Выбрать главу

– Nie wiesz waćpan, czy siła[3006] naszych poległo? – pytał Podbipięta.

– I! Niewielu; jak to zawsze bywa, że oblegających zawsze więcej ginie niż oblężonych. Waćpan się na tym nie znasz tak jak ja, boś tyle wojny nie zażywał, ale my, starzy praktycy, nie potrzebujemy trupa liczyć, bo z samej bitwy umiemy wymiarkować.

– Przyuczę się i ja przy waćpanach – rzekł ze słodyczą pan Longinus.

– Pewnie, że tak, jeżeli tylko dowcip waćpanu dopisze, czego się nie bardzo spodziewam.

– Dajże waćpan spokój – ozwał się Skrzetuski. – Przecie nie pierwsza to wojna dla pana Podbipięty, a daj Boże najlepszym rycerzom tak stawać, jak on wczoraj.

– Robiło się, co mogło – odrzekł Litwin – nie tyle, ile by się chciało.

– Owszem! Owszem! wcale nieźle waćpan stawałeś – mówił protekcjonalnie Zagłoba – a że cię inni przewyższyli (tu począł wąs podkręcać do góry), to nie twoja wina.

Litwin słuchał ze spuszczonymi oczyma i westchnął, marząc o przodku Stowejce i o trzech głowach.

W tej chwili skrzydło namiotu uchyliło się i wszedł raźno pan Michał, wesoły jak szczygieł w pogodny ranek.

– No! Tośmy w kupie! – zawołał pan Zagłoba. – Dajcieże mu piwa!

Mały rycerz uścisnął ręce trzem towarzyszom i rzekł:

– Żebyście waćpaństwo wiedzieli, ile kul leży na majdanie, to przechodzi imainację[3007]! Nie przejdziesz, żebyś się nie potknął.

– Widziałem i ja to – odrzekł Zagłoba – bom też, wstawszy, przeszedł się kęs po obozie. Przez dwa lata kury w całym powiecie lwowskim tyle jaj nie nanoszą. Ej, żeby to tak były jaja, dopiero byśmy używali na jajecznicy! A trzeba waćpanom wiedzieć, że ja za miskę jajecznicy największy specjał oddam. Żołnierska we mnie natura, tak jak i w was. Zjem chętnie co dobrego, byle dużo. Dlatego też i do bitwy skorszy jestem od dzisiejszych młodzików piecuchów, co to niecułki ulęgałek[3008] nie zje, żeby się zaraz za żywot nie trzymał.

– No! Aleś się waćpan wczoraj z Burłajem popisał! – rzekł mały rycerz. – Burłaja tak ściąć – ho! ho! Nie spodziewałem się tego po waćpanu. Toż to przecież był rycerz przesławny na całą Ukrainę i Turecczyznę.

– Co? Ha! – rzekł z zadowoleniem Zagłoba. – Nie pierwszyzna mi to, nie pierwszyzna, panie Michale. Widzę, szukaliśmy się wszyscy w korcu maku, ale też i dobraliśmy się we czterech tak, że takiej czwórki w całej Rzeczypospolitej nie znajdziesz. Dalibóg, z waćpanami i z księciem naszym na czele ruszyłbym samopięt[3009], choćby na Stambuł. Bo uważcie tylko: pan Skrzetuski zabił Burdabuta, a wczoraj Tuhaj-beja...

– Tuhaj-bej nie zabit – przerwał porucznik – sam czułem, że mi się ostrze zwinęło; później też zaraz nas rozdzielili.

– Wszystko jedno – rzekł Zagłoba – nie przerywaj, panie Janie. Pan Michał usiekł w Warszawie Bohuna, jakeśmy ci to mówili...

– Lepiej byś waść nie wspominał – rzekł Litwin.

– Co się wymówiło, to się wymówiło – odparł Zagłoba. – Choć wolałbym był nie wspominać, ale idę dalej... otóż pan Podbipięta z Myszykiszek zdusił owego Pułjana, a ja Burłaja. Nie zamilczę wszelako waćpaństwu, że oddałbym tamtych wszystkich za jednego Burłaja i że pono najcięższą miałem robotę. Diabeł to był, nie Kozak, co? Żebym tak miał synów legitime natos[3010], piękne bym im imię zostawił. Ciekawym tylko, co król jegomość i sejmy na to powiedzą, jak nas nagrodzą, nas, którzy się siarką i saletrą więcej niż czym innym żywimy.

– Był większy od nas wszystkich rycerz – rzekł pan Longinus – a nazwiska jego nikt nie wie i nie pamięta.

– A to ciekawym, kto taki? Chyba w starożytności? – rzekł urażony Zagłoba.

– Nie w starożytności, ale, brateńku, ten, który króla Gustawa Adolfa pod Trzcianną razem z koniem obalił i w jasyr[3011] wziął – rzekł Litwin.

– A ja słyszałem, że było to pod Puckiem – wtrącił pan Michał.

– Wszelako król mu się wyrwał i zbiegł – rzekł Skrzetuski.

– Tak jest! Wiem ja coś o tym – mówił przymykając oko pan Zagłoba – bom wtedy właśnie pod panem Koniecpolskim, ojcem chorążego, służył... wiem ja coś o tym! Modestia[3012] to nie pozwala onemu rycerzowi powiedzieć swego nazwiska i dlatego nikt go nie wie. Chociaż, wierzcie w to, co powiem: Gustaw Adolf wielkim był wojownikiem, prawie panu Koniecpolskiemu równym, ale w pojedynczym spotkaniu z Burłajem cięższa była robota – ja wam to mówię!

