– Inni również sobie to wyobrażają? – Lars zatrzymał wzrok na Callem.
– Pewnie, że tak. Ale lepiej nie myśleć o tym, bo po co? Przecież Barbie i tak nie żyje.
– Nie sądzisz, że byłoby lepiej, gdybyś mimo wszystko zmierzył się z tymi wyobrażeniami?
– Już lepiej strzelić sobie następne piwko! Co nie, Calle? – Uffe trącił Callego nogą i zaśmiał się, po czym, nie słysząc odzewu, jak zwykle spochmurniał. Lars popatrzył na niego i Uffe zaczął się niespokojnie wiercić na krześle. Jako jedyny nadal nie chciał się poddać procesowi, jak to nazywał Lars.
– Uffe, zawsze pozujesz na twardziela. Powiedz, co myślisz o Barbie, jakie obrazy stają ci przed oczami?
Uffe rozejrzał się dookoła, jakby nie wierząc własnym uszom. Jakie obrazy stają mu przed oczami? Spojrzał na Larsa i zarechotał.
– Powiem wprost: kłamie, kto zaprzeczy, że pierwsze, co mu przychodzi na myśl, to jej cycki! Miała cyce jak balony! – Pokazał dłońmi i rozejrzał się, szukając wsparcia. Ale i tym razem nikogo nie rozbawił.
– Kurde, Uffe, weź się w garść – zdenerwował się Mehmet. – Udajesz głupiego czy naprawdę jesteś głupi?
– A ty co się tak nadymasz? – Uffe wychylił się, jakby mu groził. Do jego prymitywnego umysłu mimo wszystko dotarło, że jego uwagi są niestosowne, i zamilkł. Minę miał ponurą. Zupełnie tego nie ogarniał. Kiedy żyła, nikt jej nie lubił, a teraz nagle się rozczulają i mówią o niej tak, jakby im umarła najbliższa kumpelka.
– Tina, nic nie mówisz. Jak podziałała na ciebie śmierć Lillemor?
– Uważam, że to tragedia. – Potrząsała głową, w oczach miała łzy. – Miała przed sobą całe życie. I światową karierę. Po zakończeniu programu miała pozować do „Slitza”[8] To było już ustalone, dogadała się też z jednym facetem w sprawie wyjazdu do Stanów. Miała się załapać do „Playboya”. Mogła zostać drugą Victorią Silvstedt[9]. Victoria będzie niedługo starą babą, a tu nagle zjawia się Barbie i przejmuje pałeczkę. Dużo o tym gadałyśmy. Miała ambicję. Była coolerska jak nie wiem. Kurde, co za tragedia! – Łzy popłynęły jej z oczu. Ostrożnie starła je dłonią, żeby nie rozmazać tuszu.
– Rzeczywiście, tragedia – powiedział Uffe. – Świat stracił następną Victorię Silvstedt. I co teraz pocznie? – Śmiał się, podnosząc ręce w obronnym geście. Widział, z jaką złością na niego patrzą. – Okej, okej, już siedzę cicho. Beczcie sobie, obłudnicy.
– Wiesz co, Ulf, sprawiasz wrażenie strasznie spiętego – łagodnym głosem powiedział Lars.
– Zaraz spiętego. Po prostu uważam, że są obłudni. Leją łzy nad Barbie, ale gdy żyła, gówno ich obchodziła. Przynajmniej jestem szczery. – Rozłożył ręce.
– Nie jesteś szczery, jesteś idiotą – mruknęła Jonna.
– Jak rany, psycholka się odezwała. Podciągnij rękawy, żebym mógł zobaczyć, co ostatnio nawyczyniałaś. – Zaśmiał się.
Lars wstał.
– Nie wydaje mi się, żebyśmy się dzisiaj posunęli dalej. Ulf, chyba pora na rozmowę na osobności.
– Proszę bardzo. Tylko nie myśl, że będę ci się wypłakiwał jak te głupki. – Wstał i klepnął w głowę Tinę. Odwróciła się ze złością i zamierzyła na niego. Śmiejąc się, powlókł się za Larsem. Koledzy patrzyli za nim, gdy wychodził.
Umówili się na lunch w Tanumshede. Od tamtej kolacji w Gestgifveriet nie zdążyli się jeszcze spotkać. Mellberg stał przed wejściem i przestępował z nogi na nogę. Nie mógł się doczekać dwunastej. Zegarek nieubłaganie wskazywał za dziesięć dwunastą. Ciągle zerkał to na przesuwające się w ślimaczym tempie wskazówki, to na wjeżdżające na parking samochody. Znów zaproponował spotkanie w Gestgifveriet. Lepszego miejsca nie ma, jeśli się chce, żeby było romantycznie.
