Читать онлайн "Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa" автора Конан Дойл Артур - RuLit - Страница 388

 
...
 
     



Выбрать главу
Загрузка...

Na kartce wyrwanej z notesu nabazgrał kilka słów, po czym złożył ją i podał lokajowi.

- Co napisałeś, Holmesie? - zapytałem.

- Zadałem jedno pytanie: „W takim razie wybiera pani policję?”. Myślę, że to będzie dla nas przepustka.

Faktycznie, lokaj wrócił zdumiewająco szybko z informacją, że możemy wejść. Po chwili znaleźliśmy się w salonie rodem z baśni tysiąca i jednej nocy, obszernym i zachwycającym, pogrążonym w półmroku, z ustawionymi gdzieniegdzie lampami świecącymi na różowo. Gospodyni była w wieku, kiedy nawet najbardziej zachwycającej urodzie sprzyja półmrok. Gdy weszliśmy, z kanapy podniosła się dostojnie wysoka kobieta o idealnej figurze i twarzy, na której piękno zastygło niczym maska, a niezwykłe oczy, zdradzające hiszpański temperament, patrzyły na nas tak, jakby ich właścicielka chciała nas zabić.

- Co panowie sobie wyobrażają, co to za najście i oburzająca wiadomość? - zapytała, wskazując na kartkę.

- Nie sądzę, by wyjaśnienia były konieczne, madame. Zbyt sobie cenię pani inteligencję, by to tłumaczyć - choć muszę pani wyznać, że ostatnimi czasy nie jest pani w szczytowej formie, jeśli chodzi o inteligencję.

- Co pan ma na myśli, sir?

- Sądziła pani, że przestraszą mnie nasłani przez panią dranie i wycofam się z tej sprawy. Zapewne żaden człowiek w takiej sytuacji nie podjąłby się tego zadania, chyba że tak jak mnie pociągałoby go niebezpieczeństwo. Wychodzi zatem na to, że to dzięki pani zainteresowałem się sprawą młodego Maberleya.

- Nie mam pojęcia, o czym pan mówi. Co ja mam niby wspólnego z wynajętymi łobuzami?

Holmes, zniechęcony jej postawą, odwrócił się na pięcie.

- Najwidoczniej przeceniłem pani inteligencję. Do widzenia!

- Zaraz! Dokąd pan idzie?

- Do Scotland Yardu.

Nie pokonaliśmy nawet połowy drogi do drzwi, gdy pani Klein podbiegła i chwyciła Holmesa za rękę. W jednej chwili stalowe spojrzenie jej oczu złagodniało.

- Proszę, siadajcie, panowie. Porozmawiajmy. Czuję, że mogę być z panem szczera, panie Holmes. Wierzę, że jest pan dżentelmenem. Kobieta instynktownie potrafi to wyczuć. Potraktuję pana jak przyjaciela.

- Nie mogę obiecać, że odwzajemnię się tym samym, madame. Nie jestem przedstawicielem prawa, ale walczę z niesprawiedliwością wszelkimi środkami, na które mogę sobie pozwolić. Jestem gotów pani wysłuchać i wtedy postanowię, co dalej zrobię.

- Faktycznie, nie był to dobry pomysł, by grozić tak odważnemu człowiekowi jak pan.

- Naprawdę złym pomysłem było przyjęcie na siebie roli szefowej gangu łobuzów, którzy nie będą mieli skrupułów, by później panią szantażować lub wydać w ręce policji.

- Nie! To jest bardziej skomplikowane. Skoro już obiecałam, że będę z panami szczera, muszę wyznać, że żaden człowiek poza Barneyem Stockdalem i jego żoną Susan nie wie, kto wydaje rozkazy. A jeśli o nich chodzi, to współpracujemy już nie pierwszy raz. - Uśmiechnęła się, przechylając kokieteryjnie głowę.

- Rozumiem. Już wcześniej pani ich sprawdziła.

- To dobre psy gończe, bo nie szczekają.

- Wcześniej czy później takie zwierzęta kąsają rękę, która je karmi. Za to włamanie pójdą do więzienia. Policja już ich szuka.

- Z pokorą przyjmą każdą karę. Za to im płacę. Moje nazwisko nie będzie łączone z tą

sprawą.

- Pod warunkiem, że ja pani nie wydam.

- Nie zrobi pan tego. Jest pan dżentelmenem. Nie wypada panu zdradzać tajemnic kobiety.

- Przede wszystkim proszę mi oddać ten rękopis.

Gospodyni roześmiała się głośno, podchodząc do kominka. Zamieszała pogrzebaczem w stercie popiołu.

- Na pewno pan tego chce? - zapytała.

Stała przed nami z szelmowskim wyzywającym uśmiechem, który wśród wszystkich kryminalistów, jacy stanęli na drodze Holmesa, był bez wątpienia najbardziej urokliwy. Dla mego przyjaciela sentymenty jednak nie istniały.

