A jon dumaŭ pra Vinicija i dziviŭsia, čamu niama ad jaho viestki. Byŭ jon epikurejcam i ehajistam, ale sutyčnasć z Paŭłam, z Vinicijem dy štodzionnyja čutki pra chryscijan krychu jaho pierajnakšyli, choć sam ab tym nie viedaŭ. Viejaŭ ad ich niejki viecier na jaho, jaki pasiejaŭ u jahonaj dušy tajomnyja ziarniaty. Pa-za ŭłasnaju asobaju pačali jaho cikavić inšyja ludzi. Da Vinicija, praŭda, byŭ zaŭsiody pryviazany, bo ŭ dziciačych hadoch nadta lubiŭ jahonuju matku, svaju siastru, a ciapier byŭ supolnikam jahonych turbotaŭ, jakija tak cikavili jaho, jak by trahiedyja jakaja.
Nie traciŭ nadzieji, što Vinić vypieradziŭ pretoryjan i ŭciok z Lihijaj abo, u najhoršym vypadku, adbiŭ jaje. Ale addavaŭ pieravahu tamu, kab mieć u henaj spravie peŭnyja viestki, spadziavaŭsia bo roznych pytanniaŭ, na jakija lepš było b być padrychtavanym.
Zatrymaŭšysia pry domie Tyberyja, vyjšaŭ z lektyki i ŭvajšoŭ da atryjuma, napoŭnienaha ŭžo aŭhustyjanami. Učarašnija pryjacieli, pamima zacikaŭlennia zaprosinami, adychodzili ad jaho, a jon krasavaŭsia siarod ich, statny, svabodny, biesturbotny i tak samapeŭny, jak sam moh razdavać łaski. Niekatoryja, hledziačy na jaho, krychu ŭ dušy tryvožylisia, ci nie zarana vyjavili jamu pahardu.
Cezar prykidvaŭsia, byccam jaho nie bačyć, i nie adkazaŭ na jahonaje pryvitannie, byccam zaniaty byŭ hutarkaju. Zamiest taho Tyhelin padyjšoŭ da jaho i adazvaŭsia: — Dobry viečar, arbitar elehancyi! Ci i ciapier ty jašče pierakanany, što nie chryscijanie spalili Rym?
Piatroni pacisnuŭ plačyma i, pleščučy jaho pa łapatcy, by vyzvolnika, adpalvaje: — Ty tak dobra viedaješ, jak i ja, što pra heta dumać.
— Nie smieju pryraŭniacca da tvaje mudrasci.
— I praŭdu kažaš, inakš bo musiŭ by voś, kali cezar pračytaje novuju piesniu z «Trojiki», zamiest dracca, jak pava, vykazać jakuju biazhłuzdzicu.
Tyhelin prykusiŭ hubu. Nie nadta jon byŭ zadavoleny z sianniašniaha vystupu cezara, bo adkryvałasia pole, na jakim nie moh kankuravać z Piatronijem. Jakraz padčas čytannia Neron mimachoć, pa zvyčcy, paziraŭ na Piatronija, rupna cikujučy, što vyčytaje ŭ jahonaj minie. A toj słuchaŭ, manieŭrujučy brovami, miejscami patakvajučy, miejscami napružvajučy ŭvahu, jak by maniŭsia spraŭdzić, ci dobra čuje. I pasla to chvaliŭ, to haniŭ, vymahajučy papravak abo vyhładžvannia niekatorych skazaŭ. Sam Neron adčuvaŭ, što ŭsim inšym u pierasolenych pachvałach raschodzicca tolki pra sobskuju skuru, a heny adzin tolki cikavicca paezijaj dla samej paeziji, adzin tolki znajecca, i kali što pachvalić, dyk možna być peŭnym, što reč taja hodnaja pachvały. Dyk pavoli pačaŭ z im spračacca, tałkavać i, kali ŭrešcie Piatroni paddaŭ sumnivu ŭdałasć adnaho skazu, adazvaŭsia da jaho: — Miecimieš u apošniaj piesni kamientar da hetaha skazu.
— Ach! — padumaŭ Piatroni. — Dyk dažyvu jašče apošniaj piesni.
A ci adzin z prysutnych, čujučy heta, kazaŭ sabie ŭ dušy: — Hora mnie! Piatroni, majučy pierad saboju čas, moža viarnucca ŭ łaski i pakanać nat Tyhelina.
I pačali znoŭ zbližacca da jaho. Ale kaniec viečaru mienš byŭ ščasnym, bo cezar padčas razvitvannia spytaŭ nahła z prymorščanym vokam dy złaradasnaj minaj: — A čamu nie pryjšoŭ Vinić?
Kali b Piatroni byŭ peŭny, što Vinić z Lihijaj užo za bramami horadu, byŭ by adkazaŭ: «Ažaniŭsia z tvajho dazvołu j vyjechaŭ». Ale, bačačy zahadkavuju ŭsmiešku Nerona, adkazaŭ: — Tvaja pozva nie zastała jaho doma.
— Skažy jamu, što chaču jaho bačyć, — havora Neron, — dy nie zabudź jamu pryhadać, kab abaviazkova byŭ na ihryščach, dzie vystupacimuć chryscijanie.
