Lecz Ursus okazał się niańką o tyle niezgrabną, o ile troskliwą. Kubek ginął całkowicie w jego herkulesowych palcach, tak że nie pozostawało nic miejsca dla ust Winicjusza. Po kilku nieudanych próbach olbrzym zatroskał się wielce i rzekł:
– Ej, łatwiej żubra z ostępu wywieść...
Winicjusza zabawiło zakłopotanie Liga, lecz nie mniej zajęła go jego uwaga. Widywał on w cyrkach straszliwe „ury”[316], sprowadzane z puszcz północnych, na które najdzielniejsi bestiarii[317] polowali z obawą i które jednym tylko słoniom ustępowały w wielkości i sile.
– Zaliś próbował brać takie bestie za rogi? – spytał ze zdumieniem.
– Póki nie przeszło nade mną dwadzieścia zim, tom się bał – odrzekł Ursus – ale potem – bywało.
I jął znów karmić Winicjusza, jeszcze niezgrabnie] niż przedtem.
– Muszę poprosić Miriam lub Nazariusza – rzekł.
Lecz tymczasem blada główka Ligii wychyliła się spoza zasłony.
– Zaraz pomogę – rzekła.
I wyszła po chwili z cubiculum, w którym gotowała się widocznie do snu, gdyż przybrana była tylko w obcisłą tunikę, zwaną u starożytnych capitium, zakrywającą szczelnie piersi, i włosy miała rozwiązane. Winicjusz, którego serce zabiło żywiej na jej widok, począł jej wymawiać, że dotąd nie pomyślała o śnie, lecz ona odrzekła wesoło:
– Właśnie chciałam to uczynić, ale pierwej zastąpię Ursusa.
I wziąwszy kubek siadła na krawędzi łóżka i poczęła karmić Winicjusza, który czuł się zarazem upokorzony i szczęśliwy. Gdy pochylała się ku niemu, biło na niego ciepło jej ciała i rozwiązane jej włosy spływały mu na piersi, on zaś bladł z wrażenia, ale w zamęcie i porywie żądz odczuwał zarazem, że to jest nad wszystko droga i nad wszystko uwielbiona głowa, wobec której świat cały jest niczym. Pierwej pożądał jej, teraz poczynał ją kochać pełną piersią. Dawniej, jak w ogóle w życiu, tak i w uczuciu, był, jak wszyscy ówcześni ludzie, ślepym, bezwzględnym egoistą, któremu chodziło tylko o siebie, obecnie poczęło mu chodzić i o nią.
Po chwili też odmówił dalszego posiłku i choć w patrzeniu na nią i w jej obecności znajdował nieprzebraną rozkosz, rzekł:
– Dosyć. Idź spocząć, boska moja.
– Nie nazywaj mnie tak – odpowiedziała – mnie się tego słuchać nie godzi.
Jednakże uśmiechała się do niego, a następnie rzekła mu, że sen ją odbiegł, że trudu nie czuje i że nie uda się na spoczynek, póki nie przyjdzie Glaukus. On słuchał jej słów jak muzyki, a zarazem serce wzbierało mu coraz większym wzruszeniem, coraz większym zachwytem, coraz większą wdzięcznością, a myśl biedziła się, jak by jej tę wdzięczność okazać.
– Ligio – rzekł po chwili milczenia – jam cię poprzednio nie znał. Ale teraz wiem, żem chciał dojść do ciebie błędną drogą, więc ci powiadam: wróć do Pomponii Grecyny i bądź pewna, że odtąd nikt nie podniesie na ciebie ręki.
A jej twarz posmutniała nagle.
– Byłabym szczęśliwa – odrzekła – gdybym ją choć z daleka mogła zobaczyć, ale wrócić do niej już nie mogę.
– Dlaczego? – zapytał ze zdziwieniem Winicjusz.
– My, chrześcijanie, wiemy przez Akte, co się na Palatynie dzieje. Zaliś nie słyszał, że cezar wkrótce po mojej ucieczce, a przed swym wyjazdem do Neapolis, wezwał Aulusa i Pomponię – i mniemając, że mi pomogli, groził im swym gniewem. Szczęściem Aulus mógł mu odrzec: „Wiesz, panie, że nigdy kłamstwo nie przeszło mi przez usta; otóż przysięgam ci, żeśmy jej nie pomogli do ucieczki i że równie jak ty nie wiemy, co się z nią stało”. I cezar uwierzył, a potem zapomniał – ja zaś z porady starszych nigdy nie pisałam do matki, gdzie jestem, by zawsze śmiało mogła zaprzysiąc, że nic o mnie nie wie. Ty może tego nie pojmiesz, Winicjuszu, ale nam kłamać nie wolno, nawet gdyby o życie chodziło. Taka jest nasza nauka, do której chcemy stosować serca, więc nie widziałam Pomponii od czasu, gdym opuściła jej dom, ją zaś zaledwie od czasu do czasu dolatywały dalekie echa, że żyję i żem bezpieczna.