- Zatem pani los jest już przesądzony - rzekł ozięble. - Szybko pani działa, jednak tym razem posunęła się za daleko.

Pogrzebacz z hukiem uderzył o podłogę.

- Ale z pana twarda sztuka! - krzyknęła. - W takim razie wszystko panu opowiem, dobrze?

- Myślę, że sam mógłbym pani opowiedzieć tę historię.

- Wydaje mi się, że powinien pan popatrzeć na to moimi oczami, panie Holmes. Proszę ocenić tę sytuacje z punktu widzenia kobiety, której wszelkie życiowe ambicje stanęły pod znakiem zapytania. Czy należy mnie winić za to, że próbowałam bronić swoich interesów?

- To pani zapoczątkowała ten łańcuch zła.

- Zgadza się! Przyznaję! Kochany był chłopak z tego Douglasa, jednak nie wpisywał się zupełnie w moje plany. Chciał się ze mną ożenić, panie Holmes, a przecież był tylko biedakiem pochodzącym z niższych sfer. Nie rozumiał, że małżeństwo nie wchodziło w grę. Z czasem stał się nachalny. Wydawało mu się, że skoro ofiarowałam mu tak wiele, już zawsze będziemy razem, a ja będę należała tylko do niego. Nie mogłam tego tolerować. Musiałam zrobić wszystko, żeby to w końcu pojął.

- I dlatego wynajęła pani opryszków, którzy pobili go pod pani oknem?

- Niczego się przed panem nie ukryje. To prawda. Barney i jego ludzie poturbowali go, muszę przyznać, nawet dość poważnie. Czy pan wie, co on wtedy zrobił? Nie spodziewałam się, że dżentelmen postąpi w ten sposób. Opisał naszą historię. Mnie, oczywiście, przedstawił jako wilczycę, a siebie jako biedne jagnię. Przedstawił wszystkie szczegóły i choć zmienił nazwiska, to oczywistym jest, że w Londynie wszyscy świetnie wiedzieliby, o kogo chodzi. Co pan na to, panie Holmes?

- Cóż, miał do tego prawo.

- Chyba to włoskie powietrze dostało się do jego płuc, powodując typową dla mieszkańców tego kraju chęć dokonania okrutnej zemsty. Przysłał mi kopię książki, żebym, oczekując na jej publikację, przeżywała prawdziwe tortury. Jak twierdził, przygotował dwie kopie: jedną dla mnie, drugą dla wydawcy.

- Skąd pani wie, że wydawca nie otrzymał swojej kopii?

- Znam tego człowieka. Douglas już wcześniej pisał powieści. Dowiedziałam się, że nie przyszła żadna paczka z Włoch. Potem usłyszałam o nagłej śmierci mego byłego kochanka. Wiedziałam, że dopóki nie zniszczę rękopisu, mój honor jest zagrożony. Domyślałam się, że książka znajduje się wśród rzeczy Douglasa, a te z kolei na pewno zostaną odesłane jego matce. Wynajęłam gang. Susan została zatrudniona przez panią Maberley jako służąca. Chciałam załatwić tę sprawę uczciwie. Naprawdę. Zamierzałam odkupić od starszej pani dom wraz ze wszystkim, co się w nim znajduje. Zgodziłam się na kwotę, którą zaproponowała. Jednak gdy ten plan nie wypalił, byłam zmuszona sięgnąć po inne środki. Przyznaję, że obeszłam się z Douglasem zbyt surowo, i Bóg mi świadkiem, żałuję tego! Ale czyż mogłam postąpić inaczej, skoro moja przyszłość była zagrożona?

Sherlock Holmes wzruszył ramionami:

- Cóż, chyba jednak pani nie wydam, ale pod jednym warunkiem. Ile może kosztować podróż dookoła świata w luksusowych warunkach?

Kobieta popatrzyła na niego, zdziwiona.

- Czy pięć tysięcy funtów wystarczy?

- Wydaje mi się, że tak!

- Dobrze. Jestem pewien, że wypisze mi pani czek na taką kwotę, a ja dołożę wszelkich starań, by pani Maberley go otrzymała. Przyda jej się zmiana klimatu, jest jej pani to winna. A tak na przyszłość, moja droga - pomachał ostrzegawczo palcem przed nosem gospodyni -niech pani lepiej uważa! Dobrze pani radzę! Nie można wiecznie bezkarnie bawić się ostrymi narzędziami, bo w końcu pokaleczy pani swe delikatne dłonie.

Rozdział piąty

Wampirzyca z hrabstwa Sussex

Holmes uważnie przeczytał list, który dostarczono mu wieczorem, a następnie, ironicznie chichocząc, co w jego przypadku oznaczało wesoły śmiech, podał mi go.

     

 

2011 - 2018