Выбрать главу

– Co?

Pop lekko podniósł głos. Czuły słuch Fandorina pochwycił tych kilka głośniej wypowiedzianych słów.

Najpierw ojciec Wikientij powiedział: „Rozporządzenie archijereja”. Potem: „Po domach z ikoną”. I jeszcze: „No więc dogadamy się czy nie?”.

Wysłuchawszy popa, starcy naradzili się szeptem. Najstarszy wziął kawałek papieru, coś na nim napisał i pokazał duchownemu. Ten z oburzeniem wzniósł oczy do góry.

Skrybowie znów zaszeptali.

Erast Pietrowicz wzrok miał równie dobry jak słuch. Zrobił krok naprzód, przymrużył oczy i zobaczył, że na świstku jest napisana jakaś litera, a nad nią wężyk. Tak chyba w piśmie starosłowiańskim oznacza się cyfry.

Nagle uwagę Fandorina zwróciło zachowanie diakona. Warnawa wprawdzie również nie odrywał wzroku od swego przełożonego, w odróżnieniu jednak od pozostałych, obserwujących dziwne negocjacje z zaciekawieniem, minę miał zawstydzoną i nieszczęśliwą.

Erast Pietrowicz wziął diakona za rękaw i dyskretnie odprowadził na bok.

– O co oni się t-targują?

– No proszę, i pan się domyślił – rzekł z westchnieniem Warnawa. – Ojciec Wikientij jest bardzo chciwy. Taki wstyd. Kiedy powiedział, że weźmie mnie ze sobą w podróż duszpasterską, to się z początku ucieszyłem. Ze taki mnie spotkał zaszczyt. A potem zrozumiałem – ma mnie za durnia, nie boi się, dlatego mnie wybrał. Bo jaki jest cel tego objazdu? Powinien heretyków nawracać na prawdziwą wiarę prawosławną, ich domy modlitwy zamykać, małżonków powtórnie żenić. A dla raskolników to gorsze od katorgi. Więc ojciec Wikientij pogada ze starostą albo ze starcami, postraszy, a potem za pieniądze się wycofuje. To bardzo niedobrze…

– Zależy dla kogo – mruknął Erast Pietrowicz, oglądając się na przedsiębiorczego popa.

A diakon na te słowa cały się rozpromienił:

– I ja też tak myślę. W sąsiednim okręgu, gdzie mieszkają raskolnicy popowcy, duchowny żadnych opłat nie bierze, jest nieprzekupny i nieustępliwy. Ilu ludziom życie zatruł! Ilu wtrącił do więzienia! Tak sobie myślę, że ojciec Wikientij jest o wiele bardziej ludzki, albowiem chciwość to mniejszy grzech niźli brak serca.

Negocjacje tymczasem się zakończyły, i chyba ku obopólnemu zadowoleniu.

– To ja potem wstąpię, do każdego – powiedział głośno pop i przeżegnał dziadów, kreśląc w powietrzu znak krzyża trzema palcami.

Skrybowie jak jeden mąż splunęli przez lewe ramię, ale duchownego to nie obraziło.

Z zadowoloną miną podszedł do Kochanowskiego.

– Pańscy towarzysze nie chcieli mnie ze sobą zabrać, a widzi pan, jak się przydałem. Umówiłem się, że przeprowadzę w domach pouczające rozmowy, pogadam z tymi starcami na osobności, w zaufaniu. A przy okazji – przymrużył oko – wypytam o rodzinę. Kto jak się nazywa i ile ma lat. Wszystko zapiszę i potem panu przekażę.

Anatolij Stiepanowicz podziękował kwaśno.

– No a ty, uboga czernico, jakiej jesteś wiary? – zwrócił się dziad z drżączką do Kiriłły. – Czemu z nieczystymi się zadajesz?

– Czysty od nieczystego się nie zbruka, nieczysty od czystego nie wybieli. Śluby złożyłam, ojczulku. Z zawiązanymi oczami ziemię obchodzę dla zbawienia duszy. Karmię się jałmużną, opowiadam stare podania. Zimą bez oczu trudno, to przystałam do dobrych ludzi.

– A gdzież tobie stare podania opowiadać? – skrzywił się starzec. – Pewnie to jakieś babskie bajki.

– Wszystkie żywoty znam i święte teksty – broniła się bajarka.

– A to jeszcze gorzej. Lepiej głupie bajki pleść niż przekręcać święte księgi. Takie żebraczki jak ty tylko kalają dawne świętości!

Kiriłła odstawiła kostur i znów pokłoniła się z pokorą.

– Ani słóweczka nie przeinaczam, opowiadam wszystko tak, jak stoi w starych księgach. Sprawdź, ojczulku, sam zobaczysz.

