Читать онлайн "Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa" автора Конан Дойл Артур - RuLit - Страница 419

 
...
 
     



Выбрать главу
Загрузка...

To on wpadł na ten pomysł. Nie mówię tak dlatego, by zrzucić na niego winę, wówczas poszłabym za nim w ogień. Sama nigdy bym nie wpadła na taki pomysł. Leonardo przymocował na końcu pałki pięć długich stalowych gwoździ; rozstaw był identyczny z rozstawem pazurów w łapie lwa. Mój mąż miał zginąć tak, by wyglądało, że został zaatakowany przez zwierzę, które wcześniej chcieliśmy wypuścić z klatki.

To była wyjątkowo ciemna noc. Oboje z mężem jak zwykle poszliśmy nakarmić bestię. Mieliśmy ze sobą surowe mięso w cynkowym wiadrze. Leonardo czekał, schowany za jednym z wozów, który minęliśmy, idąc do klatki. Siłacz był zbyt powolny; zanim zadał cios, zdążyliśmy już przejść obok niego. Nie zrezygnował jednak i zaczął się skradać za nami. W chwili gdy pałka roztrzaskała czaszkę mojego męża, usłyszałam huk. Moje serce podskoczyło z radości. Pobiegłam do przodu i otworzyłam drzwiczki klatki, w której siedział nasz wielki lew. I wtedy stało się coś strasznego. Być może panowie wiedzą, że gdy te zwierzęta poczują tylko zapach krwi, natychmiast atakują. Instynkt podpowiedział temu stworzeniu, że zabito człowieka. Gdy otworzyłam drzwiczki, bestia natychmiast na mnie skoczyła. Leonardo mógł mnie uratować. Gdyby podbiegł do zwierzęcia i uderzył pałką, pewnie by go przestraszył. Mężczyzna jednak nie potrafił się opanować. Słyszałam, jak krzyczał ze strachu, a potem zobaczyłam, jak ucieka. Kły lwa zatopiły się w mojej twarzy. Gorący obrzydliwy oddech zwierzęcia odurzył mnie, byłam nieprzytomna z bólu. Wołając o pomoc, próbowałam rękami odepchnąć ogromne szczęki, upaćkane krwią. Wiedziałm, że całe obozowisko stanęło na równe nogi, jak za mgłą pamiętam grupkę mężczyzn. Leonardo, Griggs i inni wyciągnęli mnie wreszcie z łap lwa. Nic więcej nie pamiętam, panie Holmes. Następne miesiące były wypełnione cierpieniem. Gdy doszłam do siebie i miałam odwagę spojrzeć w lustro, przeklinałam lwa, jak strasznie go przeklinałam! Przeklinałam nie dlatego, że zniszczył mi urodę, ale dlatego, że nie zabrał mi życia. Miałam tylko jedno marzenie i wystarczająco pieniędzy, by je spełnić. Pragnęłam zamieszkać w ustronnym miejscu, gdzie nikt nie mógłby mnie odnaleźć, i ukryć moją okaleczoną twarz, by nikt jej więcej nie zobaczył. Tylko tyle mi pozostało. Tak też uczyniłam. Biedne zranione stworzenie, które wczołgało się do swej nory, by umrzeć - taki koniec mial spotkał Eugenię Ronder.

Gdy nieszczęsna kobieta skończyła swą opowieść, przez chwilę siedzieliśmy, pogrążeni w milczeniu. Po chwili Holmes wyciągnął ku niej swą długą rękę i pogładził ją po dłoni z taką czułością, jaką rzadko przejawiał w stosunku do ludzi.

- Biedna dziewczyna! - rzekł. - Biedna dziewczyna! Czasem trudno zrozumieć niespodzianki, jakie szykuje nam los. Jeśli nasze tragedie na ziemi nie zostaną później wynagrodzone, to świat jest tylko okrutną drwiną. Ale co się stało z Leonardem?

- Nie miałam nigdy więcej żadnych wiadomości ani o nim, ani od niego. Chyba nie powinnam go tak surowo oceniać, być może potrafiłby pokochać to, co pozostawił lew, wszak byłam taka, jak jedna z tych biednych, dziwacznie wyglądających dziewcząt, które nie raz pokazywaliśmy w naszym cyrku. Miłość kobiety nie umiera tak szybko. Ten człowiek zostawił mnie w łapach dzikiej bestii, opuścił mnie w potrzebie, a mimo to nie byłam w stanie posłać go na szubienicę. Jeśli o mnie chodzi, było mi wszystko jedno. Czy może być coś gorszego niż moje obecne życie? Ode mnie jednak zależał los Leonarda.

- On nie żyje.?

