Выбрать главу

– Tutaj ja jestem najwyższą władzą – rzekł Sima Ku. – Oświadczam, że macie pół godziny na opuszczenie Dalanu, po tym terminie otwieramy do was ogień!

– Pewnego dnia będziesz musiał wypić piwo, którego nawarzyłeś – wycedził Lu Liren.

Ignorując go całkowicie, Sima Ku głośno wydał rozkaz:

– Eskortować naszych towarzyszy, którzy opuszczają teren!

Plutony koński i ośli zwarły szyki i ruszyły jednocześnie naprzód, od wschodu i od zachodu. Żołnierze z Plutonu Wysadzania Mostów zostali zagnani w uliczkę wiodącą obok naszego domu. Po obu jej stronach co parę metrów stał żołnierz w cywilnym ubraniu, uzbrojony w mauzera; kilku usadowiło się także na dachach.

Po półgodzinie większość żołnierzy Plutonu Wysadzania Mostów gramoliło się na drugi brzeg Rzeki Wodnego Smoka, ociekając wodą. Ich twarze lśniły w zimnym blasku księżyca. Inni, korzystając z zamieszania, ukryli się w gąszczu krzaków na brzegu lub dali się ponieść nurtowi, by przeprawić się na drugą stronę w innym miejscu, a następnie, niezauważeni przez nikogo, wyżąć ubranie i pod osłoną nocy ruszyć w drogę do domu.

Prawie stu żołnierzy stało już po drugiej stronie rzeki jak kury wetknięte do garnka na rosół. Przyglądali się sobie nawzajem; niektórzy zalewali się łzami, inni byli skrycie zadowoleni. Lu Liren na widok własnych rozbrojonych oddziałów czym prędzej odwrócił się i pobiegł z powrotem do rzeki, zamierzając się utopić, lecz żołnierze powstrzymali go w porę. Stał nad wodą i rozmyślał dłuższą chwilę, w końcu podniósł głowę i krzyknął w kierunku tłumu mieszkańców Dalanu na przeciwległym brzegu:

– Sima Ku, czekaj no tylko! Prędzej czy później nadejdzie dzień, gdy wrócimy po waszą krew! Północno-Wschodnie Gaomi jest nasze, nie wasze! Posiedzicie tu sobie jakiś czas, ale ostatecznie ta ziemia i tak należy do nas"!

Niechby Lu Liren wreszcie zabrał swoje wojska i poszedł lizać rany – ja miałem własne problemy do rozwiązania. Co do kwestii, czy topić się w rzece, czy też w studni, zdecydowałem się na rzekę, ponieważ słyszałem, że płynąc w dół rzeki, można dotrzeć do morza. W roku, w którym Ptasia Nieśmiertelna objawiła swoje nadprzyrodzone zdolności, rzeką przypłynęło znad morza kilkanaście dwumasztowych statków.

Obserwowałem, jak żołnierze plutonu z trudem przeprawiają się przez Rzekę Wodnego Smoka, migoczącą w zimnym blasku księżyca. Chlapiąc i wywracając się, mącili wodę i wzbudzali mnóstwo drobnych fal. Żołnierze Simy Ku nie oszczędzali amunicji – strzelali ze swoich karabinów i mauzerów do rzeki, topiąc dziesiątki kul i zamieniając wodę w bulgoczący wrzątek. Gdyby chcieli, mogliby z łatwością wybić wszystkich do nogi, zamierzali jednak tylko ich wystraszyć. Po całej akcji zabitych i rannych było ledwie kilkunastu. Po kilku latach, gdy pluton powrócił jako niezależna jednostka, siejąc śmierć, rozstrzeliwani żołnierze i oficerowie z oddziałów Simy Ku odczuli wielką niesprawiedliwość dziejów.

Posuwałem się z wolna w kierunku największej głębiny. Rzeka odzyskała już swój pierwotny spokój; na powierzchni wody tańczyły niezliczone błyski. Wodorosty owijały mi się wokół nóg, małe rybki skubały kolana ciepłymi pyszczkami. Zrobiłem kolejnych parę kroków w stronę głębiny; woda sięgnęła mi powyżej pępka. Poczułem skurcz żołądka – to nieznośny głód trzymał go w swoim uścisku. Ukochane, uwielbiane, najpiękniejsze piersi matki wypełniły całkowicie moje myśli. Matka posmarowała brodawki olejem z ostrą papryką i przypomniała mi: „Masz już siedem lat, czas skończyć ze ssaniem". Po co w ogóle dożyłem tego strasznego wieku? Czemu nie umarłem, zanim skończyłem siedem lat? Poczułem słony smak łez. W takim razie umrę teraz – nigdy nie zgodzę się na to, by wszystkie te nieczyste pokarmy brukały moje usta i przewód pokarmowy. Przeszedłem odważnie kolejnych kilka kroków. Woda nagle zatopiła mi ramiona; całym ciałem odczuwałem już siłę ciemnego nurtu w głębinie. Zakotwiczyłem stopy w dnie, walcząc z prądem. Przede mną kręcił się wir, który zaczął mnie wciągać – byłem przerażony. Czułem, jak nurt przy samym dnie stopniowo wymywa muł wokół moich stóp; zapadałem się powoli, pchany w kierunku strasznego wiru. Z całych sił próbowałem się cofnąć. Zacząłem krzyczeć.

