— Čaho ž ty chočaš ad mianie? — spytała tryvožnaja Papieja.
— Pieraprasi zahnievanyja bostvy.
— Jak?
— Lihija zachvareła. Pastarajsia ŭ cezara abo Tyhelina, kab jaje addaŭ Viniciju.
A jana rospačna: — Ci dumaješ, ja mahu?
— Možaš inšuju reč. Kali Lihija vyzdaravieje, musicimie jsci na smierć.
Idzi ŭ sviatyniu Viesty j zažadaj, kab virgo magna[75] znajšłasia prypadkam kala Tulijanuma ŭ toj čas, jak buduć vyvodzić viazniaŭ na smierć, i zahadała vyzvalić tuju dziaŭčynu. Vialikaja viastałka nie admovicca na tvajo słova.
— A kali Lihija pamre z haručki?
— Chryscijanie kažuć, što Chrystus mscivy, ale j spraviadlivy: być moža, sama tolki dobraja vola tvaja abłaskavić jaho.
— Chaj mnie dasć jaki znak, što azdarović Rufija.
Piatroni pacisnuŭ plačyma.
— Ja nie pryjšoŭ jak pasłaniec Jahony, o boskaja, kažu tabie tolki: budź lepš u zhodzie z usimi bostvami rymskimi j čužymi.
— Pajdu! — adkazała spakoranym hołasam Papieja.
Piatroniju duch adkaciŭsia.
«Narešcie niečaha dastukaŭsia!» — padumaŭ.
I, viarnuŭšysia, kaža Viniciju:
— Prasi svajho Boha, kab Lihija nie pamierła z haručki, bo kali nie pamre, dyk Vialikaja Viastałka zahadaje vyzvalić jaje. Sama aŭhusta budzie jaje ab hetym prasić.
Vinić pahladzieŭ na jaho vačyma, u jakich łunała haračka, i adkazaŭ: — Jaje vyzvalić Chrystus.
A Papieja, jakaja dziela ratavannia Rufija hatovaja była palić hiekatomby ŭsim bahom svietu, taho ž dnia šče viečaram pajšła na Forum da viastałak, paručyŭšy dahladannie chvoraha dziciaci viernaj niańcy Silviji, jakaja i jaje ž samuju vyniańčyła.
Ale na Pałatynie prysud na dzicia byŭ užo vydany, bo ledź tolki lektyka cezaryni schavałasia za vialikaju bramaj, da kamory, dzie lažaŭ mały Rufij, uvajšło dvuch vyzvolnikaŭ cezara, z jakich adzin kinuŭsia na staruju Silviju i zatknuŭ joj vusny, a druhi, schapiŭšy miednuju statuetku Sfinksa, ahłušyŭ jaje adnym udaram. Pasla padyjšli da Rufija. Raspaleny haručkaj i biesprytomny chłopčyk, nie ciamiačy, što navokał jaho dziejecca, usmichaŭsia da ich i morščyŭ svaje pryhožyja vočki, jak by natužvaŭsia ich paznać. Ale jany, zniaŭšy z niańki pojas, nazyvany cynhulumam, zašmarhnuli jamu na šyi dy pačali zaciskać. Dzicianio paspieła tolki vyhavaryć «mama» i chutka skanała. Pasla čaho akrucili jaho ŭ posciłku i, sieŭšy na pryhatavanyja koni, adviezli až u Ostyju dy ŭkinuli ŭ mora.
Papieja, nie zastaŭšy doma Vialikaj Dziavicy, jakaja pospał z inšymi viastałkami była ŭ Vatynija, chutka viarnułasia na Pałatyn. Zastaŭšy parožnaje łožka i ŭchaładzieŭšaje cieła Silviji, abamleła, a pasla aprytomlennia pačała kryčać, i dziki kryk jejny razlahaŭsia praz usiu noč i dzień nastupny.
Ale na treci dzień cezar zahadaŭ joj prysutničać na bankiecie, dyk, prybraŭšysia ŭ amietystavuju tuniku, pryjšła j siadzieła z abliččam skamianiełym, załatavałosaja, maŭklivaja, čaroŭnaja i zładumnaja, by anioł smierci.
LVI
Dakul Fłavij nie zbudavaŭ Kałoseum, amfiteatry ŭ Rymie budavana pieravažna z dreva, dyk amal što ŭsie zhareli padčas pažaru. Neron, adnak, na abiacanyja ihryščy zahadaŭ zbudavać niekalki, a miž imi adzin vializny, na jaki zaraz ža pasla pažaru začali spłaŭlać moram i Tybram vielizarnyja biarvienni z Atłasu. Ihryščy mielisia važnasciu j likam achviar pieravyšyć usie dahetulašnija, dyk dabudoŭvali abšyrnyja pamiaškanni dla ludziej i zviaroŭ. Tysiačy rabotnikaŭ uvichałasia kala budovy dzień i noč. Budavali dy ŭpryhožvali biez adpačynku. Narod bajaŭ sabie cudy pra siadzielnyja łožy, vykładanyja bronzaj, burštynam, słanovaju kosciu, pierłoŭcam i skarupiencam zamorskich čarapachaŭ. Biahučyja ŭzdoŭž łavaŭ kanavy, poŭnyja chałodnaje vady z horaŭ, mielisia padtrymoŭvać u budynku pryjemny chaładok, nat padčas haračyni. Vielizarny purpurovy vielaryjum zascierahaŭ ad sonca. Miž šerahami siedziščaŭ urychtoŭvali kadzilnicy dla palennia arabskich pachnidłaŭ; uhary prystrojvali pryłady dla skraplennia hladzielnikaŭ šafranovaj rasoju i viervienaju. Słaŭnyja budaŭničyja Sever i Celer natužyli ŭsiu svaju ŭmiełasć, kab zbudavać amfiteatr niezraŭnany, mohučy zmiascić takuju kolkasć cikaŭnych, jakoje nijaki z viedamych dahetul amfiteatraŭ nie moh zmiaščać.
