— Hm? — mruknął Strange, pałaszując gorące bułeczki z marmoladą i czytając Znamienne uwagi o elfiej anatomyi Holgartha i Pickle’a[59].
— Mary. To nowa pokojówka. Widziałeś ją wczoraj wieczorem.
— Aha — odparł Strange i odwrócił stronę.
— Wygląda na miłą, sympatyczną dziewczynę o pogodnym usposobieniu. Na pewno nie da nam powodów do niezadowolenia. Wracając do tematu — byłabym bardzo wdzięczna, gdybyś dzisiejszego ranka odwiedził ciotkę. Możesz zajść na Henrietta Street po śniadaniu i podziękować jej za Mary. Potem idź do Haiga i Chippendale’a i tam na mnie poczekaj. Och, czy zechciałbyś wstąpić do Wedgwooda i Byerleya i spytać, kiedy pojawi się zastawa stołowa? To nie nastręczy ci problemów. Sklep jest niemal po drodze. — Popatrzyła na męża z powątpiewaniem. — Jonathanie, czy ty mnie słuchasz?
— Hm? — mruknął znów Strange i uniósł wzrok. — Ależ naturalnie!
Tak więc Arabella w towarzystwie jednego z lokajów wyruszyła na Wigmore Street, gdzie mieścił się sklep Flinta i Clarka. Tym razem doszła do wniosku, że aksamit w kolorze głębokiej czerwieni, jakkolwiek piękny, jest jednak zbyt posępny. Pośpiesznie przeszła na St Martin’s Lane, by nacieszyć wzrok widokiem jedwabiu o barwie brązu. U Haiga i Chippendalea odkryła, że wprawdzie czeka na nią ekspedient, ale jej mąż tu jeszcze nie dotarł. Ekspedient z przykrością oświadczył, że pan Strange dziś się w ogóle nie zjawił. Arabella ponownie wyszła na ulicę.
— George, czy widziałeś gdzieś swego pana? — zapytała lokaja.
— Nie, proszę pani.
Z nieba zaczął siąpić deszczyk. Przeczucie nakazało Arabelli popatrzeć w okno księgarni. Ujrzała tam Strange’a — dyskutował z sir Walterem Pole’em. Weszła zatem do środka i po przywitaniu się z sir Walterem grzecznie spytała małżonka, czy odwiedził ciotkę i czy zajrzał do Wedgwooda i Byerleya.
Strange wydawał się zakłopotany. Opuścił wzrok, zdając sobie sprawę, że trzyma w dłoni wielką księgę.
— Zrobiłbym to, skarbie, naturalnie — powiedział. — Ale sir Walter przez cały czas ze mną rozmawiał… Dlatego właśnie nie dotrzymałem zobowiązań.
— To wyłącznie moja wina — pośpiesznie zapewnił sir Walter Arabellę. — Mamy problem z blokadą. To nic poważnego, właśnie rozmawiam o tym z panem Strange’em w nadziei, że może on i pan Norrell będą nam w stanie pomóc.
— Pomożecie? — spytała Arabella.
— Tak przypuszczam — odparł Strange.
Sir Walter wyjaśnił, że rząd brytyjski otrzymał informację o kilku, najprawdopodobniej dziesięciu, francuskich okrętach, które przerwały angielską blokadę. Nikt nie wiedział, dokąd popłynęły i jakie były zamiary załogi. Rząd nie orientował się również, gdzie się podział admirał Armingcroft, który miał nie dopuścić do takiej sytuacji. Admirał wraz z flotą złożoną z dziesięciu fregat oraz dwóch okrętów liniowych po prostu zniknął — zapewne udał się w pościg za Francuzami. Tymczasem w Maderze stacjonował dobrze rokujący młody kapitan. Gdyby admiralicja zdołała się dowiedzieć, co zaszło (a przede wszystkim gdzie), bardzo chętnie powierzyłaby kapitanowi Lightwoodowi dowodzenie czterema czy pięcioma dodatkowymi okrętami i wysłała go ze wsparciem we właściwe miejsce. Lord Mulgrave spytał admirała Greenwaxa, co czynić, a admirał przekazał to pytanie ministrom. Członkowie rządu nakazali zaś admiralicji natychmiastowe konsultacje z panami Strange’em i Norrellem.
— Proszę nie myśleć, że admiralicja jest zupełnie bezradna bez pomocy pana Strange’a. — Sir Walter uśmiechnął się do Arabelli. — Wszyscy robili, co mogli. Wysłali jednego z urzędników, pana Petrofaxa, do Greenwich, by odszukał przyjaciela admirała Armingcrofta z lat dziecięcych. Ponieważ przyjaciel świetnie znał Armingcrofta, istniała nadzieja, że powie nam, jak zachowałby się on w danych okolicznościach. Kiedy jednak pan Petrofax dotarł do Greenwich, przyjaciel admirała leżał w łóżku tak pijany, że chyba nawet nie rozumiał, co się do niego mówi.
