Читать онлайн "Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa" автора Конан Дойл Артур - RuLit - Страница 379

 
...
 
     



Выбрать главу
Загрузка...

Pułkownik Emsworth wskazał ręką na mnie:

- Zmusił mnie ten dżentelmen.

Rozwinął skrawek papieru na którym napisałem słowo „trąd”.

- Wydawało mi się, że skoro wie tak wiele, bezpieczniej będzie, jeśli pozna całą historię.

- Miał pan rację - powiedziałem. - Kto wie, może zaowocuje to czymś pozytywnym? Rozumiem, że pacjenta widział jedynie pan Kent. Proszę powiedzieć, czy jest pan specjalistą od chorób tropikalnych lub subtropikalnych?

- Posiadam na ich temat ogólną wiedzę medyczną - zabrzmiała obojętna odpowiedź.

- Nie wątpię, że jest pan niezwykle kompetentny, ale jestem pewien, że zgodzi się ze mną, iż w takich przypadkach niezbędna jest opinia drugiego lekarza. Rozumiem, unikaliście tego z obawy, że zostaniecie zmuszeni do odizolowania pacjenta.

- Zgadza się - powiedział pułkownik Emsworth.

- Domyśliłem się tego - rzekłem - i przywiozłem ze sobą przyjaciela, który cieszy się moim bezgranicznym zaufaniem. Kiedyś wyświadczyłem mu pewną zawodową przysługę. Jest gotów zająć się tą sprawą bardziej jako przyjaciel niż specjalista. Mówię o sir Jamesie Saundersie, znakomitym dermatologu z Londynu.

Mam wrażenie, ze nawet spotkanie z lordem Robertsem5 nie wywołałoby na twarzy niedoświadczonego medyka, jakim był pan Kent, takiego wyrazu zachwytu i radości.

- Będę zaszczycony - wymamrotał.

- Sir James czeka w powozie przed domem. Poproszę go, by tu przyszedł. Pułkowniku Emsworth, przejdźmy do pańskiego gabinetu, chcę udzielić panu niezbędnych wyjaśnień.

To jest chwila, w której brakuje mi Watsona. Zadając przebiegłe pytania i wyrażając swój podziw okrzykami pełnymi zachwytu, podnosił do rangi niezwykłego talentu moje skromne umiejętności, które są niczym więcej jak tylko rzeczowym usystematyzowaniem faktów. Opisując historię własnoręcznie, nie mogę liczyć na takie wsparcie. Mimo to postanowiłem zaprezentować swój tok myślenia nawet niewielkiej publiczności, zgromadzonej w gabinecie pułkownika Emswortha, do której dołączyła również matka Godfreya.

- Wyszedłem z założenia - rzekłem - że prawdą, jakkolwiek niewiarygodną, jest to, co pozostanie po wyeliminowaniu wszystkich niemożliwych rozwiązań. Zdarza się, że to, co pozostaje, wymaga dodatkowych wyjaśnień, a wtedy należy zbadać je wszystkie, aż któreś z nich stanie się najbardziej przekonujące. Niniejsza sprawa jest świetnym przykładem zastosowania tej zasady. Na początek przedstawiono mi trzy możliwe wyjaśnienia, dotyczące izolacji bądź uwięzienia dżentelmena w domu na terenie posiadłości jego ojca. Istniało prawdopodobieństwo, że ukrywa się przed prawem lub postradał zmysły; chroniono go przed zamknięciem w szpitalu psychiatrycznym lub odseparowano od z powodu choroby. Inne wytłumaczenie nie przychodziło mi do głowy. Kolejnym krokiem było wszystkie je porównać i zweryfikować.

Kryminalny występek nie wchodził w rachubę. W tym okręgu nie zgłoszono żadnej zagadkowej zbrodni. Tego byłem pewien. A jeśli Godfrey Emsworth popełnił przestępstwo, którego jeszcze nie odkryto, to z całą pewnością w interesie rodziny leżałoby wysłanie delikwenta za granicę, a nie ukrywanie go w domu. Nie miałoby to sensu. Utrata zmysłów wydawała się bardziej prawdopodobna. Obecność osoby towarzyszącej sugerowała, że nad młodzieńcem czuwa stróż. Fakt, że stróż ten, wychodząc, zamknął drzwi na klucz, wzmocniło moje podejrzenie, że mamy do czynienia ze zniewoleniem. Z drugiej jednak strony pan Godfrey nie był przetrzymywany siłą, ponieważ chodził swobodnie po ogrodzie i nawet podszedł pod okna swego przyjaciela. Panie Dodd, pamięta pan zapewne, że drążyłem temat, wypytując na przykład o gazetę, którą czytał pan Kent. Utwierdziłbym się w swym przekonaniu, gdyby to było pismo dla lekarzy „Lancet” lub „Brytyjski Dziennik Medyczny”. Przetrzymywanie chorego psychicznie na terenie prywatnej posiadłości nie jest zabronione pod warunkiem, że jest on pod opieką wykwalifikowanego sanitariusza oraz że o tym fakcie zostały powiadomione odpowiednie władze. Skąd zatem desperackie pragnienie zatajenia całej sytuacji? Po raz kolejny nie mogłem znaleźć usprawiedliwienia dla takich działań.

