Выбрать главу

- Czemu szpieg miałby zniknąć? - spytał sekretarz. - Z pewnością zaniósłby list do ambasady swego państwa w Londynie.

- Wątpię. Ci agenci pracują samodzielnie, a ich stosunki z ambasadami często bywają napięte.

Premier potaknął, kiwając głową.

- Sądzę, że ma pan rację, panie Holmes. Zapewne własnoręcznie zawiózłby tak cenny łup do centrali. Uważam, że proponowany przez pana plan działania jest znakomity. Tymczasem, Hope, nie możemy zaniedbać innych obowiązków ze względu na to nieszczęście. Powiadomię pana o wszelkich nowych wydarzeniach, proszę także informować nas o wynikach śledztwa.

Mężowie stanu skłonili się z powagą i opuścili pokój.

Po wyjściu naszych znamienitych gości Holmes zapalił fajkę i przez pewien czas siedział w milczeniu, zatopiony w myślach. Ja otworzyłem poranną gazetę i zagłębiłem się w lekturze artykułu o sensacyjnym przestępstwie popełnionym w Londynie poprzedniej nocy, gdy nagle mój przyjaciel krzyknął, zerwał się na równe nogi i odłożył fajkę na kominek.

- Tak - powiedział. - Nie ma lepszego sposobu rozpracowania tej sprawy. Sytuacja jest rozpaczliwa, ale nie beznadziejna, nawet teraz. Jeśli zdołamy się upewnić, który z agentów zabrał list, być może uda nam się zastać przesyłkę wciąż w jego rękach. Chodzi przecież tylko o pieniądze, a ja mam do dyspozycji brytyjski skarbiec. Jeśli list znalazł się na rynku, kupię go, choćby miało to doprowadzić do podwyżki podatku dochodowego w Wielkiej Brytanii. Niewykluczone, że sprawca przetrzymuje list, by sprawdzić, jakie oferty otrzyma od jednej ze stron, nim zacznie się targować z drugą. Jedynie trzech ludzi jest zdolnych do tak śmiałych poczynań: Oberstein, La Rothiere i Eduardo Lucas. Porozmawiam z każdym z nich.

Zerknąłem do porannej gazety.

- Czy ten Eduardo Lucas mieszka przy Godolphin Street?

- Tak.

- Nie porozmawiasz z nim.

- Dlaczego?

- Ostatniej nocy został zamordowany w swoim domu.

Podczas naszych przygód mój przyjaciel zaskakiwał mnie tak często, że kiedy uświadomiłem sobie, iż zupełnie go zadziwiłem, uradowałem się wielce. Holmes wpatrywał się we mnie w osłupieniu, a następnie wyrwał mi z rąk gazetę. Oto artykuł, który czytałem, nim wstał z miejsca:

MORDERSTWO W WESTMINSTER

Wczoraj w nocy popełniono tajemnicze przestępstwo przy Godolphin Street 16 w jednym z odludnych skupisk XVIII-wiecznych staromodnych domów położonych między Tamizą a Opactwem Westminsterskim tuż obok Tower i parlamentu. W tym niewielkim, lecz ekskluzywnym budynku od kilku lat mieszkał pan Eduardo Lucas, znany w kręgach towarzyskich ze swej ujmującej osobowości i cieszący się zasłużoną sławą jednego z najlepszych tenorów amatorów w kraju. Pan Lucas był kawalerem, miał 34 lata; w domu oprócz niego mieszkali gospodyni pani Pringle i lokaj Mitton. Pokój starszej pani znajduje się na najwyższym piętrze domu; kładzie się ona wcześnie. Lokaj miał tego wieczora wychodne; odwiedzał przyjaciela w Hammersmith. Od dziesiątej pan Lucas był w domu sam. Nie ustalono jeszcze, co się w tym czasie wydarzyło, wiadomo jednak, że przechodząc o 11.45 Godolphin Street, posterunkowy Barrett zauważył, że drzwi domu pod numerem 16 stoją otworem. Zapukał, ale nikt mu nie odpowiedział. Zauważywszy światło we frontowym pokoju, wszedł do korytarza i zapukał ponownie, ale również nie uzyskał odpowiedzi. Następnie otworzył drzwi i wszedł do środka. W pokoju panował straszliwy nieład. Wszystkie meble przesunięte były na jedną stronę, a pośrodku znajdowało się jedno przewrócone krzesło. Obok niego, ściskając jedną z nóżek mebla, leżał nieszczęsny pan domu. Został pchnięty ostrym narzędziem w serce, co niewątpliwie spowodowało jego natychmiastową śmierć. Narzędziem zbrodni był zakrzywiony hinduski sztylet z kolekcji broni orientalnej, która ozdabiała jedną ze ścian. Motywem zbrodni nie był chyba rabunek, gdyż nie zginął żaden z cennych przedmiotów znajdujących się w pokoju. Pan Eduardo Lucas był powszechnie znany i lubiany, zatem jego gwałtowna i tajemnicza śmierć z pewnością wywoła żałobę i wielkie współczucie w szerokim kręgu jego przyjaciół.

