Pan Norrell siedział w pełnej zdumienia ciszy, patrząc na oskarżyciela z szeroko otwartymi ustami. Czuł się tak, jakby człowiek ten sięgnął do jego głowy, wyrwał starannie skrywaną myśl i wyciągnął ją na światło dzienne. Po przybyciu do stolicy pan Norrell uświadomił sobie, że faktycznie od dawna był gotów. Gdyby wcześniej czarował dla dobra Anglii, Francuzi mogliby już dawno ponieść porażkę, a angielska magia zyskałaby należny jej szacunek w oczach narodu. Dręczyła go myśl, że przez swą opieszałość zdradził magię. Tajemniczy mężczyzna czynił mu wyrzuty niczym jego własne sumienie, które przybrało cielesną postać. Przez to czuł, że znalazł się na niekorzystnej pozycji podczas rozmowy z nieznajomym. Zacinając się, spytał zjawę, kim jest.
— Jam jest Vinculus, mag z Threadneedle Street!
— Och! — z ulgą wykrzyknął pan Norrell na wieść, że nie ma do czynienia z widziadłem. — Przyszedłeś tu żebrać, jak rozumiem? No to zabieraj się stąd! Nie jesteś mi druhem w magii, nic ci nie dam. Żadnych pieniędzy. Żadnych obietnic pomocy. Żadnych listów polecających. Powiem wprost, że zamierzam…
— Znowu błąd, magu! Niczego dla siebie nie chcę. Jestem tu, by zdradzić ci twoje przeznaczenie. Po to przyszedłem na świat.
— Przeznaczenie? Chodzi o proroctwa, tak? — prychnął pan Norrell z pogardą. Wstał z fotela i szarpnął za sznurek od dzwonka, lecz żaden sługa nie przybył. — Nie mam nic do powiedzenia ludziom, którzy udają proroków. Lucas! Przepowiednie to bez wątpienia najbardziej niegodziwe sztuczki. Podobni tobie łajdacy mamią nimi uczciwych ludzi. Magia nie patrzy w przyszłość, a magowie, którzy twierdzą, że jest inaczej, łżą. Lucas!
Vinculus rozejrzał się po bibliotece.
— Słyszałem, że masz tu wszystkie księgi, jakie kiedykolwiek napisano o magii — powiedział. — Mówi się też, że zgromadziłeś również te, które zaginęły podczas pożaru biblioteki w Aleksandrii. Ponoć znasz je na pamięć.
— Księgi i dokumenty to podstawa solidnej nauki i rzetelnej wiedzy — oświadczył pan Norrell oficjalnym tonem. — Magia musi się opierać na takich samych podstawach jak inne dyscypliny.
Vinculus raptownie ruszył przed siebie i z wyrazem głębokiego skupienia na twarzy nachylił się nad panem Norrellem. Ten mimowolnie umilkł i wyciągnął szyję ku intruzowi, by usłyszeć, co gość ma do powiedzenia.
— Wyciągnąłem dłoń — wyszeptał Vinculus. — Rzeki Anglii zawróciły i popłynęły w przeciwną stronę…
— Słucham?
— Wyciągnąłem dłoń — rzekł Vinculus nieco głośniej. — Krew nieprzyjaciół stężała w ich żyłach… — Wyprostował się, rozłożył ramiona i zamknął oczy jakby w religijnej ekstazie. Po czym przemówił mocnym, dźwięcznym głosem pełnym pasji:
— Wyciągnąłem dłoń. Myśl i wspomnienie uleciało z głów mych wrogów niczym stado szpaków.
Moi wrogowie legli niczym puste worki.
Przybyłem do nich z mgieł i deszczu.
Przybyłem do nich o północy w snach.
Przybyłem do nich w stadzie kruków krążącym o świcie na północnym niebie.
Gdy zagrożenia nie dostrzegli, przybyłem do nich w krzyku, który przeszył ciszę zimowego lasu…
— Tak, tak! — przerwał pan Norrell. — Naprawdę przypuszczasz, że taki bełkot to dla mnie coś nowego? Wszyscy szaleńcy na rogach ulic wykrzykują identyczne nonsensy. Wszyscy włóczędzy za żółtą kotarą usiłują otoczyć się tajemnicą, recytując coś w tym rodzaju. Można to znaleźć w każdej trzeciorzędnej książce o magii wydanej w ostatnich dwustu latach. „Przybyłem do nich w stadzie kruków”! A co to ma znaczyć, chciałbym wiedzieć? Kto przybył do kogo w stadzie kruków? Lucas!
