Pasla, uzniosšy vočy da nieba, havaryŭ hołasna: — Chryscie miłaserny, uzhlań na heta zbalełaje serca i pacieš jaho! Chryscie miłaserny! Danaravi viecier da voŭny jahniatka! Chryscie miłaserny, jaki maliŭ Ajca, kab adviarnuŭ čaru horyčy ad vusnaŭ Tvajich, adviarni jaje ad vusnaŭ hetaha słuhi Tvajho! Aman!
A Vinić, vyciahvajučy ruki da nieba, kančaŭ: — O Chryscie! Ja Tvoj! Vaźmi j mianie razam z joju!
Na ŭschodzie pakazaŭsia zołak.
LIV
Vinić išoŭ ad Apostała ŭ viaznicu z adrodžanym nadziejaj sercam. Niedzie na dnie dušy skihliła jašče rospač i žach, ale jon hłušyŭ u sabie ichnija vodhuki. Vydavałasia jamu niemahčymym, kab zastupnictva Božaha namiesnika i siła jahonaj malitvy zastalisia biez vyniku. Bajaŭsia sumnivu. «Budu vieryć u Jahonuju miłasernasć, — kazaŭ sabie, — choć by ahladaŭ jaje ŭ zubach lva». I hetaja dumka, choć duža dramancieła i vystupaŭ chałodny pot na tvary, ažyŭlała vieru. Kožny ŭdar serca byŭ ciapier malitvaj. Pačynaŭ ciamić, što viera hory pieranosić, bo pačuŭ u sabie niejkuju dziŭnuju siłu, jakoje ŭpiarod nie adčuvaŭ. Zdavałasia jamu, što zdoleje dakanać takija rečy, jakija šče ŭčora byli jamu nie pad siłu. Inšy raz mieŭ uražannie, byccam licha ŭžo minuła. Kali rospač adzyvałasia šče ŭ dušy stohnam, pryhadvaŭ sabie tuju noč dy toje sviatoje starčaje abličča, apramienienaje malitoŭnaj vizyjaj. «Nie! Chrystus nie adkinie prośby pieršaha vučnia svajho i pastyra aviečak Jahonych! Chrystus zžalicca, preč sumniŭ!» I bieh u viaznicu z dobraju navinoju. Ale tut čakała jaho reč niespadziavanaja. Pretoryjanskaja varta, što zmianiałasia pry Mamertynskaj viaznicy, viedała jaho ŭžo amal usia i zvyčajna nie rabiła jamu pieraškodaŭ, ale heny raz łancuh jaje nie adčyniŭsia, zamiest taho sotnik padyjšoŭ da jaho i dałažyŭ: — Vybačaj, kryvičesny trybunie, siahonnia majem zahad nikoha nie ŭpuščać.
— Zahad? — paŭtaryŭ, bladniejučy, Vinić.
Vajar pahladzieŭ na jaho spahadna j adkazaŭ: — Tak, spadaru. Zahad cezara. U viaznicy bahata josć chvorych, mabyć, bajacca, kab adviedniki nie razniesli zarazy pa horadzie.
— Ale ty kazaŭ, zdecca, što zahad na siannia tolki.
— Apoŭdni zmianiajecca varta.
Vinić aniamieŭ i adkryŭ hołaŭ, bo zdavałasia jamu, što pileołus, jaki mieŭ na hałavie, zrabiŭsia ałavianym. Naraz padychodzić da jaho sotnik bližej i šepča: — Budź spakojny, spadaru. Varta i Ursus pilnujuć jaje.
Heta skazaŭšy, nahnuŭsia i vomih namalavaŭ na kamiennaj plicie daŭhim halijskim miačom rybu.
Vinić chutka zirnuŭ na jaho.
— I ty pretoryjanin?..
— Pakul nie budu tam, — adkazaŭ vajak, pakazvajučy na viaznicu.
— I ja vieru ŭ Chrysta.
— Chvała imieni Jahonamu! Viedaju, spadaru. Nie mahu ŭpuscić ciabie ŭ viaznicu, ale piśmo praz vartaŭnikoŭ mahu daručyć.
— Dziakuj tabie, bracie!..
I, scisnuŭšy ruku vajaka, adyjšoŭ. Pileołus pierastaŭ jamu być ciažkim na hałavie. Ranniaje soniejka padniałosia nad turmoju, a pospał z jahonaj jasnasciu ŭstupała lha ŭ serca Vinicija. Heny vajar-chryscijanin byŭ dla jaho, kazaŭ by, novym dokazam Chrystovaje mahutnasci. Pa chvilinie zatrymaŭsia i, ustaviŭšy vočy ŭ čyrvanavuju naviś abłokaŭ nad Kapitolem dy sviatyniaj Statara, kaža sabie: — Nie bačyŭsia z joju siannia, Zbavicielu, ale vieru ŭ Tvaju miłasernasć.
Doma čakaŭ na jaho Piatroni, jaki, jak zaŭsiody, «z nočy dzień robiačy», niadaŭna byŭ viarnuŭsia. Paspieŭ, adnak, užo vykupacca dy namascicca pierad snom.
