Выбрать главу

Bosch zamilkł, przyglądając się, jak Hadley przez kilka chwil rozważa jego słowa. Wreszcie kapitan pokręcił głową.

– Może wcale nie zostawili tego samochodu – powiedział. – Może zamierzają go wykorzystać do transportu. Jest wiele znaków zapytania, Bosch. Wiele niewiadomych. Wchodzimy. Wyłożyliśmy sprawę sędziemu, a on powiedział, że mamy prawdopodobieństwo winy. Tyle mi wystarczy. Czekamy na nakaz wejścia bez pukania i zamierzamy z niego skorzystać.

Bosch nie dawał za wygraną.

– Skąd pan dostał cynk, kapitanie? Jak znaleźliście samochód?

Hadley znów zaczął pracować szczęką, lecz przypomniał sobie, że wyrzucił gumę.

– Z jednego z moich źródeł – odparł. – Od czterech lat budujemy sieć wywiadowców w tym mieście. Dzisiaj zbieramy owoce.

– To znaczy, że pan wie, kto jest źródłem, czy wiadomość była anonimowa?

Hadley zniecierpliwiony machnął ręką.

– Nieważne – oświadczył. – Informacja była dobra. Że to ten samochód. Co do tego nie ma wątpliwości.

Wskazał w stronę zbiornika. Unik Hadleya powiedział Boschowi, że wiadomość była anonimowa, co mogło oznaczać pułapkę.

– Kapitanie, nalegam, żeby się pan wycofał – rzekł Bosch. – Coś tu się nie zgadza. To się wydaje za proste, a plan wcale nie był prosty. Podejrzewam jakiś podstęp i musimy spraw…

– Nie wycofamy się, detektywie. Tu się może ważyć ludzkie życie.

Bosch pokręcił głową. Nie umiał przemówić Hadleyowi do rozsądku. Facet był przekonany, że tylko jeden krok dzieli go od zwycięstwa, które wymaże jego wszystkie dotychczasowe wpadki.

– Gdzie jest FBI? – spytał Bosch. – Czy agenci nie powinni…

– Nie potrzebujemy FBI – uciął Hadley, ponownie obracając się do Boscha i patrząc mu prosto w oczy. – Jesteśmy wyszkoleni, mamy sprzęt i praktykę. Poza tym mamy jaja. I tym razem sami zajmiemy się własnym podwórkiem.

Szerokim gestem pokazał cały teren, jak gdyby miała się tu rozegrać ostateczna bitwa między policją a FBI.

– A komendant? – spróbował Bosch. – Wie o tym? Właśnie…

Urwał, przypomniawszy sobie przestrogę komendanta, by nikomu nie mówić o spotkaniu w Donut Hole.

– Co właśnie? – spytał Hadley.

– Właśnie się zastanawiam, czy wie o tej akcji i się na nią zgadza.

– Komendant dał mi wolną rękę w kierowaniu jednostką. A pan dzwoni do komendanta przed każdym aresztowaniem?

Odwrócił się i z godnością odmaszerował do swoich ludzi, zostawiając Boscha i Ferrasa, którzy patrzyli w ślad za nim.

– Oho – powiedział Ferras.

– Taa – odrzekł Bosch.

Bosch oddalił się nieco od cuchnącej śmieciarki i wyciągnął telefon. Znalazł w spisie numer Rachel Walling. W momencie, gdy wcisnął przycisk, Hadley znów wszedł mu w drogę.

– Detektywie! Do kogo pan dzwoni?

Bosch odparł bez wahania:

– Do swojego porucznika. Polecił mi, żebym go informował, co się dzieje.

– Żadnych rozmów przez telefony komórkowe. Mogą je monitorować.

– Kto?

– Proszę mi oddać telefon.

– Słucham?

– Proszę mi oddać telefon albo każę go panu odebrać. Nie pozwolę, żeby cokolwiek zagroziło operacji.

Bosch zamknął telefon, nie rozłączając się. Jeśli będzie miał szczęście, Walling odbierze telefon i będzie słuchać. Liczył na to, że Rachel zorientuje się, co jest grane. Być może FBI uda się nawet namierzyć komórkę i dotrzeć do Silver Lake, zanim wszystko zupełnie się schrzani.

Oddał komórkę Hadleyowi, który odwrócił się do Ferrasa.

– Pański telefon, detektywie.

– Kapitanie, moja żona jest w dziewiątym miesiącu ciąży i muszę…

– Pański telefon. Albo jest pan z nami, albo przeciw nam.

Hadley wyciągnął rękę, a Ferras z ociąganiem zdjął komórkę z paska i oddał.

