Выбрать главу

– Mości książę – odparł wojewoda – nie wiem, jaki duch w was mieszka, alem ja człowiek z ciała i kości, po pracy spoczynku potrzebuję – i moi ludzie także. Zawsze ja będę na nieprzyjaciela tak szedł, jakom dziś szedł, gdy czoło stawi, ale pobitego już i uciekającego nie będę gonił.

– Wybić ich do nogi! – zakrzyknął książę.

– I cóż z tego? – rzecze wojewoda. – Tych wybijemy, przyjdzie starszy Krzywonos. Popali, poniszczy, dusz nagubi, jako ten w Strzyżawce nagubił – i za zaciekłość naszą nieszczęśni ludzie zapłacą.

– O, widzę – już zawołał z gniewem książę – że wasza mość wraz z kanclerzem i z tymi ich regimentarzami[1839] do pokojowej fakcji[1840] należysz, która by układami chciała bunt gasić, ale przez Bóg żywy! Nie będzie z tego nic, póki u mnie szabla w garści!

A Tyszkiewicz na to:

– Nie do fakcji ja już należę, ale do Boga, bom stary i wkrótce mi przed Nim stanąć przyjdzie. A że nie chcę, by mnie zbyt wielkie brzemię krwi w wojnie domowej przelanej obciążało, temu się, wasza książęca mość, nie dziw... Jeżeliś zaś wasza książęca mość krzyw o to, że cię regimentarstwo minęło, tedy tak powiem: z męstwa należało ci się słusznie, wszelako może i lepiej, żeć go nie dali, bo ty byś bunt, ale z nim razem i tę nieszczęsną ziemię we krwi utopił.

Jowiszowe brwi Jeremiego ściągnęły się, kark mu napęczniał, a oczy poczęły ciskać takie błyskawice, że wszyscy obecni struchleli o wojewodę, ale wtem zbliżył się szybko pan Skrzetuski i rzekł:

– Wasza książęca mość, są wieści o starszym Krzywonosie[1841].

Zaraz więc umysł księcia w inną zwrócił się stronę i gniew na wojewodę w nim osłabł. Tymczasem wprowadzono przybyłych z wieściami czterech ludzi, w tym dwóch starych błahoczestywych[1842] księży, którzy ujrzawszy księcia rzucili się przed nim na kolana.

– Ratuj, władyko, ratuj! – powtarzali wyciągając ku niemu ręce.

– Skąd wy? – pytał książę.

– My z Połonnego[1843]. Starszy Krzywonos obległ zamek i miasto; jeśli twoja szabla nad jego karkiem nie zawiśnie, tedy zginiemy wszyscy.

Na to książę:

– O Połonnem ja wiem, iż się tam siła[1844] ludu schroniło, ale jak mnie doniesiono, najwięcej Rusinów. Zasługa to wasza przed Bogiem, iż zamiast połączyć się z buntem, opór mu dajecie, przy matce stawając, jednak boję się zdrady jakowej od was, takiej, jak w Niemirowie doznałem.

Na to posłańcy poczęli przysięgać na wszystkie świętości niebieskie, że jako zbawiciela, tak księcia wyczekują, i myśl zdrady w głowie im nawet nie postała. Jakoż i szczerze mówili. Krzywonos bowiem obległszy ich w pięćdziesiąt tysięcy ludu, poprzysiągł im zgubę dlatego właśnie, że będąc Rusinami, nie chcieli się z buntem łączyć.

Książę przyrzekł im pomoc, ale ponieważ główne siły jego były w Bystrzyku, musiał więc na nie czekać. Wysłańcy odeszli z pociechą w sercu, on zaś zwrócił się do wojewody kijowskiego i rzekł:

– Przebaczcie, wasza mość! Widzę już sam, iż trzeba Krzywonosa zaniechać, aby Krzywonosa dosięgnąć. Młodszy dłużej na powróz może poczekać. Sądzę też, iż mnie nie odstąpicie w tej nowej imprezie.

– Jako żywo! – rzecze wojewoda.

