— Najpierw proszę nam opowiedzieć, co pani wie o projekcie — rzekła tamta.
— To trochę potrwa — odparł. — Odrobiłam zadanie domowe.
Jan wzruszyła przyjacielsko ramionami.
Naomi podała mu kawę.
— Dzięki. Natknęliście się na ten podmorski artefakt i wydobyliście go. Szybko odkryliście, że jest zrobiony z jakiejś substancji zbyt gęstej, by figurowała w układzie okresowym. Trzy razy gęstszej od plutonu, ale nie radioaktywnej.
— Trzy razy, jeśli jest pełen — rzekł Russell. — A prawdopodobnie jest pusty w środku.
Uzurpator skinął głową.
— Jeśli pochodzi z Ziemi, powstał w wyniku jakiegoś niezrozumiałego dla nas procesu. Łagodnie mówiąc! Jeśli powstał na innej planecie, rzecz ma się podobnie. Nadal nie wiecie, jak mógł zaistnieć, ale pod względem intelektualnym łatwiej jest założyć, że pochodzi spoza Ziemi.
— I to panią zaciekawiło — rzekł Russ.
— Mnie i siedem miliardów innych osób — odparł uzurpator. — Od czasu waszego ogłoszenia mój komputer każdego ranka rozpoczyna pracę od wyszukania nowych materiałów ze słowem „Poseidon”.
Upił łyk kawy.
— Nie zdołaliście odseparować od obiektu ani cząsteczki. Próbowaliście ją stopić jakimś laserem i… nastąpił wypadek.
— Wie pani, co stało się potem?
— Nie. Widziałam obrazki w CNN i czytałam popularne spekulacje prasowe. To coś umie lewitować?
Russ uniósł brwi.
— My też widzieliśmy te obrazki.
— Ale nic na ten temat nie opublikowaliście.
— Nie. — Spojrzał na Jan, a później z powrotem na młodą kobietę. — Będziemy mogli powiedzieć pani trochę więcej, jeśli zostanie pani zatrudniona i podpisze klauzulę poufności.
— Ale tylko trochę — dodała Jan. — Nie ma wiele do opowiadania.
— Ma pani licencjat z astronomii — rzeki Russ. — Dlaczego nie studiowała pani dalej?
— Wyszłam za mąż — odparł uzurpator. — Gdy małżeństwo się rozpadło, zostałam ze zbyt wielkimi długami, by móc sobie pozwolić na studiowanie. — Tej części autobiografii nie obaliłyby wyszukiwania internetowe, ale na wiele więcej nie mógł liczyć. Postać „męża” wygodnie zniknęła z mapy, a stanowe i federalne formularze podatkowe zostały precyzyjnie spreparowane, podobnie jak dane dotyczące pracy na stanowisku technika laboratoryjnego w dwóch firmach.
Zadał sobie trochę trudu, by odnaleźć firmy z Los Angeles, które były dość duże i mobilne, by fakt, iż nikt nie pamięta osobiście Rae Acher, za bardzo nie dziwił.
— Trochę posprawdzałam — przyznała Naomi. — Profesorowie z Berkeley mają o pani dobre zdanie.
Uzurpator odwzajemnił jej spojrzenie.
— I dziwili się, dlaczego nie kontynuowałam studiów.
— I dlaczego została pani technikiem laboratoryjnym.
— Miałam doświadczenie z wakacyjnych prac. Astronomów nikt nie potrzebuje.
— To fakt — przytaknęła Jan. — Ponad połowa doktorów astronomii pracuje w innych branżach.
— Wiedziałam o tym, gdy wybierałam kierunek studiów — rzekł uzurpator. — Moja doradczyni proponowała mi, żebym się nauczyła obracać hamburgery.
Jan zaśmiała się.
— Mój doradca powiedział to samo, jeszcze w latach 80. Najwyraźniej zawsze jest nadzieja.
— Planuje pani powrót? — zapytał Russ. Biorąc pod uwagę okoliczności, raczej nie należało odpowiadać pytaniem na pytanie.
— Staram się być na bieżąco. Czytam w bibliotece „A.J.” i „Aph.J”[5] — rzekł ostrożnie uzurpator. — Nadal żywo interesuję się astronomią, a szczególnie gromadami kulistymi i powstawaniem gwiazd. — Wiedział, że brzmi za bardzo jak wykładowca z uczelni, ale tę funkcję pełnił znacznie dłużej niż funkcję technika. Albo na przykład karła czy prostytutki. — Trudno byłoby mi jednak powrócić do życia studenckiego. Zbyt długo byłam kobietą pracującą. — Trzydzieści jeden z ostatnich dziewięćdziesięciu czterech lat, wliczając w to życie rekina-samicy.
