Выбрать главу

Sierżant odczekał kolejne trzydzieści sekund, po czym pokręcił głową.

— Szlag! Podaj mi swoje nazwisko, stopień i numer ewidencyjny, a potem włóż maskę. — Uzurpator spełnił żądanie. — A teraz znikaj stąd, do cholery, zanim się na mnie porzygasz!

Radując się ostatnią odrobiną chloru uwięzioną w masce, uzurpator przeszedł przez drzwi, nad którymi świecił mętnie zielony napis „WYJŚCIE”.

Na zewnątrz leżało dwudziestu żołnierzy w różnych stadiach udręki, kaszląc i wymiotując. Wszędzie pełno było wymiocin. Uzurpator zmusił swój żołądek do wyrzucenia zawartości.

Jeden z kolegów, Hugh, podszedł do miejsca, w którym klęczał Jimmy, i poklepał go po plecach.

— Rany Julek, Jimmy. Wstrzymywałeś oddech chyba ze trzy minuty.

Uzurpator kaszlnął w sposób, który wydawał mu się odpowiedni.

— Dużo pływam pod wodą — wyszeptał. — Jezu, ale to śmierdzi!

Ale nostalgia długo go nie opuszczała. Gdzie on, u diabła, żył, skoro stężenie chloru w powietrzu było tam tak ogromne? Na pewno nigdzie na powierzchni. To był dobry pomysł na projekt badawczy po wojnie.

Spora część ich szkolenia miała formę improwizacji, bo wiele materiałów wywieziono już na Pacyfik. Uczyli się więc, jak pracować z czołgami, biegnąc w szeregu za wywrotką mającą z przodu i tylu przydrutowane napisy „czołg”. Nosili karabiny Springfielda z czasów pierwszej wojny światowej i ćwiczyli z nimi na strzelnicy.

Walka wręcz okazała się baletem wstrzemięźliwości dla uzurpatora, który przez większość życia był pozbawionym sumienia drapieżcą. Pozwalał kolegom rzucać sobą w tę i we w tę i symulować niebezpieczne ciosy. Kiedy sam miał być agresywny, oszczędzał życie kompanów, wiedząc, że mógłby oderwać nogę jednemu i zakatować nią na śmierć wszystkich innych.

Z szacunkiem odnosił się do sierżantów i badał ich zachowania wobec żołnierzy. Te techniki były ciekawsze od strategii przymusu stosowanych przez profesorów z college’u, którzy prawdopodobnie zintelektualizowali cały proces. Sierżanci instynktownie sięgali do dziedzictwa ssaków naczelnych, stając się dominującymi samcami poprzez rozpychanie się, bicie i wrzask. Wszyscy, którzy im się stawiali, byli karani — natychmiast, a także później, gdy otrzymywali poniżające i wyczerpujące zadania.

Uzurpator wykonał swój przydział — czyścił latryny szczoteczką do zębów i przez dwadzieścia cztery godziny pilnował czystości w kuchni — bynajmniej nie dlatego, rzecz jasna, że naprawdę stracił cierpliwość albo źle zrozumiał polecenie sierżanta. Zbyt ścisła samokontrola zdradziłaby go. Musiał grać w tę grę.

16.

Apia, Samoa, 2020

Russ i Jack — szczególnie ten ostatni — męczyli się z kontraktem, z zasady nie ufając rządowi, ale nie mogąc się oprzeć ani finansowemu, ani naukowemu argumentowi. Przefaksowali kontrakt do swoich chińskich i amerykańskich prawników, a ci potwierdzili, że istotnie jest on tym, za co się podaje.

Podpisano go w piątek, a w sobotni poranek załoga nagle się potroiła. Helikoptery towarowe co godzinę przylatywały z warkotem, przywożąc prefabrykaty mające posłużyć do budowy egzoszkieletu laboratorium.

Stolarze i malarze, którzy jeszcze kończyli swoje prace, byli co najmniej skonsternowani. Elegancki system wymiany ciepła został zdemontowany i zastąpiony wysokowydajną maszynerią. Starannie oszklone okna z widokiem na ocean w tej chwili wychodziły jedynie na litą płytę stalową.

Fosę wypełniono szybkoschnącym plastycznym betonem, podtrzymującym fundamenty nowych metalowych ścian i dachu. Następnie NASA wybudowała nową fosę, szerszą i otwartą od strony morza. W ten sposób laboratorium stało się fortecą na sztucznej wyspie.

Dwunastka naukowców, siedem kobiet i pięciu mężczyzn, bardzo się starała nie panoszyć. Nigdy nie zbliżali się do artefaktu bez towarzystwa kogoś z oryginalnego zespołu i codziennie godzinami porównywali z tamtymi notatki, wspólnie planując dalsze działania. Stanowili zgraną, współpracującą grupę ludzi, których łączyła pasja odkrywania.