Wnet ozwały się trąby, oznajmiając chorągwiom zagnanym za taborem, by się ściągały na powrót. Trzeba też było spocząć i dać „oddech” koniom. Wieczorem nadciągnęła cała dywizja z Bystrzyka, a z nią poseł, pan Stachowicz, od wojewody bracławskiego[1845]. Pisał pan Kisiel do księcia list pełen uwielbienia, że jako drugi Mariusz[1846] ojczyznę z ostatniej toni ratuje, pisał też o radości, jaką przybycie księcia z Zadnieprza we wszystkich sercach wzbudziło, winszował mu zwycięstw – ale w końcu listu pokazały się przyczyny, dla których był pisany. Oto pan z Brusiłowa oświadczał, że układy rozpoczęte, że on sam z innymi komisarzami udaje się do Białocerkwi i ma nadzieję Chmielnickiego powstrzymać i ukontentować[1847]. Na koniec prosił księcia, by do czasu układów nie nastawał tak bardzo na Kozaków i o ile można, kroków wojennych zaprzestał.

Gdyby doniesiono księciu, że całe jego Zadnieprze zniszczone, a wszystkie grody z ziemią zrównane, nie bolałby tak srodze, jako się nad tym listem rozbolał. Byli przy tym obecni pan Skrzetuski, pan Baranowski, pan Zaćwilichowski, obaj Tyszkiewiczowie i Kierdeje. Książę rękoma oczy zakrył, w tył głowę przewrócił, jakoby strzałą w serce trafiony.

– Hańba! Hańba! Boże, dajże mnie już polec prędzej, abym na takie rzeczy nie patrzył!

Cisza zapanowała głęboka między obecnymi, a książę mówił dalej:

– Nie chcę ja żyć w tej Rzeczypospolitej, bo dziś wstydzić się za nią przychodzi. Oto czerń kozacka i chłopska zalała krwią ojczyznę, z pogaństwem się przeciw własnej matce połączyła. Pobici hetmani, zniesione wojska, zdeptana sława narodu, zgwałcony majestat, popalone kościoły, wyrżnięci księża, szlachta, pohańbione niewiasty, a na te klęski i na tę hańbę, na której wspomnienie samo pomarliby nasi przodkowie – czymże odpowiada ta Rzeczpospolita? Oto ze zdrajcą, z hańbicielem swym, ze sprzymierzeńcem pogan układy rozpoczyna i kontentację[1848] mu obiecuje! O Boże, daj śmierć, powtarzam, bo nie żyć nam na świecie, którzy dyshonor ojczyzny czujemy i głowy dla niej niesiemy w ofierze.

Wojewoda kijowski milczał, a pan Krzysztof, podsędek bracławski, ozwał się po chwili:

– Pan Kisiel nie stanowi Rzeczypospolitej.

Książę na to:

– Nie mów mnie waszmość o panu Kisielu, bo wiem dobrze, iż ma on całą partię za sobą: utrafił on w myśl prymasa i kanclerza, i księcia Dominika, i wielu panów, którzy dziś w czasie interregnum[1849] rządy w Rzeczypospolitej sprawują i majestat jej przedstawiają, a raczej hańbią ją słabością wielkiego narodu niegodną, bo nie układami, ale krwią ten ogień gasić należy, bo lepiej dla narodu rycerskiego ginąć niż się upodlić i kontempt[1850] całego świata dla siebie obudzić.

I znowu książę zakrył rękoma oczy – widok był to zaś tak żałosny tego bólu i żalu, że pułkownicy zgoła nie wiedzieli, co czynić ze łzami, które im do oczu nabiegły.

– Mości książę – ośmielił się ozwać Zaćwilichowski – niechże oni szermują językiem, my mieczem będziem dalej szermowali.

