, że zadziwiłeś wszystkich swymi dokonaniami?!

Pan Norrell uniósł wzrok i ze zdumieniem przekonał się, że w bibliotece stoi ktoś, kogo nigdy wcześniej nie widział: chudy zaniedbany obdartus. Jego twarz miała barwę trzydniowego mleka, włosy barwę popielatego od dymu nieba Londynu, a ubranie przypominało kolorem Tamizę w brudnym Wapping. Nic w tym mężczyźnie nie było czyste, ale pasował do powszechnego wyobrażenia maga (w przeciwieństwie do pana Norrella). Stał wyprostowany, a z jego dzikich szarych oczu wyzierała wrodzona władczość.

— O tak! — ciągnął piorunując wzrokiem Norrella. — Uważasz się za wielkiego człowieka! Wiedz jedno, magu! Twoje nadejście przepowiedziano dawno temu. Oczekuję cię od ponad dwudziestu lat! Gdzie się ukrywałeś?

вернуться

25

W tej przemowie pan Lascelles zdołał dokonać kompilacji wszystkich dzieł lorda Portisheada. Zanim ten zrezygnował ze studiów nad magią na początku 1808 roku, opublikował trzy książki: Życie Jacques’a Belasisa, Longman, Londyn 1801, Życie Nicholasa Gouierta, Longman, Londyn 1805, i Dziecięce lata Króla Kruków, Longman, Londyn 1807, z ilustracjami Thomasa Bewicka. Dwie pierwsze były naukowymi rozprawkami o dwóch szesnastowiecznych magach. Pan Norrell niezbyt je cenił, a już szczególnie nie cierpiał Dziecięcych lat… Jonathan Strange z kolei uważał je za znakomitą książeczkę.

вернуться

26

„Dziwne, że takiego bogacza (gdyż lord Portishead był właścicielem sporej części angielskich ziem) charakteryzowała podobna skromność, ale pan Lascelles nie mijał się z prawdą. Lord Portishead był poza wszystkim oddanym mężem i ojcem dziesięciorga dzieci. Pan Strange mówił mi, że obserwowanie lorda Portisheada podczas zabawy z dziećmi to najwspanialsza rzecz pod słońcem.

W istocie lord sam nieco przypominał dziecko. Mimo wielkiej wiedzy nie potrafił rozpoznać zła, tak samo jak nie potrafiłby znienacka przemówić po chińsku. Był najskromniejszym lordem wśród całej angielskiej arystokracji.” (John Segundus, Życie Jonathana Strange’a, John Murray, Londyn 1820).

вернуться

27

Pismo „Przyjaciele Angielskiej Magii” wyszło po raz pierwszy w lutym 1808 roku i odniosło niebywały sukces. Do 1812 roku Norrell i La-scelles chwalili się nakładem w wysokości 13 000 egzemplarzy, choć nie wiadomo, czy to wiarygodne dane.

Od 1808 do 1810 roku redaktorem nominalnie był lord Portishead, ale nie ma wątpliwości, że zarówno pan Norrell, jak i Lascelles mieli wielki wpływ na charakter pisma. Zaistniała pewna niezgoda między Norrellem i Lascellesem co do ogólnych celów periodyku. Pan Norrell życzył sobie, by „Przyjaciele Angielskiej Magii” przede wszystkim uzmysłowili społeczeństwu ważność współczesnej angielskiej magii, po drugie korygowali błędne spojrzenie na jej historię, po trzecie zaś oczerniali tych magów i grupy, do których żywił nienawiść. Nie zamierzał zdradzać tajników magii — innymi słowy, nie chciał, by czasopismo było choć w najmniejszym stopniu pouczające. Lord Portishead, którego podziw dla pana Norrella nie miał granic, uznał za swój redaktorski obowiązek postępowanie według wskazówek wielkiego maga. W rezultacie pierwsze numery „Przyjaciół Angielskiej Magii” są raczej nudne i często zdumiewające, pełne dziwnych przeoczeń, zaprzeczeń i uników. Lascelles z kolei doskonale rozumiał, jak posłużyć się periodykiem, by zyskać poparcie dla idei odrodzenia magii w Anglii, i koniecznie pragnął nadać mu lekki ton. Coraz bardziej irytowała go skrupulatność lorda Portisheada. Dzięki sprytnemu manewrowi Lascellesa od 1810 roku on i lord Portishead wspólnie redagowali czasopismo.

John Murray był wydawcą „Przyjaciół Angielskiej Magii” aż do początku 1815 roku, kiedy to wda! się w awanturę z panem Norrellem. Pozbawiony poparcia Norrella zmuszony był sprzedać czasopismo innemu wydawcy, Ihomasowi Nortonowi Longmanowi. W1816 roku Murray i Strange planowali wydawać konkurencyjne czasopismo, zatytułowane „Famulus”, ale ukazał się tylko jeden numer.