Żaden z naukowców z NASA nie miał pojęcia, że reaktor SNAP-30 został zmodyfikowany tak, by móc funkcjonować jako bomba. Część masy, którą uważali za osłonę, w istocie była zrobiona z plutonu. Nesbitt o tym wiedział, ale on służył przede wszystkim NSA, Nieistniejącej Szpiegowskiej Agencji[3], a nie NASA.

Poza tym już go tu nie było.

Ekipa z NASA pracowała na zasadzie „każdy jest sobie szefem”, ale oficjalnym przełożonym była Jan Dagmar, siwa pani egzobiolog, dość stara, by pamiętać pierwsze lądowanie na Księżycu, i dość młoda, by dla rozrywki nurkować w jaskiniach. Miała wysokie stopnie naukowe zarówno z fizyki, jak i nauk biologicznych, a na dokładkę licencjat z filozofii.

Jedenaścioro jej podwładnych na co dzień współpracowało z członkami pierwotnego zespołu Poseidona — również poza laboratorium, dzieląc się wiedzą i pomysłami. Mieszkali w domkach plażowych Vaiala, z których ten oznaczony numerem 7 przeznaczono na świetlicę. Wielki ekspres do kawy zawsze był gorący, a lodówka i spiżarnia pełne produktów wspomagających procesy myślowe.

Russell spędzał mnóstwo czasu w fale numer 7. Sam zresztą przeniósł się pod piątkę, opuszczając bajeczny apartament w Aggie Grey’s, znajdujący się w odległości dziesięciu minut jazdy rowerem. Jack pozostał w swoim, twierdząc, że lepiej mu się myśli w strefie klimatyzowanej.

Wszyscy, choć Jack z właściwą sobie niecierpliwością, zgodzili się poczekać z testami, aż zamknięte środowisko zostanie dopięte na ostatni guzik. Mieli więc osiem dni na burzę mózgów. Sprzęt i zaopatrzenie codziennie przywożono z Honolulu, Sydney i Tokyo.

W wieczór poprzedzający pierwsze próby Russ zadzwonił do Jan i spotkali się na skałkach z widokiem na laboratorium, by wypić butelkę najlepszego szampana, jaki zdołał dostać w Samoa. Uczucie, które się między nimi rodziło, nie było romantyczne w konwencjonalnym znaczeniu tego słowa, ale oboje odkryli w sobie nawzajem tę samą romantyczną cześć wobec natury i nauki, która doszła do głosu już w dzieciństwie, kiedy to oboje pragnęli być astronautami. Russell został nawet przyjęty do załogi jako ekspert, lecz właśnie wtedy katastrofa Challengera spowodowała wstrzymanie lotów, a on przerzucił się na nieudane misje na Marsa.

Podzielili się nie tylko szampanem, lecz także silnie przybliżającą lornetką, przez którą obserwowali sierp księżyca na czystym nocnym niebie. Stabilizatory noktowizyjne szumiały i klikały, gdy Russ przesuwał wzrokiem wzdłuż linii dzielącej oświetloną część od nieoświetlonej i wymieniał nazwy kraterów: Arystarch, Messier, Globinus, Heli.

— Ten jest głęboki — mruknął.

Zaśmiała się.

— Kiedyś znałam niektóre nazwy. Mój tata miał teleskop.

— Mówiłaś, że twoi rodzice przenieśli się na Florydę, by patrzeć na rakiety odlatujące na Księżyc.

Skinęła głową w ciemnościach.

— I inne. Wahadłowce i tak dalej. Ale rakiety Apollo, te Saturny V, były wielkie. Robiły tyle hałasu, że czułeś, jak kości ci grzechoczą. A ta, którą odpalili w nocy, była oślepiająca.

— To była ta pierwsza?

— Nie, ostatnia. Pierwszą była Apollo 11, odpalona w 1969 roku.

— No tak. Jasne. Mama mówiła, że to przespałem. Miałem wtedy niecałe dwa latka.

— Ja miałam dwanaście — rzekła Jan, ponownie napełniając kieliszek. — Wtedy pierwszy raz spróbowałam szampana. Nadal przypomina mi tamtą chwilę.

Spoglądali w noc ponad swoim projektem, pogrążeni w przyjacielskim milczeniu. Matowo żółte światła bezpieczeństwa przyciągały owady. Maleńkie ptaszki wynurzały się z mroku.

вернуться

3

NSA — National Security Agency, Agencja Bezpieczeństwa Narodowego — amerykańska agencja wywiadowcza. Rząd przez wiele lat utrzymywał jej istnienie w tajemnicy, stąd żartobliwe rozwinięcie skrótu: „No Such Agency” (przyp. tłum.).