Wypadki dziejowe, opowiedziane w książce takiej jak nasza, nie mogą dać nawet przedsmaku średniowiecznej Anglii. Dynastie i parlamenty przechodziły jak chmury po niebie, na tle niezmiennego, rodzimego krajobrazu. Instytucje wpływające wówczas na los mas można porównać do zboża czy drzew owocowych, w tym przynajmniej znaczeniu, że wyrastały one od dołu. Istniały może społeczeństwa lepsze, a na pewno nie trzeba rozglądać się daleko, by znaleźć gorsze. Wątpię jednak, czy istniało kiedy społeczeństwo równie samorzutne. Nie potrafimy np. ocenić sprawiedliwie samorządów terytorialnych owej epoki, jeśli będziemy przyrównywać je do dzisiejszych form samorządu terytorialnego. Nowoczesny samorząd przychodzi zawsze od góry, w najlepszym razie jest nadany, częściej natomiast jest po prostu narzucony. Nowoczesna oligarchia angielska, czy też nowoczesne państwo niemieckie, z natury rzeczy są sprawniejsze niż średniowiecze, tworząc gminy według pewnego planu czy raczej szablonu. Jednakże ludzie średniowiecza nie tylko mieli samorząd, ale ten samorząd był ich własnym wytworem. Oczywiście szukali oni i uzyskiwali zatwierdzającą pieczęć państwa, w miarę jak centralne władze monarchii narodowych rosły w siłę. Ta pieczęć była zatwierdzeniem faktu już istniejącego. Ludzie związali się w cechy i parafie na długo, zanim przyśniły się komukolwiek akty o samorządach. Podobnie jak miłosierdzie, które uprawiano na tę samą modłę, samorząd stworzyli sobie ci ludzie sami. Wpływy ostatnich wieków pozbawiły większość wykształconych ludzi korporacyjnej wyobraźni, potrzebnej do wyobrażenia sobie ludowego samorządu. Dzisiejszy intelektualista myśli o tłumie tylko jako o czymś, co tłucze pewne rzeczy — nawet jeśli przyznaje mu słuszność w tłuczeniu tych rzeczy. Tłum jednak był twórcą tych rzeczy. Artysta wyśmiewany jako wielogłowy, artysta o wielu oczach i dłoniach stworzył te majstersztyki. Jeśli zaś nowoczesny sceptyk, obrzydzony ideałem demokratycznym, ma pretensję, że nazywam te rzeczy majstersztykami, niech mu wystarczy na razie prosta odpowiedź, że samo słowo „majstersztyk” zaczerpnięte zostało ze słownictwa średniowiecznego rzemiosła. Te szczegóły ustroju cechowego rozpatrzymy jednak trochę później. W tym miejscu chodzi nam tylko o zupełnie samorzutne pojawienie się wszystkich tych instytucji społecznych, jakie wówczas widzimy. Wyrastały one wszędzie, jak milczący bunt, jak nieruchome rozruchy. W nowoczesnych państwach konstytucyjnych nie spotyka się w praktyce instytucji politycznych nadanych sobie w ten sposób przez sam lud. Wszystkie takie instytucje otrzymuje lud w darze od kogoś innego. Jedna tylko rzecz ostała się dziś jeszcze wśród nas, osłabiona wprawdzie i zagrożona, ale dzierżąca nadal pewną władzę, jakby jakaś zjawa średniowiecza: związki zawodowe.
W rolnictwie przydarzyło się ziemi coś w rodzaju ogólnego jej obsunięcia. Cudownym jednak zdarzeniem, inaczej niż w przypadku katastrof geologicznych, ziemia obsunęła się pod górę. Cywilizacja wiejska znalazła się na zupełnie nowym i znacznie wyższym poziomie, mimo że nie tłumaczyło się to ani wielkimi społecznymi zaburzeniami, ani nawet, jak się zdaje, wielkimi społecznymi zmaganiami. Wygląda na to, że jest to odosobniony w dziejach przykład ludzi upadających pod górę, lub też — w najgorszym razie — przykład wyrzutków padających na równe nogi czy też włóczęgów trafiających przypadkiem do ziemi obiecanej. Rzecz taka nie mogła być i nie była prostym zbiegiem okoliczności. Jeśli jednak założymy, że ludzie zazwyczaj kierują się świadomymi planami politycznymi, to było to rzeczywiście czymś w rodzaju cudu. Pojawiła się bowiem wówczas jakby jakaś rasa podziemna, wydobyta na światło dzienne, coś nieznanego dostojnej cywilizacji cesarstwa rzymskiego, a mianowicie — chłopstwo.
