Выбрать главу

Po tych słowach oddalił się szybkim krokiem, odprowadzany wściekłym spojrzeniem dyrektora.

- Co za nieznośny człowiek! - wykrzyknął mój towarzysz.

Scena, którą obserwowałem, nasunęła mi myśl, że Ian Greever wykorzystał pierwszą nadarzającą się okazję, by otworzyć sobie drogę ucieczki z miejsca zbrodni. Mgliste podejrzenia zaczęły kiełkować w moim umyśle. Pomyślałem, że być może wizyta w domu Bellamy’ego rzuci nieco jaśniejsze światło na całą sprawę. Gdy Stackhurst się opanował, ruszyliśmy w kierunku domu.

Pan Bellamy, mężczyzna w średnim wieku, miał ognistorudą brodę. Był bardzo zdenerwowany; po chwili jego twarz upodobniła się do jaskrawej barwy zarostu brody.

- Proszę pana, nie interesują mnie szczegóły tego, co się stało. Mój syn - wskazał na potężnego młodego mężczyznę, który z ponurą miną siedział w kącie pokoju - i ja uważamy, że stosunki McPhersona z Maud były wysoce niestosowne. Nigdy nie było mowy o małżeństwie mimo licznych liścików, schadzek i innych rzeczy, których żaden z nas nie pochwala. Dziewczyna wychowała się bez matki, jesteśmy jej jedynymi opiekunami. Zdecydowaliśmy się

na.

Nie zdążył dokończyć zdania, bo oto w drzwiach stanęła Maud. Niewątpliwie, jej uroda była wyjątkowa. Któż by pomyślał, że taki piękny kwiat wyrośnie z takich nasion i do tego w takim środowisku. Rzadko zwracałem uwagę na kobiety, gdyż nigdy nie kierowałem się sercem, lecz rozumem, ale patrząc na tę idealną, pięknie wyrzeźbioną twarz o delikatnych rysach i świeżej rumianej cerze, typowej dla dziewcząt wychowujących się w tutejszym klimacie, nie dziwiłem się wcale temu, że żaden mężczyzna nie mógł przejść obok niej obojętnie. Dziewczyna otworzyła drzwi i stanęła naprzeciwko Harolda Stackhursta z szeroko otwartymi oczami.

- Wiem już, że Fitzroy nie żyje - rzekła. - Nie bójcie się, panowie, możecie swobodnie mówić o szczegółach.

- Ten drugi dżentelmen, który pracuje w pańskiej szkole, przekazał nam nowinę -wyjaśnił ojciec.

- Nie widzę powodów, dla których mielibyśmy mieszać w to moją siostrę - odburknął młodzieniec.

Dziewczyna popatrzyła na niego gniewnym wzrokiem.

- To moja sprawa, Williamie. Pozwól, że sama się nią zajmę. Wszystko wskazuje na to, że popełniono zbrodnię. Jedyne, co mogę teraz zrobić dla Fitzroya, to pomóc panom w odnalezieniu sprawcy.

Młoda dama wysłuchała krótkiej opowieści mego towarzysza w pełnym skupieniu, co świadczyło o tym, że poza niezwykłą urodą posiada również silny charakter. Do końca moich dni zapamiętam pannę Maud Bellamy jako niezwykłą osobę, obdarzoną wieloma zaletami. Była to najwspanialsza kobieta, jaką kiedykolwiek poznałem. Okazało się, że zna mnie z widzenia:

- Panie Holmes, niech pan doprowadzi ich przed oblicze sprawiedliwości. Wesprę pana i pomogę mu bez względu na to, kim są zbrodniarze. - Wydawało mi się, że mówiąc to, zerknęła znacząco na ojca i brata.

- Dziękuję pani - odparłem. - Uważam, że w takich sprawach kobieca intuicja jest niezwykle przydatna. Mówiła pani o zbrodniarzach? Uważa pani, że było ich kilku?

- Bardzo dobrze znałam McPhersona i wiem, że był to niezwykle odważny i silny człowiek. Jeden napastnik za nic w świecie nie zdołałby go tak okrutnie pokiereszować.

- Czy mogę zamienić z panią słówko na osobności?

- Mówiłem ci, żebyś się w to nie mieszała! - wykrzyknął ojciec.

Popatrzyła na mnie z bezradną miną.

- Cóż mogę począć, panie Holmes?

- Niedługo i tak cały świat pozna prawdę, więc nie widzę powodu, dla którego nie mielibyśmy porozmawiać tutaj - odrzekłem. - Wolałbym, oczywiście, pomówić z panią na osobności, ale skoro jej ojciec się na to nie godzi, będzie musiał w tym uczestniczyć.

Po tych słowach opowiedziałem o liściku znalezionym w kieszeni ofiary.

- Na pewno zostanie on uwzględniony w toku śledztwa. Czy mogłaby pani powiedzieć coś więcej na temat waszego spotkania?

