Выбрать главу

Zdawał więc sprawę pan Skrzetuski, a książę słuchał go w milczeniu. Wszystka starszyzna była obecna posłuchaniu, wszystkie twarze sposępniały na wieść o odmowie pułkowników, a oczy zwróciły się na księcia, któren[1883] rzekł:

– Więc to książę Dominik przysłał im zakaz?

– Tak jest. Pokazywali mi go na piśmie.

Jeremi wsparł się rękoma o stół i twarz ukrył w dłonie. Po chwili zaś mówił:

– Zaiste, jest to więcej, niż człowiek przenieść[1884] może. Zali ja jeden mam pracować i zamiast pomocy jeszcze impedimentów[1885] doznawać? Zali[1886] to nie mogłem hen, aż ku Sandomierzu, do swoich majętności pójść i tam spokojnie siedzieć? A przecz[1887]-żem tego nie uczynił, jeśli nie dla miłości ku ojczyźnie? Oto mi nagroda teraz za trudy, za uszczerbek w fortunie, za krew...

Kniaź mówił spokojnie, ale taka gorycz, taki ból drgał w jego głosie, że wszystkie serca ścisnęły się żalem. Starzy pułkownicy, weterani spod Putywla[1888], Starca[1889], Kumejków[1890], i młodzi zwycięzcy z ostatniej wojny poglądali na niego z niewysłowioną troską w oczach, bo wiedzieli, jaką ciężką walkę stacza z samym sobą ten żelazny człowiek, jak strasznie musi cierpieć jego duma od upokorzeń, które się na niego zwaliły. On, kniaź „z bożej miłości” – on, wojewoda ruski, senator Rzeczypospolitej, musiał ustępować takim Chmielnickim i Krzywonosom; on, monarcha prawie, który niedawno jeszcze przyjmował posłów postronnych władców, musiał się cofnąć z pola chwały i zamknąć w jakim zameczku czekając na rezultat wojny, którą inni prowadzić będą, albo upokarzających układów. On, stworzony do wielkich przeznaczeń, czując siłę, by im sprostać – musiał się uznać bezsilnym...

Cierpienie to razem z trudami odbiło się na jego postaci. Wychudł znacznie, oczy mu wpadły, czarna jak skrzydło kruka czupryna siwieć poczęła. Ale jakiś wielki, tragiczny spokój rozlał się po jego twarzy, bo duma broniła mu zdradzić się z cierpieniem.

– Ha, niechże tak będzie! – rzekł. – Pokażemy tej niewdzięcznej ojczyźnie, iż nie tylko wojować, ale i zginąć dla niej potrafimy. Zaiste, wolałbym sławniejszą śmiercią w jakiej innej wojnie polec niż przeciw chłopstwu w domowej zawierusze, ale trudno!

– Mości książę – przerwał wojewoda kijowski – nie mów wasza książęca mość o śmierci, bo choć nie wiadomo, co komu Bóg przeznaczył, ale przecie jeszcze może do niej daleko. Uwielbiam ja wojenny geniusz i rycerski animusz waszej książęcej mości, ale przecie nie mogę brać za złe ani vice-rexowi[1891], ani kanclerzowi, ani regimentarzom, że tę wojnę domową starają się układami zahamować, boć się to bratnia krew w niej leje, a z obopólnej zawziętości któż, jeśli nie zewnętrzny nieprzyjaciel, będzie korzystał?

Książę popatrzył długo w oczy wojewodzie i rzekł dobitnie:

– Zwyciężonym łaskę okażcie, to ją przyjmą z wdzięcznością i pamiętać będą; u zwycięzców w pogardę tylko pójdziecie. Bogdaj temu ludowi nikt nigdy krzywd nie był czynił! Ale gdy raz bunt rozgorzał, tedy nie układami, ale krwią gasić go trzeba. Inaczej hańba i zguba nam!

– Prędsza zguba, gdy na własną rękę wojnę prowadzić będziem – odpowiedział wojewoda.

– Czy to znaczy, że wasza mość nie pójdziesz dalej ze mną?

– Mości książę! Boga na świadka biorę, że nie stanie się to ze złej ku wam woli, ale sumienie mnie mówi, iżbym na oczywistą zgubę ludzi moich nie wystawiał, boć to krew droga i przyda się jeszcze Rzeczypospolitej.

Książę zamilkł, a po chwili zwrócił się ku swoim pułkownikom:

– Wy, starzy towarzysze, nie opuścicie mnie przecie, nieprawda?

Na te słowa pułkownicy, jakoby jedną siłą i wolą popchnięci, rzucili się ku księciu. Niektórzy całowali jego szaty, inni obejmowali kolana, inni ręce ku górze podnosząc wołali:

– My przy tobie do ostatniego tchu, do ostatniej krwi!

– Prowadź! Prowadź! Bez żołdu służyć będziem!

