Выбрать главу

— I my tu mamy mieszkać?

— No cóż, mam dobrych znajomych i kontakty zarówno tu, jak i w Xining, nieco dalej na zachód. Możemy osiedlić się tu albo tam.

— Zanim ostatecznie się zdecydujemy, pokaż mi jeszcze Xinmg. Czuję, że tam będzie lepiej.

Ibrahim nic nie odpowiedział, za to nakazał ich małej karawanie nie zatrzymywać się w Lanzhou i iść dalej. Mijały kolejne dni podróży. Wraz z upływem siódmego miesiąca codziennie przetaczały się nad nimi ciężkie, burzowe chmury, z których jednak ani razu nie spadł deszcz. Pod niskim i ciemnym sufitem z chmur wysuszone wzgórza wyglądały jeszcze bardziej niegościnnie niż wcześniej. Gospodarstwa rolne spotykali już na sztucznie nawadnianych, tarasowych równinach, wewnątrz długich i wąskich dolin.

— Jak ci ludzie tu żyją? — zapytała Kang. — Co oni jedzą?

— Hodują owce i kozy — odpowiedział Ibrahim — czasem też bydło. Stąd na zachód tak to już będzie wyglądać, aż po drugi koniec wyschniętego serca świata.

— Niesamowite. To jak podróż do przeszłości.

W końcu dotarli do Xining, do następnego, otoczonego niskim murem miasta z mułowych cegieł, skupionego na dnie głębokiej doliny o spękanych i skalistych zboczach. Przy miejskiej bramie stacjonował oddział cesarskich żołnierzy, a pod murami pojawiły się nowe, drewniane koszary. Przestronny karawanseraj stał opustoszały, gdyż w tym roku było już za późno na rozpoczynanie podróży. Dalej znajdowały się otoczone murami huty ze swoimi walcowniami i kuźniami, wykorzystującymi niewielką moc przepływającej nieopodal rzeki.

— Okropne! — powiedziała Kang. — Myślałam, że Lanzhou jest najbardziej zakurzonym miastem na świecie. A jednak myliłam się.

— Wstrzymaj się jeszcze z ostateczną decyzją — poprosił Ibrahim — chciałbym ci najpierw pokazać jezioro inghai. Jest już niedaleko stąd. — Obyśmy nie spadli z krawędzi świata.

— Jedźmy, musisz je zobaczyć.

Kang zgodziła się bez słowa. Pao miała nieodparte wrażenie, że jej pani spodobały się te suche, barbarzyńskie rejony, a już na pewno sprawiało jej przyjemność narzekanie na nie. Im więcej kurzu, tym lepiej, zdawał się mówić jej twarz, bez względu na to, co wypowiadały jej usta.

Po kilku dniach jazdy wyboistą drogą wyjechali z wąwozu wprost nad brzeg jeziora Qinghai, na którego widok wszyscy zaniemówili. Całkiem przypadkowo przywitała ich tam szalona i wietrzna pogoda. Nad głowami, na szaroniebieskim tle przepływały wielkie, białe chmury. Niebo odbijało się w wodach jeziora, które w słonecznym świetle było tak niebieskozielone, jak sugerowała to jego nazwa. Po zachodniej stronie jezioro ciągnęło się aż po sam horyzont, a na widocznym zakręcie jego brzegu pięły się zielone wzgórza. Tutaj, pośrodku szarego pustkowia, widok ten był niczym cud.

Kang wysiadła z wozu i powolnym krokiem zeszła na kamienisty brzeg, recytując Sutrę Lotosową i rozkładając ręce, aby móc poczuć na dłoniach silny prąd wiatru. Ibrahim zostawił ją na chwilę samą, a później dołączył do niej.

— Czemu płaczesz? — zapytał.

— To wielkie jezioro — zaczęła recytować: Teraz w końcu mogę już ogarnąć Bezmiar rzeczy we wszechświecie. Nowy sens znalazłam w życiu! Pomyśl jednak o kobietach Które nigdy nie opuszczą domów Które spędzą całe swoje życie Bez rozkoszy tych widoków.

Ibrahim ukłonił się.

— W rzeczy samej. Czyj to wiersz? Potrząsnęła głową, pozbywając się resztek łez.

— To była Yuen, żona Shen Fu, kiedy po raz pierwszy zobaczyła T’ai Hu, wielkie jezioro! Ciekawe, co by powiedziała widząc to! Ten wiersz jest fragmentem Sześciu etapów dryfującego życia, znasz to? Nie? Hmm… Cóż można powiedzieć?

— Chyba nic.

— Rzeczywiście — odwróciła się w jego stronę i złożyła dłonie.

— Dziękuję ci, mężu, że pokazałeś mi to jezioro. Jest naprawdę wspaniałe. Teraz mogę już się osiedlić, gdzie tylko sobie tego życzysz. W Xining, w Lanzhou czy po drugiej stronie świata, gdzie spotkaliśmy się w poprzednim życiu, gdzie tylko zechcesz. Dla mnie wszędzie będzie tak samo — i ze łzami na policzkach skłoniła się w jego stronę.