Pozostała trzecia możliwość, do której, choć wydawało się to mało prawdopodobne, pasowały wszystkie elementy. W Afryce trąd spotyka się bardzo często, więc istniało ryzyko, że mógł się nią zarazić. Jego rodzice znaleźli się w trudnej sytuacji, gdyż chcieli uchronić swego syna przez odizolowaniem. Dyskrecja była konieczna, nie wolno było dopuścić do tego, by rozeszły się plotki, które zwróciłyby uwagę władz. Przy odpowiednio wysokim honorarium nietrudno znaleźć zaufanego lekarza, który może opiekować się chorym. Nie było powodów, by ten ostatni nie mógł opuszczać kryjówki po zmroku. Białe plamy na skórze to częsty objaw choroby. Przesłanki były na tyle przekonujące, że postanowiłem działać, nie mając jeszcze dowodów. Gdy po przyjeździe zauważyłem, że Ralph, który wynosił jedzenie, ma na dłoniach rękawiczki nasiąknięte środkiem odkażającym, pozbyłem się wątpliwości. Jedno słowo wystarczyło, by zrozumiał pan, że odkryłem pańską tajemnicę, a fakt, że napisałem je, a nie wypowiedziałem, miał dowieść, że jestem godzien zaufania.

Właśnie kończyłem przemowę, gdy drzwi się otworzyły, i ukazało się w nich surowe oblicze znakomitego dermatologa. Po raz pierwszy zobaczyłem, jak jego kamien na twarz złagodniała, a oczy stały się pogodne. Podszedł do pułkownika Emswortha i uścisnął mu dłoń.

- Zwykle przynoszę złe wieści, rzadko kiedy dobre - powiedział. - Tym razem mam pomyślną wiadomość. To nie jest trąd.

- Jak to?

- Jest to przypadłość podobna do trądu, zwana ichthyosis, „rybia łuska”, odrażająca i trudna do wyleczenia choroba skóry, która z całą pewnością nie jest zakaźna.

Zgadza się, panie Holmes, to niesamowity zbieg okoliczności. Ale czy na pewno? Czyż światem nie rządzą siły, o których wiemy tak niewiele? Czy możemy przypuszczać, że pod wpływem okropnego strachu, który nie opuszczał młodzieńca od chwili zetknięcia się z zakaźną chorobą, wystąpiły fizyczne objawy, które były urzeczywistnieniem jego najgorszych obaw? W każdym razie za tę diagnozę ręczę swoją zawodową reputacją. Ale cóż to? Dama zemdlała! Myślę, że pan Kent powinien zostać przy niej, dopóki pani Emsworth nie dojdzie do siebie po szoku. To z radości.

3 brytyjskie oddziały kawalerii złożone z ochotników (przyp. tłum.)

4 szpital dla pacjentów dotkniętych trądem (przyp. tłum.)

5 Frederick Sleigh Roberts (1832-1914) - jeden z najbardziej zasłużonych brytyjskich dowódców. Oznaczony wieloma orderami, w tym Krzyżem Wiktorii.

Rozdział trzeci

Klejnot z kolekcji kardynała Mazariniego

Doktora Watsona ogarnęła nostalgia, gdy znowu znalazł się w zaniedbanym pokoju na pierwszym piętrze domu przy Baker Street, gdzie miało swój początek wiele wspaniałych przygód. Popatrzył na tablice i schematy wiszące na ścianach, na wypaloną kwasem półkę zastawioną chemikaliami, futerał na skrzypce stojący w kącie i wiaderko na węgiel wypełnione starymi fajkami i tytoniem. W końcu jego spojrzenie zatrzymało się na zdrowej uśmiechniętej twarzy Billy’ego, młodego, ale rozgarniętego i taktownego chłopca na posyłki, dzięki któremu samotność cechująca życie wyobcowanej indywidualności, jaką był wielki detektyw, stawała się mniej dotkliwa.

     

 

2011 - 2018