Выбрать главу

— Głośno i wyraźnie. Każda sylaba wskakuje na swoje miejsce. Żadnych problemów.

— W takim razie czy zdziwiłby się pan, gdybym powiedziała, że nikt inny w całym mieście tego nie potrafi?

— Oprócz mnie?

— I pańskiej kołatki — prychnęła Keli.

Cutwell przysunął sobie krzesło i usiadł. Powiercił się chwilę. Wyraz zadumy przemknął po jego obliczu. Wstał, sięgnął za siebie i wyciągnął płaską, czerwonawą masę, która kiedyś mogła być połówką pizzy[2]. Przyjrzał się jej ze smutkiem.

— Dasz wiarę? Szukałem jej cały ranek — westchnął. — Była ze wszystkimi dodatkami i podwójną papryką.

Zaczął posępnie wybierać z resztek pizzy jadalne kąski. I nagle przypomniał sobie o Keli.

— Ojej, przepraszam! — zawołał. — Gdzież moje maniery? Co sobie o mnie pomyślisz? Poczęstuj się, proszę. O, tu jest anchois.

— Czy ty w ogóle mnie słuchasz? — rozzłościła się księżniczka.

— Czy czujesz się niewidzialna? To znaczy wewnętrznie? — wymamrotał niewyraźnie Cutwell.

— Oczywiście że nie. Czuję się rozzłoszczona. Dlatego chcę, żebyś mi powróżył.

— Nie znam się na tym specjalnie. To raczej praktyki szamańskie i…

— Mogę zapłacić.

— Widzisz, to nielegalne — wyznał niechętnie Cutwell. — Stary król wyraźnie zakazał wróżenia w Sto Lat. Nie przepadał za magami.

— Mogę dużo zapłacić.

— Pani Nugent opowiadała, że ta nowa, ta dziewczyna, będzie pewnie jeszcze gorsza. Podobno strasznie zadziera nosa. Nie z tych, obawiam się, co łaskawszym okiem spojrzą na adeptów subtelnych sztuk.

Keli uśmiechnęła się. Dworzanie, którzy dostrzegliby ten uśmiech, natychmiast spróbowaliby odciągnąć Cutwella z jej drogi i ukryć go w bezpiecznym miejscu, na przykład na innym kontynencie. On jednak siedział spokojnie i zbierał z szaty resztki pieczarek.

— Słyszałam, że ma paskudny charakter — stwierdziła Keli. — Nie zdziwiłabym się, gdyby i tak kazała wypędzić cię z miasta.

— O rany! — jęknął mag. — Naprawdę tak sądzisz?

— Posłuchaj uważnie — powiedziała Keli. — Nie musisz przepowiadać mi przyszłości, jedynie teraźniejszość. Nawet ona nie może mieć nic przeciw temu. Jeśli chcesz, wstawię się za tobą — dodała wielkodusznie.

— Znasz ją? — Mag rozpromienił się.

— Tak. Ale czasem mam wrażenie, że niezbyt dobrze.

Cutwell westchnął i poszperał wśród chaosu na stole, zrzucając kaskady wiekowych talerzy i dawno zmumifikowane resztki kilku posiłków. W końcu znalazł przyklejony do plasterka sera gruby skórzany futerał.

— No tak… — mruknął z powątpiewaniem. — To są karty Karoka. Wysublimowana wiedza starożytnych i w ogóle. A może lepiej ching-aling? Wszystko co potrzebne w jednym praktycznym zestawie. Nie wróżę z fusów.

— Spróbujmy tego chinga coś-tam.

— W takim razie podrzuć do góry te oto łodygi krwawnika. Podrzuciła. Przyjrzeli się wzorcowi, jaki utworzyły.

— Hmm… — mruknął po chwili Cutwell. — Ta jest w kominku, ta w kubku kakao, jedna na ulicy… Szkoda, że nie zamknąłem okna… Jedna na stole i jedna… nie, dwie za komodą. Sądzę, że pani Nugent znajdzie resztę. ; — Nie mówiłeś jak mocno. Mam rzucić jeszcze raz?

— Ee… nie… Lepiej nie. — Mag przerzucał karty pożółkłej księgi, która do tej chwili służyła za podpórkę stołowej nogi. — Ten układ wydaje się mieć pewien sens. Tak, już mam. Oktogram 8887: Bezprawie, Nie Przepraszająca Gęś. Co ma odnośnik tutaj… zaraz… zaraz… tak. Już mam.

— I co?

— Bez wertykalności skorupiakowy cesarz rozumnie wyrusza w porze herbatki; o wieczorze małż spoczywa w milczeniu pośród kwiecia migdałowca.

— Aha — rzekła z szacunkiem Keli. — A co to znaczy?

— Jeśli nie jesteś małżem, to chyba nic ważnego — odparł Cutwell. — Mam wrażenie, że tekst stracił nieco w przekładzie.

— Czy na pewno wiesz, jak się to robi?

