Выбрать главу

— Jak długo jeszcze będzie się pan wstrzymywał z publikacją? — spytał jeden z mężczyzn. — Już najwyższy czas. Zastanawiałem się nad tym i uważam, że publikowanie jest obowiązkiem każdego nowoczesnego maga. Zdumiewa mnie, że Norrell nic nie wydaje.

— Z pewnością prędzej czy później coś napisze — odparł drugi głos. — Ale kto zechce czytać moje przemyślenia? Teraz, kiedy Norrell niemal bez przerwy czyni cuda, nie spodziewam się, że dzieło maga teoretyka kogokolwiek zainteresuje.

— Och! Przesadna skromność — powiedział pierwszy głos. — Norrell nie jest jedyny na świecie. Nie może się zajmować wszystkim.

— Owszem, może. Może… — westchnął drugi.

Jakże miło powitać starych przyjaciół! Byli to bowiem panowie Honeyfoot i Segundus. Dlaczego jednak spotykamy ich w siodłach? Przecież jazda konna im nie służyła, nieczęsto wybierali ten środek lokomocji z racji podeszłego wieku pana Honeyfoota oraz ubóstwa pana Segundusa. I do tego w taki dzień! Upał sprawiał, że pan Honeyfoot oblał się potem, odczuwał nieznośne swędzenie, a na ciele wyskoczyły mu czerwone krostki. Z kolei pana Segundusa taka oślepiająca jasność z pewnością mogła przyprawić o atak migreny. Co zatem robili w Wiltshire?

Tak się złożyło, że w trakcie badania sprawy dziewczęcia z liśćmi bluszczu we włosach pan Honeyfoot natrafił na pewien trop. Był przekonany, że morderca to mieszkaniec Avebury, przyjechał więc do Wiltshire, by zerknąć do dawnych dokumentów przechowywanych w tutejszej parafii.

— Jeśli ustalę jego tożsamość, być może zdołam również odkryć, jaka niegodziwość popchnęła go do zbrodni i kim była owa dziewczyna — wyjaśnił panu Segundusowi.

Pan Segundus pojechał z przyjacielem, przejrzał z nim wszystkie papiery i pomógł zrozumieć starołacińskie zwroty. Ale choć kochał stare dokumenty (nikt nie darzył ich większym uczuciem) i szczerze wierzył, że mogą dostarczyć informacji, w duchu powątpiewał w to, że siedem łacińskich słów sprzed pięciu stuleci zdoła wyjaśnić tajemnice czyjegoś życia. Pan Honeyfoot natomiast tryskał optymizmem.

W pewnym momencie pan Segundus doszedł do wniosku, że skoro są już w Wiltshire, mogą skorzystać z okazji i odwiedzić Dom Cieni, który znajdował się w tym hrabstwie. Żaden z nich go jeszcze nie widział.

Większość z nas słyszała w szkole o Domu Cieni. Nazwa ta przywodzi na myśl magię i ruiny, niewielu jednak ma pojęcie, dlaczego budynek ten jest tak ważny. W istocie historycy magii wciąż toczą spór o jego znaczenie — część z nich twierdzi, że Dom Cieni nie odgrywa wielkiej roli w historii angielskiej magii. Nie zdarzyło się tam nic ważnego, do tego mieszkali w nim jedynie dwaj magowie, z których jeden okazał się szarlatanem, a drugi kobietą. Oczywiście nie wzbudza to zachwytu obecnych magów dżentelmenów i historyków, ale przez dwa stulecia Dom Cieni słynął jako jedno z najbardziej magicznych miejsc w Anglii.

Zbudował go w szesnastym wieku Gregory Absalom, nadworny mag króla Henryka VIII i dwóch królowych: Marii oraz Elżbiety. Jeśli mierzyć sukces maga skutecznością praktykowanej przezeń magii, to Absaloma w ogóle magiem zwać nie należało, gdyż jego zaklęcia nie działały. Jeśli jednak miarą staną się zarobione przezeń pieniądze, to Absalom z pewnością należał do grona największych angielskich magów: urodził się w biedzie, a zmarł jako bogacz.