- Nie widzę powodów, by to zatajać - odpowiedziała. - Byliśmy zaręczeni, a fakt ten trzymaliśmy w tajemnicy jedynie dlatego, że wuj Fitzroya, który jest na łożu śmierci, mógłby go wydziedziczyć z powodu ślubu, który miał się odbyć wbrew jego woli. Tylko dlatego ukrywaliśmy nasze zamiary.

- Mogłaś nam powiedzieć - mruknął Bellamy.

- Zrobiłabym to, gdybyś choć raz okazał zrozumienie.

- Nie podobało mi się, że moja córka spotyka się z mężczyzną z niższych sfer.

- Nie powiedzieliśmy ci o niczym tylko dlatego, że byłeś do niego uprzedzony. A wracając do spotkania - spomiędzy fałd sukni wyciągnęła pogniecioną karteczkę - to była moja odpowiedź na liścik, który od niego dostałam:

Najdroższa, spotkajmy się we wtorek tam, gdzie zawsze, na plaży, tuż po zachodzie słońca. Tylko wtedy będę mógł się na chwilę wyrwać. F.M.

- Dziś mamy wtorek, wieczorem miałam się z nim spotkać.

Odwróciłem kartkę.

- Nie ma stempla pocztowego. W jaki sposób to pani doręczono?

- Wolałabym nie odpowiadać. To naprawdę do niczego wam się nie przyda, ale chętnie odpowiem na inne pytania.

Jak rzekła, tak zrobiła, jednak w żaden sposób nie pomogła nam w śledztwie. Nie wiedziała niczego o ewentualnych wrogach swojego narzeczonego, choć przyznała, że kręcili się wokół niej adoratorzy.

- Czy pan Greever był jednym z nich?

Dziewczyna zmieszała się, a na jej policzkach wystąpiły rumieńce.

- Kiedyś myślałam, że tak. Ale gdy zrozumiał, co łączy mnie i Fitzroya, wszystko się

zmieniło.

Była to kolejna uwaga, dzięki której moje wyobrażenie o tym dziwnym człowieku zaczęło nabierać konkretnych kształtów. Wiedziałem już, że należało się zapoznać z faktami z jego przeszłości i przeszukać cichaczem jego pokój. W umyśle Stackhursta również zaczęły kiełkować podejrzenia, dlatego nie ukrywał, że chciałby mi pomóc. Po wizycie w „Przystani” mieliśmy nadzieję, że koniec nitki zwiniętej w ten poplątany kłębek, trzymamy już w dłoni.

Minął tydzień. Określenie przyczyny zgonu nie wniosło niczego nowego do śledztwa, które zostało chwilowo zawieszone do czasu pojawienia sie nowych dowodów. Stackhurst przeprowadził dyskretny wywiad na temat swego pracownika oraz pobieżnie przeszukał jego pokój, niestety na próżno. Ja z kolei poszedłem ponownie na miejsce zbrodni i po raz kolejny próbowałem połączyć ze sobą fakty, lecz nie wysnułem żadnych wniosków. Pośród historii odnotowanych w moich kronikach czytelnik nie znajdzie ani jednej sprawy, w której czułbym się taki bezradny. Nawet moja wyobraźnia nie podpowiadała mi żadnych rozwiązań. I wtedy doszło do incydentu z psem.

Usłyszała o nim moja stara gosposia dzięki łańcuszkowi pośredników zwykle roznoszących plotki w małych miasteczkach.

- To smutne, sir, co się wydarzyło się z psem McPhersona - powiedziała pewnego wieczora.

Zwykle niechętnie wdaje się z nią w takie rozmowy, ale tym razem jej słowa zwróciły moją uwagę:

- A co się stało z psem McPhersona?

- Drogi panie, zdechł z żalu po swoim panu.

- Kto pani o tym powiedział?

- Wszyscy o tym gadają. Bardzo to przeżył, przez tydzień nic nie jadł. Dzisiaj dwóch młodzieńców z „Gables” znalazło go martwego na plaży, dokładnie w tym samym miejscu, gdzie dokonał żywota jego pan.

„W tym samym miejscu”. Te słowa głęboko zapadły mi w pamięć. Ogarnęło mnie niejasne przeczucie, że należałoby natychmiast zbadać tę sprawę. To, że pies zdechł, nie zdziwiło mnie, gdyż są z natury niezwykle wierne swym właścicielom, ale że „dokładnie w tym samym miejscu”?! Dlaczego wyzionął ducha akurat na pustej plaży? Czy to możliwe, że także to biedne zwierzę padło ofiarą zemsty? Choć moje przeczucie było mgliste, w głowie zaczęły się rodzić pewne myśli. Po chwili byłem już w drodze do szkoły. Stackhursta znalazłem w jego gabinecie. Na moją prośbę posłał po Sudbury’ego i Blounta, dwóch studentów, którzy znaleźli psa.