Henyja słovy ŭstryvožyli Piatronija, bo vydavałasia jamu, što adnosiacca biespasiarednie da Lihiji. Sieŭšy ŭ lektyku, zahadaŭ niescisia jašče prytčej, čym rana. Nie jšło heta tak udała. Pierad domam Tyberyja chvalavaŭ nieŭhamonny natoŭp, pjany, jak pierš, ale nie rasspiavany dy tancujučy, tolki ŭzburany.
Zdalok danosilisia niejkija kryki, jakich Piatroni nie moh adrazu sciamić, a jany mahutnieli, rasli, až urešcie zmianilisia ŭ adzin dziki vierask: — Chryscijanie — lvom!
Statnyja lektyki dvaran łučyli siarod vyjučaha natoŭpu. Z hłybini aharełych vulic zbiahalisia štoraz novyja hramady, jakija, pačuŭšy vokryk, pačali jaho paŭtarać. Z vusnaŭ da vusnaŭ pieradavana viestku, što poscih tryvaje ŭžo ad paŭdnia, što šmat padpalvačoŭ užo złoŭlena, i chutka pa novavyviedzienych dy starych vulicach, pa zavułkach, razvalenych u hruzy, razlahaŭsia ŭdoŭž i šyr cełaha Rymu štoraz zajadlejšy vierask: — Chryscijanie — lvom!
— Bydlaty! — paŭtaraŭ z pahardaju Piatroni. — Narod hodny cezara!
I zadumaŭsia: taki sviet, zbudavany na prymusie, ludajedstvie, pra jakoje nat i barbary nie mieli paniaccia, na lichadziejstvie dy šalonaj raspuscie, nie mahčymie astojicca. Niesła ad jaho smiardziačym trupam. Na hniłoje žyccio kłała svaju cień smierć.
Nie raz havaryli pra heta nat miž samimi aŭhustyjanami, ale Piatroniju nikoli tak vyrazna nie ŭjaviłasia taja praŭda, što heny ŭvienčany voz, na jakim u postaci tryumfatara stajić Rym, vałakučy za saboju zbłytany statak narodaŭ, jedzie ŭ propasć. Žyccio svietaŭładnaha horadu vydavałasia jamu niejkim błaznockim karahodam, niejkim strachotnym vybrykam, jakomu narešcie musić ža nastać kaniec.
Razumieŭ ciapier, što adny tolki chryscijanie majuć niejkija novyja asnovy žyccia, ale dumaŭ, što chutka j sledu pa ich nie zastaniecca. A tahdy što?
Błaznocki karahod pojdzie dalej pad vierchavodstvam Nerona, a kali Nerona nie budzie, znojdziecca druhi taki samy abo horšy, bo spamiž takoha narodu i patrycyjatu ciažka, kab lepšy znajšoŭsia. Budzie novaje dzikaje bujanstva, a ŭ dadatku štoraz pluhaviejšaje i hadčejšaje. Ale ž bujanstva nie mahčymie tryvać viečna, i treba pasla jaho lehčy spać, choć by z samaje tolki zniamohi.
Dumajučy pra heta, Piatroni sam čuŭsia strašenna zmučany. Ci varta žyć i to žyć biez peŭnasci pra zaŭtrašni dzień, žyć pa toje tolki, kab hladzieć na padobnaje biazładdzie svietu? Dyk ža hienij smierci nie mienš, zrešty, pryhožy, čym hienij snu, i maje taksama kryły pry plačoch.
Lektyka zatrymałasia pierad dzviaryma domu, jakija čujny prydzvierny ŭ tym ža momancie adčyniŭ.
— Ci spadar Vinić viarnuŭsia? — spytaŭ Piatroni.
— Pierad chvilinaj, — dałažyŭ niavolnik.
— A, znača, nie adbiŭ jaje! — padumaŭ Piatroni.
I, skinuŭšy tohu, ubieh da atryjuma. Vinić siadzieŭ na trynožniku, zviesiŭšy hołaŭ amal nie da samych kaleń, trymajučy jaje ŭ dałoniach, ale, pačuŭšy vodhałas chady, padniaŭ skamianieły tvar i razjiskranyja vočy.
— Spazniŭsia? — spytaŭ Piatroni.
— Ale. Schapili jaje pierad poŭdniem.
Chvilina maŭčannia.
— Bačyŭsia z joju?
— Tak.
— Dzie siadzić?
— U Mamertynskaj viaznicy.
Piatroni zdryhanuŭsia j hladzić na Vinicija pytajučym vokam. A toj: — Nie! — kaža, sciamiŭšy. — Nie pasadzili jaje ŭ Tulijanum[70], ani nat u siaredniaj viaznicy. Padkupiŭ ja vartaŭnika, kab adstupiŭ joj svaju kamoru. Ursus lažyć la paroha j pilnuje jaje.
— Čamu ž Ursus jaje nie abaraniŭ?
— Prysłana piaćdziesiat pretoryjanaŭ, dyj Lin jamu zabaraniŭ.
— A Linus sam?
— Lin pry smierci, tamu nie ŭziali jaho.
— Što miarkuješ rabić?
— Adratavać jaje abo pamierci razam z joju. I ja vieru ŭ Chrysta.
Vinić havaryŭ nibyta spakojna, ale ŭ hołasie jahonym było niešta tak žałasnaje, što serca Piatronija skałanułasia ščyraju litasciu.
70
Najnižejšaja padziemnaja častka viaznicy z adnym atvoryščam uviersie ŭ stoli, dzie pamior kaliś z hoładu Juhurt