W każdym razie następujące po tym zabójstwie wypadki potwierdzają nasze przypuszczenie. Wielki, choć indywidualny plan Wilhelma Zdobywcy załamał się mimo wszystko w chaosie przejścia do rządów Stefana — podobnie jak wielki, choć indywidualny, plan pierwszego z Plantagenetów załamał się w chaosie wojen baronów. Jeśli nawet uwzględnimy konstytucyjne fikcje i spóźnione zastrzeżenia, wydaje się, że tu, po raz pierwszy, pewne siły moralne opuściły monarchię. Charakter Jana, młodszego syna Henryka (bo Ryszard należy raczej do naszego ostatniego rozdziału), wycisnął na niej jakieś przypadkowe, a jednak symboliczne piętno. Nie znaczy to, by Jan był zwykłą czarną plamą na czystym złocie Plantagenetów, gdyż charakter tej dynastii był znacznie bardziej skomplikowany i ciągły. W rzeczywistości był on jednak zdyskredytowanym Plantagenetem, czy nawet Plantagenetem ze skazą. Nie znaczy to, by był on człowiekiem gorszym niż wielu z jego przeciwników, należał jednak do tego gatunku złych ludzi, których zwalczają zgodnie i źli, i dobrzy. Niewątpliwie udało mu się wpędzić koronę w konflikt ze słusznością, choć doszedł do tego sposobami subtelniejszymi niż metoda prawniczego i parlamentarnego naciągania logiki, wynaleziona znacznie później. Nikt nie twierdził wówczas, że baronowie z czasów Stefana zamykali ludzi w wieżach w celu wzmożenia swobód politycznych, ani że wieszali ich za pięty dla symbolicznego zaznaczenia, że żądają wolnego parlamentu. W czasie panowania Jana i jego syna znowu baronowie, bynajmniej nie lud, uchwycili władzę. Zaczęło się jednak rysować wówczas pewne uzasadnienie tego uchwycenia władzy przez baronów. Tak sądzili ludzie ówcześni, tak sądzili późniejsi dziejopisowie konstytucji. Jan, w jednym ze swych dyplomatycznych manewrów, oddał Anglię pod opiekę papieża, tak jak majątek nieletniego oddaje się pod opiekę sądu. Nieszczęście jednak chciało, że papież, którego rady bywały na ogół łagodne i liberalne, walczył wówczas na śmierć i życie z cesarzem niemieckim i do zwycięstwa potrzebował każdego grosza, jaki tylko mógł uzyskać. Jego zwycięstwo było błogosławieństwem dla Europy, ale dopustem dla Anglii, użył bowiem wyspy jako skarbca dla tej zagranicznej wojny. W tej sprawie, jak również w innych sprawach, w partii baronów zaczęły rodzić się pewnego rodzaju zasady, które stanowią kościec wszelkiej polityki. Dużo konwencjonalnych rozpraw historycznych, przyrównujących radę baronów do naszej Izby Gmin, jest podobnie naciągniętych, jak byłoby to z powiedzeniem, że speaker17 Izby Gmin używa maczugi, podobnej do tych, jakimi baronowie wywijali na polu bitwy. Szymon de Montfort nie był wprawdzie entuzjastą wigowskiej teorii konstytucji brytyjskiej, był jednak entuzjastą czegoś innego. Założył on parlament w przystępie znacznego zamroczenia umysłu; z prawdziwą natomiast przytomnością umysłu, w odpowiedzialnym, a nawet religijnym stanie ducha — tym samym, który z jego ojca uczynił tak srogiego krzyżowca przeciw heretykom — rozdzielał ciosy swym wielkim mieczem, póki nie poległ pod Evesham18.
Magna Carta nie była krokiem ku demokracji, lecz krokiem od despotyzmu. Jeśli zapamiętamy sobie dobrze tę podwójną prawdę, będziemy mieli coś w rodzaju klucza do reszty dziejów Anglii. Rozlazłe rządy arystokracji nie tylko zyskały sobie miano wolności, ale nawet często na nie zasługiwały. Dzieje Anglików można najzwięźlej streścić stosując do nich francuskie motto: „Wolność, Równość, Braterstwo” i stwierdzając, że Anglicy kochali szczerze pierwszą, a stracili oba następne.
W ówczesnym zawiłym położeniu wiele przemawiało zarówno za koroną, jak i za nowym i szerszym związkiem szlachty. Były to jednak rzeczy zawiłe, cud natomiast jest sprawą prostą, którą może pojąć każdy człowiek. Możliwości czy niemożliwości św. Tomasza Becketa pozostaną dla historii zagadką. Biały płomień jego śmiałej teokracji został stłumiony, a praca jego ucięta tak nagle, jak bajka niedopowiedziana do końca. Pamięć o nim przeszła jednak pod opiekę prostego ludu, wśród niego zaś był on bardziej aktywny po śmierci niż za życia — tak jest, dużo bardziej aktywny. W następnym rozdziale rozważymy, co miano na myśli w wiekach średnich mówiąc o prostym ludzie i jak niezwykłym wydałby on nam się dzisiaj. W poprzednim rozdziale widzieliśmy, jak to w epoce wypraw krzyżowych najdziwniejsze rzeczy nabierały cech swojskich, a ludzie karmili się opowieściami podróżników w czasach, kiedy nie było gazet. Różnokolorowy pokaz martyrologii na niezliczonych murach i oknach oswoił najmniej oświecone jednostki z zagranicznymi okrucieństwami w różnych stronach świata, z biskupem obdartym ze skóry przez Duńczyków czy z dziewicą spaloną przez Saracenów, z jednym świętym ukamienowanym przez żydów a innym pociętym na kawałki przez Mu szyn ów. Nie mogę uznać za rzecz małej wagi, że wśród tych obrazów jeden z najwspanialszych zginął dopiero niedawno z rąk jednego z monarchów angielskich. W opowieści o tych dwu potężnych przyjaciołach, z których jeden uderzył zbyt mocno i zabił drugiego, było coś z prymitywnych i epicznych romansów tego okresu. Może już wtedy osądzono milcząco pewną sprawę, w oczach zaś tłumu na koronie pozostało tajemnicze piętno niepewności, podobne do piętna Kaina, na królach zaś Anglii pozostało piętno wygnania.