Tu porwała ją tęsknota, bo oczy jej zrosiły się łzami, lecz wkrótce uspokoiła się i rzekła:
– Wiem, że i Pomponia tęskni za mną, my jednak mamy nasze pociechy, których nie mają inni.
– Tak – odrzekł Winicjusz – waszą pociechą Chrystus, ale ja tego nie rozumiem.
– Patrz na nas: nie ma dla nas rozłączeń, nie ma boleści i cierpień, a jeśli przyjdą, to zmieniają się w radość. I śmierć sama, która dla was jest końcem życia, dla nas jest tylko jego początkiem i zmianą gorszego szczęścia na lepsze, mniej spokojnego na spokojniejsze i wieczyste. Zważ, jaką musi być nauka, która nakazuje nam miłosierdzie nawet względem nieprzyjaciół, broni[318] kłamstwa, oczyszcza dusze nasze od złości i obiecuje po śmierci szczęście nieprzebrane.
– Słyszałem to w Ostrianum i widziałem, jak postąpiliście ze mną i z Chilonem, a gdy o tym myślę, dotychczas zdaje mi się, że to sen i że ni uszom, ni oczom nie powinienem wierzyć. Lecz ty mi odpowiedz na inne pytanie: jestżeś szczęśliwa?
– Tak! – odrzekła Ligia. – Wyznając Chrystusa nie mogę być nieszczęśliwą.
Winicjusz spojrzał na nią, jak gdyby to, co mówiła, przechodziło całkiem miarę ludzkiego rozumowania.
– I nie chciałabyś wrócić do Pomponii?
– Chciałabym z całej duszy i wrócę, jeśli taka będzie wola Boga.
– Więc ci mówię: wróć, a ja ci przysięgnę na moje lary, że nie podniosę na ciebie ręki.
Ligia zamyśliła się przez chwilę, po czym odrzekła:
– Nie. Nie mogę bliskich moich podać na niebezpieczeństwo. Cezar nie kocha rodu Plaucjuszów. Gdybym wróciła – ty wiesz, jak przez niewolników rozchodzi się każda wiadomość po Rzymie – więc i mój powrót stałby się rozgłośny w mieście, i Nero dowiedziałby się o nim przez swoich niewolników niewątpliwie. Wówczas skarałby Aulusów, a co najmniej odebrałby mnie im znowu.
– Tak – rzekł marszcząc brwi Winicjusz – to by być mogło. Uczyniłby to choćby dlatego, by okazać, że woli jego musi się stać zadosyć[319]. Prawdą jest, że on tylko zapomniał o tobie lub nie chciał myśleć mniemając, że nie jemu, ale mnie stała się ujma. Lecz może... odjąwszy cię Aulusom... oddałby mnie, a ja wróciłbym cię Pomponii.
Lecz ona zapytała ze smutkiem:
– Winicjuszu, czy chciałbyś mnie widzieć znów na Palatynie?
On zaś zacisnął zęby i odrzekł:
– Nie. Masz słuszność. Mówiłem jak głupiec! Nie!
I nagle ujrzał przed sobą jakby przepaść bez dna. Był patrycjuszem, był trybunem wojskowym, był człowiekiem potężnym, ale nad wszystkimi potęgami tego świata, do którego należał, stał przecie szaleniec, którego ni woli, ni złośliwości niepodobna było przewidzieć. Nie liczyć się z nim, nie bać się go mogli chyba tacy ludzie jak chrześcijanie, dla których cały ten świat, jego rozłąki, cierpienia i śmierć sama była niczym. Wszyscy inni musieli drżeć przed nim. Groza czasów, w których żyli, ukazała się Winicjuszowi w całej swej potwornej rozciągłości. Nie mógł oto oddać Ligii Aulusom z obawy, by potwór nie przypomniał sobie jej i nie zwrócił na nią swego gniewu; z tego samego powodu, gdyby ją teraz wziął za żonę, mógł narazić ją, siebie i Aulusów. Chwila złego humoru wystarczała, by zgubić wszystkich. Winicjusz po raz pierwszy w życiu poczuł, że albo świat musi się zmienić i przerodzić, albo życie stanie się zgoła niemożliwe. Zrozumiał również to, co przed chwilą jeszcze było dla niego ciemne, że w takich czasach jedni tylko chrześcijanie mogli być szczęśliwi.