– Czarny ja teraz jako noc-matka, lackie[2289] oczy nie dojrzą!
I wytarzawszy się na perskich kobiercach zdobycznych, skoczył na koń i pojechał, i za nim poczłapali śród pomroki nocnej wierni mołojcy przeprowadzani okrzykiem:
– Na sławu! Na szczastie[2290]!
Tymczasem pan Skrzetuski dotarł już do Jarmoliniec[2291]; tam trafiwszy na opór, sprawił krwawy chrzest mieszczanom i zapowiedziawszy, że nazajutrz kniaź Jarema nadejdzie, dał odpoczynek strudzonym koniom i żołnierzom.
Po czym zebrawszy na naradę towarzyszów[2292] rzekł im:
– Dotąd Bóg nam szczęści. Miarkuję też po terrorze, jaki chłopstwo ogarnia, iż zgoła mają nas za przednią straż książęcą i wierzą, że cała potęga idzie za nami. Ale musimy pomyśleć, aby się zaś nie obaczyli widząc, iż jedna kupa wszędzie chodzi.
– A długoż my tak będziem chodzić? – spytał pan Zagłoba.
– Póki o Krzywonosie nie będziem wiedzieć, co postanowił.
– Ba, to i na bitwę może do obozu nie zdążymy.
– Być to może... – odrzekł pan Skrzetuski.
– Mości panie, wielcem z tego nierad – rzekł szlachcic. – Zaprawiło się trocha ręce na hultajstwie pod Konstantynowem[2293], zdobyło się tam coś na nich. Ale to psu mucha!... palce świerzbią...
– Może tu waszeć więcej bitew zażyjesz, niż sam myślisz – odparł poważnie pan Skrzetuski.
– O! a to quo modo[2294]? – pytał dość niespokojnie Zagłoba.
– Bo lada dzień możem się natknąć na nieprzyjaciela, a choć nie po to tu jesteśmy, by mu orężem drogę zagradzać, przecie wypadnie się bronić. Ale wracam do materii: trzeba nam więcej kraju zająć, aby w kilku miejscach na raz o nas wiedziano, tu i owdzie opornych wyciąć, by się groza rozniosła, a wszędy wieści puszczać; dlatego mniemam, iż wypadnie nam się rozdzielić.
– Tak i ja mniemam – rzecze Wołodyjowski – będziem im się w oczach mnożyć, i ci, co uciekną do Krzywonosa, o krociach będą gadali.
– Mości poruczniku, waszmość tu wodzem, tedy rozporządź – rzekł Podbipięta.
– Pójdę ja na Zinków[2295] ku Sołodkowcom, a jak będę mógł, to dalej – mówił Skrzetuski. – Waćpan, mości namiestniku Podbipięto, idź prosto na dół ku Tatarzyskom; ty, Michale, podejdź pod Kupin[2296], a pan Zagłoba dotrze do Zbrucza[2297] koło Satanowa[2298].
– Ja? – rzecze pan Zagłoba.
– Tak jest. Waćpan człowiek przemyślny i pełen fortelów; myślałem, że chętnie podejmiesz się tej imprezy, ale jeśli nie, to czwarty oddział weźmie Kosmacz, wachmistrz.
– Weźmie, ale pod moją komendą! – zawołał Zagłoba, którego nagle olśniła myśl, iż będzie wodzem osobnego oddziału. – Jeślim się pytał dlaczego, to, że mi się żal było z wami rozłączać.
– Czy jeno masz waćpan eksperiencję[2299] w rzeczach wojskowych? – spytał Wołodyjowski.
– Czy mam eksperiencję? Jeszcze żaden bocian nie myślał o tym, aby z waści prezent ojcu i matce zrobić, gdym ja już większe podjazdy, jako ten cały jest, wodził. Wiek życia w wojsku przesłużyłem i dotąd bym służył, gdyby nie to, że jak mnie raz spleśniały suchar w brzuchu stanął, to mi trzy lata siedział. Musiałem za bezoarem[2300] do Galaty[2301] jeździć, o której peregrynacji[2302] szczegółowo waćpanom w swoim czasie opowiem, gdyż; teraz pilno mi w drogę.
– Jedź więc waćpan, a wieści przed sobą puszczaj, że Chmielnicki już pobit i że książę Płoskirów[2303] już minął – rzekł pan Skrzetuski. – Lada jakiego języka nie bierz, ale gdybyś napotkał podjazdy spod Kamieńca, to staraj się porwać takich, którzy by o Krzywonosie mogli dać wiadomość, bo ci, których mamy, dają relacje sprzeczne.
– Obym samego Krzywonosa napotkał! Niechby mu przyszła chętka na podjazd wyjechać, zadałżebym mu pieprzu z imbierem! Nie bójcie się, waszmościowie, nauczę ja hultajów śpiewać – ba, nawet i tańcować!
– We trzech dniach zjedziem się na powrót w Jarmolińcach, a teraz każdy w swoją drogę! – rzekł Skrzetuski. – A ludzi proszę waszmościów oszczędzać.
– We trzech dniach w Jarmolińcach! – powtórzyli Zagłoba, Wołodyjowski i Podbipięta.
Rozdział VI
Gdy pan Zagłoba znalazł się sam na czele swego oddziału, zrobiło mu się zrazu jakoś niesmaczno, a nawet wcale straszno, i dużo byłby za to dał, żeby mieć koło siebie Skrzetuskiego, Wołodyjowskiego albo pana Longina, których w duszy najmocniej podziwiał i przy których czuł się zupełnie bezpieczny, tak ślepo wierzył w ich obrotność i męstwo.