Jednym z jego największych osiągnięć było przekonanie króla Danii, by zapłacił garścią brylantów za zaklęcie, które, zdaniem Absaloma, powinno zmienić ciało króla Szwecji w wodę. Rzecz jasna, zaklęcie nie zadziałało, ale za pieniądze uzyskane ze sprzedaży połowy duńskich klejnotów Absalom wzniósł Dom Cieni. Położył w nim tureckie dywany, zawiesił weneckie lustra, wstawił szyby i mnóstwo innych zachwycających rzeczy. Kiedy dom był gotów, zdarzyło się coś dziwnego (choć to tylko przypuszczenie; niektórzy twierdzą, że nie zdarzyło się nic nadzwyczajnego). Mianowicie, zdaniem niektórych osób (ale tylko niektórych), magia oferowana klientom przez Absaloma zaczęła się samodzielnie objawiać.

Pewnej księżycowej nocy 1610 roku dwie służące wyglądały przez okno na piętrze i zobaczyły dwadzieścia lub trzydzieści pięknych dam, tańczących w kółko na trawniku wraz z przystojnymi dżentelmenami. W lutym 1666 roku Valentine Greatrakes, Irlandczyk, rozmawiał po hebrajsku z prorokami Mojżeszem i Aaronem w małym korytarzu nieopodal magla. W 1667 roku goszcząca w domu pani Penelope Chelmorton ujrzała w zwierciadle małą, trzy — lub czteroletnią dziewczynkę. Dziecko rosło, dojrzewało, i w końcu dama rozpoznała samą siebie. Odbicie pani Chelmorton nie przestawało się starzeć, aż w lustrze pozostało jedynie wysuszone truchło. Po tych i setkach podobnych opowieści Dom Cieni zyskał złą sławę.

Absalom miał jedyną córkę o imieniu Maria. Urodziła się ona w Domu Cieni i mieszkała tam przez całe życie, wyjeżdżając z rzadka na dzień lub dwa. Gdy była dzieckiem, dom odwiedzali królowie i ambasadorzy, uczeni, wojacy i poeci. Nawet po śmierci jej ojca przybywali ludzie, by rzucić okiem na ostatni przejaw działania angielskiej magii, na jej łabędzi śpiew. Potem goście zjawiali się coraz rzadziej, dom podupadł, a ogród zarósł chwastami. Maria Absalom nie chciała jednak wyremontować domostwa ojca. Nie sprzątano nawet potłuczonych naczyń[44].

Gdy Maria miała lat pięćdziesiąt, bluszcz tak się rozrósł, że wdarł się do wszystkich szaf i pokrył podłogę, aż niebezpiecznie było po niej stąpać. Ptaki śpiewały nie tylko przed domem, ale i w nim. Dobiegłszy setki, panna Absalom była równie zniszczona jak dom, oboje jednak nie poddawali się śmierci. Przeżyła jeszcze czterdzieści dziewięć lat, aż zmarła pewnego letniego poranka, w łóżku, pod olbrzymim wiązem, a promienie słońca prześwitujące przez gałęzie padały na jej oblicze.

Gdy panowie Honeyfoot i Segundus śpieszyli tego upalnego popołudnia do Domu Cieni, denerwowali się nieco, że pan Norrell dowie się o ich wyprawie. Dzięki pełnym szacunku listom i wizytom admirałów oraz ministrów znaczenie pana Norrella wciąż rosło, więc tym bardziej obawiali się, by mag nie uznał, że pan Honeyfoot złamał warunki umowy. Dlatego też nikomu nie powiedzieli dokąd jadą i wyruszyli bardzo wczesnym rankiem. Miejscowy farmer wynajął im konie. Do Domu Cieni dotarli okrężną drogą.