– Zaiste – odpowiedział książę – i na tę myśl rozdziera się serce: co czynić nam dalej przystoi? Oto, mości panowie, słysząc o klęsce ojczyzny, przyszliśmy tu przez płonące lasy i nieprzebyte błota, nie śpiąc, nie jedząc, ostatnich sił dobywając, by tę matkę naszą od zagłady i hańby ratować. Ręce mdleją nam od pracy, głód skręca kiszki, rany bolą – my zaś na trud nie baczym, byle nieprzyjaciela pohamować. Mówiono na mnie, żem krzyw, iż mnie regimentarstwo minęło. Niechże cały świat sądzi, czy godniejsi ci, co je dostali, a ja Boga i waszmościów na świadki biorę, że, tak jak i wy, nie dla nagrody i dostojeństw niosę krew swą w ofierze, ale z czystej ku ojczyźnie miłości. Ale gdy my ostatni dech z piersi wydajemy – cóż nam donoszą? Oto, że panowie w Warszawie, a pan Kisiel w Huszczy kontentację dla tego nieprzyjaciela obmyślają[1851]? Hańba! Hańba!!!

– Zdrajca Kisiel! – zawołał pan Baranowski.

вернуться

1839

regimentarz – zastepujacy hetmana; w 1648 r., po wzieciu hetmanow do niewoli przez Tatarow, regimentarzami zostali Wladyslaw Dominik Zaslawski-Ostrogski (1618–1656), Aleksander Koniecpolski (1620–1659) i Mikolaj Ostrorog (1593–1651).

вернуться

1840

fakcja (z lac.) – stronnictwo.

вернуться

1841

Krzywonos, Maksym (ukr. Krywonis, zm. 1648) – jeden z przywodcow powstania Chmielnickiego, bral udzial w bitwach pod Korsuniem i pod Pilawcami, zdobyl Bar, Krzemieniec i Polonne oraz Wysoki Zamek we Lwowie, gdzie zmarl kilka dni po bitwie.

вернуться

1842

blahoczestywy (z ukr: pobozny, prawowierny) – prawoslawny.

вернуться

1843

Polonne – miasto w centralnej czesci Ukrainy, ok. 70 km na pln. zachod od Chmielnika.

вернуться

1844

sila (starop.) – wiele, duzo.

вернуться

1845

Kisiel, Adam herbu Kisiel (1600–1653) – wojewoda braclawski i kijowski, pan na Brusilowie i Huszczy, ostatni prawoslawny senator Rzeczypospolitej, negocjowal z Kozakami podczas powstan Pawluka i Chmielnickiego.

вернуться

1846

Gajusz Mariusz (156–86 p.n.e.) – rzymski wodz i maz stanu, zwany przez Plutarcha trzecim zalozycielem Rzymu, reformator armii rzymskiej, zwyciezca wielu wojen, wuj Juliusza Cezara (100–44 p.n.e.).

вернуться

1847

ukontentowac (z lac.) – zadowolic, spelnic jego zadania.

вернуться

1848

kontentacja (z lac.) – spelnienie zadan, zadoscuczynienie.

вернуться

1849

interregnum (lac.) – bezkrolewie, czas pomiedzy smiercia wladcy a koronacja nastepcy.

вернуться

1850

kontempt (z lac.) – pogarda, lekcewazenie.

вернуться

1851

(...) a pan Kisiel w Huszczy kontentacje dla tego nieprzyjaciela obmyslaja (...) – w tym czasie pisal ksiaze do wojewody braclawskiego, miedzy innymi, co nastepuje: „O, raczej bylo umierac potrzeba anizeli takich doczekac czasow, ktore slawe tych zacnych narodow tak turpiter deformarunt et irreparabile [(lac.) szpetnie zhanbili i niepowetowane; red. WL.] zostawili w synach koronnych damnum [(lac.) straty; red. WL.].” A w koncu listu znajduje sie dopisek: „Jezeli za zniesieniem wojska kwarcianego i pobraniem hetmanow do wiezienia kontentacje otrzyma Chmielnicki i przy dawnych wolnosciach zostawac bedzie z tym hultajstwem, ja w tej ojczyznie wole nie zyc i nam lepsza rzecz umierac, anizeliby poganstwo i hultajstwo mialo nam panowac.” Ksiega pamietnicza, 28, 55.