Выбрать главу

Poselstwa zagraniczne były milczącym uznaniem zarówno jego potęgi, jak udzielności; stała przyjaźń Tatarów, opłacana większością zdobytych łupów i nieszczęsnym jasyrem[2699], który ten wódz ludowy z ludu wybierać pozwolił – obiecywała poparcie przeciw każdemu nieprzyjacielowi; dlatego to Chmielnicki, uznający jeszcze pod Zamościem zwierzchnictwo i wolę królewską, obecnie wbity w pychę, przekonany o swej sile, o nieładzie Rzeczypospolitej, niedołęstwie jej wodzów, gotów był i na samego króla podnieść rękę, marząc już teraz w posępnej swej duszy nie o swobodach kozackich, nie o powróceniu dawnych przywilejów Zaporożu, nie o sprawiedliwości dla siebie, lecz o państwie udzielnym, o czapce książęcej i berle.

I czuł się panem Ukrainy. Zaporoże stało przy nim, bo nigdy pod niczyją buławą nie nurzało się tak we krwi i zdobyczy; dziki z natury lud garnął się do niego, bo gdy chłop mazowiecki lub wielkopolski bez szemrania dźwigał owo brzemię przewagi i ucisku, jakie w całej Europie nad „potomkami Chama” ciężyło, Ukrainiec razem z powietrzem stepów wciągał w siebie miłość swobody tak nieograniczonej i dzikiej, i bujnej, jak stepy same. Zali[2700] mu wola była chodzić za pańskim pługiem, gdy mu wzrok ginął w bożej, nie pańskiej pustyni, gdy zza porohów Sicz wołała na niego: „Kiń[2701] pana i chodź na wolę!” – gdy Tatar srogi uczył go wojny, przyzwyczajał oczy jego do pożogi i mordu, a ręce do broni? Zali nie było mu lepiej u Chmiela buszować i paniw rizaty niż grzbiet hardy giąć przed podstarościm?...

A oprócz tego lud garnął się do Chmiela, bo kto się nie garnął, w jasyr szedł. W Stambule za dziesięć strzał dawano niewolnika, za łuk w ogniu prażony – trzech, taka była ich mnogość. Więc czerń nie miała wyboru – i jeno pieśń dziwna po owych czasach została, którą długo potem następne pokolenia po chatach śpiewały, pieśń dziwna o owym wodzu, Mojżeszem[2702] zwanym: „Oj, szczob toho Chmila perwsza kula ne mynuła[2703]!”

Niknęły miasteczka, miasta i wsie, kraj zmieniał się w pustkę i w ruinę, w jedną ranę, której wieki nie mogły wygoić – ale ów wódz i hetman tego nie widział czy nie chciał widzieć – bo on nigdy nic poza sobą nie widział – i rósł, i tuczył się krwią, ogniem, we własnym potwornym samolubstwie utopił własny lud, własny kraj – i oto wwoził teraz komisarzy do Perejasławia przy huku dział i biciu we dzwony, jak udzielny pan hospodar, kniaź.

Jechali do jaskini lwa, zwiesiwszy głowy, komisarze i resztki nadziei w nich gasły, a tymczasem Skrzetuski, jadąc poza długim szeregiem sani, pilno rozpatrywał twarze pułkowników przybyłych z Chmielnickim, czy nie ujrzy między nimi Bohuna. Po bezowocnych poszukiwaniach nad Dniestrem, aż za Jahorlik[2704], od dawna w duszy pana Jana dojrzał zamiar, jako ostatni jedyny sposób: wyszukania Bohuna i wyzwania go na walkę śmiertelną. Wiedział wprawdzie nieszczęsny rycerz, że w takim hazardzie Bohun może go bez walki zgładzić lub Tatarom oddać, ale lepiej o nim tuszył: znał jego męstwo i szaloną odwagę i prawie był pewien, że mając wybór, Bohun do walki o kniaziównę stanie. Więc układał sobie w swej rozdartej duszy cały plan, jako przysięgą Bohuna zwiąże, że na wypadek swej śmierci pozwoli Helenie odjechać. O siebie już pan Skrzetuski nie dbał i przypuszczając, że Bohun powie: „Jeśli zginę, tak ona ni dla mnie, ni dla ciebie” – gotów był i na to pozwolić i poprzysiąc ze swej strony, byle ją z wrażych[2705] rąk wyrwać. Niechby w klasztorze szukała na resztę żywota spokoju, on by go naprzód w wojnie, a potem, jeśliby polec nie przyszło, również pod habitem poszukał, tak jak go po prostu szukały w owych czasach wszystkie dusze bolejące. Droga zdawała się Skrzetuskiemu prosta i jasna, a gdy mu pod Zamościem myśl walki z Bohunem raz poddano, gdy poszukiwania w naddniestrzańskich komyszach[2706] zawiodły... droga ta wydała się i jedyną. Tym celem, znad Dniestru jednym tchem, nigdzie nie spoczywając, do komisarzy dążył, spodziewając się albo w otoczeniu Chmielnickiego, albo w Kijowie znaleźć niechybnie Bohuna, tym bardziej że wedle tego, co w Jarmolińcach[2707] mówił Zagłoba, watażka[2708] do Kijowa na ślub przy trzystu świecach miał zjechać.

