Matka wrosła w ziemię niczym sosna. Ja byłem naroślą na jej pniu, pięć moich starszych sióstr przypominało wierzby, a bękart Sima – małego dębczaka. Staliśmy tak, niczym nieduży zagajnik, w milczeniu, naprzeciwko tajemniczego porcelanowego naczynia i ptasiego wizerunku. Gdyby leżąca na kangu Trzecia Siostra nie roześmiała się szyderczo, zapewne zamienilibyśmy się w prawdziwe drzewa.
Przepowiednia Trzeciej Siostry sprawdziła się. Z wielką czcią i szacunkiem wnieśliśmy wizerunek ptaka do pokoju odosobnienia i powiesiliśmy na ścianie za stojakiem na kadzidła. A wyszczerbiona porcelanowa miska – czy przedmiotów o tak niezwykłej przeszłości powinni używać zwykli ludzie? Matka postawiła ją na stojaku na kadzidła, w przekonaniu, że spotkało ją wielkie wyróżnienie i napełniła świeżą wodą dla Ptasiej Nieśmiertelnej.
Wieść o tym, że w naszej rodzinie objawiła się Ptasia Nieśmiertelna, szybko rozeszła się po całym Północno-Wschodnim Gaomi i powędrowała dalej w świat. Przez nasz dom sunął nieprzerwany korowód ludzi proszących o lekarstwa, porady i przepowiednie, lecz Ptasia Nieśmiertelna przyjmowała tylko dziesięć osób dziennie. Zamknęła się w swoim pokoju, a pielgrzymi klękali na zewnątrz pod oknem. Przez specjalnie wycięty w oknie otworek wydobywał się jej ni to ludzki, ni to ptasi głos, którym dyktowała rady dla chorych i przepowiednie dla poszukujących. Przepisy na medykamenty, które Trzecia Siostra, to znaczy Ptasia Nieśmiertelna, zalecała chorym, były naprawdę niezwykłe, miały też w sobie coś przewrotnego. Pewnemu człowiekowi, który cierpiał na chorobę żołądka, przepisała, co następuje: siedem pszczół, dwie kulki gnoju utoczonego przez żuki gnojowe, jeden liang [17] liści brzoskwini, pół funta skorupek jaj – zażywać w postaci sproszkowanej, po rozpuszczeniu w wodzie. Przybyszowi w króliczej czapce, o chorych oczach, zaleciła następującą miksturę: siedem szarańcz, parę świerszczy, pięć modliszek, cztery dżdżownice utrzeć na pastę i smarować wnętrza dłoni. Człowiek o chorych oczach złapał kartkę z receptą, która wyfrunęła przez otwór w oknie, przeczytał i wymamrotał z pogardliwą miną:
– Ptasia Nieśmiertelna… Nic dziwnego, że przepisuje ptasią karmę… Pacjent odszedł, wciąż mamrocząc pod nosem, a nam zrobiło się wstyd za Trzecią Siostrę. Szarańcze, świerszcze – to wszystko ptasie przysmaki, jak mogą nadawać się do leczenia ludzkich przypadłości? Gdy zadawałem sobie to pytanie, mężczyzna o chorych oczach przybiegł z powrotem, padł na kolana pod oknem Trzeciej Siostry i zaczął bić pokłony tak energicznie, jakby rozgniatał czosnek.
– O wielka Ptasia Nieśmiertelna, przebacz – powtarzał – przebacz, Ptasia Nieśmiertelna!
Na jego błagania Trzecia Siostra odpowiedziała szyderczym śmiechem. Później dowiedzieliśmy się, że gdy tylko ów gadatliwy pacjent wyszedł za naszą bramę, z nieba spadł wielki sokół i wczepił mu się szponami w głowę, po czym odleciał z jego futrzaną czapką. Był jeszcze inny człowiek o nieczystych intencjach – podając się za chorego cierpiącego na zapalenie dróg moczowych, ukląkł pod okienkiem i poprosił o poradę.
– Co ci dolega? – spytała Ptasia Nieśmiertelna z wnętrza izby.
– Z bólu nie mogę się wysikać.
W pokoju nagle ucichło, jakby Ptasia Nieśmiertelna zawstydziła się i wyszła. Mężczyzna brawurowo przyłożył oko do otworu w okienku, chcąc zajrzeć do środka, po czym wrzasnął z bólu – ogromny skorpion spadł mu na kark i natychmiast użądlił. Po chwili nabrzmiała mu twarz, oczy zamieniły się w wąskie szparki jak u salamandry.
Karząc oszusta, Ptasia Nieśmiertelna dała popis swoich nadprzyrodzonych zdolności, ku aprobacie uczciwych ludzi, a jej sława wzrosła jeszcze bardziej. W następnych dniach po wróżby i porady przybyło mnóstwo ludzi mówiących dialektami z dalekich stron. Matka dowiedziała się, że niektórzy z nich przywędrowali znad Wschodniego Morza, a inni znad Północnego. Gdy pytała, skąd wiedzieli o niezwykłych umiejętnościach Ptasiej Nieśmiertelnej, otwierali tylko szeroko oczy, nie wiedząc, co odpowiedzieć. Ich ciała wydzielały słony zapach – matka powiedziała nam, że tak pachnie morze. Przybysze nocowali na naszym podwórku i czekali cierpliwie na swoją kolej. Ptasia Nieśmiertelna miała ustalone zwyczaje: codziennie przyjmowała dziesięciu pacjentów, po czym udawała się na spoczynek. We wschodniej izbie zapadała wtedy martwa cisza. Matka wysyłała Czwartą Siostrę ze świeżą wodą, a gdy Czwarta Siostra wchodziła do pokoju, Trzecia wychodziła. Następnie Piąta Siostra przynosiła jedzenie i zamieniała się miejscami z Czwartą. Goście tylko mrugali oczami, patrząc na ten korowód wchodzących i wychodzących – nie mogli się zorientować, która z dziewcząt jest Ptasią Nieśmiertelną.
