Выбрать главу

Lord Wellington nie krył zachwytu.

Rozdział ósmy

Księga Roberta Findhelma

styczeń–luty 1812

W domu każdego maga należy spodziewać się pewnych osobliwości. Najbardziej osobliwym elementem domostwa pana Norrella był bez wątpienia Childermass. W żadnym innym londyńskim domu nie mieszkał podobny służący. Jednego dnia Childermass sprzątał brudne kubki i wycierał okruszki ze stołu, jak pospolity lokaj, a następnego przerywał zgromadzonym w pokoju admirałom, generałom i arystokratom, tłumacząc im, w jakich szczegółach się mylą. Pan Norrell raz nawet publicznie skarcił księcia Devonshire’u za to, że ten ośmielił się odezwać w tej samej chwili co dysponent.

Pewnego mglistego dnia pod koniec stycznia 1812 roku Childermass wszedł do biblioteki na Hanover Square, gdzie pracował pan Norrell, i poinformował go zwięźle, że zmuszony jest wyjechać w interesach i nie wie, kiedy wróci. Potem, wydawszy innym służącym rozmaite polecenia, dosiadł konia i opuścił Londyn.

W ciągu następnych trzech tygodni pan Norrell otrzymał od niego cztery listy: jeden z Newarku w hrabstwie Nottingham, jeden z Yorku we wschodnim Riding w hrabstwie York, jeden z Richmondu w północnym Riding i jeden z Sheffield w zachodnim Riding. Listy te dotyczyły jedynie spraw zawodowych i nie wyjaśniały przyczyn jego tajemniczej podróży.

Powrócił pewnego wieczoru w drugiej połowie lutego. Lascelles i Drawlight po kolacji przebywali w salonie wraz z panem Norrellem, gdy nagle wszedł Childermass. Przybył prosto ze stajni, jego buty i spodnie były ubłocone, a płaszcz wilgotny od deszczu.

— Gdzieś ty był, u licha? — zapytał pan Norrell.

— W hrabstwie York — wyjaśnił Childermass. — Wypytywałem o Vinculusa.

— Widział go pan? — ożywił się Drawlight.

— Nie, nie widziałem.

— Wiesz, gdzie jest? — zadał następne pytanie pan Norrell.

— Nie, nie wiem.

— Znalazł pan jego księgę? — wtrącił Lascelles.

— Nie, nie znalazłem.

— Hm — mruknął Lascelles. Popatrzył nieprzychylnie na Childermassa, a potem zwrócił się do pana Norrella: — Proszę posłuchać mojej rady i nie dopuścić do tego, by pan Childermass marnował czas na Vinculusa. Od lat nikt o nim nie słyszał. Zapewne już nie żyje.

Childermass usiadł swobodnie na sofie, jakby był równy swym rozmówcom, i powiedział:

— Karty twierdzą, że nie umarł. Mówią, że wciąż żyje i ma księgę.

— Karty! Karty! — wykrzyknął pan Norrell. — Tysiące razy ci powtarzałem, że nie zniosę nawet wzmianki o nich! Wyświadcz mi przysługę, usuń je z mojego domu i nigdy więcej o nich nie wspominaj!

Childermass rzucił swemu panu lodowate spojrzenie.

— Mam powiedzieć, czego się dowiedziałem? — zapytał.

Pan Norrell ponuro pokiwał głową.

— W pańskim interesie zadbałem o to, by zbliżyć się do wszystkich żon Vinculusa — oświadczył Childermass. — Nigdy nie uwierzyłem, że żadna z nich nie wie nic, co mogłoby nam pomóc. Uznałem, że wystarczy chodzić z nimi do gospod z wyszynkiem, kupować im gin, pozwalać mówić, a w końcu któraś coś ujawni. Okazało się, że miałem rację. Trzy tygodnie temu Nan Purvis zdradziła mi coś, co w końcu naprowadziło mnie na właściwy trop.

— Która to Nan Purvis? — zainteresował się Lascelles.

— Pierwsza. Opowiedziała mi o wydarzeniu sprzed dwudziestu lub trzydziestu lat, kiedy to wyszła za Vinculusa. Pewnego dnia popijali sobie w karczmie. Gdy wydali wszystkie pieniądze, odmówiono im sprzedaży na kredyt, więc nadeszła pora na powrót do domu. Zataczając się po ulicy, nagle ujrzeli w rynsztoku kreaturę jeszcze bardziej pijaną od nich samych. Był to staruch, całkiem nieprzytomny. Brudna woda zalewała mu twarz i ciało, cudem nie utonął. Coś w tym łachmycie przyciągnęło uwagę Vinculusa. Wyglądało na to, że rozpoznał pijaka. Podszedł i nań zerknął, a po chwili wybuchnął śmiechem i wymierzył mu solidnego kopniaka. Nan spytała Vinculusa, kto to taki, a on powiedział, że starzec ma na nazwisko Clegg. Chciała wiedzieć, skąd go znał. Vinculus odparł, że nie zna Clegga. Nigdy go nie znał! Co więcej, nie zamierza go znać! Krótko mówiąc, nienawidzi Clegga najbardziej na świecie! Kiedy Nan zaczęła utyskiwać, że nie wystarcza jej takie wyjaśnienie, Vinculus burknął, że człowiek ten jest jego ojcem. Potem już nic nie chciał dodać.

