Выбрать главу

– Wiem. Mnie też ta historia porusza do głębi. Porozmawiam jutro z Dirchem Frodem. Zatrudnimy cię jeszcze przez tydzień albo dwa jako… hmmm… asystentkę. Nie wiem, czy będzie skłonny płacić według tej samej taksy co Armanskiemu, ale myślę, że możemy wycisnąć z niego przyzwoitą miesięczną pensję.

Niespodziewanie Lisbeth uśmiechnęła się do niego. Za nic nie chciała zostać odsunięta od sprawy i była gotowa pracować nawet za darmo.

– Jestem potwornie śpiąca – powiedziała i opuściwszy kuchnię, bez dodatkowych wyjaśnień zamknęła drzwi do gabinetu.

Po dwóch minutach otworzyła je ponownie i wystawiając głowę, dodała:

– Myślę, że nie masz racji. To nie jest jakiś seryjny morderca, który naczytał się za dużo biblijnych tekstów. To tylko zwykły łajdak, który nienawidzi kobiet.

Rozdział 21

Czwartek 3 lipca – czwartek 10 lipca

LISBETH OBUDZIŁA SIĘ o szóstej rano. Nastawiła kawę i wzięła prysznic. Kiedy o wpół do ósmej wstał Mikael, siedziała przed jego iBookiem, czytając streszczenie historii Harriet. Gospodarz wszedł do kuchni przepasany prześcieradłem. Trąc oczy, przeganiał resztki snu.

– Kawa stoi na kuchence – zakomunikowała Lisbeth. Zajrzał jej przez ramię.

– Ten tekst jest chroniony hasłem – powiedział. Odwróciła się i spojrzała na niego znad ekranu.

– Ściągnięcie programu, który rozszyfrowuje hasła w Wordzie, zajmuje trzydzieści sekund – odpowiedziała.

– Musimy kiedyś porozmawiać o tym, co moje, a co twoje – dodał, idąc do łazienki.

Kiedy wrócił, jego laptop stał na swoim miejscu w gabinecie. Lisbeth siedziała pochylona nad PowerBookiem. Mikael był przekonany, że zdążyła skopiować zawartość jego komputera do swojego. Lisbeth Salander była uzależniona od informacji, miała też bardzo liberalne podejście do moralności i etyki.

MIKAEL WŁAŚNIE zasiadł do śniadania, kiedy usłyszał pukanie. Wstał i otworzył drzwi. Martin Vanger miał tak zaciekły wyraz twarzy, że przez moment Mikael zobaczył w nim posłańca z wiadomością o śmierci Henrika.

– Spokojnie, Henrik czuje się dokładnie tak jak wczoraj. Mam inną sprawę. Mogę wejść na chwilkę?

Mikael wpuścił go do środka i przedstawił swojej „współpracownicy". Lisbeth rzuciła przemysłowcowi krótkie spojrzenie, skinęła błyskawicznie głową i niezwłocznie powróciła do ekranu komputera. Martin pozdrowił ją mechanicznie, tak bardzo rozkojarzony, że najprawdopodobniej w ogóle jej nie zauważył. Mikael nalał kawę do filiżanek i wskazał gościowi miejsce przy stole.

– O co chodzi?

– Nie prenumerujesz „Hedestads-Kuriren"?

– Nie. Czasami przeglądam go w kawiarni Susanny.

– To znaczy, że nie czytałeś dzisiejszego numeru?

– Wygląda na to, że powinienem.

Martin rozłożył dziennik na stole. Mikael zobaczył, że poświęcono jego osobie dwuszpaltowy akapit wstępny na pierwszej stronie i cały artykuł na czwartej. Przyjrzał się dokładniej tytułowi.

TUTAJ UKRYWA SIĘ SKAZANY ZA ZNIESŁAWIENIE DZIENNIKARZ

Ilustracją tekstu było zdjęcie zrobione teleobiektywem z kościelnego wzniesienia, przedstawiające Mikaela w drzwiach chatki.

Reporter, Conny Torsson, zaprezentował solidne rzemiosło, malując karykaturalny portret dziennikarza. Rekapitulując aferę Wennerstróma, podkreślił, że Mikael opuścił „Millennium" w hańbie i że właśnie odsiedział wyrok za zniesławienie. Artykuł kończył się zrozumiałym w tym kontekście stwierdzeniem, że bohater odmówił komentarza. Całość była utrzymana w takim tonie, że żaden z mieszkańców Hedestad nie mógł dłużej żywić wątpliwości, iż po okolicy szwenda się Cholernie Podejrzana Zeroósemka [††††]. Za żadne ze stwierdzeń nie można było oskarżyć autora o pomówienie, ale wszystkie miały na celu świadome przedstawienie Mikaela w jak najgorszym świetle. Zarówno zdjęcie jak i tekst przywodziły na myśl sposób, w jaki zwykle prezentowano politycznych terrorystów. „Millennium" zostało nazwane „gazetą agitatorską o nikłej wiarygodności", a książka Mikaela na temat żurnalistyki gospodarczej – zbiorem „kontrowersyjnych stwierdzeń o renomowanych dziennikarzach".