Dyk u dzień raspačaccia ludus matutinus nataŭp cikaŭnych čakaŭ ad samaha dosvitku adčyniennia bramaŭ, usłuchoŭvajučysia z lubasciu ŭ ryk lvoŭ, chraplivaje vurčannie panteraŭ i vyccio sabak. Zviarju nie davali ježy dva dni ŭžo, a zamiest charču abnosili pierad imi zakryvaŭlenyja kavałki miasa, kab razbudzić u ich bolšuju kryvažadnasć i hoład. Inšy raz padymałasia takaja hramavaja bura ryku j vyccia, što ludziam nielha było la cyrku hutaryć, a bolš uražlivyja bialeli ad strachu. A pry ŭschodzie sonca pačynalisia hučnyja, ale spakojnyja j pavažnyja piesni, jakich słuchali z podzivam, paŭtarajučy: «Chryscijanie! Chryscijanie!»
Vialikija hramady ich u amfiteatr pryhnana jašče nočču i nie z adnaje tolki viaznicy, jak manilisia pierš, ale z usich pakrysie. Narod viedaŭ, što vidoviščy praciahnucca praz cełyja tydni j miesiacy, ale jšła sprečka, ci z toj častkaju, jakaja była pryznačana na siannia, zdolejuć za dzień uvichnucca. Hałasy mužčynskija, žanočyja, dziciačyja, piajučyja ranniuju piesniu, byli takija šmatlikija, što znaŭcam zdavałasia: choć by pa sto i dzviescie asob vysyłana za raz, zviary zniamohucca, nasyciacca i da viečara nie paspiejuć usich parazryvać. Inšyja cvierdzili, što nadta vialikaja kolkasć achviar, vystupajučych na arenie adnačasna, razryvaje ŭvahu i abciažvaje lubavacca naležna vidoviščam. Čym bližej była chvilina adkryccia kalidoraŭ, viadučych usiaredzinu, nazyvanych vamitoryjami, viasiołasć i ažyŭlennie rasło, sprečki množylisia. Tvarylisia nat partyi, što spračalisia miž saboju, chto lepš razryvaćmie ludziej: lvy abo tyhry. Išli ŭzakład. Inšyja raskazvali pra hładyjataraŭ, jakija mielisia vystupić na arenie pierad chryscijanami, i znoŭ tvarylisia sprečnyja hrupy to samnitaŭ, to hałaŭ, to mirmiłonaŭ, to trakaŭ. Šče zarannia mienšyja j bolšyja ich addzieły pačali pad vierchavodstvam zahadčykaŭ, nazyvanych łanistami, napłyvać u amfiteatr. Nie chočučy pieradčasna pierasilvacca, jšli biez zbroji, časta zusim nahija, z zialonymi halinkami ŭ rukach abo viankami na hałavie, maładyja, pryhožyja ŭ rannim sviatle, poŭnyja žyccia. Ich muskułatura bliščeła alivaj, mahutnaja, by vykavanaja z marmuru, zachaplała razlubavany strojnasciu narod. Mnohija z ich byli znajomyja asabista niekatorym hladzielnikam, dyk časta z roznych bakoŭ razlahalisia pryvitanni: «Zdaroŭ, Furnijus! Zdaroŭ, Leo! Zdaroŭ, Maksimus! Zdaroŭ, Dyjomiedes!» Małoduchny padymali na ich razlubavanyja vočy, a jany vyhladali, dzie katoraja pryhažejšaja, i žartaŭliva adzyvalisia, jak by biesturbotna, pasyłajučy całunki abo vokličy: «Abnimi, pakul smierć jašče nie abniała!» — dy znikali ŭ bramach, z katorych mnohija ŭžo nie viartalisia. Za hładyjatarami jšli mastyhofory, heta znača ludzi z bizunami, abaviazkam jakich było sciobać i pabudžać da baraćby.
Za imi muły ciahnuli ŭ bok spolaryjaŭ ceły aboz draŭlanych trunaŭ. Hetym ciešyŭsia narod, dadumoŭvajučysia z ich kolkasci ab vialikasci vidovišča. Usled za imi jšli ludzi, jakija dabivali paranienych, byli jany apranutyja na padobu Charona abo Merkura; za imi — ludzi, nahladajučyja za paradkam u cyrku, što razdavali miejscy; pasla — niavolniki, raznosiačyja stravy j chaładniki, a napasledak pretoryjanie, jakich kožny cezar zaŭsiody mieŭ u amfiteatry pad rukoju.