— Ale co to ma do rzeczy? — przerwał pan Norrell. — Dlaczego po prostu nie spytałeś Vinculusowych żon o księgę?

Childermass wydawał się zirytowany.

— Ależ zapytałem, proszę pana. Cztery lata temu. Mówiłem już. Żadna nic nie wiedziała.

Zniecierpliwiony pan Norrell machnięciem ręki dał do zrozumienia, że Childermass ma kontynuować. — Kilka miesięcy później Nan była w tawernie, słuchała, jak ktoś czytał na głos gazetową relację o pewnym powieszeniu w Yorku. Nan uwielbiała sprawozdania z porządnych egzekucji, a to zainteresowało ją szczególnie, gdyż nazwisko skazańca brzmiało Clegg. Wspomniała o nim Vincuiusowi. Ku jej zdumieniu okazało się, że już o wszystkim słyszał i że faktycznie chodziło o jego ojca. Vinculus był zachwycony, że Clegga powiesili. Powiedział, że w pełni na to zasłużył. Dodał, że Clegg winien był najcięższej zbrodni popełnionej w Anglii w ostatnich stu latach.

— Jakiej zbrodni? — zapytał Lascelles.

Początkowo Nan nie mogła sobie przypomnieć — powiedział Childermass. — Uparte wypytywanie jednak i obietnica ginu przywróciły jej pamięć. Ukradł księgę.

— Księgę! — wykrzyknął pan Norrell.

— Drogi panie, to musi być ta sama księga! — powiedział do niego Drawlight. — To z pewnością księga Vinculusa!

— Czyżby? — Pan Norrell spojrzał na dysponenta.

— Tak przypuszczam — przyznał Childermass.

— Czy ta kobieta wiedziała coś więcej o księdze? — dopytywał się pan Norrell.

— Nie, to koniec informacji Nan. Pojechałem więc na północ, do Yorku, gdzie więziono i stracono Clegga, i przejrzałem dokumenty sądu kwartalnego. Bardzo szybko odkryłem, że Clegg urodził się w Richmondzie w hrabstwie York. O tak! — Childermass popatrzył znacząco na pana Norrella. — Vinculus to, przynajmniej z pochodzenia, mieszkaniec naszego hrabstwa[69]. Clegg w młodości był linoskoczkiem, zabawiał gawiedź na jarmarkach, ale akrobacje na linie nie chodzą w parze z piciem, a Clegg pił na umór. Musiał zatem zrezygnować z występów. Powrócił do Richmondu i zatrudnił się jako służący na farmie przynoszącej wysokie dochody. Dobrze sobie radził, a swą bystrością zasłużył na podziw pracodawcy, więc powierzano mu coraz więcej obowiązków. Od czasu do czasu popijał z towarzystwem spod ciemnej gwiazdy i przy takich okazjach nie zadowalał się jedną czy dwiema butelkami. Chlał do upadłego, zalewał się w trupa, padał pod stół pijany jak bela. Całymi dniami nie trzeźwiał i robił rozmaite niegodziwe rzeczy: kradł, uprawiał hazard, bił się, niszczył cudzą własność. Zawsze jednak pilnował, by działo się to z dala od domu i by znaleźć wiarygodne usprawiedliwienia na wytłumaczenie swej nieobecności. Jego pracodawca, farmer, niczego nie podejrzewał, choć reszta służby dobrze o wszystkim wiedziała. Farmer zwał się Robert Findhelm. Był cichym, miłym, szacownym człowiekiem, z tych, co to łatwo dadzą się zwieść łajdakowi pokroju Clegga. Farma od wielu pokoleń należała do jego rodziny, ale kiedyś, dawno temu, był to jeden z folwarków opactwa Easby…

вернуться

69

Hrabstwo York było częścią królestwa północnej Anglii, rządzonego przez Króla Kruków. Szacunek Childermassa oraz pana Norrella do Vinculusa wzrósł nieco, gdy się dowiedzieli, że podobnie jak oni pochodził z północy.