Ale próżno Skrzetuski szukał go teraz między pułkownikami. Znalazł natomiast wielu jeszcze z dawniejszych, spokojnych czasów znajomych, jako Dziedziałę, którego w Czehrynie[2709] widywał, jako Jaszewskiego, który od Siczy do księcia posłował, jako Jarosza, dawnego księcia setnika, i Naokołopalca, i Hruszę, i wielu innych, więc postanowił się ich pytać.

– To my dawni znajomi – rzekł zbliżając się do Jaszewskiego.

– Ja ciebie w Łubniach[2710] znał, ty kniazia Jaremy łycar[2711] – odpowiedział pułkownik. – My w Łubniach pili razem i hulali. A co twój kniaź porabia?

– Zdrów.

– Na wiosnę nie będzie on zdrów. Oni się z Chmielnickim jeszcze nie spotkali, ale się spotkają i musi jednemu pójść na pohybel.

– Komu Bóg przysądzi.

– No, Bóg na naszego bat’ka[2712] Chmiela łaskaw. Już twój kniaź na Zadnieprze, na swój tatarski brzeg[2713], nie wróci. U Chmielnickiego bohato[2714] mołojców[2715] – a u kniazia co? Szczery on żołnir – ale i nasz bat’ko Chmielnicki szczery żołnir. A ty już nie u kniazia w chorągwi?

– Z komisarzami jadę.

– No, ja rad, że ty stary znajomy.

– Jeśliś ty rad, tak ty mnie przysługę oddaj, a ja ci wdzięczen będę.

– Jaką przysługę?

– Powiedz ty mi, gdzie jest Bohun, ten sławny ataman, dawniej z perejasławskiego pułku, któren dziś musi już między wami wyższą pewnie mieć szarżę.

– Milcz! – odpowiedział groźnie Jaszewski. – Szczęście twoje, że my starzy znajomi i że ja pił z tobą, bo inaczej już by ja ciebie tym oto buzdyganem na śniegu rozciągnął.

Skrzetuski spojrzał na niego zdumiony, ale jako był człowiek prędkiej rezolucji, więc buławę w ręku ścisnął.

– Czyś oszalał?

– Nie oszalał ja ani ci nie chcę grozić, jeno taki jest rozkaz Chmiela, iż jeśliby ktokolwiek z was, choćby który z komisarzy, o co spytał – żeby go na miejscu ubić. Nie uczynię ja tego, to inny uczyni, dlatego ostrzegam cię z życzliwości.

– Toż ja w swojej prywatnej sprawie pytam.

– No, wszystko jedno. Chmiel rzekł nam, pułkownikom, i kazał innym powtórzyć: „Choćby który o drwa do pieca albo o potaż[2716] pytał, ubić go”. Ty to powtórz swoim.

– Dziękuję-ć za dobrą radę – rzekł Skrzetuski.

– Ciebie jednego ja przestrzegł, a innego Lacha pierwszy by rozciągnął.

Umilkli. Już też orszak dotarł do bram miasta. Oba boki drogi i ulice roiły się od czerni i zbrojnego kozactwa, które ze względu na obecność Chmielnickiego nie śmiało rzucać przekleństw i brył śniegu do sani, ale które spoglądało ponuro na komisarzów ściskając pięście lub głownie szabel.

вернуться

2699

jasyr (z tur.) – niewolnicy, jency.

вернуться

2700

zali (starop.) – czy.

вернуться

2701

kin (z ukr.) – rzuc.

вернуться

2702

Mojzesz (XIII a. XII w. p.n.e.) – postac biblijna, najwiekszy prorok Starego Testamentu, wyprowadzil swoj lud z niewoli egipskiej.

вернуться

2703

Oj, szczob toho Chmila perwsza kula ne mynula (z ukr.) – oj, zeby tego Chmiela pierwsza kula nie minela.

вернуться

2704

Jahorlik – rzeka w pld.-zach. czesci Ukrainy, lewy doplyw Dniestru; miasteczko i stanica wojskowa u ujscia rzeki Jahorlik do Dniestru, ok. 150 km na pld. od Braclawia, wowczas przy granicy z Moldawia i Turcja, dzis na terenie Moldawii.

вернуться

2705

wrazy (z ukr.) – wrogi, nienawistny.

вернуться

2706

komysz (daw.) – zarosla; kryjowka.

вернуться

2707

Jarmolince – miasteczko w zach. czesci Ukrainy, ok. 100 km na pld. wschod od Zbaraza.

вернуться

2708

watazka – dowodca oddzialu kozakow lub bandy rozbojnikow.

вернуться

2709

Czehryn a. Czehryn (ukr. Czyhyryn) – miasto na srodkowej Ukrainie, polozone nad Tasmina, doplywem srodkowego Dniepru, jedna z najdalej wysunietych twierdz Rzeczypospolitej.

вернуться

2710

Lubnie – miasto na Poltawszczyznie, na sr.-wsch. Ukrainie, rezydencja ksiazat Wisniowieckich.

вернуться

2711

lycar (ukr.) – rycerz.

вернуться

2712

bat’ko (ukr.) – ojciec.

вернуться

2713

tatarski brzeg – tak nazywano lewy brzeg Dniepru, prawy zwano ruskim.

вернуться

2714

bohato (z ukr. bahato) – duzo, wiele.

вернуться

2715

molojec (ukr.) – mlody, dzielny mezczyzna, zuch; Kozak.

вернуться

2716

potaz (z hol. pot: garnek; asch: popiol) – popiol, uzywany w roznych gospodarczych czynnosciach, a. naczynie na popiol.