– Nie. – Pomyślała chwilę, a potem powtórzyła: – Nie, nie należał do żadnej organizacji.
– W takim razie już się pożegnamy, ale odezwiemy się, na pewno będziemy jeszcze mieli pytania.
– Dzwońcie choćby w nocy. Jestem tutaj – odparła. Patrik musiał się powstrzymać, żeby nie podejść i nie objąć tej drobnej kobiety o smutnych brązowych oczach.
Już mieli wychodzić, gdy nagle ich zatrzymała.
– Zaczekajcie, jest coś, co może was zainteresuje. – Odwróciła się na pięcie i poszła do swojej sypialni. Wróciła po krótkiej chwili. – To plecak Rasmusa. Stale go nosił. Miał go przy sobie, gdy… – Głos ją zawiódł. – Nie mogłam się przemóc, żeby go wyjąć z folii, w której mi go oddała policja. – Podała Patrikowi przezroczystą foliową torbę z plecakiem w środku. – Weźcie go, sprawdźcie, może coś was zainteresuje.
Gdy drzwi się zamknęły, Patrik spojrzał na plecak. Pamiętał go ze zdjęć z miejsca, gdzie zginął Rasmus. Ale na robionych wieczorem zdjęciach nie było widać jednej rzeczy: licznych ciemnych plam. Patrik zdał sobie sprawę, że to plamy krwi. Krwi Rasmusa.
Niecierpliwie kartkowała zeszyt, rozmawiając jednocześnie przez komórkę.
– Tak, mam go przy sobie… Ile mi zapłacicie?… Tylko tyle? – spytała rozczarowana, marszcząc brwi. – Ale to jest zajebiście dobre. Możecie z tego zrobić całą serię… Nie, to nie. Zadzwonię do „Hänt”[12]… Okej, dziesięć tysięcy, stoi. Mogę wam go dać jutro. Ale pieniądze mają już być na moim koncie, inaczej nic z tego nie będzie.
Tina z zadowoleniem zatrzasnęła klapkę komórki. Odeszła jeszcze kawałek od domu ludowego, przysiadła na kamieniu i zaczęła czytać. Słabo znała Barbie i nawet się nie starała poznać jej bliżej. Ale trochę się przestraszyła. Miała wrażenie, że po tym wszystkim Barbie czyta jej myśli, jakby siedziała w jej głowie. Przewracała kartki pamiętnika Barbie, jedna po drugiej. Oczyma wyobraźni widziała gazetę z jego fragmentami, najciekawsze kawałki podkreślone. Zdziwiła się, bo Barbie wcale nie była taka głupia, jak sądziła. Czyniła trafne uwagi, opisywała chwilami całkiem zgrabnie. Tina dotarła do miejsca, które skłoniło ją do sprzedania tego gówna gazetom, i zmarszczyła brwi. Oczywiście wyrwała jedną stronę. Tę, na której Barbie pisała:
Słuchałam dziś Tiny, gdy próbowała śpiewać swoją piosenkę. Wieczorem zaśpiewa ją w domu ludowym. Biedna Tina. Nie zdaje sobie sprawy, że śpiewa okropnie. Ciekawe, na czym to polega, że coś brzmi fatalnie dla innych, a dobrze dla śpiewającego. Z drugiej strony przecież stąd się wziął pomysł „Idola”, więc może nie jest to takie niezwykłe. Chyba mama jej wmówiła, że może zostać piosenkarką. Matka Tiny musi być zupełnie pozbawiona słuchu. To jedyne wyjaśnienie. Ale nie mam serca powiedzieć tego Tinie. Robię dobrą minę do złej gry, chociaż tym samym wyświadczam jej niedźwiedzią przysługę. Rozmawiam z nią o jej karierze muzycznej, przyszłych sukcesach, koncertach i trasach. Podle się z tym czuję, bo kłamię jej w żywe oczy. Biedna Tina.
Tina wyrwała tę stronę ze złością i podarła na drobne kawałeczki. Co za małpa! Jeśli przedtem było jej choć trochę przykro z powodu jej śmierci, teraz jej przeszło. Dostała za swoje! O niczym nie miała pojęcia. Obcasem wdeptała w ziemię kawałeczki papieru, a potem przerzuciła kartki aż do miejsca, które było dla niej zagadką. Wkrótce po przyjeździe do Tanumshede Barbie napisała:
Coś mi się przypomina, gdy na niego patrzę, chociaż nie wiem co. Mam wrażenie, jakby mój mózg pracował na najwyższych obrotach, jakby próbował się do czegoś dogrzebać, ale ciągle nie wiem, co to jest. Coś w jego sposobie poruszania się, mówienia. Wiem, że kiedyś to widziałam, ale nie wiem u kogo. Wiem tylko, że czuję się z tym coraz gorzej. Mam wrażenie, jakby mi się przewracało w żołądku i że nie przestanie, dopóki się nie dowiem.
