Читать онлайн "Ksi?ga wszystkich dokona? Sherlocka Holmesa" автора Конан Дойл Артур - RuLit - Страница 78

 
...
 
     



Выбрать главу
Загрузка...

- Pięknie poprowadzone wnioskowanie! - wykrzyknąłem ze szczerym podziwem. -Łańcuch jest bardzo długi, ale każde jego ogniwo jest doskonałe!

- Ta sprawa ocaliła mnie przed nudą - odparł mój przyjaciel, ziewając. - Niestety, już czuję, że znów się w niej pogrążam. Całe moje życie stanowi jeden wielki wysiłek, by uciec przed banałem egzystencji. Te drobne zagadki mi w tym pomagają.

- A rozwiązując je, stajesz się dobroczyńcą ludzkości - dodałem.

Holmes wzruszył ramionami.

- Cóż, być może faktycznie do czegoś się przydaję - przyznał. - Ale jak pisał Gustave Flaubert do George Sand: „L’homme c’est rien - l’oeuvre c’est tout”5.

3 Wszystko, co nieznane, (wydaje się) wspaniałe (łac.) (przyp. tłum.)

4 Pablo Martin Melitón de Sarasate y Navascues (1844-1908) - hiszpański skrzypek i kompozytor (przyp. tłum.)

5 Człowiek jest niczym, dzieło - wszystkim (fr.) (przyp. tłum.)

Rozdział trzeci

Sprawa tożsamości

- Mój drogi - stwierdził Sherlock Holmes, kiedy siedzieliśmy przed kominkiem w mieszkaniu przy Baker Street. - Prawdziwe życie jest nieskończenie bardziej niezwykłe od wszystkiego, co zdołałby wymyślić człowiek. Nawet byśmy się nie ośmielili wyobrazić sobie wszystkiego tego, co się składa się na codzienną egzystencję. Gdybyśmy mogli teraz wyfrunąć przez okno, unieść się nad tym wielkim miastem, delikatnie zdjąć z domów dachy i przyjrzeć się dziwnym sprawom, które dzieją się w środku! Tym wszystkim niezwykłym zbiegom okoliczności, misternym planom, sprzecznym dążeniom i cudownym ciągom wydarzeń, obejmującym całe pokolenia i przynoszącym niespodziewane skutki! W porównaniu z nimi wszystkie konwencjonalne i przewidywalne opowieści stworzone przez człowieka okazałyby się z pewnością nudne i niewiele warte.

- Nie jestem o tym przekonany - odpowiedziałem. - Sprawy, o których można przeczytać w gazetach, świadczą raczej o ludzkiej zuchwałości i wulgarności. Realizm policyjnych sprawozdań został posunięty do granic możliwości, a nie sposób uznać, że przyczyniły się do powstania jakiegoś fascynującego dzieła.

- Aby otrzymać realistyczny efekt, trzeba dokonać odpowiednich wyborów - zauważył Holmes. - Tego właśnie brakuje sprawozdaniom policyjnym, w których większy nacisk kładzie się na powtórzenie komunałów wygłaszanych przez sędziego, niż na opisanie szczegółów, które dla uważnego obserwatora zawierają istotę sprawy. Możesz mi wierzyć, nie ma nic bardziej nadzwyczajnego niż codzienność.

Uśmiechnąłem się i potrząsnąłem głową.

- Rozumiem, dlaczego tak sądzisz - przyznałem. - Skoro nieoficjalnie służysz radą i pomocą zagubionym ludziom na trzech kontynentach, masz kontakt ze wszystkim, co dziwne i nietypowe. Ale proszę - wziąłem do ręki poranną gazetę - sprawdźmy to w praktyce. Oto pierwszy nagłówek, na jaki natrafiłem: „Mąż znęcał się nad żoną”. Artykuł zajmuje pół kolumny, a ja dokładnie znam jego treść, choć go nie czytałem. Inna kobieta, alkohol, szturchańce, ciosy, sińce, współczująca siostra lub gospodyni. Nawet najmarniejszy pisarz nie mógłby wymyślić niczego mniej odkrywczego.

- Doprawdy, twój przykład jest równie niefortunny, jak twój argument - stwierdził Holmes, zabierając mi gazetę i rzucając okiem na artykuł. - Piszą tu o sprawie separacji państwa

Dundas, a tak się składa, że uczestniczyłem w wyjaśnianiu kilku związanych z nią kwestii. Mąż jest abstynentem, był wierny żonie, a postawiony mu zarzut dotyczył faktu, że po zakończeniu każdego posiłku wyjmował sztuczną szczękę i rzucał nią w małżonkę. Zgodzisz się chyba ze mną, że przeciętny pisarz nigdy nie wymyśliłby czegoś takiego. Zażyj tabaki, doktorze, i przyznaj, że tym razem musisz ulec sile moich argumentów.

