Читать онлайн "Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa" автора Конан Дойл Артур - RuLit - Страница 170

 
...
 
     



Выбрать главу
Загрузка...

Gdy dotarłem do tego punktu, moim ostatnim krokiem było oczywiście zbadanie szczegółów przestępstwa i przekonanie się, jak daleko nas to zaprowadzi. Wraz z inspektorem udałem się do ich domu i zobaczyłem wszystko, co można było zobaczyć. Na podstawie rany na zwłokach stwierdziłem z całkowitą pewnością, że stangreta zastrzelono z rewolweru z odległości nieco większej niż cztery jardy. Na jego ubraniu nie było śladów prochu. Tak więc najwyraźniej Alec Cunningham skłamał, mówiąc, że strzał padł wówczas, gdy mężczyźni ze sobą walczyli. Następnie zarówno ojciec, jak i syn zgodnie pokazali miejsce, w którym uciekający przestępca przedostał się na drogę. Jednak, jak to się zdarza, w miejscu tym jest dość głęboki rów. Ponieważ na wilgotnym dnie rowu nie było żadnych śladów butów, byłem już absolutnie pewien, że Cunninghamowie zgodnie kłamali: nieznany napastnik w ogóle nigdy nie istniał.

Teraz zastanowimy się nad motywem tego przedziwnego przestępstwa. Spróbowałem najpierw znaleźć przyczynę włamania do domu pana Actona. Na podstawie tego, co mówił pułkownik, zrozumiałem, że pan, panie Acton, procesował się z Cunninghamami. Oczywiście natychmiast przyszło mi do głowy, że włamali się oni do pańskiej biblioteki z zamiarem zdobycia jakiegoś dokumentu, który mógłby być ważny w tej sprawie.

- Właśnie tak - rzekł pan Acton. - Nie ma żadnych wątpliwości co do ich zamiarów. Mam uzasadnione roszczenia do połowy ich obecnej posiadłości, i gdyby byli w stanie znaleźć pewien dokument, który na szczęście był w sejfie moich adwokatów, niewątpliwie utrudniliby rozstrzygnięcie procesu.

- No i proszę - powiedział Holmes z uśmiechem. - To była ryzykowna i lekkomyślna próba, w której wyczuwam inspirację młodego Aleca. Kiedy niczego nie znaleźli, spróbowali odwrócić od siebie podejrzenia, sprawiając, by wyglądało to jak zwykłe włamanie. I to właśnie dlatego zabrali przedmioty, które wpadły im w rękę. Wszystko to jest całkowicie jasne, nadal miałem jednak kilka wątpliwości. Zależało mi przede wszystkim na tym, by zdobyć brakujący fragment listu. Byłem pewien, że to Alec wyrwał go z dłoni zmarłego i w pośpiechu musiał wsunąć do kieszeni swojego szlafroka. No bo gdzie indziej mógłby go schować? Pozostawało tylko pytanie, czy ten list wciąż tam jest. Opłacało się zadać sobie trochę wysiłku, żeby się o tym przekonać, i to właśnie w tym celu udaliśmy się wszyscy do ich domu.

Jak pan bez wątpienia pamięta, Cunninghamowie dołączyli do nas przed kuchennymi drzwiami. Oczywiście największe znaczenie miało to, by w żaden sposób nie przypominać im o istnieniu tego listu, bo w przeciwnym razie natychmiast by go zniszczyli. Inspektor miał im właśnie powiedzieć, jak wielką wagę przywiązujemy do jego odnalezienia, lecz w tej chwili, niezwykle szczęśliwym zbiegiem okoliczności, dostałem ataku, padłem na ziemię i dzięki temu zmieniłem przebieg rozmowy.

- Wielkie nieba! - wykrzyknął pułkownik ze śmiechem. - Chce pan przez to powiedzieć, że wówczas gdy wszyscy panu współczuliśmy, udawał pan atak?

- Z punktu widzenia lekarza zrobiłeś to doskonale - zawołałem, patrząc na niego w zdumieniu, bo wciąż zaskakiwał mnie swoim sprytem.

- Cóż, to sztuczka, która się często przydaje - rzekł Holmes. - Gdy doszedłem do siebie, udało mi się podstępem, może nawet odrobinę pomysłowym, skłonić starego Cunninghama, żeby napisał słowo „dwunasta” tak, bym mógł je porównać z tym samym słowem na naszym skrawku papieru.

- Och, ależ ze mnie osioł! - zawołałem.