Usłyszałem rozpaczliwe wołanie Shangguan Lu:

– Jintong! Jintong! Kochanie, gdzie jesteś?…

Następnie dobiegły mnie głosy Szóstej Siostry – Shangguan Niandi, Najstarszej Siostry – Shangguan Laidi oraz jakiś przenikliwy, znajomy i jednocześnie obcy głos; zgadłem, że należy do mojej Drugiej Siostry o upierścienionych palcach, Shangguan Zhaodi.

Wrzasnąłem i runąłem naprzód, a wir pochłonął mnie natychmiast.

Gdy oprzytomniałem, zobaczyłem przed sobą cudowną pierś matki; brodawka obserwowała mnie łagodnie niczym troskliwe, kochające oko. Druga tkwiła w moich ustach, drażniąc pracowicie wargi i pocierając dziąsła; słodkie mleko płynęło z niej małym strumyczkiem. Matczyne piersi pachniały pięknie i mocno. Potem dowiedziałem się, że matka zmyła z nich paprykowy olej mydłem, które dostała od Drugiej Siostry, Zhaodi, w dowód szacunku, a rowek między nimi skropiła francuskimi perfumami prosto z Paryża.

Pokój był rzęsiście oświetlony; w wysoko umieszczonych srebrnych świecznikach tkwiło kilkanaście czerwonych świec. Wokół siedziało i stało mnóstwo ludzi. Sima Ku, mąż Drugiej Siostry, popisywał się właśnie przed naszą matką swoim skarbem – zapalniczką, z której po jednym naciśnięciu buchał płomień. Młody panicz Sima obserwował ojca z daleka, obojętnie, bez śladu rodzinnych uczuć.

– Powinnam go wam oddać. Biedne dziecko, do dziś nie ma imienia – rzekła matka.

– Skoro mamy spichlerze [22], musi być i ziarno. Dajmy mu na imię Ziarno – Sima Liang – zaproponował Ku.

– Słyszałeś, mały? Nazywasz się Sima Liang – powiedziała matka. Sima Liang spojrzał obojętnie na Simę Ku.

– Dobry chłopak – pochwalił go Sima Ku. – Taki sam jak ja, kiedy byłem mały. Dziękuję ci, droga teściowo, że chroniłaś potomka mojej rodziny. Od dziś twoje życie zmieni się na lepsze – Północno-Wschodnie Gaomi to teraz nasza domena.

Matka pokręciła głową i zwróciła się do Drugiej Siostry:

– Jeśli chcesz być dobrą córką, to przydałoby mi się trochę ziarna. Boję się głodu…

Następnego wieczoru Sima Ku urządził wielką uroczystość, by uczcić swoje bojowe zwycięstwo i powrót na rodzinną ziemię. Na ośmiu wielkich soforach rozwieszono fajerwerki nawleczone na sznury. Rozbito dwadzieścia stalowych kotłów, wydobyto materiały wybuchowe, zakopane przez Pluton Wysadzania Mostów i zbudowano z tego wszystkiego coś w rodzaju wielkiego fajerwerku. Fajerwerki na drzewach strzelały późno w noc i pozbawiły biedne rośliny wszystkich liści i drobnych gałązek. Fontanna świecących stalowych odłamków oświetliła pół nieboskłonu. Zarżnięto kilkadziesiąt świń i kilkanaście wołów, wykopano tuzin kadzi z winem. Gotowane mięso ułożono na wielkich półmiskach, które rozstawiono na stołach na środku ulicy. Z każdego połcia mięsa sterczał bagnet, by każdy mógł kroić i nakładać sobie do woli; gdyby ktoś zechciał oderżnąć świńskie ucho i rzucić kręcącym się pod stołem psom, nikt nie miałby nic przeciwko temu. Obok stołów stały kadzie z winem, z ich krawędzi zwisały stalowe chochelki. Każdy mógł pić, ile miał ochotę, kąpiel w winie też nie byłaby źle widziana. Było to prawdziwe święto dla wszystkich łakomczuchów. Najstarszy syn rodziny Zhangów, Zhang Pieniążek, zjadł i wypił tyle, że padł trupem na miejscu, a gdy wynoszono jego zwłoki, wino i mięso buchały z jego nozdrzy i ust.

вернуться

22

Imię Simy Ku (Ku) oznacza „spichlerz".