- Utopił się miesiąc temu, kąpiąc się niedaleko Margate. Czytałam o jego śmierci w gazetach.

- Wie pani, co zrobił wtedy z pałką naśladującą lwie pazury? Muszę przyznać, że to najciekawszy element pani opowieści.

- Nie mam pojęcia, panie Holmes. Niedaleko obozowiska znajdował się kamieniołom; na jego dnie było głębokie jeziorko, w którym woda miała zieloną barwę. Być może wrzucił ją w tę głębinę.

- Cóż, siłacz i tak już nie poniesie konsekwencji swego czynu. Uważam tę sprawę za zamkniętą.

- Zgadzam się z panem, panie Holmes - odparła kobieta. - Sprawa jest zamknięta.

Podnieślismy się z krzeseł, jednak w głosie tej biedaczki było coś, co zwróciło uwagę

mego przjaciela. Energicznie odwrócił się do niej.

- Pani życie nie należy jedynie do niej! - wykrzyknął. - Nie może go pani sobie odebrać!

- A na cóż ja się mogę jeszcze przydać?

- Nigdy nie wiadomo. Cierpliwe czekanie w cierpieniu jest samo w sobie najcenniejszą lekcją dla tego niecierpliwego świata.

Odpowiedź kobiety była przerażająca. Podniosła woalkę i podeszła do światła.

- Ciekawe, czy zniósłby pan coś takiego? - zapytała.

Wyglądała koszmarnie. Nie ma takich słów, które mogłyby opisać twarz, której tak naprawdę nie było. Dwoje żywych pięknych brązowych oczu zerkających na nas ze smutkiem z tej makabrycznej ruiny sprawiały, że widok był jeszcze bardziej przejmujący. Holmes uniósł rękę w geście współczucia i protestu i obaj opuściliśmy pokój.

Dwa dni później, gdy odwiedziłem mojego przyjaciela w jego domu, wskazał na małą niebieską buteleczkę na kominku. Wziąłem ją do ręki. Widniała na niej czerwona naklejka ostrzegająca o tym, że zawartość jest trująca. Gdy ją otworzyłem, poczułem przyjemny migdałowy zapach.

- Kwas pruski? - zapytałem.

- Zgadza się. Paczka przyszła dziś rano. Dołączono do niej liścik: „Wysyłam panu moją pokusę. Posłucham pańskiej rady”. Myślę, Watsonie, że wiemy, kto napisał ten list.

Rozdział j edenasty

Stary dwór Shoscombe

Od dłuższego czasu Sherlock Holmes siedział pochylony nad niewielkim mikroskopem. Nagle wyprostował się i popatrzył na mnie wzrokiem zwycięzcy.

- To klej, Watsonie - rzekł. - Nie mam co do tego żadnych wątpliwości. Zerknij na te paproszki!

Podszedłem do przyrządu, przytknąłem oko do okularu i nastawiłem odpowiednią

ostrość.

- Te włoski to nici pochodzące z tweedowego płaszcza, a nieregularne szare drobiny to kurz. Po lewej stronie widać komórki naskórka. Brązowe kleksy pośrodku to bez wątpienia klej.

- Cóż - zaśmiałem się - wierzę ci na słowo. Czy to odkrycie do czegoś ci się przyda?

- To wspaniały eksperyment - odparł. - Może pamiętasz wydarzenia na stacji St. Pancras, kiedy to obok zwłok policjanta znaleziono czapkę? Oskarżony twierdzi, że nie należy do niego. Człowiek ten zajmuje się wyrobem ram do obrazów, ma zatem styczność z klejem.

- Mówisz o sprawie, którą prowadzisz?

- Nie, mój przyjaciel Merivale ze Scotland Yardu poprosił mnie o pomoc. Gdy jakiś czas temu udowodniłem winę fałszerza monet, odnajdując opiłki cynku i miedzi w szwach jego mankietów, zaczęli doceniać wagę mikroskopu.

Zerknął niecierpliwie na zegarek.

- Spodziewam się nowego klienta, ale widzę, że się spóźnia. Tak przy okazji, Watsonie, znasz się może na wyścigach?

- Powinienem. Wydaję na nie połowę mojej renty wojskowej.

- Zatem będziesz moim przewodnikiem po torze wyścigowym. Słyszałeś o baronecie Robercie Norbertonie?

- Obiło mi się o uszy. Człowiek ten mieszka w posiadłości Shoscombe. Dobrze znam te okolice, bo kiedyś spędzałem tam lato. Norberton raz już nawet dołączył do grona kryminalistów, ocierając się tym samym o obszar twoich działań.

- A co zrobił?

     

 

2011 - 2018