– Mikaelu, brak mi słów na określenie tego, co czuję, czytając ten artykuł. Jest wredny.

– To robota na zamówienie – odpowiedział spokojnie Mikael i przyjrzał się badawczo Martinowi.

– Mam nadzieję, że rozumiesz, że nie mam z tym nic wspólnego. Czytając ten tekst, zakrztusiłem się kawą.

– Kto?

– Wykonałem parę telefonów. Conny Torsson jest wakacyjnym zastępcą. Napisał to na zamówienie Birgera.

– Nie myślałem, że Birger ma jakieś wpływy w redakcji, mimo wszystko jest politykiem komunalnym.

– Formalnie nie ma żadnego wpływu. Ale redaktor naczelny, Gunnar Karlman, to syn Ingrid Vanger, a tym samym potomek Johana Vangera. Od dawna jest bliskim przyjacielem Birgera.

– Rozumiem.

– Torsson natychmiast dostanie wypowiedzenie.

– Ile ma lat?

– Szczerze mówiąc, nie wiem. Nigdy go nie spotkałem.

– Nie wyrzucajcie go. Kiedy do mnie zadzwonił, sprawiał wrażenie dosyć młodego i nieopierzonego reportera.

– Ale coś takiego nie może przejść bez konsekwencji.

– Jeżeli chcesz poznać moje zdanie, to uważam tę sytuację za ciut absurdalną. Redaktor naczelny gazety będącej w posiadaniu rodziny Vangera atakuje inną gazetę, w której udziały ma Henrik Vanger i w której zarządzie zasiadasz ty. Tak więc naczelny Karlman atakuje ciebie i Henrika.

Martin zastanowił się przez chwilę nad słowami Mikaela i pokręcił wolno głową.

– Rozumiem, co masz na myśli. Powinienem obarczyć odpowiedzialnością tego, kto za to faktycznie odpowiada. Karlman jest udziałowcem koncernu i od dawna uprawia wobec mnie wojnę podjazdową, ale to tutaj wygląda raczej na odwet Birgera za to, że mu ostatnio utarłeś nosa w szpitalu. Jesteś solą w jego oku.

– Wiem. I dlatego myślę, że Torsson to mimo wszystko osoba o najuczciwszych zamiarach. Gdy jesteś młodym dziennikarzem na zastępstwie, musisz mieć sporo odwagi, żeby odmówić redaktorowi naczelnemu, gdy ten nalega na napisanie czegoś w określony sposób.

– Mogę zażądać oficjalnych przeprosin na pierwszej stronie w jutrzejszym numerze.

– Nie rób tego. To doprowadzi do rozwlekłego konfliktu, który tylko pogorszy sytuację.

– A więc uważasz, że w ogóle nie powinienem reagować?

– To się nie opłaca. Karlman zacznie kręcić i w najgorszym razie wyjdziesz na łotra, który, jako właściciel gazety, bezprawnie próbuje wpłynąć na opinię publiczną.

– Przepraszam cię Mikaelu, ale nie zgadzam się z tobą. Ja też mam prawo do kształtowania opinii publicznej. W moim przekonaniu ten artykuł cuchnie i zamierzam przedstawić swoje zdanie na ten temat. Mimo wszystko jestem zastępcą Henrika w zarządzie „Millennium" i jako taki nie mogę puścić tych insynuacji płazem.

– Okej.

– Napiszę odpowiedź. I przedstawię w niej Karlmana jako idiotę. Sam sobie nawarzył piwa.

– W porządku. Musisz działać zgodnie ze swoim przekonaniem.

– To dla mnie ważne, żebyś zrozumiał, że nie mam nic wspólnego z tym bezecnym atakiem.

– Wierzę ci – odpowiedział Mikael.

– A oprócz tego naprawdę nie mam ochoty na przypominanie całej historii, ta sprawa odświeża coś, o czym już wcześniej rozmawialiśmy. Dobrze byłoby zainstalować cię ponownie w redakcji „Millennium", żebyśmy wspólnie zademonstrowali zjednoczone siły. Dopóki cię tam nie ma, dopóty będą chodziły gówniane plotki. I ja, i „Millennium" jesteśmy przekonani, że razem uda się nam wygrać tę bitwę.