Выбрать главу

Drawlight przytaknął. Lascelles od razu przypomniał sobie Strange’a i obaj wybuchnęli śmiechem.

Pan Norrell siedział, milcząc jak głaz. Uwaga Drawlighta była okropnym ciosem. Całkiem się załamał, miał wrażenie, że nawet przedmioty w pomieszczeniu sprzysięgły się przeciwko niemu. Wzburzenie niemal odebrało mu mowę, był pewien, że lada chwila się rozchoruje. Wolał nie myśleć, co zaraz powie Drawlight — może coś o wielkiej mocy lub o cudach, w porównaniu z którymi wyczyny pana Norrella okażą się żałosną zabawą? A przecież zadał sobie tyle trudu, by usunąć ewentualnych rywali! Czuł się jak człowiek, który nocą obchodzi swój dom, rygluje drzwi i okna, po czym słyszy kroki w pokoju na górze.

Powoli jednak te nieprzyjemne doznania mijały i pan Norrell odzyskiwał spokój. Gdy Drawlight i Lascelles rozmawiali o wycieczkach Strange’a do Brighton i jego wizytach w Bath, a także o posiadłości w Shropshire, doszedł do wniosku, że chyba wie, co to za człowiek: modny i płytki, podobny do Lascellesa. Skoro tak (pomyślał pan Norrell), być może zdanie: „Ktoś będzie miał rywala”, wypowiedziane zostało pod adresem Lascellesa właśnie? Ten Strange (rozumował dalej pan Norrell) zapewne rywalizuje z Lascellesem o względy jakiejś damy. Norrell popatrzył na swoje dłonie kurczowo zaciśnięte na kolanach i pomyślał z rozbawieniem o własnej wybujałej fantazji.

— Czyżby Strange był obecnie magiem? — chciał wiedzieć Lascelles.

— Och! — Drawlight obrócił się do pana Norrella. — Jestem pewien, że nawet najlepsi przyjaciele pana Strange’a nie porównują jego talentów z umiejętnościami szacownego pana Norrella. Ale chyba cieszy się powodzeniem w Bristolu i Bath. Obecnie bawi w Londynie. Jego przyjaciele liczą na to, że będzie pan łaskaw go przyjąć. Czy mógłbym prosić o pozwolenie na uczestnictwo w spotkaniu dwóch wybitnych przedstawicieli magicznej profesji?

Pan Norrell powoli uniósł brwi.

— Z przyjemnością poznam pana Strange’a — powiedział.

Pan Drawlight nie musiał długo czekać na doniosłe spotkanie magów (i bardzo dobrze, bo nie cierpiał czekania). Zaproszenie wystosowano, a panowie Lascelles i Drawlight również obiecali się zjawić.

Strange nie był ani tak młody, ani tak przystojny, jak się obawiał pan Norrell. Zbliżał się do trzydziestki i jeśli inny dżentelmen mógł oceniać takie rzeczy, natura nie obdarzyła go urodą. Nieoczekiwanie jednak przyprowadził z sobą ładną młodą kobietę, panią Strange.

Już na progu pan Norrell spytał Strange’a, czy przyniósł swoje publikacje. Chętnie by je przeczytał.

— Moje publikacje? — Strange na moment umilkł. — Obawiam się, że nie rozumiem, co pan ma na myśli. Niczego nie napisałem.

— Och! — zdumiał się pan Norrell. — Pan Drawlight mówił mi, że proszono pana o tekst do „The Gentleman’s Magazine”, ale może…

— Ach, to! — przerwał Strange. — W ogóle o tym nie pomyślałem. Nichols zapewniał mnie, że potrzebuje tego tekstu dopiero na następny piątek.

— W piątek zostanie panu tydzień, a jeszcze pan nie zaczął?! — zdumiał się pan Norrell.

— Och, myślę, że im szybciej ktoś przelewa myśli na papier i oddaje do druku, tym lepiej. Zapewne podziela pan moje zdanie. — Uśmiechnął się przyjaźnie do rozmówcy.

Pan Norrell, który nigdy nie przelał swych myśli na papier, który niczego nie zaniósł do druku i którego każda literacka próba znajdowała się na etapie takiej czy innej redakcji, nic nie odpowiedział.

— Sam jeszcze nie wiem, co napiszę, najprawdopodobniej będę polemizował z tezami artykułu Portisheada w „Magu Nowoczesnym”[50]. Widział pan ten artykuł? Przez tydzień chodziłem wściekły. Autor chce udowodnić, że współcześni magowie nie powinni zadawać się z elfami. Czym innym jest twierdzenie, że utraciliśmy moc przyzywania tego typu istot, a czymś zupełnie innym przekonywanie, że w ogóle nie powinniśmy korzystać z ich usług! Nie mam cierpliwości do takich wywodów. Najdziwniejsze jednak, że na razie nigdzie nie widziałem krytyki artykułu Portisheada. Teraz, gdy zbliżamy się do utworzenia społeczności magicznej, poważnym błędem byłoby pozostawić podobne bzdury bez komentarza.