Pięć minut później zobaczył, jak na parking wjeżdża jej czerwony fiacik. Serce dziwnie przyspieszyło, zaschło mu w ustach. Odruchowo sprawdził, czy fryzura się nie zsunęła. Wytarł ręce o spodnie i ruszył jej na spotkanie. Na jego widok rozjaśniła się. Musiał się opanować, żeby już na parkingu nie wessać się w jej usta.
Zaskoczyła go intensywność własnych uczuć. Czuł się jak nastolatek. Objęli się i przywitali. Puścił ją przodem w drzwiach. Gdy na chwilę dotknął jej pleców, poczuł, że dłoń mu drży.
Wszedł i z wrażenia stracił dech. Przy jednym ze stolików pod oknem siedzieli Hedström i Molin. Spojrzeli na niego zdziwieni. Rose-Marie patrzyła to na nich, to na niego. Mellberg uzmysłowił sobie z niechęcią, że będzie musiał ich sobie przedstawić. Martin i Patrik przywitali się z Rose-Marie, uśmiechając się szeroko. Mellberg westchnął w duchu. Zaraz cały komisariat zacznie plotkować. Z drugiej strony… Wyprostował się. Naprawdę nie ma czego się wstydzić, pokazując się z Rose-Marie.
– Może usiądziecie z nami? – Patrik wskazał dwa wolne krzesła.
Mellberg już miał odmówić, gdy usłyszał, jak Rose-Marie przyjmuje zaproszenie. Zaklął w duchu. Tak się cieszył na to spotkanie we dwoje. Wspólny lunch z Hedströmem i Molinem wykluczał romantyczną intymność, o jakiej marzył. Trudno, trzeba zacisnąć zęby. Zza pleców Rose-Marie rzucił Patrikowi pełne złości spojrzenie i z rezygnacją przysunął jej krzesło. Wyglądało na to, że Hedström i Molin nie wierzą własnym oczom. Co się tak dziwią, chłystki? Pewnie jest im obce samo pojęcie „dżentelmen”.
– Miło mi panią poznać… – powiedział Patrik, patrząc na nią z ciekawością.
Uśmiechnęła się, pokazując zmarszczki. Mellberg nie mógł oderwać od niej wzroku. Ten błysk w oczach, unoszenie kącików ust, gdy się uśmiecha… nie umiałby tego ująć w słowa.
– A gdzie państwo się poznali? – W głosie Molina dźwięczał ton rozbawienia. Mellberg spojrzał na niego i zmarszczył brwi. Tylko niech im nie przyjdzie do głowy stroić sobie z niego żarty. Ani z Rose-Marie.
– Na tańcach. W Munkedal. – Oczy jej się zaświeciły. – I jego, i mnie przyciągnęli ze sobą znajomi. Żadne z nas nie było tym szczególnie zachwycone. Czasem los prowadzi nas bardzo dziwnymi ścieżkami. – Spojrzała z uśmiechem na Mellberga. Poczuł, że czerwieni się z radości. Nie tylko on jest sentymentalny, Rose-Marie również od samego początku czuła, że to coś szczególnego.
Kelnerka podeszła do nich, by przyjąć zamówienie.
– Zamawiajcie, co tylko chcecie. Dziś ja stawiam! – powiedział Mellberg ku własnemu zaskoczeniu. Od razu tego pożałował, ale pełen podziwu wzrok Rose-Marie utwierdził go w przekonaniu, że zrobił dobrze, i przekonał, bodaj pierwszy raz w życiu, ile tak naprawdę warte są pieniądze. Cóż znaczy tych kilka setek wobec podziwu w oczach pięknej kobiety? Hedström i Molin spojrzeli na niego zdumieni. Prychnął gniewnie: – No już, zamawiajcie, zanim się rozmyślę i potrącę wam z pensji.
Patrik, nadal w szoku, wyjąkał:
– Poproszę fileta ze szkarłacicy.
Martin, zupełnie oniemiały, kiwnął tylko głową, że poprosi to samo.
– Ja wezmę pyttipannę[10] – oznajmił Mellberg i spojrzał na Rose-Marie. – A ty, moja piękna? Jakie masz życzenie? – Patrik, który właśnie napił się wody, omal się nie zachłysnął. Mellberg spojrzał na niego z wyrzutem i pomyślał, że jeśli dorosły facet nie umie się zachować, to jest to doprawdy żenujące. Dzisiejsza młodzież bez wątpienia ma poważne braki w wychowaniu.
– Ja z przyjemnością zjem polędwicę wieprzową – powiedziała Rose-Marie. Rozwinęła serwetkę i położyła sobie na kolanach.
– Czy pani mieszka w Munkedal? – uprzejmie spytał Martin, nalewając jej wodę do szklanki.
10