— Fascynują mnie kwestie związane z SETI — kontynuował. — Nigdy nie miałam ich na studiach, z wyjątkiem tego, co przerabialiśmy na radioastronomii. Byłoby to więc ciekawe doświadczenie, nawet gdyby nic więcej z tego nie wynikło.
Russ pokiwał głową i wymienił kolejne spojrzenie z Jan.
— Zatem wie pani, co tu robimy od kilku miesięcy.
— Eksperymentujecie ze środowiskami planet. Widziałam w Nova materiał o Wenus; był niesamowity.
— Hm… — Russ złączył koniuszki palców i stuknął dwukrotnie. — To tajemnica. Wkrótce dowie się cały świat, ale na razie zastanawiamy się, jak i kiedy to ujawnić. Pani potrafi dochować tajemnicy.
— Oczywiście.
— Artefakt zareagował.
Uzurpator wywołał w sobie całą gamę reakcji fizjologicznych, które z kolei wywołały widoczne zmiany: rozszerzenie źrenic, plamki potu, gwałtowny wdech.
— Podczas symulacji Jowisza?
Jan skinęła głową.
— Tak. Początkowo sądziliśmy, że to jakaś awaria. Wie pani, że używamy pi kwadrat jako współczynnika przeskoku z jednej częstotliwości do drugiej?
— Tak. To mnie zaciekawiło.
— Artefakt powtórzył pierwszą połowę wiadomości, ale dziesięciokrotnie szybciej.
Uzurpator skinął głową.
— A zatem zna cyfry.
— Może po prostu wie, ilu cyfr używamy my — zauważył Russ.
— Najpierw sądziliśmy, że to błąd transmisji — rzekła Jan. — Było to w fazie akustycznej. Wystukiwaliśmy wiadomość. Robi się to automatycznie, małym, solenoidowym młotkiem. Dziesięciokrotnie szybsza odpowiedź przyszła w połowie naszego standardowego nadawania.
— Została rozpoznana, ale początkowo zignorowana — kontynuował Russ. — Jeden z techników, Muese, analizował ją jako jakiś szum zwrotny — takie rzeczy zdarzały się już wcześniej — i nagle uświadomił sobie, że ten dźwięk pochodzi od artefaktu.
— Do tamtego czasu zdążyliśmy już przejść do podczerwieni — rzekła Jan, ilustrując odległość umieszczeniem jednej dłoni ponad drugą — ale wróciliśmy do fazy akustycznej, wystukując szybki sygnał wysłany przez artefakt. Odpowiedział długą, dwunastominutową wiadomością.
— Która mówiła…?
Russ pokręcił głową.
— Nie mamy pojęcia. Ale to nie były przypadkowe stuknięcia.
Wydawali się spokojni, ale uzurpator słyszał ich pulsy.
— Można by sądzić — odezwała się Jan, starannie ważąc słowa — że inteligentne stworzenie, jakiegoś rodzaju inteligencja, odpowie takim samym szyfrem. — Popatrzyła na dziewczynę z wystudiowaną swobodą, która mówiła: „To jest test”. — Jak pani myśli, dlaczego on tego nie zrobił?
Uzurpator milczał dłużej, niż musiał.
— Część pierwsza: brzytwa Ockhama. Nie zrozumiał, że pierwsza seria jest szyfrem. Zachował się jak majna, która wszystko imituje. Ale druga część… ten współczynnik dziesięciu jest ciekawy, ale może mieszkaniec obiektu albo coś, co go stworzyło, miał dziesięć kończyn.
— Zapytam o rzecz oczywistą: czy przeprowadzaliście analizę Zipfa? Badaliście entropię informacyjną?
Jan i Russ popatrzeli na siebie. Naomi zachichotała.
— Krzywa Zipfa wynosi minus jeden — rzekł cicho Russ — więc wiadomość nie jest zwykłym szumem. — Taka krzywa charakteryzuje śpiew delfinów i ludzkie języki; nie mogła wystąpić przypadkiem.
— Entropia informacyjna jest niepokojąca — rzekła Jan. — Dwudziesty szósty rząd.
— Kurczę! — rzucił uzurpator, coraz bardziej podekscytowany. Ludzkie języki posiadały złożoność zaledwie dziewiątego rzędu. Język delfinów czwartego. — Więc nie stworzył własnej wersji wiadomości Drake’a?
5
Najprawdopodobniej chodzi o magazyny „The Astronomical Journal” i „The Astrophysical Journal”