Выбрать главу

– To ogranicza poemat Dantego do tematyki włoskiej – zaprotestował Lowell. – Typowe podejście naszego drogiego Greene'a. Jestem przekonany, że to Piłat. Niemalże widzę go, jak marszczy gniewnie brwi. Tak właśnie musiał go widzieć Dante.

Fields i Holmes milczeli podczas tej wymiany zdań.

– Nasza praca nie może się stać kolejną sesją Klubu – stwierdził wreszcie wydawca uprzejmym, lecz pełnym wyrzutu tonem. – Trzeba znaleźć lepszy sposób zrozumienia tych morderstw i dlatego musimy nie tylko czytać pieśni związane z zabójstwami, ale także wkroczyć w nie.

W tym momencie Lowell po raz pierwszy przestraszył się tego, co mogło nastąpić.

– Co zatem sugerujesz? – zapytał.

– Musimy sami – odparł Fields – zobaczyć te miejsca, w których wizje Dantego zostały wcielone w życie.

Teraz, przemierzając posiadłość Healeya, Lowell chwycił swojego wydawcę za ramię.

– „Come la rena quando turbo spira" – wyszeptał.

Fields nie zrozumiał.

– Czy mógłbyś to powtórzyć, Lowell?

Lowell popędził naprzód i zatrzymał się w miejscu, gdzie pośród ciemnej błotnistej wyściółki lśniło koło z gładkiego, jasnego piasku. Pochylił się.

– To tutaj! – zawołał z triumfem.

Richard Healey, który pozostał nieco z tyłu, potwierdził, a kiedy dotarło do niego, że Lowell nie miał prawa tego wiedzieć, na jego twarzy odmalował się wyraz zdumienia.

– Skąd to wiedziałeś, kuzynie? Skąd wiedziałeś, że tutaj znaleziono zwłoki mojego ojca?

– Och – powiedział Lowell nieszczerze. – Przecież to było pytanie, a nie stwierdzenie. Wydawało mi się, że zwolniłeś, więc zapytałem: „To tutaj?" Prawda, że zwolnił? – Lowell wzrokiem szukał pomocy u Fieldsa.

– Tak sądzę, panie Healey. – Fields skwapliwie skinął głową, robiąc głęboki wdech.

Richard Healey skłonny był sądzić inaczej.

– Cóż, odpowiedź brzmi: t a k… – odparł, starając się nie ukrywać tego, że intuicja Lowella nie tylko zrobiła na nim wrażenie, lecz również wzbudziła jego podejrzliwość. – Właśnie tutaj to się stało, kuzynie. Najbardziej zaniedbana część naszych włości – dodał z goryczą. – Był to jedyny skrawek łąki, na którym nic nie chciało wyrosnąć.

Lowell wodził palcem po piasku.

– To tutaj – powtórzył jak w transie.

Po raz pierwszy poczuł prawdziwe, narastające współczucie dla Healeya. To w tym miejscu nagi sędzia został wydany na żer robactwu. A najgorsze w tym wszystkim było to, że spotkał go koniec, którego nigdy by nie zrozumiał, podobnie jak jego żona i synowie.

Richard Healey sądził, że Lowell jest bliski łez.

– Ojciec zawsze darzył cię wielką sympatią, kuzynie – powiedział, klękając obok poety.

– Co takiego? – rzucił Lowell, który szybko otrząsnął się ze współczucia.

Healey wzdrygnął się, słysząc tę szorstką odpowiedź.

– Ojciec. Sędzia. Byłeś jednym z jego ulubionych krewnych. Czytywał twoją poezję z wielki podziwem i dumą. I zawsze gdy przychodził nowy numer „The North American Review", nabijał fajkę i czytał go od deski do deski. Mawiał, że posiadasz wyższe wyczucie prawdy.

– Tak twierdził? – spytał nieco oszołomiony Lowell. Unikając rozbawionego wzroku Fieldsa, poeta wymamrotał wymuszony komplement o wyrafinowanym guście sędziego.

Kiedy wrócili do domu, zjawił się posłaniec z przesyłką pocztową. Richard Healey przeprosił na chwilę gości. Fields szybko odciągnął Lowella na stronę.

– Skąd, u diabła, wiedziałeś, gdzie zabito Healeya? Nie dyskutowaliśmy o tym na naszych spotkaniach.

– U każdego szczerego dantejczyka bliskość rzeki Charles musi budzić jednoznaczne skojarzenia. Przypomnij sobie, że Dante spotyka Ignavi nieopodal Acheronu, pierwszej rzeki Piekła.

