Выбрать главу

Julio był świeży i zadbany. Chyba tylko Reese potrafił dostrzec u porucznika ledwo widoczne ślady przemęczenia. Verdad jak zwykle był nienagannie ubrany: miał elegancko skrojony ciemny garnitur, starannie wyprasowaną białą koszulę, precyzyjnie zawiązany krawat w kolorach kasztanowym i błękitnym ze złotym łańcuszkiem, w kieszonce marynarki umieścił chusteczkę. Całość uzupełniały wiśniowe półbuty firmy Bally. Julio zatem jak zawsze wyglądał schludnie i przytomnie, ale pod jego oczami można było dostrzec ciemne worki, a jego głos był zdecydowanie cichszy niż zwykle.

– Całą noc na chodzie…? – spytał Reese.

– Nie, spałem.

– Ile? Godzinę? Dwie? Tak właśnie myślałem. Martwię się o ciebie – powiedział przyjaciel. – Zakatujesz się kiedyś na śmierć.

– To jest wyjątkowa sprawa.

– Wszystkie sprawy są dla ciebie wyjątkowe.

– Wobec ofiary, wobec Ernestiny, czuję się szczególnie zobowiązany.

– To już tysiączna ofiara, wobec której czujesz się szczególnie zobowiązany – zauważył Reese.

Julio wzruszył ramionami i pociągnął łyk kawy.

– Sharp nie blefował.

– Co masz na myśli?

– Nie blefował, przestrzegając nas przed kontynuowaniem tej sprawy. W kartotece są nadal nazwiska ofiar: Ernestina Hernandez i Rebecca Klienstad, ale cała reszta została utajniona. Oficjalnie podano, że władze federalne przejęły sprawę ze względu na „dobro bezpieczeństwa państwowego”. Dzisiaj rano zaczepiłem Folbecka, czy nie pozwoliłby nam na towarzyszenie federalnym. A ten jak na mnie nie skoczy: „Kurwa twoja mać, Julio, nie mieszaj się do tego. To rozkaz!” Tak powiedział.

Folbeck był szefem wywiadowców. Jako zagorzały mormon nigdy nie używał tak mocnych słów, chociaż był nie gorzej wyszczekany niż reszta chłopców w wydziale i w ogóle dosyć często rzucał cholerami. Istniały jednak granice, których nie przekraczał i nie pozwalał przekraczać swoim ludziom. Powiedział kiedyś do Reese’a: „Hagerstrom, bardzo cię proszę, żebyś nigdy więcej w mojej obecności nie mówił «kurwa mać» ani «w dupę jebany». Nie znoszę tego i nie będę – cholera jasna! – takich rzeczy tolerował”. Jeśli więc teraz Nicholas Folbeck użył nie swojej łagodnej cholery, ale mocniejszych słów, należało wnioskować, że polecenie, by wyłączyć się z tej sprawy, pochodziło od kogoś znacznie ważniejszego niż Anson Sharp.

– A co z materiałami w sprawie porwania zwłok Erica Lebena? – spytał Hagerstrom.

– To samo – odrzekł Julio. – Sprawa odebrana i przekazana na szczebel federalny.

Rozmowa na tematy zawodowe pozwoliła Reese’owi zapomnieć o koszmarnych snach i o Janet. Wrócił mu nawet apetyt. Z pojemnika na pieczywo wyjął jeszcze jedną słodką bułeczkę.

– A może i ty masz ochotę…? – spytał Julia, ale ten odmówił.

– Co jeszcze załatwiłeś przez noc? – powrócił do tematu.

– Najważniejszą sprawę załatwiłem rano, po otwarciu biblioteki miejskiej. Pojechałem tam i przeczytałem wszystko, co mieli na temat doktora Lebena.

– Sporo już o nim wiemy: bogaty naukowiec, geniusz w dziedzinie genetyki, zimny, cyniczny i na tyle głupi, że nie wiedział, jaką ma wspaniałą żonę.

– Cierpiał też na pewną manię – powiedział Julio.

– Myślę, że każdy geniusz cierpi na jakąś manię.

– Ale to była mania nieśmiertelności!

Reese zmarszczył brwi.

– Co?

– Jako doktorant i jeszcze po otrzymaniu tytułu naukowego, kiedy dał się już poznać jako jeden z najbardziej uzdolnionych genetyków, specjalistów od DNA, na świecie, pisał artykuły dla wydawnictw naukowych i publikował rozprawy na temat różnorodnych aspektów wydłużania czasu ludzkiego życia. To było morze artykułów. Facet niewątpliwie cierpi na manię.

– Cierpiał. Pamiętaj, że został przejechany – odezwał się Reese.