Ostatnio często myślę o tacie. Sama nie wiem dlaczego. Myślałam, że już mi się udało zapomnieć. Strasznie boli. Boli wspomnienie jego uśmiechu, tubalnego głosu, dotyku palców, gdy odgarniał mi włosy z czoła, dając całusa na dobranoc. Co wieczór. Zawsze całus w czoło i drugi w czubek nosa. Przypomniałam sobie. Pierwszy raz od lat. I widzę siebie jakby z zewnątrz. Widzę, co z siebie zrobiłam i na co pozwoliłam innym. Widzę wzrok taty, jego zdumienie, rozczarowanie, że nie ma już jego Lillemor, jest jakaś inna, znerwicowana, ukryta za perhydrolem i silikonem. Przebrałam się jak na maskaradę, żeby ukryć się przed tatą, żeby na mnie nie patrzył. Zabolało, gdy przypomniałam sobie, jak patrzył na mnie przez lata, kiedy byliśmy tylko we dwoje. To poczucie bezpieczeństwa i ciepła. Musiałam zapomnieć, żeby móc przetrwać chłód, który nastąpił potem. Ale teraz znowu czuję i pamiętam. Słyszę jakieś wołanie. Tata chce mi coś powiedzieć. Gdybym jeszcze wiedziała co. Wiem tylko, że ma to coś wspólnego z nim.
Tina przeczytała ten fragment kilkakrotnie. O co jej chodziło? Rozpoznała kogoś tu, w Tanum? Tina była zaintrygowana. Długie czarne włosy przerzuciła na jedno ramię. Położyła pamiętnik na kolanach, zapaliła papierosa i z rozkoszą zaciągnęła się parę razy. Potem znów zaczęła kartkować. Nie znalazła już nic ciekawego. Jakieś uwagi o pozostałych uczestnikach programu, rozważania o przyszłości i o znudzeniu codziennością, która doskwierała jej tak jak innym. Tinie przemknęło przez myśl, że może pamiętnik zainteresowałby policję, ale spojrzała na podarte kawałeczki i odsunęła od siebie tę myśl. Wolała napawać się widokiem prywatnych zapisków Barbie na rozkładówkach tabloidów. Zasłużyła na to, obłudna, fałszywa małpa.
Kątem oka zobaczyła, że zbliża się Uffe. Pewnie po cudzesa. Pospiesznie wsunęła pamiętnik pod kurtkę i przybrała obojętny wyraz twarzy. To jej rzecz, nie będzie się z nikim dzielić.
6
Tęsknili za światem zewnętrznym coraz bardziej. Czasem wolno im było pobiegać po trawniku, ale bardzo krótko. Zawsze wtedy miała w oczach ten sam lęk. Z lękiem wypatrywał potworów, które miały się wszędzie czaić. Tylko ona mogła ich przed nimi obronić.
Mimo lęku było cudownie: grzało słońce, trawa pod stopami. Szaleli razem z siostrą. Na ich widok nawet ona nie mogła powstrzymać się od śmiechu, a raz za razem bawiła się z nimi w berka i przewracała na trawę. Był naprawdę szczęśliwy. I wtedy usłyszała przejeżdżający w oddali samochód. Zerwała się ze strachem w oczach i krzycząc, kazała im biegiem wracać do domu. Szybko, szybko. Ścigani przez nieokreślone i nienazwane niebezpieczeństwo popędzili do domu, do swego pokoju. Pobiegła za nimi, zamknęła wszystkie drzwi na klucz. Potem, drżąc ze strachu, siedzieli przytuleni na podłodze. Raz za razem zapewniała ich, że teraz nikt ich nie zabierze, że już nigdy nie zrobi im krzywdy.
Wierzył jej. Był wdzięczny, że chroni ich przed ludźmi, którzy chcą im zrobić coś złego. Ale jednocześnie chciał wrócić na dwór, na słońce, na trawę. Na wolność.
Zmierzając do mieszkania Kerstin, Gösta ukradkiem obserwował Hannę. Mimo krótkiej znajomości był nią oczarowany. Bez erotycznych podtekstów, raczej jak ojciec córką. Bardzo przypominała mu zmarłą żonę z lat młodości, również blondynkę o niebieskich oczach. Podobnie jak Hanna była niewysoka, ale silna. Najwyraźniej rozmawianie z bliskimi ofiar nie należało do ulubionych zajęć Hanny. Kątem oka dostrzegł, że zaciska szczęki. Musiał się powstrzymać, żeby nie położyć jej ręki na ramieniu w uspokajającym geście. Coś mu mówiło, że nie spodobałoby jej się to, a nawet groziłoby mu prawym prostym.
12