– Mości książę, i mnie przy sobie umierać pozwól! – wołał zapłoniony jak panna młody pan Aksak.

Widząc to nawet wojewoda kijowski był wzruszony, a książę od jednego do drugiego chodził, ściskał każdego za głowę i dziękował. Zapał wielki ogarnął starszych i młodszych. Z oczu wojowników sypały się iskry, ręce co chwila chwytały za szable.

– Z wami żyć, z wami umierać! – mówił książę.

– Zwyciężymy! – wołali oficerowie. – Na Krzywonosa! Pod Połonne! Kto chce nas opuścić, niechaj to uczyni. Obejdziemy się bez pomocy. Nie chcemy się dzielić ni chwałą, ni śmiercią!

– Mości panowie! – rzekł na to książę. – Wola jest moja, abyśmy, nim na Krzywonosa ruszymy, zażyli choć krótkiego spoczynku, któren by siły nasze mógł restaurować. Oto już trzeci miesiąc idzie, jak nie zsiadamy prawie z koni. Od trudów, niewywczasów i zmienności aury już ciało odpada nam od kości. Koni nie mamy, piechoty nasze boso chodzą. Pójdziem tedy pod Zbaraż[1892], tam się odżywim i wypoczniem, może też coś żołnierzy skupi się do nas i z nowymi siłami ruszymy w ogień.

– Kiedy wasza książęca mość rozkaże ruszyć? – pytał stary Zaćwilichowski.

– Bez zwłoki, stary żołnierzu, bez zwłoki!

Tu książę zwrócił się do wojewody:

– A wasza miłość dokąd się chcesz udać?

– Pod Gliniany, bo słyszę, że tam się wojska kupią[1893].

– Tedy odprowadzimy waszą mość aż do spokojnej okolicy, aby wam się przypadek jaki nie trafił.

Wojewoda nie odrzekł nic, bo mu się stało jakoś niesmaczno. On księcia opuszczał, a książę mu jeszcze troskliwość okazywał i odprowadzić go zamierzał. Była-li to ironia w słowach księcia – wojewoda nie wiedział, niemniej przeto zamiaru swego nie zaniechał, bo pułkownicy książęcy coraz niechętniej na niego patrzyli i jasnym było, że w każdym innym, mniej karnym wojsku tumult by przeciw niemu powstał.

Skłonił się więc i wyszedł; pułkownicy też porozchodzili się, każdy do swojej chorągwi, aby je do pochodu sprawić; został tylko z księciem sam Skrzetuski.

– Jaki tam żołnierz pod tymi chorągwiami? – spytał książę.

– Tak przedni, że lepszego nie znaleźć. Dragonia[1894] moderowana na niemiecki ład, a w gwardii pieszej sami weterani z trzydziestoletniej wojny. Gdym ich ujrzał, myślałem, że triarii[1895] rzymscy.

вернуться

1883

ktoren – dzis popr.: ktory.

вернуться

1884

przeniesc – dzis: zniesc.

вернуться

1885

impediment (z lac.) – przeszkoda, trudnosc.

вернуться

1886

zali (starop.) – czy.

вернуться

1887

przecz (starop.) – dlaczego.

вернуться

1888

Putywl – miasto polozone nad rzeka Sejm w polnocno-wschodniej czesci Ukrainy, dwukrotnie oblegane przez wojska Jeremiego Wisniowieckiego w czasie wojny smolenskiej (1632–1634).

вернуться

1889

Starzec – rzeka na Ukrainie, nad ktora rozegrala sie bitwa pomiedzy zbuntowanymi Kozakami a wojskami Mikolaja Potockiego i Jeremiego Wisniowieckiego, ktorzy dzieki temu zwyciestwu stlumili powstanie Ostranicy (1638).

вернуться

1890

Kumejki – miejscowosc w centralnej czesci Ukrainy, miejsce bitwy, w ktorej wojska Mikolaja Potockiego i Jeremiego Wisniowieckiego pokonaly zbuntowanych Kozakow, kladac kres powstaniu Pawluka (1637).

вернуться

1891

vice-rex (lac.) – vice-krol, zastepujacy krola, regent, interrex; funkcje te pelnil tradycyjnie prymas; w 1648 byl nim Maciej Lubienski herbu Pomian (1572–1652).

вернуться

1892

Zbaraz – miasto w zachodniej czesci Ukrainy, ok. 120 km na wschod od Lwowa, ok. 15 km na pln. wschod od Tarnopola; w XVII w. rezydencja rodowa ksiazat Zbaraskich.

вернуться

1893

kupic sie (daw.) – zbierac sie, skupiac sie.

вернуться

1894

dragonia – wojsko walczace pieszo, a poruszajace sie konno.

вернуться

1895

triarii (lac.) – zolnierze trzeciego szeregu, rezerwa.