Na końcu szerokiej zakurzonej białej ścieżki ujrzeli wysoką bramę o dwóch skrzydłach. Pan Segundus zsiadł z konia. Bramę wykonano z kastylijskiego kutego żelaza, ale obecnie miała już rdzawą, ciemnoczerwoną barwę, a jej pierwotny kształt uległ deformacji. Na dłoni pana Segundusa zostały ciemne ślady, całkiem jakby bramę wzniesiono z miliona suszonych, sprasowanych róż. Żelazne zawijasy były zdobione małymi płaskorzeźbami psotnych, roześmianych twarzyczek, szkarłatnych i zniekształconych, zupełnie jakby część Piekła zamieszkaną przez dusze owych pogan miał w swej pieczy nieuważny demon, który zbytnio rozgrzał piec.

Za bramą kwitły tysiące bladych róż; rosły tam również wysokie, oświetlone słońcem wiązy, jesiony i kasztanowce, a zza nich wyzierało intensywnie błękitne niebo. Widzieli cztery trójkątne ściany szczytowe, długie, szare kominy oraz okna z kamiennymi kratownicami. Dom Cieni stał zrujnowany już od ponad wieku. W równym stopniu tworzyły go dzikie bzy i szypszyna, jak i srebrzysty wapień, a unosił się w nim nie tylko zapach żelaza i drewna, ale również aromat lata.

— Całkiem jak w Innych Ziemiach[45] — oznajmił pan Segundus, z entuzjazmem przyciskając twarz do kraty, przez co na jego policzku pozostało jej rdzawe odbicie. Otworzył bramę i wprowadził konia. Pan Honeyfoot poszedł w jego ślady. Przywiązali wierzchowce do kamiennej fontanny i postanowili udać się na przechadzkę po ogrodzie.

вернуться

44

Niektórzy uczeni (wśród nich Jonathan Strange) twierdzili, że Maria Absalom doskonale wiedziała, co robi, doprowadzając dom do ruiny. Badacze uważali, że panna Absalom podzielała powszechne przekonanie, ii wszystkie zniszczone budowle należą do Króla Kruków. To zapewne tłumaczyło fakt, że magia w Domu Cieni nabrała mocy, kiedy budynek podupadł.

„Wszystkie wytwory ludzkich rąk, wszystkie miasta, cesarstwa, pomniki pewnego dnia obrócą się w proch. Nawet domy moich drogich czytelników muszą — choćby na jeden dzień, na jedną godzinę — zmienić się w ruinę, gdzie księżycowy blask zespala kamienie i oświetla pomieszczenia, umeblowane przez wiatr niosący kurz. Podobno w tym dniu, w tej godzinie nasze domy staną się własnością Króla Kruków. I choć opłakujemy koniec angielskiej magii, twierdzimy, że dawno już nas opuściła, i pytamy jeden drugiego, jak mogliśmy utracić coś tak cennego, nie zapominajmy, że magia oczekuje nas u kresu Anglii i pewnego dnia nie będziemy mogli umknąć Królowi Kruków, tak jak obecnie nie potrafimy go sprowadzić”. Historia i zastosowanie angielskiej magii, Jonathan Strange, wyd. John Murray, Londyn 1816.

вернуться

45

Kiedy ludzie mówią o Innych Ziemiach, zazwyczaj myślą o Faerie albo czymś równie mało konkretnym. W rozmowie ogólnej ta definicja wystarcza, ale mag powinien się wykazać większą precyzją. Wszystkim wiadomo, że Król Kruków rządził trzema królestwami: pierwsze to królestwo północnej Anglii, czyli Cumberland, Northumberland, Durham, Yorkshire, Lancasłure, Derbyshire i część Nottinghamshire. Pozostałe dwa zwano Innymi Ziemiami. Jedno to część Faerie, a za drugie uważa się kraj na krańcach Piekła, zwany czasem Ziemiami Goryczy. Wrogowie Króla Kruków utrzymywali, że wydzierżawił je on od Lucyfera.