— Maju, — kaža, — dla ciabie naviny. Byŭ ja siannia ŭ Tulija Senecyja, dzie byŭ i cezar. Nieviadoma skul pryjšło ŭ hołaŭ aŭhuscie pryviesci z saboju i małoha Rufija… Moža, na toje, kab svajoju ŭradlivasciu zmiakčyć serca cezara. Dzicia, jak na biadu, zmaryŭ son, i zasnuła padčas čytannia, jak kaliś Viespasyjan. Ahienabarbus, zaciemiŭšy heta, špurnuŭ u jaho kaŭšom. Papieja abamleła, a ŭsie čuli, jak cezar ziknuŭ: «Abryd mnie ŭžo hety prypłodak!», a heta, bač, abaznačaje toje samaje, što i smierć.
— Nad aŭhustaju zavisła kara Božaja, — zaciemiŭ Vinić, — ale čamu ty mnie heta havoryš?
— Kažu dziela taho, što ciabie i Lihiju pierasledvaŭ hnieŭ Papieji, a ciapier voś jana, zaturbavanaja sobskim niaščasciem, moža zaniachajić pomstu i lahčej dasca ŭprasić. Budu bačycca z joju siannia ŭviečary i havarycimu ŭ henaj spravie.
— Dziakuju tabie. Abviasciŭ ty mnie dobruju navinu.
— A ty pakupajsia dy adpačni. Vusny tvaje ssinieli, i cień z ciabie tolki zastaŭsia.
Ale Viniciju niama kali adpačyvać: — Nie kazali, kali adbudziecca pieršaje ludus matutinus?
— Za dziesiać dzion. Ale bracimuć naŭpierad inšyja viaznicy. Čym bolš miecimieš času, tym lepš.
I tak kažučy, havaryŭ toje, u što sam užo nie vieryŭ, bo viedaŭ dobra: kali cezar u adkaz na prośbu Alitura znajšoŭ hładki adman, u jakim paraŭniaŭ siabie z Brutam, dyk dla Lihiji niama ŭžo ratunku. Stajiŭ taksama praz litasć toje, što čuŭ u Senecyja: byccam cezar i Tyhelin manilisia vybrać dla siabie i dla pryjacielaŭ najpryhažejšyja chryscijanskija małoduchny i zhańbić ich pierad pakutami, a astatnija addaduć u samy dzień ihryšča pretoryjanam i biestyjaryjam.
Viedajučy, što Vinić ni za što nie zachoča pieražyć Lihiju, znarok padtrymoŭvaŭ jahonuju nadzieju pierš-napierš praz spačuccio dla jaho, pa-druhoje, henamu estetu raschodziłasia taksama i pra toje, kab Vinić, kali sudžana budzie jamu pamierci, pamior pryhožym, a nie ŭčarniełym z bolu j biassonnicy.
— Skažu siannia, — kaža, — aŭhuscie bolš-mienš tak: uratuj Lihiju dla Vinicija, a ja ŭratuju dla ciabie Rufija. I dumacimu surjozna pra heta. Rudabarodamu adno słova, pad paru skazanaje, moža časami kaho ŭratavać abo zhubić. U najhoršym vypadku, prynamsi, sprava adciahniecca.
— Dziakuju tabie, — paŭtaryŭ Vinić.
— Najlepš mnie adudziačyšsia, jak pierakusiš krychu dy adpačnieš. Na Afinu! Adysiej u najbolšym niaščasci nie zabyvaŭ pra son dy ježu! Cełuju noč chiba prasiedzieŭ u viaznicy?
— Nie, — adkazvaje Vinić. — Maniŭsia dastupicca da viaznicy ciapier, ale vydany zahad nikoha nie ŭpuščać. Daviedajsia ty, ci zahad heny vydany na siannia tolki, ci až da dnia ihryščaŭ.
— Daviedajusia siannia nočču i zaŭtra ranieńka tabie skažu, na jak doŭha dy dziela čaho jon vydany. Nu, a ciapier, choć by Hielijos ad markoty sychodziŭ da Kamieryjskaj krajiny, idu spać, a ty jdzi ŭ maje slady.
I razyjšlisia, ale Vinić pajšoŭ u biblijateku dy pačaŭ pisać Lihiji piśmo.
Skončyŭ i adnios jaho sam dy addaŭ sotniku-chryscijaninu, jaki na jahonych vačach panios jaho ŭ viaznicu. Praz momant viarnuŭsia z pryvitanniem ad Lihiji dy z abiacankaj, što jašče siannia pryniasie ad jaje adkaz.
Vinić nie chacieŭ, adnak, viartacca i, sieŭšy na kamiani, čakaŭ na adkaz Lihiji.
Sonca vysoka ŭžo padniałosia, i praz Klivus Arhientaryjus[74] napłyvaŭ na Forum, jak zvyčajna, narod. Handlary rekłamavali svaje tavary, varažbity sulili prachožym svaje pasłuhi, hramadzianie ciahnulisia pavolnym krokam da rojstraŭ słuchać pryhodnych retoraŭ abo dzialicca najsviažejšymi navinami. Čym bolš pryhravała sonca, tym bolš hramady vałyndaŭ toŭpilisia pad portykam sviatyń, s-pad jakich vylataŭ statak hałuboŭ, raz-poraz łapočučy j pałyskujučy na soncy biełymi kryłami. Ad lišniaha sviatła j ciapła, ad nieŭcichalnaha homanu pačali Viniciju klejicca vočy. Manatonnyja kryki chłopcaŭ, hulajučych niedaloka ŭ moru, dy raŭnamiernyja kroki varty kałychali jaho da snu. Razoŭ niekalki hlanuŭ jašče na viaznicu, pasla pachinuŭsia na skalny zrub, uzdychnuŭ, jak dzicia pasla doŭhaha płaču, i zasnuŭ.