VIII. „Radosna Anglia"19
Chwyt intelektualny, przy pomocy którego pierwszą połowę dziejów Anglii sprowadzono do zupełnie karlich wymiarów i odebrano jej cechy ludzkie, jest bardzo prosty. Polega on na tym, że opowiada się tylko o zawodowych burzycielach, a następnie uskarża się, że cała opowieść jest opowieścią o burzeniu. Król owych czasów jest w najlepszym razie koronowanym katem. Wszelkie rządy są brzydką koniecznością. Jeśli zaś były wówczas jeszcze brzydsze, to po prostu dlatego, że były trudniejsze. To, co zwiemy dziś sądową sesją wyjazdową, było początkowo raczej królewskim zajazdem. Przez pewien czas warstwa przestępców była tak silna, że codzienne rządy sprawowano przy pomocy pewnego rodzaju wojny domowej. Jeśli udało się schwytać wroga ładu społecznego, zabijano go lub kaleczono dziko. Król nie mógł wozić więzienia Pentonville ze sobą na kółkach. Daleki jestem od zaprzeczenia faktu, że w wiekach średnich istniał czynnik prawdziwego okrucieństwa. Istota sprawy polega jednak na tym, że chodziło tu o jedną tylko stronę życia i że więcej okrucieństw wymagało więcej odwagi. Myśląc o naszych przodkach jako o ludziach zadających tortury, powinniśmy czasem pomyśleć o nich również jako o ludziach nieuginających się przed nimi. Nowoczesny krytyk średniowiecza widzi zazwyczaj tylko te ponure cienie, a nie widzi zwykłego światła dziennego średnich wieków. Skoro się raz upora ze swym oburzonym zdumieniem, że wojownicy wojowali, a kaci wieszali, zakłada, że wszystkie inne idee, jakiekolwiek by one były, były nieskuteczne i bezowocne. Pogardza zakonnikiem za unikanie tych właśnie czynności, za których uprawianie pogardza wojownikami. Kładzie nacisk na to, że sztuka wojenna była bezpłodna, nie dopuszczając nawet myśli, by sztuki pokoju były twórcze. Prawda średniowiecza polega natomiast na tym, że właśnie w kwestii sztuk pokoju i typu wytwórczości wieki średnie były czymś wyjątkowym i jedynym w swym rodzaju. Nie piszemy tu eulogii, lecz historię. Człowiek obznajomiony z przedmiotem musi uznać istnienie tych zdolności wytwórczych, choćby ich nawet z pewnych względów nienawidził. Melodramatyczne sprawy, zwane potocznie średniowiecznymi, jak np. sport turniejów, czy też użycie tortur, są znacznie starsze i bardziej uniwersalne. Turniej był doprawdy chrześciańskim i liberalnym ulepszeniem pokazów gladiatorskich, skoro w turnieju panowie narażali się sami, a nie tylko swych niewolników. Tortury nie tylko nie stanowiły wynalazku średniowiecza, ale wywodziły się z pogańskiego Rzymu i jego jak najbardziej racjonalistycznej sztuki politycznej, ich stosowanie do innych ludzi, a nie tylko do niewolników, było zaś ważkim objawem powolnego wygasania niewolnictwa. Tortury są rzeczą logiczną, zwykłą w państwach nieskalanych fanatyzmem, jak np. w wielkim agnostycznym imperium chińskim. Co było jednak rzeczywiście zastanawiające i godne uwagi w średniowieczu — podobnie jak spartańska dyscyplina była szczególną cechą Sparty, czy też rosyjskie komuny są typowe dla Rosji — to właśnie społeczny charakter średniowiecznej wytwórczości, społeczne metody fabrykacji, budowy i hodowli wszystkich dobrych rzeczy życia.
17
Przewodniczący Izby Gmin to Speaker. W czasie obrad leży przed nim na stole tradycyjne berło — maczuga, zwane Mace (przyp. tlum.).
18
W 1265 r. Szymon de Montfort zginął w bitwie pod Evesham, pobity przez księcia Edwarda, późniejszego króla Edwarda I (przyp. tłum.).
19
W oryginale „The Meaning of Merry England”. Merry England jest pojęciem zakorzenionym mocno w kulturze angielskiej i oznaczającym starą, wesołą Anglię, pod czym na ogół rozumie się Anglię średniowieczną. „Radosna Anglia” to niedokładnie to samo.