– To niby znaczy, żeś to waćpan powalił Gustawa Adolfa? – pytał Wołodyjowski.

– Albożem ci się pochwalił, panie Michale?... niech tam to już zostanie w niepamięci – mam ja się z czym i dziś pochwalić: co będę dawne czasy wspominał!... Strasznie to piwsko burczy w żywocie – a im więcej w nim sera, tym więcej burczy. Wolę winną polewkę – choć chwała Bogu i za to, co jest, bo wkrótce może i tego nie starczy... Ksiądz Żabkowski mnie mówił, że ponoś[3013] wiwendy skąpo, a on się tym bardzo niepokoi, bo ma brzuch jak gumno. Setny to bernardyn! Okrutniem go polubił. Więcej w nim żołnierza niż mnicha. Kiedy by kogo w pysk trzasnął, to choć zaraz trumnę zamawiaj.

– Ale – rzekł mały rycerz – nie mówiłem też waćpaństwu, jak grzecznie poczynał sobie tej nocy ksiądz Jaskólski. Usadowił się w onym narożniku, w tej srogiej wieży po prawej stronie zamku – i patrzył na bitwę. A trzeba wiedzieć, że on okrutnie z guldynki[3014] strzela. Powiada tedy do Żabkowskiego: „Nie będę do Kozaków strzelał, bo zawszeć to chrześcijanie, choć Bogu dyzgusta[3015] czynią; ale do Tatarów (powiada) nie wytrzymam!” – i jak jął dmuchać, tak ich podobno coś z pół kopy[3016] przez całą bitwę popsował[3017].

– Żeby to wszystko duchowieństwo było takie! – westchnął Zagłoba. – Ale nasz Muchowiecki to jeno ręce ku niebu wznosi, a płacze, że się tyle krwi chrześcijańskiej leje.

– Daj waść pokój – rzekł poważnie Skrzetuski. – Ksiądz Muchowiecki święty ksiądz i w tym masz najlepszy dowód, że choć on nie starszy od tamtych dwóch, przecie głowy przed jego zacnością schylają.

– Nie tylko ja też nie neguję jego świątobliwości – odparł Zagłoba – ale myślę, że i samego chana potrafiłby nawrócić. Oj, mości panowie! Musi się tam jego chańska mość sierdzić, aż wszy na nim koziołki ze strachu przewracają! Jeżeli przyjdzie z nim do układów, pojadę i ja z komisarzami. Znamy się z dawna i niegdyś wielce mnie miłował. Może też sobie przypomni.

– Do układów Janickiego pewnie wybiorą, bo on po tatarsku, tak jak po polsku mówi – rzekł Skrzetuski.

– I ja tak samo, a z murzami znamy się jak łyse konie. Córki mi swoje chcieli w Krymie oddawać, żeby się potomstwa pięknego doczekać, a żem to był młody i paktów konwentów[3018] nie zawierałem ze swoją niewinnością, jako imć Podbipięta z Myszykiszek, więcem tam siła[3019] figlów napłatał.

– Słuchać hadko[3020]! – rzekł pan Longinus spuszczając oczy.

– A waćpan to jako szpak wyuczony; jedno w kółko powtarza. Widać, że boćwinkowie[3021] mowy ludzkiej dobrze jeszcze nie umieją.

Dalszy ciąg rozmowy przerwał gwar dochodzący z zewnątrz namiotu – więc rycerze wyszli zobaczyć, co się dzieje. Mnóstwo żołnierzy stało na okopie, spoglądając na okolicę, która w ciągu nocy zmieniła się znacznie i jeszcze w oczach się zmieniała. Kozacy również nie próżnowali od czasu ostatniego szturmu, ale sypali szańce, zaciągali na nie działa tak długie i donośne, jakich nie było w polskim obozie, porozpoczynali poprzeczne, wężowato idące fosy, aprosze[3022]; z daleka wydawały się te nasypy jak tysiące olbrzymich kretowisk. Cała pochyła równina była nimi pokryta, świeżo skopana ziemia czerniła się wszędzie między zielonością – i wszędy mrowiło się od pracującego ludu. Na pierwszych wałach migotały także krasne czapki mołojców.

вернуться

3006

sila (starop.) – duzo, wiele.

вернуться

3007

imainacja (z lac. imaginatio) – wyobraznia, wyobrazenie.

вернуться

3008

nieculki ulegalek – miski dzikich gruszek.

вернуться

3009

samopiet (starop.) – w pieciu, sam z czterema towarzyszami.

вернуться

3010

legitime natos (lac.) – urodzonych z legalnego malzenstwa.

вернуться

3011

jasyr (z tur.) – niewola.

вернуться

3012

modestia (lac.) – skromnosc.

вернуться

3013

ponos (daw.) – podobno.

вернуться

3014

guldynka (starop.) – mysliwska strzelba gwintowana.

вернуться

3015

dyzgust (lac.) – przykrosc, niesmak.

вернуться

3016

kopa – szescdziesiat.

вернуться

3017

popsowac (daw.) – popsuc, tu: zabic.

вернуться

3018

pakta konwenta (z lac.) – umowa, ugoda, uklady.

вернуться

3019

sila (starop.) – duzo, wiele.

вернуться

3020

hadko (z bialorus.) – przykro, obrzydliwie.

вернуться

3021

bocwina a. botwina – liscie buraczane; obrazliwe okreslenie mieszkancow Litwy.

вернуться

3022

aprosz (z fr. aproche: podejscie, przyblizenie) – okopy, pozwalajace podejsc blizej do obozu wroga.