Vinculus go ignorował. Jego silny głos górował nad słabym, przenikliwym głosem pana Norrella.
Deszcz utworzył wrota, a ja przez nie przeszedłem. Głazy tron utworzyły, ja na nim zasiadłem. Królestwa trzy mi ofiarowano, by mymi zostały na wieki. Anglie mi ofiarowano, by mą została na wieki. Bezimienny niewolnik srebrną nosił koronę, Bezimienny niewolnik królem byl w obcym kraju…
— Trzy królestwa! — zawołał pan Norrell. — Ha! Teraz rozumiem, co to ma być! Przepowiednia Króla Kruków! Cóż, jeśli masz nadzieję mnie olśnić, cytując tego dżentelmena, mocno się rozczarujesz. O tak, jesteś w błędzie! Nie ma maga, którego bardziej bym nienawidził![28]
Broń, którą wrogowie przeciwko mnie wznieśli, czczona jest w Piekle jak relikwia.
Plany, które wrogowie przeciwko mnie uknuli, jak święte stronice są przechowywane.
Krew, którą rozlałem na polach dawnych bitew, zakrystianie Piekła zebrali ze splamionej ziemi i włożyli do naczynia ze srebra i kości słoniowej.
Ofiarowałem Anglii magię, cenne dziedzictwo.
Lecz Anglicy mym darem wzgardzili.
Magia będzie spisana na niebie przez deszcz, lecz oni jej nie odczytają.
Magia będzie spisana na kamienistych wzgórzach, lecz ich umysły jej nie ogarną.
Zimą jałowe drzewa będą czarnym pismem, lecz oni tego nie pojmą…
— Prawem każdego Anglika jest korzystać z usług kompetentnych i wykształconych magów — przerwał znowu pan Norrell. — Cóż ty im oferujesz? Mistyczne brednie o kamieniach, deszczu i drzewach? Całkiem jak Godbless, który twierdził, iż powinniśmy uczyć się magii od dzikich zwierząt. Czemu nie od świń? Albo od bezpańskich psów? Nie takiej magii pragną współcześni cywilizowani Anglicy! — Pan Norrell popatrzył z wściekłością na Vinculusa. Nagle coś przyciągnęło jego uwagę.
Vinculus nie ubrał się zbyt elegancko. Brudny krawat zwisał mu na szyi, a między nim a koszulą widać było fragment niedomytej skóry, na której widniał dziwny zawijas żywej niebieskiej barwy, przypominający nieco pociągnięcie pióra ku górze. Mogła być to blizna, pamiątka po ulicznej burdzie, ale najbardziej kojarzył się z barbarzyńskim ozdabianiem ciała, praktykowanym przez mieszkańców wysp południowych. O dziwo, Vinculus, który swobodnie wtargnął do obcego domu i wrzeszczał na jego właściciela, wydawał się zawstydzony znamieniem. Kiedy dostrzegł, że pan Norrell na nie patrzy, przycisnął rękę do gardła i poprawił krawat, by je zasłonić.
— Dwaj magowie objawią się w Anglii.
Z ust pana Norrella wydobył się okrzyk, który zaczął się jak wrzask, a zakończył cichym, smutnym westchnieniem.
Pierwszy się zlęknie, drugi zapragnie mnie ujrzeć.
Pierwszy będzie na usługach złodziei i morderców, drugi snuć będzie knowania na własną zgubę.
Pierwszy pogrzebie serce w mrocznym lesie pod śniegiem, lecz bólu czuć nie przestanie.
Drugi w ręku wroga dojrzy najcenniejszą swą własność…
— Och! Teraz wiem, że przybyłeś tu wyłącznie po to, by mnie skrzywdzić! Fałszywy magu, zazdrościsz mi sukcesu! Nie możesz zniszczyć mej magii, więc postanowiłeś zhańbić me imię i zburzyć spokój mojego umysłu!
— Pierwszy przejdzie przez życie samotnie; swym własnym będzie stróżem.
Drugi przemierzy puste drogi, burza nad nim zagrzmi, a on szukać będzie ciemnej wieży na wysokim wzgórzu…
28
Wierzono, że Król Kruków władał trzema królestwami: jednym w Anglii, jednym w Faerie i jednym w dziwnej krainie na krańcach Piekła.