Ibrahim zdecydował, że osiedlą się w Lanzhou. Stamtąd był lepszy dostęp do szlaku towarowego, przechodzącego przez Gansu, a więc mieli niedaleko zarówno do dróg prowadzących na zachód, jak i tych powrotnych, w głąb Chin. Ponadto medresa, z którą za młodu miał najbliższy kontakt, również znalazła się w Lanzhou, gdyż musiała opuścić Xining ze względu na naciski ze strony nowo przybyłych muzułmanów z zachodu.

Wprowadzili się do nowo wybudowanego kompleksu z mułowych cegieł, stojącego nad brzegiem rzeki Tao, niedaleko miejsca, gdzie łączyła się z Żółtą Rzeką. Woda w Żółtej Rzece była naprawdę żółta, wyglądała jak płynny, jaskrawo żółty piasek, wypływający spomiędzy zachodnich wzgórz, o dokładnie tej samej barwie. Rzeka Tao była bardziej przejrzysta, a jej odcień miejscami wpadał w brąz.

Nowe domostwo okazało się być większe od tego, które Kang zostawiła w Hangzhou, szybko więc zagospodarowała jedno z tylnych zabudowań i urządziła w nim część żeńską. Dookoła budynku palikami oznaczyła teren pod przyszły ogród i zażądała drzew w donicach, aby móc rozpocząć aranżację krajobrazu. Chciała również mieć krosna, lecz Ibrahim wytłumaczył jej, że w tej okolicy nić jedwabna była niedostępna, gdyż nie było tu ani sadów morwowych, ani wylęgarni jedwabników, więc jeśli nadal chciała się zajmować tkactwem, będzie musiała nauczyć się obróbki wełny. Z głębokim westchnieniem zgodziła się i zaczęła pracę przy krosnach ręcznych. Ponadto kobiety nadal zajmowały się haftowaniem na jedwabiu własnej produkcji, którego dużo zabrali ze sobą.

Tymczasem Ibrahim wpadł w wir pracy. Spotykał się z dawnymi współpracownikami z muzułmańskich szkół i ze znajomymi z bractw oraz z nowymi lokalnymi urzędnikami dynastii Qing. W ten sposób rozpoczął proces porządkowania sytuacji politycznej i religijnej w rodzinie i okolicy, która od czasów jego ostatniej wizyty bardzo się zmieniła. Wieczorami zasiadał z Kang na werandzie, skąd mieli dobry widok na błotnistą rzekę. Opowiadał jej o wszystkim i odpowiadał na jej niezliczone pytania.

— Mówiąc nieco prościej, kiedy Ma Laichi wrócił z Yemenu, przynosząc ze sobą teksty o religijnej odnowie i oczyszczeniu, w muzułmańskiej społeczności tej części świata wybuchł konflikt. Musisz zrozumieć, że muzułmanie żyli tutaj od wieków, niemal od samego początku islamu, a przy tak dużej odległości od Mekki i innych centrów muzułmańskiego nauczania rodziły się liczne heterodoksje i błędne doktryny. Ma Laichi chciał je zreformować, lecz tutejsza wspólnota, umma, wniosła przeciwko niemu pozew do cesarskiego sądu cywilnego, oskarżając go o huozhong[9].

Kang przybrała srogi wyraz twarzy, zapewne przypomniała sobie efekty takiego omamienia, z jakim spotkała się wewnątrz Chin.

— Ostatecznie główny gubernator tutejszej prowincji, Paohang Guangsi, odrzucił pozew. To jednak nie załatwiło sprawy. Ma Laichi zaczął nawracać na islam Salarów, tutejszy naród koczowniczy, posługujący się językiem tureckim. To ci w białych czapkach, którzy wcale nie wyglądają na Chińczyków.

— Ci, którzy wyglądają jak ty? Ibrahim zmarszczył czoło.

— Może trochę. Tak czy inaczej ludziom nie za bardzo się to podobało, gdyż Salarowie uchodzili za naród niebezpieczny.

— Wiadomo dlaczego. Na takich właśnie wyglądają.

— Ci podobni do mnie? Mniejsza o to. A więc widzisz, w islamie działa wiele różnych sił, czasem nawet sprzecznych. Jedna z nowych sekt, Nakszbandi, próbuje oczyścić islam poprzez zwrot ku starszym, bardziej ortodoksyjnym tradycjom, ich przywódcą w Chinach jest Aziz Ma Mingxin, który tak jak Ma Laichi spędził wiele lat w Yemenie i w Mekce, studiując pod kierunkiem Ibrahima Hasa al-Kurani, wybitnego szejka, którego nauki znane są na całym muzułmańskim świecie. Ci dwaj szejkowie powrócili tu z Arabii z myślą o wprowadzeniu reform. Oboje pobierali nauki od tego samego nauczyciela, a tu proszę, ich pomysły okazały się całkiem odmienne. Ma Laichi wierzył w cichą recytację modlitw, zwaną dhikri podczas, gdy Ma Mingxin, jako że był młodszy, miał styczność z mistrzami popierającymi również ideę modlitwy na głos.

вернуться

9

Mamienie ludzi, będące poważnym przewinieniem w całych Chinach.