Na początku ciemnych wieków wielkie pogańskie kosmopolityczne społeczeństwo, które przeszło na chrześcijaństwo, było oparte na niewolnictwie w tym samym sensie jak dawna Południowa Karolina20. Tymczasem w czternastym wieku społeczeństwo to składało się z uwłaszczonych chłopów w tym samym prawie stopniu, co nowożytna Francja. Nie wydano żadnych ustaw przeciw niewolnictwu. Żadne dogmaty nie potępiały go w zasadzie, nie stoczono przeciw niemu żadnej wojny, żadna nowa rasa czy kasta rządząca nie odrzuciła go. A jednak znikło. Ta groźna i milcząca, cicha przemiana daje najlepszą może miarę nacisku ludowych sił w wiekach średnich, szybkości, z jaką w swej duchowej fabryce wytwarzały one rzeczy nowe. Podobnie jak wszystko inne w rewolucji średniowiecznej, od jej katedr po jej ballady, przemiana ta była równie bezimienna jak ogromna. Jest rzeczą bezsporną, że świadomymi i czynnymi tępicielami niewolnictwa byli wszędzie księża parafialni oraz bractwa religijne. Niczyje jednak imię nie przetrwało i żaden z tych ludzi nie uzyskał nagrody na tym świecie. Niezliczeni Clarksonowie i Wilberforceowie21, niedysponujący ani aparatem politycznym, ani rozgłosem publicznym, pracowali przy łożach śmierci, w konfesjonałach we wszystkich wsiach Europy, aż wielka instytucja niewolnictwa zanikła. Największe to chyba z dzieł dokonanych kiedykolwiek dobrowolnie przez obie strony, średniowiecze było bowiem, i w tej sprawie, i w innych, epoką ochotników. Wystarczyłoby może wyliczyć z grubsza stadia, przez które sprawa ta przeszła; takie wyliczenie nie wyjaśniłoby jednak, dlaczego wielcy posiadacze niewolników wypuścili ich z ręki. Nie da się tego wyjaśnić inaczej niż psychologicznie. Chrześcijaństwo typu katolickiego było nie tylko żywiołem, było również klimatem. A w tym klimacie niewolnik nie chciał rosnąć. Mówiąc o stopniowym przekształcaniu się cesarstwa rzymskiego, stanowiącym tło wszystkich tych wieków, wspomniałem już, że mistyczny pogląd na godność człowieka musiał wywołać taki właśnie skutek. Stół, który chodzi i mówi, czy też krzesło wylatuj ące przez okno na skrzydłach, byłoby równie nieprzydatne, jak nieśmiertelne bydło. O ile jednak tu, podobnie jak wszędzie indziej, duch tłumaczy zdarzenia, a zdarzenia nie mogą w żaden sposób wytłumaczyć ducha, to przecież te zdarzenia wiążą się z dwoma bardzo istotnymi momentami, bez których rozpatrzenia nie uda nam się zrozumieć, jak tę wielką ludową cywilizację stworzono — ani też jak ją zniszczono.
20
Jeden ze stanów wchodzących w skład USA, znany ze szczególnie okrutnego traktowania niewolników aż do wojny domowej w roku 1863, w wyniku której zniesiono niewolnictwo (przyp. tłum.).
21
Angielscy reformatorzy społeczni z połowy XIX wieku, którzy przeprowadzili zwycięską kampanię o zniesienie niewolnictwa (przyp. tłum.).