Podał mi tabakierę ze starego złota z ogromnym ametystem pośrodku wieczka. Wystawność tego przedmiotu tak kłóciła się z jego skromnymi obyczajami i prostym stylem życia, że nie zdołałem powstrzymać się od komentarza.

- Ach! - powiedział. - Zapomniałem, że nie widzieliśmy się kilka tygodni. To drobna pamiątka od króla Bohemii w podzięce za pomoc w rozwiązaniu sprawy Irene Adler.

- A pierścień? - spytałem, patrząc na okazały brylant lśniący na jego palcu.

- Dostałem go od holenderskiej rodziny królewskiej, jednak sprawa, w której jej pomogłem, była tak delikatna, że nie mogę opowiedzieć o niej nawet tobie, choć byłeś tak dobry, by spisać kilka prowadzonych przeze mnie śledztw.

- A czy teraz się jakąś zajmujesz? - spytałem z zainteresowaniem.

- Mam ich z dziesięć czy dwanaście, ale żadna nie wyróżnia się niczym szczególnym. Rozumiesz, są istotne, ale nie interesujące. W gruncie rzeczy to drobne sprawy dają zwykle możliwość obserwacji i szybkiej analizy przyczyn i skutków, która dodaje uroku śledztwu. Poważniejsze przestępstwa są prostsze, gdyż z zasady im cięższa zbrodnia, tym bardziej oczywisty jest jej motyw. W takich przypadkach poza jedną dość zawiłą sprawą, która trafiła do mnie z Marsylii, nie ma niczego interesującego. Możliwe jednak, że za kilka minut będę miał ciekawsze zajęcie. O ile się nie mylę, nadchodzi kolejna klientka.

Holmes wstał z krzesła i stanął w oknie, patrząc spomiędzy rozsuniętych zasłon na nudną i nijaką londyńską ulicę. Zajrzałem mu przez ramię i zobaczyłem, że na chodniku naprzeciwko naszego domu stoi postawna kobieta; szyję miała owiniętą ciężkim futrzanym boa, a na ucho zawadiacko nasunięty kapelusz o szerokim rondzie z dużym falistym piórem. Spod tego niezwykłego baldachimu zerkała nerwowo i niepewnie na nasze okna, kiwając się w tył i w przód i bawiąc guzikami przy rękawiczkach. Nagle rzuciła się przed siebie jak pływak wskakujący do wody, pośpiesznie przeszła przez ulicę, a my usłyszeliśmy ostry dźwięk dzwonka.

- Znam te objawy - stwierdził Holmes, wrzucając papieros do kominka. - Kiwanie się na chodniku zawsze oznacza problemy sercowe. Ta dama potrzebuje porady, ale nie jest pewna, czy powinna rozmawiać z nami o tak delikatnej sprawie. W tym przypadku można dokonać jeszcze dalszego rozróżnienia. Jeśli kobieta została ciężko skrzywdzona przez mężczyznę, nie kiwa się, a zwykle urywa sznur od dzwonka. Możemy przyjąć, że chodzi tu o sprawę sercową, lecz pokrzywdzona jest nie tyle wściekła, co zagubiona lub zasmucona. Ale oto nadchodzi we własnej osobie, by rozwiać nasze wątpliwości.

Zanim skończył mówić, rozległo się pukanie do drzwi, po czym wszedł chłopak na posyłki, by zaanonsować pannę Mary Sutherland. Kobieta natychmiast pojawiła się za jego drobną, czarno odzianą postacią niczym statek kupiecki pod pełnymi żaglami za maleńką łodzią pilota. Sherlock Holmes powitał ją ze swobodną grzecznością, z której słynął, po czym, zamknąwszy drzwi i zaprosiwszy ją na fotel, przez chwilę przyglądał się jej uważnie, sprawiając jednocześnie wrażenie zamyślonego, jak to miał w zwyczaju.

- Czy nie sądzi pani - powiedział w końcu - że przy jej słabym wzroku tak częste pisanie na maszynie może być uciążliwe?

- Na początku było - odpowiedziała. - Teraz trafiam w litery, nie patrząc na nie. - Nagle zdała sobie sprawę z głębszego znaczenia jego wypowiedzi, wzdrygnęła się i spojrzała na swego rozmówcę ze strachem i zdumieniem na okrągłej dobrodusznej twarzy.

- Ktoś panu o mnie opowiadał, panie Holmes! - wykrzyknęła. - Skąd inaczej mógłby pan to wiedzieć?

- To nieważne - odpowiedział Holmes ze śmiechem. - Moim zadaniem jest wiedzieć. Być może udało mi się nauczyć zauważać rzeczy, które umykają uwadze innych. Gdyby tak nie było, nie przybyłaby pani do mnie po poradę.

     

 

2011 - 2018