Wśród skrybów zapanowało poruszenie. Po raz pierwszy otworzył usta ktoś poza najstarszym – długonosy dziad o wzroku nieco bystrzejszym od innych.

– Znasz Rękopis o dawnych ojcach! - zapytał tenorkiem.

– Znam, ojczulku.

– Nie, niech powie coś ze Złatostruja [71] – zaproponował trzeci, malutki i zgarbiony.

– To ża łatwe! Kto nie żna Żłatosztruja? - wtrącił się czwarty, kompletnie bezzębny.

Kiriłła znalazła chyba jedyny możliwy sposób ożywienia tych książkowych moli. Długonosy chytrze przymrużył oczy.

– Chwalisz się, że znasz na pamięć wszystkie żywoty? A mnicha Jepifanija?

– Znam i Jepifanija, ojczulku.

– No to powiedz. Ale nie od początku, tylko od trzeciego zeszytu. Jak Jepifanij zamieszkał w leśnej pustelni i jak Zły zaczął go dręczyć mrówkami. Czemuś umilkła, nie pamiętasz? – zachichotał egzaminator.

Kiriłła wyprostowała ramiona i zaczęła równym głosem, pozbawionym jakiegokolwiek wyrazu:

– „…Innym razem diabeł tako mnie doświadczył: zesłał był mi do celi robaków nieprzeliczone mnóstwo, a zowią ich mrówki; i jęły mi owe czerwie-murasze sekretne członki kąsać, ażem był cały we łzach”.

Długonosy z nieoczekiwanym wigorem wdrapał się na ławę, zdjął z półki księgę w skórzanej oprawie i otworzył. Starcy pochylili nad nią siwe głowy i zaczęli śledzić tekst. Sądząc z tego, że głowy zgodnie się kiwały, Kiriłła recytowała dokładnie słowo w słowo.

– „Wziąłem się zatem, ja grzeszny, warem je polewać. One zasię gryzą mi sekretne członki, a niczego innego nie gryzą – ani rąk, ani nóg, ani czego innego, jeno sekretne członki. Wziąłem się wygniatać je rękami i nogami. A one przeryły ścianę celi mojej i przyszły do mnie i kąsają mi sekretne członki. Jażem celę moją ziemią obsypał i zaparłem mocno, lecz one, nie wiem jako, ziemię i celę przekopały i kąsają mi sekretne członki. I gniazdo sobie umościły pod piecem, i stamtąd idą ku mnie, i kąsają mi sekretne członki…”.

Kochanowski nie wytrzymał, parsknął śmiechem – i zatkał sobie dłonią usta. Uriadnik też wyszczerzył zęby. A Jewpatjew pochylił się do Fandorina i szepnął z zachwytem:

– Niesamowite! Recytuje jak z nut!

– „…Wielem miał z nimi udręczenia: cokolwiek bym, nieszczęsny uczynił, one mi gryzą sekretne członki. Jużem chciał szyć mieszek na sekretne członki, wszelako nie szyłem, trwałem w męce. A myślałem takoż, by celę przestawić, nie dawały mi bowiem ni się posilić, ni rękodzieło robić, ni reguły przestrzegać…” – wyliczała rzetelnie Kiriłła wszystkie męki, jakie znosił świątobliwy mnich za przyczyną zajadłych mrówek. Starcy siedzieli rozanieleni.

– Danna, „sekretne czronki” ware no koto des ka? – zapytał Masa.

– Tak, tak, nie przeszkadzaj.

Fandorin obserwował bajarkę z zainteresowaniem. Ani cienia uśmiechu na beznamiętnej twarzy, ani najlżejszej ironii w głosie. Urodzona aktorka! Gdyby wzrastała w innym środowisku, byłaby nową Sarah Bernhardt albo Eleonorą Duse. I zaiste, co za fenomenalna pamięć!

Wreszcie Jepifanij poradził sobie z najazdem mrówek. W tym celu musiał po prostu rzetelnie się pomodlić.

– „…i w tej godzinie przestały mi murasze sekretne członki kąsać a jeść” – zakończyła Kiriłła. – Recytować z czwartego zeszytu czy wystarczy?

Wszyscy czterej skrybowie wstali i pokłonili się jej – nisko, dotykając głowami stołu.

– Dar Boży masz w sobie, matko – rzekł ze wzruszeniem najstarszy.

– Błogosławieństwo Ducha Świętego – dodał garbaty. Długonosy zaś wykrzyknął, ocierając łzy:

– Racz zajść, mateńko, do mego domu powieczerzać, spożyć dary Boże.

вернуться

[71] Złatostruj – najstarsza staroruska księga, zawierająca wybrane teksty Jana Złotoustego (przyp. tłum.)