Hadley podszedł do jednego z samochodów terenowych, otworzył drzwi po stronie pasażera i włożył komórki do schowka. Zamaszyście zatrzasnął klapkę i wyzywająco spojrzał na Boscha i Ferrasa, jak gdyby dawał im do zrozumienia, by nie ważyli się próbować ich odzyskać.

Uwagę kapitana odwrócił trzeci czarny wóz, który wjechał na parking. Kierowca pokazał mu uniesiony kciuk. Hadley wycelował palec w niebo i zakręcił nim młynka.

– No dobra, chłopaki – zawołał. – Mamy nakaz, wszyscy znają plan. Perez, wezwij wsparcie z powietrza, niech wezmą kamerę. Reszta do wozów! Wchodzimy!

Bosch z rosnącym przerażeniem przyglądał się, jak członkowie BBK ładują broń i nakładają hełmy z osłonami twarzy. Dwaj funkcjonariusze wyznaczeni do zespołu radiologicznego zaczęli zakładać skafandry ochronne.

– To szaleństwo – szepnął Ferras.

– Żółtki nie surfują [4] – odparł Bosch.

– Co?

– Nic. Jesteś za młody, żeby to pamiętać.

14

Wiatrak przechylił się nad trzydziestoakrową plantacją kauczukowców i siadł w strefie lądowania z silnym wstrząsem, który zdawał się miażdżyć kręgosłup. Hari Kari Bosch, Bunk Simmons, Ted Furness i Gabe Finley wyskoczyli w błoto, gdzie czekał na nich kapitan Gillette, przytrzymując hełm, by nie strącił go podmuch wirnika. Helikopter z trudem wyrwał płozy z błota – był pierwszy suchy dzień po sześciu dniach deszczu – wystartował i poleciał wzdłuż kanału irygacyjnego w kierunku kwatery III Korpusu.

– Chodźcie za mną – krzyknął Gillette.

Bosch i Simmons spędzili w kraju już tyle czasu, by zyskać sobie przydomki, lecz Furness i Finley jako nowicjusze odbywali przyspieszone szkolenie połączone z praktyką i Bosch wiedział, że obaj trzęsą portkami ze strachu. To miał być ich pierwszy desant, a nic, czego nauczyli się o tunelach w San Diego, nie mogło ich przygotować na rzeczywiste widoki, dźwięki i zapachy.

Kapitan zaprowadził ich do stolika ustawionego pod namiotem dowództwa, gdzie w skrócie przedstawił swój plan. Pod Ben Cat rozciągała się rozległa sieć tuneli, których zdobycie miało stanowić pierwszy krok do zajęcia wioski. Rosły straty w ludziach, ponieważ ginęli saperzy i żołnierze atakowani w obozach. Kapitan wyjaśnił, że codziennie dostaje opieprz od dowództwa III Korpusu. Ani słowem nie wspomniał, że martwi go liczba zabitych i rannych. Ich dało się zastąpić, ale łaska pułkownika w III Korpusie była bezcenna.

Plan zakładał zamknięcie nieprzyjaciela w kotle. Kapitan rozłożył mapę sporządzoną z pomocą mieszkańców wioski, którzy byli w tunelach. Wskazał cztery ukryte wejścia i powiedział, że cztery tunelowe szczury wejdą jednocześnie i zagonią oddział Wietkongu w stronę piątego wejścia, gdzie wyrżną ich czekający na górze żołnierze 25. Dywizji Tropie Lightning. Bosch i jego towarzysze otrzymali także zadanie założenia ładunków wybuchowych, a operacja miała się zakończyć wysadzeniem systemu tuneli.

Plan wydawał się prosty, dopóki nie znaleźli się w ciemnościach labiryntu, który wyglądał zupełnie inaczej niż na mapie w namiocie. Do tuneli weszło czterech, ale żywy wyszedł tylko jeden. Tropie Lightning nie zlikwidował tego dnia nikogo. I tego dnia Bosch nie miał już wątpliwości, że ta wojna jest przegrana – przynajmniej dla niego. Wtedy dowiedział się, że kadra dowódcza często toczy bitwy z wrogiem we własnych szeregach.

Bosch i Ferras siedzieli z tyłu w samochodzie kapitana Hadleya. Perez prowadził, a siedzący obok niego Hadley miał słuchawkę z mikrofonem, by dowodzić operacją. Odbiornik w wozie, z włączonym głośnikiem, był ustawiony na częstotliwość operacyjną – której próżno byłoby szukać w dostępnych publicznie spisach.

Jechali jako trzeci pojazd w kawalkadzie czarnych terenówek. Kilka budynków przed domem Samira Perez zahamował, by zgodnie z planem puścić przodem dwa samochody.

вернуться

[4] Zdanie wypowiedziane przez podpułkownika Kilgore'a w filmie Francisa Forda Coppoli „Czas Apokalipsy".