- Widziałem, że bardzo mi współczujesz z powodu omdlenia - rzekł ze śmiechem Holmes. - Było mi przykro, że martwisz się tak przeze mnie. Później razem poszliśmy po schodach na górę, a gdy weszliśmy do pokoju i zobaczyłem szlafrok wiszący za drzwiami, wymyśliłem sposób, by na chwilę odwrócić ich uwagę. Przewróciłem stolik i wymknąłem się szybko, żeby sprawdzić, co jest w kieszeniach. Ledwie jednak udało mi się odnaleźć list, który tak jak się spodziewałem był w jednej z kieszeni, gdy napadli mnie obaj Cunningham owie, i naprawdę myślę, że by mnie tam zamordowali, gdyby nie wasza szybka przyjacielska pomoc. Do tej pory czuję jeszcze ucisk rąk młodego Cunninghama na gardle; jego ojciec wykręcił mi nadgarstek, próbując wyrwać z mojej dłoni ten papier. Widzicie, panowie, ojciec i syn zrozumieli, że muszę o wszystkim wiedzieć, i ta nagła zmiana z absolutnego poczucia bezpieczeństwa do stanu zagrożenia uczyniła z nich prawdziwych desperatów.

Po tym wszystkim porozmawiałem ze starym Cunninghamem, żeby poznać motyw zbrodni. Stał się dość uległy, jego syn natomiast zmienił się w prawdziwego demona, gotowego przestrzelić mózg sobie samemu lub któremukolwiek z nas, gdyby tylko udało mu się dostać w swe ręce rewolwer. Gdy Cunningham zrozumiał, że dowody świadczące przeciwko niemu są tak mocne, stracił jakąkolwiek nadzieję i do wszystkiego się przyznał. Wygląda na to, że William potajemnie śledził swych panów tej nocy, gdy włamali się do pana Actona, a potem, gdy byli zdani na jego łaskę i niełaskę, zaczął ich szantażować, grożąc zdradzeniem tajemnicy. Pan Alec jednak był zbyt niebezpiecznym człowiekiem, by można było bawić się z nim w takie gierki. Przyszedł mu do głowy genialny pomysł. Gdy wszyscy w okolicy zaczęli obawiać się włamywaczy, dostrzegł w tym świetną okazję, by w sposób nie budzący podejrzeń pozbyć się człowieka, którego miał powody się obawiać. William został zwabiony w pułapkę i zastrzelony, i gdyby tylko Cunninghamowie odebrali mu cały list i zwrócili trochę więcej uwagi na szczegóły, bardzo możliwe, że nigdy nie padłby na nich nawet cień podejrzenia.

- A co z listem? - spytałem.

Sherlock Holmes położył przed nami obie części.

Zjaw się koniecznie za piętnaście dwunasta przy wschodniej bramie a dowiesz się wtedy wszystkiego. Przyjdź, może bardzo się to przysłużyć tobie

i Annie Morrison, ale nic nie mów nikomu o tej sprawie

- Właśnie czegoś takiego się spodziewałem - rzekł. - Oczywiście, jeszcze nie wiemy, jakie mogły być relacje pomiędzy Alekiem Cunninghamem, Williamem Kirwanem i tą Annie Morrison. Rezultaty świadczą jednak o tym, że pułapka została umiejętnie zastawiona. I jestem pewien, że zachwycą was te dziedziczne podobieństwa, jakie wykazują litery „e” oraz „n”. Kreska zamiast kropki nad „i” w charakterze pisma młodszego Cunninghama jest również wybitnie charakterystyczną cechą. Wiesz, Watsonie, tak sobie myślę, że nasz spokojny wypoczynek na wsi miał niezwykle pomyślny przebieg. Gdy jutro wrócę na Baker Street, z całą pewnością nie będzie mi brakowało energii.

Rozdział siódmy

Garbus

Pewnej letniej nocy kilka miesięcy po ślubie siedziałem u siebie przy kominku, zmęczony po całym dniu pracy, paląc ostatnią tego dnia fajkę i przysypiając nad jakąś powieścią. Moja żona poszła już na górę, a dźwięk zamykanych drzwi do holu, oznaczał, że służący również udali się na spoczynek. Wstałem właśnie z fotela i wystukiwałem popiół z fajki, gdy nagle usłyszałem dźwięk dzwonka.

Spojrzałem na zegar. Była za kwadrans dwunasta. O tak późnej godzinie nie mógł to być gość. Najwyraźniej przybył do mnie jakiś pacjent, i zapewne czeka mnie bardzo pracowita noc. Z grymasem niezadowolenia na twarzy ruszyłem do holu i otworzyłem drzwi. Jednak ku mojemu zdumieniu na progu stał Sherlock Holmes.

- Och, Watsonie - powiedział. - Miałem nadzieję, że nie przychodzę za późno, by zastać cię jeszcze na nogach.

- Proszę, przyjacielu, wejdź.

     

 

2011 - 2018