– Nawet w najsuchszym z tych artykułów, najbardziej technicznym… jest jakiś… ogień, jakaś… pasja, która i ciebie chwyta – kontynuował Julio. Z wewnętrznej kieszeni marynarki wyjął jakąś kartkę i rozłożył ją. – To jest wycinek z artykułu, który ukazał się w czasopiśmie popularnonaukowym, bardziej kolorowy, nie tak suchy jak opis technicznych detali w ściśle profesjonalnym ujęciu. Cytuję: „Kiedyś wreszcie będzie możliwe, że człowiek tak zmieni swą strukturę genetyczną, iż nie będzie się już bał śmierci, a żyć będzie dłużej od Matuzalema. Stanie się Jezusem i Łazarzem w jednej osobie, powstanie z grobu wbrew dotychczasowym prawom”.

Reese zamrugał oczami.

– Śmieszne, co? Ukradli jego ciało z kostnicy, co można uznać za „powstanie z grobu”, choć zapewne nie to miał Leben na myśli.

Oczy Julia były dziwne.

– Wcale nie wiadomo, czy to takie śmieszne. Wcale nie wiadomo, czy ktoś ukradł jego ciało.

Reese poczuł, że i jego oczy robią się dziwne.

– Chyba nie myślisz… – powiedział. – Nie, na pewno nie…

– To był geniusz, mający niewyczerpane zasoby finansowe. Niezwykle błyskotliwy umysł i znający się na tym, co robił, naukowiec, a przy tym człowiek opętany manią bycia wiecznie młodym, pokonania śmierci. A więc jeśli wydaje nam się, że wstał ze stołu do sekcji i wyszedł z kostnicy… to może naprawdę tak się stało?

Reese poczuł, że policzek zaczyna mu drgać nerwowo. Ze zdziwieniem zauważył też, że oblewa się zimnym potem.

– Ale czy po tych wszystkich obrażeniach, których doznał, jest to jeszcze możliwe?

– Na pewno kilka lat temu byłoby to zupełnie niemożliwe. Żyjemy jednak w epoce cudów, a przynajmniej w epoce nieskończonych możliwości.

– Ale jak to jest możliwe?

– Tego właśnie, między innymi, musimy się dowiedzieć. Zadzwoniłem na UCI [8] i skontaktowałem się z doktorem Eastonem Solbergiem, którego prace nad starzeniem się Leben wspominał w swych artykułach. Okazało się, że Leben osobiście znał Solberga, uważał go za mistrza i przez pewien czas utrzymywali nawet bliskie kontakty. Solberg bardzo go chwalił jako naukowca i stwierdził, że nie dziwi się, iż Leben zbił majątek na swych odkryciach w dziedzinie genetyki. Jednakże dodał, że zna też ciemną stronę charakteru Erica i chciałby o tym porozmawiać.

– Jaką ciemną stronę?

– Nie chciał o tym mówić przez telefon. Ale umówiłem się z nim o pierwszej na terenie uniwersytetu.

Julio odsunął się od stołu i wstał.

– Czy uda nam się, nie zadzierając z Nickiem Folbeckiem, dalej grzebać w tej sprawie? – spytał Reese.

– Chorobowe – powiedział Julio. – Dopóki jestem na zwolnieniu lekarskim, nie prowadzę oficjalnie żadnego śledztwa. Mogę najwyżej interesować się czymś prywatnie.

– To nam nic nie pomoże, jeśli nas złapią. W takich sytuacjach gliniarz nie może okazywać „prywatnego zainteresowania”.

– Nie, ale gdy będę na chorobowym, Folbeck przestanie interesować się tym, co robię. W ogóle zmniejsza się wtedy prawdopodobieństwo, że ktoś będzie zaglądał mi przez ramię. Wprost przeciwnie, dam im w ten sposób do zrozumienia, że z całą tą śliską sprawą nie chcę mieć nic wspólnego. Powiedziałem już Folbeckowi, że zamierzam wziąć wolne na kilka dni i wycofać się ze sprawy, co będzie najlepszym wyjściem na wypadek, gdyby dziennikarze nie dawali mi spokoju. Folbeck przyznał, że mam rację.

Reese również wstał od stołu.

– Zadzwonię do niego, że też źle się czuję.

– Już to za ciebie zrobiłem – powiedział Julio.

– Och… dobrze, jedźmy więc.

– Pomyślałem sobie, że słusznie postępuję. Ale jeśli nie chcesz się w to mieszać…

– Julio, działamy razem.

вернуться

[8] UCI (University of California at Irvine) – filia Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine (przyp. tłum.).