- I cóż, Watsonie, co o tym myślisz? - zapytał Holmes po długiej przerwie.

- To niezwykły zbieg okoliczności.

- Zbieg okoliczności? Oto jeden z trzech mężczyzn, którzy, jak ustaliliśmy, mogli odgrywać rolę w tym dramacie, ginie nagle w tym samym czasie, kiedy dramat się rozgrywa! Prawdopodobieństwo, że to zbieg okoliczności, jest tak małe, iż nie da się wyrazić go liczbami. Mój drogi Watsonie, te dwa wydarzenia niewątpliwie są powiązane, a do nas należy wykrycie tego związku.

- Ale teraz trzeba będzie powiadomić o wszystkim policję, już nie da się tego uniknąć.

- Bynajmniej. Dowiedzą się tyle, ile wykryją przy Godolphin Street. Nie mają jednak (i nie będą mieli) pojęcia o tym, co zaszło w Whitehall Terrace. Jedynie my wiemy o tych obu wydarzeniach i możemy ustalić związek między nimi. Już przedtem miałem powód, by podejrzewać Lucasa. Godolphin Street leży w dzielnicy Westminster i jest oddalona zaledwie o kilka minut spaceru od Whitehall Terrace. Pozostali tajni agenci, o których mówiłem, mieszkają na samym końcu West Endu, więc Lucasowi byłoby najłatwiej nawiązać kontakty w domu sekretarza do spraw europejskich lub otrzymać stamtąd wiadomość. To drobny fakt, ale może okazać się rozstrzygający, skoro wszystkie wydarzenia rozegrały się w ciągu kilku godzin. No, no, a co my tu mamy?

Do pokoju weszła pani Hudson, niosąc na tacy wizytówkę. Holmes rzucił okiem na karteczkę, uniósł brwi i oddał ją mnie.

- Proszę wprowadzić panią Hildę Trelawney Hope - polecił.

Chwilę później nasze skromne mieszkanko, które już wcześniej tego ranka dostąpiło wielkiego zaszczytu, zostało wyróżnione ponownie, kiedy weszła do niego najpiękniejsza z kobiet mieszkających w Londynie. Często słyszałem opowieści o urodzie najmłodszej córki księcia Belminster, ale ani jej opisy, ani czarno-białe zdjęcia, które widziałem, nie oddawały sprawiedliwości subtelnemu, delikatnemu urokowi tej damy oraz pięknej karnacji jej urodziwej twarzy. A jednak, kiedy ujrzeliśmy ją tego jesiennego poranka, to nie jej piękno najbardziej rzucało się w oczy. Policzki miała śliczne, ale pobladłe od silnych emocji, jej oczy błyszczały gorączkowo, a delikatne usta były ściągnięte w rozpaczliwym wysiłku, z jakim starała się zachować panowanie nad sobą. Kiedy nasz piękny gość na chwilę zatrzymał się w otwartych drzwiach, zauważyliśmy przede wszystkim strach, nie urodę.

- Panie Holmes, czy był tu mój mąż?

- Owszem.

- Błagam pana, niech mu pan nie mówi o mojej wizycie. - Holmes ukłonił się sztywno i gestem zaprosił damę, żeby spoczęła w fotelu.

- Stawia mnie pani w bardzo trudnym położeniu. Proszę usiąść i wyjaśnić, o co pani chodzi, obawiam się jednak, że nie mogę obiecać niczego bezwarunkowo.

Dama przeszła przez pokój i usiadła tyłem do okna. Jej wysoka sylwetka była godna królowej - wdzięczna i bardzo kobieca.

- Panie Holmes - powiedziała, splatając i rozplatając dłonie, ubrane w białe rękawiczki -będę z panem szczera i mam nadzieję, że odwdzięczy mi się pan tym samym. Mój mąż rozmawia ze mną o wszystkim poza polityką. W tych sprawach milczy jak grób. Wiem, że wczoraj wieczorem w naszym domu miało miejsce pożałowania godne wydarzenie, zaginął jakiś dokument. Ponieważ wiąże się to z polityką, mąż nie chce mi zdradzić, o co chodzi. Jest jednak niezwykle istotne, podkreślam, niezwykle istotne, bym się tego dowiedziała. Jest pan jedyną osobą prócz zainteresowanych, która zna prawdę o całej sprawie. Dlatego błagam pana, panie Holmes, proszę mi powiedzieć, co zaszło i jakie pociągnie to za sobą skutki. Proszę niczego nie ukrywać, zasłaniając się interesami klienta, zapewniam bowiem pana, że choć mój mąż sam o tym nie wie, to interesom posłużyłoby najlepiej dopuszczenie mnie do tajemnicy. Jaki dokument został skradziony?