Strange zamilkł, najwyraźniej uznawszy, że dość już się nagadał, i czekał na reakcję któregoś z dżentelmenów.

Po chwili pan Lascelles zauważył, że lord Portishead napisał ten artykuł na życzenie pana Norrella, z jego pomocą i przy jego aprobacie.

— Doprawdy? — Strange wydawał się zaskoczony. Znowu zapadła cisza, po czym Lascelles zapytał ze znużeniem w głosie, jak można się obecnie uczyć magii.

— Z ksiąg — odparł Strange.

— Drogi panie, jak dobrze, że pan tak twierdzi! — wykrzyknął pan Norrell. — Bardzo proszę nie tracić czasu, lecz przykładać się do czytania! Nie ma takiej rzeczy, której nie warto byłoby poświęcić dla zagłębiania się w magiczne księgi!

Strange posłał panu Norrellowi nieco ironiczne spojrzenie i zauważył:

— Niestety, brak materiałów jest poważną przeszkodą. Chyba nie ma pan pojęcia, jak niewiele ksiąg o magii pozostało w Anglii. Wszyscy księgarze przyznają, że niegdyś było ich wiele, teraz jednak…

— Doprawdy? — przerwał pan Norrell pośpiesznie. — Cóż, to bez wątpienia bardzo dziwne.

Zapadła wyjątkowo niezręczna cisza. Oto w pomieszczeniu siedzieli jedyni współcześni angielscy magowie. Jeden wyznał, że brak mu ksiąg, drugi, jak wszyscy wiedzieli, miał dwie wielkie biblioteki wypełnione po brzegi. Zwykła uprzejmość wymagała, by pan Norrell zaoferował pomoc, choćby symboliczną. On jednak milczał.

— Pewnie bardzo dziwne okoliczności skłoniły pana do zostania magiem — odezwał się w końcu pan Lascelles.

— Rzeczywiście osobliwe — przyznał Strange.

— Opowie nam pan o nich? Strange uśmiechnął się złośliwie.

— Jestem pewien, że pana Norrella bardzo ucieszy informacja, że to dzięki niemu zostałem magiem.

— Dzięki mnie? — wykrzyknął pan Norrell przerażony.

— Prawda jest taka — wtrąciła Arabella Strange szybko — że chwytał się już wszystkiego: uprawy roli, poezji, odlewania żelaza. W jednym roku próbował wielu zajęć, przy żadnym nie pozostał. Prędzej czy później musiał natrafić na magię.

Znowu na chwilę zapadła cisza, a potem Strange powiedział:

— Nie wiedziałem wcześniej, że lord Portishead pisze w pańskim imieniu. Może będzie pan łaskaw coś mi wyjaśnić. Czytałem wszystkie rozprawy jego lordowskiej mości w „Przyjaciołach Angielskiej Magii” i „Magu Nowoczesnym”, ale nie zauważyłem ani jednej wzmianki o Królu Kruków. To przeoczenie jest tak uderzające, że zaczynam wierzyć, iż celowe.

Pan Norrell skinął głową.

— Jednym z moich zamiarów jest przyczynienie się do tego, by jak najszybciej o nim zapomniano, na co sobie zresztą w pełni zasłużył — oznajmił.

— No ale bez Króla Kruków nie byłoby ani magii, ani magów…

O, to tylko powszechna opinia. Ale nawet gdyby była prawdziwa — choć zupełnie się z tym nie zgadzam — już dawno temu utracił on prawo do naszego szacunku. Cóż bowiem uczynił po przybyciu do Anglii? Wszczął wojnę przeciwko prawowitemu władcy kraju i odebrał mu pół królestwa! Czy ja i pan powinniśmy rozgłaszać, że taki człowiek jest dla nas przykładem? Uważać go za najważniejszego z nas? Czy to przyda autorytetu naszej profesji? Czy przekona królewskich ministrów, by nam ufali? Szczerze wątpię! Nie, drogi panie, jeśli nie uda nam się doprowadzić do tego, by jego imię zostało wymazane z kart historii, to naszym obowiązkiem — pańskim i moim! — jest demonstrować nienawiść do niego. Niech wszyscy wiedzą, jaką odrazę żywimy do jego zdemoralizowanej natury i złych uczynków!

вернуться

50

„Mag Nowoczesny” był jednym z kilku periodyków o magii, które wydano na fali sukcesu „Przyjaciół Angielskiej Magii” w 1808 roku. Choć pan Norrell nie miał wpływu na redaktorów, ani im się śniło krytykować jego ortodoksyjne opinie.