— Spróbujmy z kartami — zaproponował szybko mag i rozłożył talię. — Wybierz jedną. Którąkolwiek.

— To Śmierć — oznajmiła Keli.

— No tak. Śmierć. Oczywiście Śmierć nie oznacza koniecznie śmierci… Nie w każdej sytuacji — zapewnił nerwowo Cutwell.

— Chcesz powiedzieć, że nie oznacza śmierci w sytuacji, gdy podmiot jest zdenerwowany, a ty zbyt zakłopotany, żeby wyznać prawdę?

— Może weź inną kartę.

— To też Śmierć.

— Odłożyłaś tamtą do talii?

— Nie. Wziąć jeszcze jedną?

— Właściwie możesz.

— Co za przypadek.

— Śmierć numer trzy?

— Tak jest. Czy to specjalna talia do sztuczek z kartami? — Keli starała się zapanować nad sobą, ale nawet ona słyszała we własnym głosie lekką nutę histerii.

Cutwell zmarszczył brwi, wsunął wyciągnięte przez nią trzy karty do talii, potasował i rozłożył wszystkie na stole. Była tylko jedna ze Śmiercią.

— No tak — mruknął. — To poważna sprawa. Mogę obejrzeć twoją rękę?

Długo się w nią wpatrywał. Potem wstał, podszedł do komody, wyjął z szuflady jubilerskie szkło powiększające, rękawem starł z niego owsiankę i przez kolejne parę minut badał najdrobniejsze szczegóły dłoni księżniczki. Wreszcie wyprostował się i wyjął szkło z oka.

— Jesteś martwa — oświadczył.

Keli milczała. Żadna dobra odpowiedź nie przychodziła jej do głowy. „Nie jestem” brakowało stylu, zaś „Czy to poważna sprawa?” wydało się nieco frywolne.

— Powiedziałem już, że moim zdaniem to poważna sprawa? — zapytał Cutwell.

— Chyba tak. — Keli mówiła doskonale obojętnym tonem.

— Miałem rację.

— Och…

— Może nawet groźna.

— Co może mi grozić gorszego niż bycie martwą?

— Nie miałem na myśli ciebie.

— Och…

— Wydaje się, że coś fundamentalnego poszło nie tak, jak powinno. Jesteś martwa w każdym znaczeniu tego słowa, z wyjątkiem, ee… dosłownego. To znaczy karty uważają cię za martwą. Twoja linia życia uważa, że nie żyjesz. Wszystko i wszyscy wierzą, że umarłaś.

— Ja nie — wtrąciła Keli, ale zabrzmiało to niepewnie.

— Obawiam się, że twoja opinia nie ma tu znaczenia.

— Przecież ludzie mogą mnie widzieć i słyszeć!

— Pierwsza rzecz, jakiej uczą na Niewidocznym Uniwersytecie, to że ludzie nie zwracają na takie rzeczy uwagi. Najważniejsze jest to, co podpowiada im umysł.

— To znaczy ludzie nie widzą mnie, bo umysły im zabraniają?

— Mniej więcej. Nazywa się to przeznaczeniem czy jakoś tak. — Cutwell spojrzał na nią z zakłopotaniem. — Jestem magiem. Znam się na tym.

— Właściwie to nie jest pierwsza rzecz, jakiej nas uczą — dodał po chwili. — Wiesz, najpierw tłumaczą, gdzie są toalety i takie tam sprawy. Ale potem od razu to.

— Przecież ty mnie widzisz.

— No tak… Magowie są szkoleni, by widzieć to, co jest, i nie widzieć tego, czego nie ma. Mamy specjalne zajęcia…

Keli zabębniła palcami o stół, a przynajmniej próbowała. Okazało się to dość trudne. Popatrzyła na blat z nieokreśloną grozą.

Cutwell podbiegł i wytarł stół rękawem.

— Przepraszam — wymruczał. — Wczoraj na kolację jadłem chleb z miodem.

— Co mogę zrobić?

— Nic.

— Nic?

— Mogłabyś zostać włamywaczem doskonałym… Przepraszam. To nie było w najlepszym guście.

— Też tak sądzę.

Cutwell niezgrabnie poklepał ją po ręce. Keli była zbyt zamyślona, by zwrócić uwagę na tę ewidentną obrazę majestatu.

вернуться

2

Pierwsza pizza na Dysku była dziełem klatchiańskiego mistyka, Roniona „Joego Apokalipsy” Shuwadhiego, który twierdził, że przepis otrzyma! we śnie od samego Stwórcy Dysku. Stwórca miał też oznajmić, że właśnie coś takiego chciał osiągnąć od samego początku. Ci z pustynnych wędrowców, którzy mieli okazje zobaczyć oryginał (nadal cudownie zachowany w Zakazanym Mieście Ee) twierdzą, że Stwórcy chodziło o niezbyt dużą porcję z serem i papryką, ozdobioną kilkoma czarnymi oliwkami[10]. Takie elementy jak góry i morza zostały umieszczone w chwilowym porywie entuzjazmu, co zresztą często się zdarza.