– Zgoda, ale gazety nie wspominały o tym, w której części posiadłości znaleziono Healeya!

– Gazety, mój drogi, nie nadają się nawet do tego, żeby zapalać od nich cygara – wykręcił się Lowell, umyślnie opóźniając swoją odpowiedź, by nacieszyć się zniecierpliwieniem Fieldsa. – To piasek mnie naprowadził.

– Piasek?

– Tak, tak. „Come la rena quando turbo spira". Zważ, co mówi Dante – napomniał Fieldsa. – Wyobraź sobie wejście w krąg obojętnych. Co widzimy, kiedy spoglądamy na masę grzeszników?

Fields był czytelnikiem materialistą i przypominał sobie zwykle cytaty poprzez numery stron, gramaturę papieru, układ czcionki, zapach cielęcej skóry. Czuł niemal, jak złocone rogi jego egzemplarza Dantego muskają mu palce.

– „Okropne gwary, przeliczne języki – recytował powoli Fields, przekładając w myślach odpowiedni fragment. – Jęk bólu, wycia, to ostre, to bledsze" [35]

Dalej nie pamiętał. Dałby wiele, aby przypomnieć sobie, co było dalej, aby zrozumieć to, co Lowell już wiedział i co czyniło sytuację odrobinę jaśniejszą. Wyjął kieszonkowe włoskie wydanie Dantego i zaczął je kartkować.

Lowell odebrał mu książkę.

– No, dalej, Fields! „Facevano un tumulto ii qual s'aggira sempre in quell' aura sanza tempo tinta, come la rena quando turbo spira… Czyniły wrzawę, na czarne powietrze / Lecącą wiru wieczystymi skręty, /Jak piasek, gdy się z huraganem zetrze" [36].

– A zatem… – przerwał mu Fields.

– Łąki za domem to głównie połacie trawy, błoto i kamienie – rzucił Lowell niecierpliwie. – Ale w pewnej chwili wiatr cisnął nam w twarze drobne ziarenka luźnego piasku i dlatego poszedłem w tamtą stronę. Kaźni Ignavi towarzyszy wrzawa, co jest „jak piasek, gdy się z huraganem zetrze". Ta metafora luźnego piasku nie jest pustą gadaniną, Fields! To alegoria pokrętnych i niestałych umysłów tych grzeszników, którzy wybierają bierność, kiedy mają moc działania, i którzy tracą tę moc w piekle!

– Daj spokój, Jamey! – powiedział Fields odrobinę za głośno.

Wzdłuż pobliskiej ściany przemykała pokojówka z miotełką do kurzu. Ale Fields tego nie zauważył.

– Daj spokój! Piasek? Huragan? Trzy rodzaje owadów, proporczyk, pobliska rzeka… I tego aż nadto. Ale piasek? Jeśli nasz przyjaciel potrafi wykorzystać nawet tak drobną aluzję do Dantego, to…

Lowell przytaknął ponuro.

– To znaczy, że jest naprawdę wielkim znawcą Dantego – stwierdził z nutką podziwu w głosie.

– Proszę panów… – Obok poetów jak spod ziemi wyrosła Neli Ranney. Obaj odskoczyli do tyłu.

– Podsłuchiwałaś?! – ryknął na nią Lowell.

Służąca pokręciła głową.

– Nie, wielmożny panie. Przysięgam. Ale zastanawiam się, czy… – Neli nerwowo spojrzała przez jedno, a potem przez drugie ramię. – Wy, szanowni panowie, jesteście inni niż ci, co przychodzą złożyć kondolencje. To, jak oglądaliście dom… i podwórko, gdzie… Czy przyjdziecie jeszcze kiedy? Bo ja muszę…

Lecz w tym właśnie momencie powrócił Richard Healey i pokojówka, która najwyraźniej po mistrzowsku opanowała właściwą służbie sztukę znikania, w środku zdania przeniosła się na drugą stronę ogromnego korytarza.

– Od kiedy ogłosiliśmy nagrodę, każdego ranka daję się nabrać na niemądre nawroty nadziei, rzucam się na listy, szczerze ufając, że gdzieś pośród nich czeka prawda, którą ktoś pragnie się z nami podzielić. – Healey westchnął tak, że jego beczułkowata pierś straciła niemal połowę swojej objętości. Podszedł do kominka i wrzucił do niego najświeższy plik listów. – Nie mam pojęcia, czy ci ludzie są okrutni, czy też po prostu obłąkani…

вернуться

[35] Piekło, Pieśń trzecia, w. 25-26.

вернуться

[36] Piekło, Pieśń trzecia, w. 28-30.