Jechał więc z początku dość posępnie na czele swego oddziału i rozglądając się podejrzliwie na wszystkie strony, myślą mierzył niebezpieczeństwa, na jakie mógł się natknąć, i mruczał:
– Zawsze raźniej by było, żeby który z nich był tutaj. Do czego Bóg kogo przeznaczył, do tego go stworzył; a ci trzej powinni byli bąkami[2304] się porodzić, bo na krwi lubią siadać. Tak im właśnie na wojnie, jako innym przy dzbanie albo jako rybom we wodzie. W to im graj. Brzuchy mają lekkie, ale ręce ciężkie. Skrzetuskiego widziałem przy robocie i wiem, jako jest peritus[2305]. Tak on trzepie ludzi, jak mnichy pacierze. Jego to rzemiosło ulubione. Ów Litwin, co własnej głowy nie ma, a trzech obcych szuka, nic na szwank nie wystawia; najmniej znam tego małego fircyka, ale osa też to musi być nie lada, miarkując z tego, com pod Konstantynowem[2306] widział i co mnie Skrzetuski o nim powiadał – osa to musi być! Szczęściem, niedaleko on ode mnie ciągnie i myślę, że najlepiej zrobię, jak się z nim połączę, bo jeśli wiem, dokąd iść, to niech mnie kaczki zdepczą.
Pan Zagłoba uczuł się bardzo samotnym na świecie, aż się sam swej samotności użalił.
– Tak to, tak! – mruczał. – Każdy ma się na kogoś obejrzeć, a ja co? Ni towarzysza, ni ojca, ni matki. Sierotam jest – i kwita!
W tej chwili wachmistrz Kosmacz zbliżył się ku niemu:
– Mości komendancie, dokąd idziemy?
– Dokąd idziemy? – powtórzył Zagłoba. – Co?
Nagle wyprostował się w siodle i wąsa pokręcił.
– Do Kamieńca[2307], jeśli taka będzie moja wola! Rozumiesz, mości wachmistrzu?
Wachmistrz skłonił się i cofnął w milczeniu do szeregów, nie zdając sobie sprawy, dlaczego się komendant rozsierdził, pan Zagłoba zaś cisnął jeszcze okolicy kilka groźnych spojrzeń, następnie uspokoił się i mruczał dalej:
– Jeśli do Kamieńca pójdę, pozwolę sobie dać sto kijów w pięty turecką modą. Tfu! tfu! żeby który z tamtych był przy mnie, więcej czułbym w sobie ducha. Co ja pocznę ze stem ludzi[2308]? Wolałbym być już sam, bo wówczas człek w fortele dufa[2309]. A teraz za dużo nas, by fortelami wojować, a za mało do obrony. Bardzo to niefortunna myśl przyszła Skrzetuskiemu do głowy, żeby podjazd rozdzielać. I gdzie ja pójdę? Wiem, co za mną, ale kto mnie powie, co przede mną, i kto mi zaręczy, czy diabli tam jakiej pułapki nie nastawili? Krzywonos[2310] i Bohun! Dobra sfora! Żeby ich diabli obłuszczyli! Boże mnie broń przynajmniej od Bohuna. Skrzetuski życzy sobie się z nim spotkać – wysłuchaj go, Panie! Życzę mu tego, czego sobie sam życzy, bom mu przyjaciel... – amen! Dotrę do Zbrucza i wrócę do Jarmoliniec[2311], a języków więcej im przywiodę, niż sami chcą. O to nietrudno.
2293
Konstantynow (dzis ukr.: Starokonstantyniw) – miasto w srodkowo-zachodniej czesci Ukrainy, zalozone w XVI w. przez magnatow Ostrogskich, twierdza obronna przeciw najazdom tatarskim.
2295
Zinkow – miasto (dzis wies) w centralnej czesci Ukrainy, ok. 20 km na pld. wschod od Jarmoliniec.
2297
Zbrucz – rzeka w zach. czesci Ukrainy, doplyw Dniepru; w latach 1921–1939 rzeka stanowila granice panstwowa miedzy Polska a Zwiazkiem Radzieckim.
2298
Satanowa – miasteczko w centralnej czesci Ukrainy, ok. 40 km na zachod od Jarmoliniec.
2300
bezoar – substancja powstala w zoladku zwierzecym z niestrawionych wlokien roslinnych i siersci, uwazana w sredniowieczu za odtrutke na dolegliwosci zoladkowe.
2301
Galata – dzis dzielnica Stambulu, polozona po europejskiej stronie ciesniny Bosfor, dawniej osobne miasto tureckie.
2303
Ploskirow (dzis: Chmielnicki) – miasto w zach. czesci Ukrainy, polozone nad rzeka Boh, w polowie drogi miedzy Tarnopolem a Winnica, ok. 25 km na polnoc od Jarmoliniec.
2306
Konstantynow (dzis ukr.: Starokonstantyniw) – miasto w srodkowo-zachodniej czesci Ukrainy, zalozone w XVI w. przez magnatow Ostrogskich, twierdza obronna przeciw najazdom tatarskim.
2307
Kamieniec Podolski – miasto i zamek w pld.-zach. czesci Ukrainy, ok. 140 km na poludnie od Tarnopola i Zbaraza; naturalna twierdza w zakolu rzeki Smotrycz opierala sie oblezeniom tureckim i kozackim az do 1672 r.; po panowaniu tureckim (1672–1699) pozostal w Kamiencu muzulmanski minaret przy katedrze sw. Piotra i Pawla.
2310
Krzywonos, Maksym (ukr. Krywonis, zm. 1648) – jeden z przywodcow powstania Chmielnickiego, bral udzial w bitwach pod Korsuniem i pod Pilawcami, zdobyl Bar, Krzemieniec i Polonne oraz Wysoki Zamek we Lwowie, gdzie zmarl kilka dni po bitwie.