— Sądzę, że Norrell i ja zdołamy coś wymyślić — oświadczył Strange. — Najpierw będę jednak musiał obejrzeć mapy.
— W domu mam wszystkie niezbędne mapy i dokumenty. Jeden z naszych służących zaniesie je dzisiaj na Hanover Square, więc gdyby zechciał pan porozmawiać z panem Norrellem…
— Och, możemy się zająć tym od razu — przerwał Strange. — Arabella na pewno chwilkę zaczeka. Prawda? — zwrócił się do żony. — O drugiej mam spotkanie z panem Norrellem i sądzę, że jeśli od razu wytłumaczę mu, na czym polega problem, zdołamy obmyślić rozwiązanie jeszcze przed obiadem.
Arabella, niczym słodka, uległa kobieta i dobra żona, postanowiła chwilowo nie myśleć o nowych zasłonach i zapewniła obu panów, że poczeka. Ustalono, że państwo Strange’owie udadzą się wraz z sir Walterem do jego domu na Harley Street.
Strange wyciągnął zegarek i popatrzył na cyferblat.
— Dwadzieścia minut na Harley Street, trzy kwadranse na poznanie problemu. Potem piętnaście minut na Soho Square. Tak, jest mnóstwo czasu.
Arabella się roześmiała.
— Nie zawsze jest taki skrupulatny, zapewniam pana — powiedziała do sir Waltera. — We wtorek spóźnił się na spotkanie z lordem Liverpoolem. Pan Norrell nie był zachwycony.
— To nie moja wina — wtrącił Strange. — Byłem gotów na czas, ale nie mogłem znaleźć rękawiczek.
Żartobliwa uwaga Arabelli najwyraźniej nie przestawała go trapić, gdyż w drodze na Harley Street co chwila spoglądał na zegarek, jakby miał nadzieję, że odkryje tajemnicę Czasu i udowodni, że spóźniał się nie bez przyczyny. Kiedy dotarli do Harley Street, wykrzyknął nagle:
— Ha! Wiem, co się dzieje. Mój zegarek źle chodzi!
— Nie sądzę. — Sir Walter wyjął własny i pokazał go Strange’owi. — Jest południe. Mój czasomierz wskazuje tę samą godzinę.
— Czemu zatem nie słychać dzwonów? — zapytał Strange. — Słyszysz dzwony? — zwrócił się do małżonki.
— Nie, niczego nie słyszę.
Sir Walter poczerwieniał i wymamrotał coś o tym, że dzwony w tej parafii oraz w sąsiednich już nie biją.
— Naprawdę? — zdumiał się Strange. — Ale dlaczego, na Boga?
Sądząc z miny, sir Walter wolałby, aby Strange się tym nie interesował, lecz mimo to odparł:
— Choroba lady Pole źle wpłynęła na stan jej nerwów. Bicie dzwonów szczególnie ją drażni, dlatego też poprosiłem członków rady parafialnej St Mary Le Bonę i św. Piotra, by przez wzgląd na nerwy lady Pole nie dzwonili. Łaskawie wyrazili zgodę.
Brzmiało to raczej niezwykle, no ale w końcu wszyscy wiedzieli, że choroba lady Pole także nie należała do zwyczajnych, a jej symptomy nie były typowe. Państwo Strange’owie nigdy nie spotkali lady Pole. Od dwóch lat nikt jej nie widywał.
Gdy tylko dotarli na Harley Street numer dziewięć, Strange jak najszybciej chciał zerknąć w dokumenty sir Waltera. Musiał jednak uzbroić się w cierpliwość i poczekać, aż sir Walter upewni się, że pod ich nieobecność Arabelli nie zabraknie rozrywek. Sir Walter był dobrze wychowanym człowiekiem i wyjątkowo nie lubił zostawiać gościa samego. Porzucenie damy zaś było szczególnym nietaktem. Strange z kolei nie chciał się spóźnić na spotkanie z panem Norrellem, więc gdy sir Walter proponował Arabelli rozmaite rozrywki, Strange wychodził ze skóry, aby udowodnić, że jego żona ich nie potrzebuje.
59
Jedna z ksiąg pana Norrella, który wspomniał o niej mimochodem, gdy panowie Segundus oraz Honeyfoot odwiedzili go na początku stycznia 1807 roku.