Gdy Trzecia Siostra uwalniała się spod wpływu Ptasiej Nieśmiertelnej, w gruncie rzeczy pozostawała człowiekiem, przejawiała jednak sporo niezwykłych reakcji i zachowań. Mówiła bardzo mało, mrużyła oczy, lubiła pozostawać w pozycji kucznej, piła tylko czystą wodę, wyciągając szyję przy każdym łyku, tak jak to czynią ptaki. Nie jadła zboża, lecz i my też go nie jedliśmy, ponieważ nie mieliśmy ani ziarenka. Pacjenci i proszący o wróżbę przynosili przeważnie ofiary zgodne z upodobaniami ptaków – szarańcze, gąsienice jedwabnika, mszyce, skarabeusze i świetliki, niektórzy ofiarowali też pokarm roślinny, taki jak ziarno sezamu, orzeszki pinii, ziarna słonecznika. Oczywiście przekazywaliśmy te wszystkie dary najpierw Trzeciej Siostrze, a to, czego nie zjadła, dzieliliśmy między matkę, pozostałe siostry i małego Simę. Wszystkie moje starsze siostry, które były bardzo oddanymi córkami, skromnie odmawiały szarańczy czy gąsienicy, czerwieniąc się po uszy. Ilość mleka u mojej matki spadła do bardzo niskiego poziomu, lecz jego jakość była wciąż znakomita. W tamtych ptasich czasach matka chciała odstawić mnie od piersi, ale zrezygnowała z tych prób, gdy okazało się, że prędzej zapłaczę się na śmierć, niż ustąpię.
W podzięce za dostarczany przez nas wrzątek i inne wygody, a przede wszystkim z wdzięczności za ulgę, jaką przynosiły mikstury zalecane przez Ptasią Nieśmiertelną, przybysze znad morza podarowali nam konopny worek, pełen suszonych ryb. Byliśmy ogromnie wzruszeni i odprowadziliśmy ich aż nad Rzekę Wodnego Smoka – wtedy po raz pierwszy ujrzeliśmy kilkadziesiąt rybackich łodzi o grubych masztach, cumujących na jej spokojnych wodach. Od zarania dziejów rzeką tą pływało jedynie kilka dużych tratew, służących do przeprawy w czasie gwałtownego przyboru wód. Dzięki Ptasiej Nieśmiertelnej, która objawiła się w naszej rodzinie, Rzeka Wodnego Smoka stała się szlakiem łączącym nas z dalekimi morzami i rozległymi oceanami. Był początek dziesiątego miesiąca; porywiste północno-zachodnie wiatry smagały wodę. Nadmorscy przybysze wsiedli na łodzie, rozpostarli połatane, szare żagle, które łopotały na wietrze i wypłynęli na środek rzeki. Woda zmętniała od mnóstwa mułu, wzbijanego przez płetwy sterowe. Stada srebrnoszarych mew, które niedawno przyleciały tu za łodziami, teraz odlatywały wraz z nimi. Ptaki krzyczały przenikliwie, to polatując nisko, to wzbijając się w górę; kilka z nich urządzało sobie popisy ptasich technik lotniczych, takich jak pikowanie głową w dół czy zawiśnięcie nieruchomo w powietrzu. Na brzegu zebrało się sporo wieśniaków; zwabieni zamieszaniem, spontanicznie przyłączyli się do uroczystego pożegnania gości z dalekich stron. Z łopotem żagli, poruszając sterami, łodzie z wolna popłynęły w dal – Rzeką Wodnego Smoka kierowały się ku Wielkiemu Kanałowi, którym przybysze zamierzali dostać się do Rzeki Białego Konia, a nią z kolei popłynąć do zatoki Bo Hai. Podróż miała trwać dwadzieścia jeden dni. Całą tę wiedzę geograficzną przekazał mi osiemnaście lat później Han Ptaszek. Wizyta pielgrzymów z dalekich krain w Północno-Wschodnim Gaomi, która miała wiele wspólnego z historycznymi wyprawami Zheng He [18] i Xu Fu [19], stanowiła chlubną kartę w historii naszego okręgu. A wszystko to sprawiła Ptasia Nieśmiertelna z rodziny Shangguan. Chwała ta rozproszyła chmury, które zbierały się w sercu naszej matki. Być może matka miała nadzieję, że w naszym domu zamieszka jeszcze inna zwierzęca Nieśmiertelna, na przykład rybia – a może w ogóle nie przyszło jej nic takiego do głowy.
18
Zheng He (ok. 1360 – ok. 1433) – słynny podróżnik; na czele wypraw morskich docierał do Azji Południowo-Wschodniej, Indii, Iranu, Arabii i wschodnich wybrzeży Afryki.
19
Xu Fu – mag na dworze dynastii Qin (III w. p.n.e.); zasłynął wyprawą po eliksir nieśmiertelności, z której nigdy nie powrócił; według legend dotarł do Japonii.